Rada Miejska w Wieliczce po raz kolejny nie udzieliła burmistrzowi Rafałowi Ślęczce wotum zaufania. Uchwała absolutoryjna również nie uzyskała wymaganej większości. Formalnie to jedna z najważniejszych sesji w roku, politycznie — kolejna odsłona konfliktu, który od początku kadencji ciąży nad wielickim samorządem.
W skrócie:
- Rafał Ślęczka drugi rok z rzędu nie uzyskał wotum zaufania.
- Za wotum było 8 radnych, przy wymaganych 12 głosach.
- Uchwała absolutoryjna miała 9 głosów „za”, ale także nie uzyskała wymaganej większości ustawowego składu rady.
- Drugie z rzędu nieudzielenie wotum zaufania otwiera radzie drogę do referendum w sprawie odwołania burmistrza.
Podczas środowej sesji, 17 czerwca, Rada Miejska w Wieliczce głosowała nad wotum zaufania i absolutorium dla burmistrza Rafała Ślęczki. Obie uchwały wymagały bezwzględnej większości ustawowego składu rady. Ponieważ Rada Miejska w Wieliczce liczy 23 radnych, potrzebnych było 12 głosów „za”.
Tego wyniku nie udało się osiągnąć ani przy wotum zaufania, ani przy absolutorium.
Najważniejsze skutki prawne wiążą się jednak z wotum zaufania. To już drugi rok z rzędu, w którym Rafał Ślęczka nie otrzymał poparcia rady w tym głosowaniu. Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym oznacza to, że rada może teraz podjąć uchwałę o przeprowadzeniu referendum w sprawie odwołania burmistrza. Nie musi tego robić, ale droga do takiej decyzji została formalnie otwarta.
Kto jak głosował?
W głosowaniu nad wotum zaufania „za” było 8 radnych: Inga Cichoń, Beata Dubiel-Kulma, Agnieszka Frąk, Piotr Klimczyk, Daniel Lenik, Dominik Mikuła, Małgorzata Przetaczek i Grzegorz Sendorek.
Przeciw zagłosowało 7 radnych: Kamil Jastrzębski, Julia Kubać, Tadeusz Luraniec, Adrian Palonek, Elżbieta Sendor, Robert Skowronek i Monika Zamarlik.
Od głosu wstrzymali się: Ludwik Gawor, Bartłomiej Krzych i Elżbieta Sikora.
Nieobecni byli: Włodzimierz Hartabus, Jakub Kostrz, Małgorzata Krasoń, Dorota Król i Grażyna Szwed.
Wynik oznacza, że uchwała o udzieleniu wotum zaufania nie uzyskała wymaganej większości. A w przypadku wotum zaufania przepisy są jednoznaczne: niepodjęcie uchwały o udzieleniu wotum jest równoznaczne z nieudzieleniem wotum.
Nieco inaczej trzeba opisać głosowanie nad absolutorium. Za udzieleniem absolutorium zagłosowało 9 radnych: Inga Cichoń, Beata Dubiel-Kulma, Ludwik Gawor, Piotr Klimczyk, Bartłomiej Krzych, Daniel Lenik, Dominik Mikuła, Małgorzata Przetaczek i Grzegorz Sendorek.
Przeciw był Tadeusz Luraniec. Wstrzymali się: Kamil Jastrzębski, Julia Kubać, Adrian Palonek, Elżbieta Sendor, Elżbieta Sikora, Robert Skowronek i Monika Zamarlik. Głosu nie oddała Agnieszka Frąk. Pięcioro radnych było nieobecnych.
Choć głosów „za” było więcej niż głosów „przeciw”, uchwała absolutoryjna nie uzyskała wymaganej większości. Przy 23-osobowej radzie potrzeba było 12 głosów „za”. Burmistrz nie uzyskał więc absolutorium.
Burmistrz: „Nie będę odpowiadał polityką na politykę”
Po głosowaniu Rafał Ślęczka opublikował stanowisko, w którym ocenił decyzję części radnych jako działanie polityczne.
— Niestety Rada Miejska głosami radnych Koalicji Obywatelskiej oraz Porozumienia Samorządowego po raz kolejny zdecydowała o nieudzieleniu mi wotum zaufania, nie wskazując przy tym żadnych konkretnych zarzutów wobec mojej pracy, pracy urzędu ani działań podejmowanych przez mój zespół — napisał burmistrz.
Ślęczka podkreślił, że przez ostatni rok wraz ze swoim zespołem pracował nad poprawą sytuacji finansowej gminy, porządkowaniem ważnych spraw i przygotowaniem działań na kolejne miesiące.
— Trudno takie działanie odbierać inaczej niż jako polityczną demonstrację siły. Wotum zaufania powinno być oceną pracy, odpowiedzialności i efektów podejmowanych działań — stwierdził.
Burmistrz zapewnił też, że nie zamierza odpowiadać politycznym odwetem wobec mieszkańców tych części gminy, które reprezentują radni będący wobec niego w opozycji.
— Nie będę odpowiadał polityką na politykę. Gmina nie jest własnością żadnej partii, klubu ani grupy interesów. Jest naszym wspólnym dobrem — dobrem mieszkańców Miasta i Gminy Wieliczka — napisał Rafał Ślęczka.
Nieobecność, która mogła przesądzić o wyniku
Jednym z najważniejszych politycznych elementów środowej sesji była nieobecność pięciorga radnych Koalicji Obywatelskiej. Wiadomo, że jeden z nich — Jakub Kostrz, jest za zagranicą i nie mógł być na sesji, jednak pozostali teoretycznie mogli wziąć udział w tak ważnym głosowaniu.
To istotne, bo — jak słyszymy — radni wspierający burmistrza wnioskowali o odroczenie sesji, aby głosowanie odbyło się przy pełniejszym składzie rady. Ostatecznie do tego nie doszło, a brak kilku radnych miał realny wpływ na arytmetykę głosowań.
W Wieliczce od początku kadencji układ sił jest napięty. Rafał Ślęczka objął gminę po wieloletnich rządach Artura Kozioła. Były burmistrz, w ostatnich latach związany politycznie z Platformą Obywatelską, startował z własnego komitetu, ale miał oficjalne wsparcie PO. Po przegranych wyborach wszedł do rady i został jej przewodniczącym. Z funkcji i mandatu zrezygnował po objęciu stanowiska w Warszawie.
Ślęczka z kolei miał w wyborach poparcie Prawa i Sprawiedliwości. Mimo zmiany burmistrza, w radzie nadal silne pozostaje środowisko związane z poprzednim włodarzem. Komitet Artura Kozioła zdobył 8 mandatów, Koalicja Obywatelska 6, a komitet Rafała Ślęczki 6. Otwarta Wieliczka ma 2 mandaty, a Konfederacja i Bezpartyjni Samorządowcy 1. To oznacza, że burmistrz od początku kadencji rządzi bez własnej większości, a każde ważniejsze głosowanie może stać się elementem szerszej politycznej rozgrywki.
Burmistrz w politycznym klinczu
Konflikt między burmistrzem a większością rady trwa od początku kadencji. W tle są finanse gminy, emisja obligacji, spór o podwyżkę opłat za odpady, kryzys wokół Szkoły Mistrzostwa Sportowego oraz kolejne decyzje budżetowe.
Ślęczka obejmował urząd w trudnej sytuacji finansowej samorządu. Już w pierwszych miesiącach kadencji przekonywał, że gmina musi ratować płynność i zabezpieczyć bieżące zobowiązania, w tym środki potrzebne m.in. na wynagrodzenia w oświacie. Jednym z najostrzejszych sporów była emisja obligacji, która miała pomóc w uporządkowaniu budżetu. W tle pojawiały się zastrzeżenia Regionalnej Izby Obrachunkowej dotyczące kolejnych zobowiązań, a część radnych krytycznie podchodziła do działań nowego burmistrza.
Później przyszły kolejne konflikty. Głośny był spór o odbiór odpadów i stawki za śmieci. Jeszcze większe emocje wywołała sprawa Szkoły Mistrzostwa Sportowego i przyszłości uczniów Szkoły Podstawowej nr 1. Wtedy w Wieliczce pojawiła się nawet inicjatywa referendalna dotycząca odwołania rady.
Teraz jednym z najważniejszych tematów jest planowana trasa S7 Kraków–Myślenice. Część krytyków obecnych władz zarzuca im zbyt małą aktywność w obronie gminy przed niekorzystnymi wariantami drogi. Ten zarzut trudno jednak sprowadzić do prostego hasła o bierności. Zarówno poprzedni burmistrz Artur Kozioł, jak i obecny burmistrz Rafał Ślęczka angażowali się w rozmowy z GDDKiA, kierowali pisma, uczestniczyli w spotkaniach i protestach, a samorząd Wieliczki publicznie sprzeciwiał się prowadzeniu wariantów S7 przez teren gminy. Teraz spór o S7 stał się więc kolejnym polem politycznej walki.
Na sesji 17 czerwca przeciwnicy burmistrza zarzucali mu brak kontynuacji ważnych inwestycji oświatowych, przede wszystkim szkoły w Śledziejowicach oraz przedszkoli w Zabawie i Koźmicach Wielkich. Ślęczka odpowiadał, że sprawa nie jest tak prosta, bo inwestycje są obciążone poważnymi błędami projektowymi, za które — według niego — odpowiada poprzednia ekipa rządząca gminą.
Co teraz może zrobić rada?
Nieudzielenie wotum zaufania nie odwołuje burmistrza. Nawet jeśli dzieje się to drugi rok z rzędu. Prawo daje jednak radzie możliwość wykonania kolejnego kroku.
Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym, jeżeli burmistrz nie otrzyma wotum zaufania w dwóch kolejnych latach, rada może podjąć uchwałę o przeprowadzeniu referendum w sprawie jego odwołania. Może, ale nie musi. To uprawnienie rady, a nie obowiązek.
Taka uchwała również wymagałaby bezwzględnej większości ustawowego składu rady, czyli w Wieliczce 12 głosów. Musiałaby zostać podjęta w głosowaniu imiennym i nie wcześniej niż po upływie 14 dni od uchwały dotyczącej wotum zaufania.
Jeśli rada zdecydowałaby się na taki krok, nie byłoby etapu zbierania podpisów. To nie byłoby referendum z inicjatywy mieszkańców, lecz referendum uruchamiane uchwałą rady. Po jej podjęciu sprawa trafiłaby do komisarza wyborczego, który odpowiada za dalszą procedurę.
Kluczowy byłby jednak próg ważności samego referendum. W drugiej turze wyborów na burmistrza Wieliczki w 2024 roku wzięło udział nieco ponad 21 tys. mieszkańców. Referendum w sprawie odwołania burmistrza byłoby ważne, jeśli do urn poszłoby co najmniej 3/5 tej liczby, czyli około 12,8 tys. osób.
W praktyce oznaczałoby to frekwencję na poziomie niespełna 27 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania według danych z 2024 roku. Dopiero przy takim udziale mieszkańców wynik miałby znaczenie prawne. Aby burmistrz został odwołany, za jego odwołaniem musiałaby opowiedzieć się większość głosujących.
Jest też drugi, bardzo istotny element. Jeżeli referendum zostałoby przeprowadzone na wniosek rady z powodu innego niż nieudzielenie absolutorium, a mieszkańcy w ważnym głosowaniu opowiedzieliby się przeciw odwołaniu burmistrza, działalność rady uległaby zakończeniu z mocy prawa. W praktyce oznaczałoby to przedterminowe wybory do rady.
To ważne w kontekście obecnego układu sił. W 23-osobowej Radzie Miejskiej w Wieliczce komitet Artura Kozioła ma 8 mandatów, komitet Rafała Ślęczki 6 mandatów, Koalicja Obywatelska 6 mandatów, Otwarta Wieliczka 2 mandaty, a Konfederacja i Bezpartyjni Samorządowcy 1 mandat. Burmistrz nie ma więc stabilnej większości. Z kolei środowisko poprzedniego burmistrza oraz KO mają razem arytmetyczną większość w radzie.
W praktyce oznacza to, że Rafał Ślęczka może stać się przedmiotem dalszych działań politycznych, których celem byłoby przejęcie kontroli nad gminą jeszcze przed końcem kadencji. Referendum byłoby jednak ryzykowne również dla jego przeciwników. Gdyby mieszkańcy obronili burmistrza, polityczne konsekwencje mogłyby uderzyć w samą radę.
Dlatego środowe głosowanie nie zamyka sporu, ale otwiera nowy etap. Rada może spróbować doprowadzić do referendum, ale musiałaby mieć nie tylko 12 głosów za taką uchwałą. Musiałaby też liczyć się z tym, że ostateczne słowo należałoby do mieszkańców.
Otwarta Wieliczka pyta radnych o odwagę
Do sprawy odniosło się stowarzyszenie Otwarta Wieliczka, które ma swoich przedstawicieli w radzie. W komentarzu po sesji wskazano, że Rafał Ślęczka — podobnie jak rok temu — nie uzyskał wotum zaufania ani absolutorium.
„Za votum głosowało 8 radnych, za absolutorium 9 radnych. Potrzebne było 12. Brak votum drugi rok z rzędu daje radnym prawo do przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania burmistrza” — napisali przedstawiciele stowarzyszenia.
Otwarta Wieliczka zwróciła też uwagę na polityczne ryzyko takiego ruchu. Jeśli referendum byłoby ważne, a większość mieszkańców zagłosowałaby przeciw odwołaniu burmistrza, konsekwencje mogłyby dotknąć samą radę.
„Czy radni niezadowoleni z pracy burmistrza odważą się na referendum? Czy boją się o swoje stołki?” — pytają przedstawiciele Otwartej Wieliczki.
I to pytanie może teraz wyznaczyć najbliższe tygodnie w wielickim samorządzie. Bo po środowym głosowaniu droga do referendum jest formalnie otwarta. Nie wiadomo jednak, czy radni rzeczywiście będą chcieli nią pójść.



















