W sieci pojawiło się nagranie agresywnego zachowania wobec ukraińskich pracowników na terenie budowy pod Skawiną. Mężczyzna wykrzykiwał obraźliwe słowa odnoszące się do ich narodowości, groził im, a następnie ruszył w stronę osoby trzymającej telefon. Sprawą zajmują się policja i prokuratura.
W skrócie:
- Do zdarzenia doszło 24 lipca na budowie hali pod Skawiną.
- Zawiadomienie złożyło dwóch obywateli Ukrainy.
- Firma poinformowała, że mężczyzna nie jest już jej przedstawicielem.
Nagranie zarejestrowane na budowie w okolicach Skawiny zaczęło krążyć w mediach społecznościowych. Widać na nim mężczyznę w kasku i kamizelce ochronnej, który wulgarnie zwraca się do ukraińskich pracowników. Padają obraźliwe określenia odnoszące się do narodowości oraz słowa o wysłaniu Ukraińców na front. Film urywa się, gdy mężczyzna podchodzi do nagrywającego i próbuje odebrać mu telefon. Oryginalne nagranie już zniknęło z siecie, ale dostępna jest jego kopia.
Do zdarzenia doszło w piątek, 24 lipca, przed południem. Dzień później dwaj obywatele Ukrainy zgłosili się na komisariat w Skawinie i złożyli zawiadomienie dotyczące gróźb karalnych. Policjanci po przeanalizowaniu nagrania uznali, że postępowanie powinno obejmować również możliwy atak na tle narodowościowym.
Policja zna tożsamość mężczyzny
Policja ustaliła już personalia mężczyzny widocznego na nagraniu. Według informacji przekazanych mediom 29 lipca nie został on jeszcze zatrzymany. Funkcjonariusze zbierają materiał dowodowy, który ma zostać przekazany prokuraturze. To ona podejmie decyzję dotyczącą dalszych czynności i ostatecznej kwalifikacji prawnej zdarzenia.
Z dotychczasowych ustaleń wynika, że poszkodowani pracowali dla innej firmy niż mężczyzna widoczny na filmie. Do incydentu miało dojść na terenie powstającej hali. OKO.press podaje, że chodzi o budowę centrum logistycznego sieci Lidl w Skawinie. Generalny wykonawca inwestycji, firma Atlas Ward, przekazał jednak, że osoby uczestniczące w zdarzeniu nie były jej pracownikami, i zapowiedział wewnętrzne postępowanie wyjaśniające.
Mężczyzna reprezentował Grupę Stadnicki, produkującą i montującą między innymi zabezpieczenia przemysłowe.
Firma: nie reprezentuje już spółki
Grupa Stadnicki stanowczo odcięła się od zachowania mężczyzny widocznego na nagraniu. W oświadczeniu podkreślono, że jego postępowanie nie było związane z poleceniami ani stanowiskiem firmy, lecz stanowiło samowolne działanie.
„Zachowanie tej osoby było jej całkowicie prywatnym, samowolnym działaniem. Nasza organizacja podjęła decyzję o podjęciu natychmiastowych i zdecydowanych działań w tej sprawie. Osoba ta nie reprezentuje już naszej firmy w żadnym zakresie” – przekazała spółka.
Firma wyraziła również ubolewanie z powodu zdarzenia, zaznaczając, że poszkodowany pracował dla innego przedsiębiorstwa. Zarząd podkreślił, że ewentualny konflikt na budowie nie może usprawiedliwiać agresywnego zachowania.
„Jest nam niezmiernie przykro z powodu zaistniałej sytuacji. Żadne emocje ani spory zawodowe nie mogą stanowić usprawiedliwienia dla agresji fizycznej” – napisano w oświadczeniu Grupy Stadnicki.
Z komunikatu wynika, że firma zdecydowała o natychmiastowym zakończeniu współpracy z mężczyzną. Sprawą niezależnie zajmują się policja i prokuratura, które mają ustalić dokładny przebieg zdarzenia oraz jego kwalifikację prawną.



















