wtorek, 28 kwietnia 2026 11:57, aktualizacja 19 minut temu

Bieg z widokiem na Tatry. Pieniny Ultra-Trail z rekordami

Na trasie PUT
Na trasie PUT / Everyday Outdoor Monika Kwiecień, Fb. Pieniny Ultra - Trail

Szczawnica znów zamieniła się w stolicę polskiego trailu. Trzynasta edycja Pieniny Ultra-Trail, rozegrana od 23 do 26 kwietnia, przyniosła rekordową frekwencję, bardzo szybkie bieganie, mocne wyniki mistrzostw Polski i świetne warunki na trasach. Biegacze faktycznie podziwiali nie tylko Pieniny, ale spogladali na zaśniezona Tatry, które odsłoniły się w całej okazałości.

Rekordy, zwycięzcy i mistrzostwa Polski

Największe wrażanie już na poczatku imprezy zrobił wynik Romana Ficka na „Spiskim Wędrowcu”.

Roma Ficek na mecie w Szczawnicy / UMWM

Zawodnik ze Skawicy wygrał najdłuższy bieg festiwalu i ustanowił nowy rekord trasy 135,7 km z czasem 15:27:45. Dla porównania, rok wcześniej ten dystans wygrał Artur Baran w 16:07:12, więc tegoroczny triumfator poprawił najlepszy wynik o blisko 40 minut. Wygrał po powrocie do ścigania po dłuższej przerwie zdrowotnej, co tylko dodaje temu rezultatowi ciężaru.

📸 Pierwsza zajawka zdjęć od / First sneak peek of photos from: Everyday Outdoor Monika Kwiecień

Opublikowany przez Pieniny Ultra-Trail Poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Na pozostałych dystansach open wygrywali: Karol Sioła z Grywałdu na „Niepokornym Mnichu” z czasem 9:46:07, Bartosz Ligas z Tylmanowej na „Dzikim Groniu” w 5:52:38, Adrian Bednarek na „Żwawych Wierchach” w 2:35:08, Pavol Orolin na „Chyżej Durbaszce” w 1:40:13, Maciej Lachowski na „Hardym Rollingu” w 51:42, Dawid Malina na „Wielkiej Prehybie” w 3:10:28 oraz Dominik Tabor na „Lubaniu Vertical” w 38:05. Wśród kobiet zwyciężały odpowiednio: Kristina Kmetova, Justyna Mamala-Uznańska, Agata Czech, Agnieszka Dygacz, Anna Kulesza, Martyna Młynarczyk, Katarzyna Dombrowska i ponownie Martyna Młynarczyk.

W ramach imprezy rozegrano mistrzostwa Polski a wyniki były decydujace przy awansach do dalszej rywalizacji, nic dziwnego, że poziom był tak wysoki i biegacze z czołówki polskiego trailu dali z siebie wszystko. PZLA Mistrzostw Polski rywalizacja toczyła się w trzech konkurencjach i miała duże znaczenie w kontekście kwalifikacji do czerwcowych mistrzostw Europy w biegach off-road w Słowenii. W „Uphillu” na Lubaniu złoto wywalczyli Dominik Tabor i Martyna Młynarczyk, oboje z rekordami trasy. W „Mountain Classic” na Hardym Rollingu mistrzami Polski zostali Maciej Lachowski i Martyna Młynarczyk, a w „Short Trail” na Wielkiej Prehybie najlepsi okazali się Dawid Malina i Katarzyna Dombrowska, również z rekordowymi wynikami.

Klasa sama w sobie

Warto zatrzymać się przy kilku nazwiskach, bo to właśnie one najmocniej budowały sportową rangę tegorocznego Pieniny Ultra-Trail. Nie sposób pominąć Martyny Młynarczyk, która w Szczawnicy znów pokazała wielką klasę. W 2026 roku sięgnęła po dwa złote medale mistrzostw Polski — w „Lubaniu Vertical” i „Hardym Rollingu”, a oba biegi wygrała z rekordami tras. To kolejny mocny rozdział jej historii w Pieninach, bo już w 2024 roku była jedną z bohaterek mistrzostw Polski, wygrywając „Wielką Prehybę” i bijąc rekord trasy. Warto pamiętać, że to zawodniczka międzynarodowej klasy — w 2025 roku triumfowała w prestiżowym biegu CCC podczas UTMB Mont-Blanc.

Równie mocno zapisał się Roman Ficek, który wygrał najdłuższy i jeden z najbardziej wymagających biegów całego festiwalu, czyli „Spiskiego Wędrowca” na 135,7 km, ustanawiając nowy rekord trasy — 15:27:44. Biegacz ze Skawicy już wcześniej udowadniał, że świetnie czuje się w długim górskim ultra. W 2024 roku wygrał Adamello Ultra Trail na dystansie blisko 170 km i również pobił tam rekord trasy, a jego wynik był szeroko komentowany jako jeden z najmocniejszych polskich występów w tej kategorii.

Nie można też pominąć Katarzyny Dombrowskiej, która na „Wielkiej Prehybie” pobiegła znakomicie i sięgnęła po tytuł mistrzyni Polski w Short Trail, również z rekordem trasy. Z kolei Dominik Tabor z Niepołomic po raz kolejny potwierdził, że pionowe ściganie w Szczawnicy wyjątkowo mu służy — w 2026 roku znów wygrał „Lubań Vertical”, a podobny sukces odnosił tu już wcześniej.

I może właśnie w tym najlepiej widać atmosferę tej imprezy. Najlepszych biegaczy można było oglądać nie tylko na trasie i na mecie, ale też wcześniej, na ulicach Szczawnicy, która na kilka dni naprawdę zamieniła się w centrum polskiego trailu. Dla wielu kibiców i uczestników była to pierwsza okazja, by zobaczyć z bliska ludzi, których zwykle śledzą w podcastach czy w materiałach publikowanych w sieci — stojących obok w kolejce, na rozgrzewce czy podczas ostatnich przygotowań przed startem.

Małopolska biega po górach

Swój mocny wkład w tegoroczny Pieniny Ultra-Trail miała sama Małopolska — i nie chodzi tylko o sponsoring ze strony województwa. W wynikach bardzo wyraźnie było widać siłę zawodników i klubów z regionu. Kapitalny weekend zaliczyła ekipa SBG Salco Niepołomice: krakowianka Martyna Młynarczyk wygrała wśród kobiet zarówno „Lubań Vertical”, jak i „Hardy Rolling”, zdobywając dwa złote medale mistrzostw Polski, a krakowianin Dominik Tabor zwyciężył w „Lubaniu Vertical” i sięgnął po tytuł mistrza Polski. Co ważne, Tabor wygrywał tę konkurencję w Szczawnicy także w 2024 roku.

Na dłuższych dystansach Małopolska też nadawała ton rywalizacji. Najdłuższego „Spiskiego Wędrowca” wygrał Roman Ficek ze Skawicy, ustanawiając rekord trasy. „Niepokornego Mnicha” zwyciężył Karol Sioła z Grywałdu, a „Dzikiego Gronia” Bartosz Ligas z Tylmanowej, startujący w barwach MKL Brygada Beskidów Nowy Sącz. Ten sam nowosądecki klub miał więcej mocnych akcentów: Radosław Ciągło z Nowego Sącza stanął na podium biegu na 135 km, a Monika Ogórek z Nowego Sącza była czwarta w mistrzowskim „Hardym Rollingu”.

Mocno zaznaczył się także Kraków i małopolskie środowisko klubowe. Rafał Matuszczak z FDS Kraków wywalczył srebro mistrzostw Polski na „Wielkiej Prehybie”, a Sylwia Byrska z Kraków Athletics Team była siódma w mistrzowskiej klasyfikacji „Hardego Rollingu”. W wynikach przewijali się też zawodnicy ze Słopnic: Jerzy Pachut zajął 9. miejsce na „Chyżej Durbaszce”, a Piotr Więcek z eXtreme TEAM Słopnice ukończył „Wielką Prehybę” na 55. pozycji. To dowód na to, że Małopolska w biegach górskich nie jest dziś tylko gospodarzem i partnerem imprezy, ale jednym z regionów, które buduja tej dyscypliny.

Od verticalu po 136 kilometrów

Program zawodów był rozpisany tak, że emocje trwały praktycznie bez przerwy. W czwartek o 15:00 z zapory w Niedzicy ruszył „Spiski Wędrowiec”. W piątek o 1:00 startował „Niepokorny Mnich”, o 6:00 „Dziki Groń”, a o 16:00 „Lubań Vertical”. Sobota należała do „Żwawych Wierchów” od 7:45, „Chyżej Durbaszki” od 9:00, „Wielkiej Prehyby” od 10:00 i „Hardego Rollingu” od 16:30. Dzieki równoległym rywalizacjom kibice na mecie mieli kogo oklaskiwać przez niemal cały dzień.

Najdłuższy „Spiski Wędrowiec” miał 135,7 km oraz +6010 m podejść i -5590 m zbiegów, więc łącznie zawodnicy mierzyli się z ponad 11,6 tys. metrów przewyższeń — to więcej niż wynosi wysokość Mont Blanc liczona od poziomu morza, a suma podejść i zejść była większa niż wejście na ten najwyższy szczyt Alp i powrót na dół. Bieg startował w Niedzicy, przy Zalewie Czorsztyńskim, a meta czekała w Szczawnicy. Ten dystans najlepiej pokazywał różnorodność tras Pieniny Ultra-Trail — od otwartych, widokowych odcinków z panoramą na Tatry, przez wiosenne Pieniny i Beskid Sądecki, po fragmenty prowadzone nocą w trudnym, wymagającym terenie. Miejscami w górach wciąż zalegał jeszcze śnieg, co tylko dodawało trasie charakteru.

„Niepokorny Mnich” liczył 95,2 km i +4940/-4940 m. Startował i kończył się w Szczawnicy, a na zawodników czekał przepak w Rytrze. Część biegów była poprowadzona po tych samych szlakach i grzbietach, zwłaszcza w rejonie Przehyby, Obidzy czy Durbaszki, ale im dłuższy dystans, tym większy był zasięg rywalizacji. „Dziki Groń” miał 64,4 km i +3200/-3200 m, „Wielka Prehyba” 43,5 km i +2060/-2060 m, a „Żwawe Wierchy” 33,2 km i +1600/-1600 m. Wszystkie trasy dawały okazję, by zobaczyć jedne z najpiękniejszych fragmentów regionu — szerokie hale, pienińskie grzbiety i widoki, z których słynie Szczawnica i jej okolice.

Osobne miejsce w programie miał „Lubań Vertical”, czyli bieg niemal wyłącznie pod górę. Na dystansie 6,7 km zawodnicy pokonywali +880 m przewyższenia, praktycznie bez chwili wytchnienia. „Chyża Durbaszka”, licząca 22,9 km i +1000/-1050 m, była natomiast krótszą, ale wciąż wymagającą propozycją dla tych, którzy chcieli poczuć charakter pienińskiego biegania. To na niej m.in. biegacze musieli pokonać spory potok Biała Woda.

Zupełnie inny charakter miał z kolei „Hardy Rolling”, jeden z najszybszych i najbardziej dynamicznych biegów całego weekendu. Rozpoczynał się w Jaworkach, miał 12,9 km oraz +610/-660 m. przewyższeń. Trasa prowadziła z Jaworek przez serce Małych Pienin, z najwyższym punktem na Wysokim Wierchu, więc zawodnicy musieli pokonywać kolejne podejścia i zbiegi, zanim wbiegli na metę w centrum Szczawnicy, z wymagającą końcówką przy ul. Zdrojowej i schodach w stronę Inhalatorium, zanim wbiegli na Plac Dietla.

Tłumy na starcie, tłumy na mecie

Pieniny Ultra-Trail 2026 były rekordowe także pod względem frekwencji. Przez kilka dni przez Szczawnicę przewinęły się tysiące biegaczy, ich bliskich i kibiców, a samo miasteczko zawodów niemal bez przerwy tętniło życiem.

Do rywalizacji na ośmiu głównych dystansach zgłosiło się łącznie 5213 osób, wystartowało 4734 zawodników, a wymagającej rywalizacji nie ukończyło zaledwie 145, co najlepiej pokazuje zarówno skalę imprezy, jak i poziom przygotowania uczestników. Najwięcej osób pobiegło w „Wielkiej Prehybie” — na starcie na Placu Dietla stanęło 1181 zawodników, a bieg ukończyło 1149. Na miejscu było jednak widać znacznie więcej niż tylko liczby, bo Szczawnica na kilka dni naprawdę zamieniła się w stolicę biegów górskich.

Pieniny Ultra-Trail z roku na rok przyciąga coraz więcej osób nie tylko ze względu na piękne trasy i wysoki poziom sportowy, ale też dzięki organizacji stojącej na bardzo wysokim poziomie. Dla zawodników i kibiców przygotowano specjalne autobusy na starty w Niedzicy, Ochotnicy i Jaworkach, na dłuższych trasach działały punkty przepakowe, a całość uzupełniały dwa dni transmisji na żywo z komentarzem Kuby Pawlaka, Aleksandry Niemasz, Jędrka Maćkowskiego i Kuby Wolskiego.

Wielką robotę wykonali również fotografowie współpracujący z organizatorami — m.in. Karolina Krawczyk, Michał Buczyński i Dariusz Boroń — którzy towarzyszyli biegaczom nie tylko na mecie, ale też wysoko w górach, pokazując ich wysiłek, zmęczenie i walkę z dystansem. Co ważne, te zdjęcia nie trafiły do zamkniętego archiwum, bo organizatorzy udostępnili galerie wszystkim zainteresowanym bezpłatnie.

Na mecie w Szczawnicy praktycznie cały czas coś się działo — kibice tłumnie gromadzili się przy bandach, uderzali w nie, dzwonili dzwonkami i głośno dopingowali nie tylko liderów, ale każdego zawodnika, który zmagał się z trasą i samym sobą. Szczególne brawa dostawali biegacze z flagą Rak’n’Roll, bo tegoroczna edycja była także wsparciem dla fundacji pomagającej osobom chorym na raka. W tym roku akcja #BiegamDobrze prowadzona z Fundacją Rak’n’Roll przyniosła 64 550 zł, a około 900 uczestników wybrało drzewko zamiast tradycyjnego medalu.

W sobotę emocje właściwie nie opadały ani na chwilę, bo przez cały dzień na metę wbiegali kolejni zwycięzcy i uczestnicy różnych biegów, a Plac Dietla żył od rana do wieczora. To właśnie ten klimat — połączenie sportowej rywalizacji, rodzinnej atmosfery i dopracowanej organizacji — od lat buduje markę Pieniny Ultra-Trail i sprawia, że wielu zawodników wraca tu nie tylko po wynik, ale też po emocje i atmosferę, których trudno szukać gdzie indziej.

Uzupełnieniem weekendu były biegi dziecięce „Mini Pieniny Ultra-Trail” w Parku Dolnym w Szczawnicy. Wystartowało w nich (z pomiarem czasu) 244 uczestników, na dystansach od ok. 100 metrów dla najmłodszych do 1 km dla najstarszych, przy czym kategoria D6 miała już także podbieg i zbieg o przewyższeniu około 30 metrów. Najmłodsze dzieci startowały w kategorii D0 dla roczników 2025–2023, więc miały okazję, żeby nie tylko kibicować tatom, mamom, wujkom, ciociom, a nawet dziadkom, ale by doświadczyć emocji podczas swojej własnej rywalizacji.

📸 Pierwsza zajawka zdjęć od / First sneak peek of photos from: @Dominika Rakszewska Photo 🍭 Mini Pieniny Ultra-Trail

Opublikowany przez Pieniny Ultra-Trail Poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Z pasji do sportu

Pieniny Ultra-Trail nie wzięły się znikąd. U początku tej imprezy stali Kuba Wolski i Eliza Czyżewska. Sam Wolski nie wpadł na ten pomysł przypadkiem — wcześniej organizował rajdy przygodowe, znał sport od środka, a po tym, jak zachwycił się Pieninami i możliwościami, jakie daje Szczawnica, uznał, że właśnie tu można stworzyć wydarzenie, którego w Polsce jeszcze brakuje. Jak mówił, chciał budować zawody, w których sam jako biegacz bardzo chętnie by wystartował.

Jak opowiadał sam Wolski, wszystko zaczęło się po Mountain Touch Challenge w 2012 roku, a rok później w Szczawnicy zorganizowano pierwsze „Biegi w Szczawnicy”. Wtedy była to jeszcze kameralna impreza, dziś to jedno z najważniejszych świąt trailu w Polsce. Formalnie za wydarzeniem stoją Fundacja Strefa Przygód i Mountain Touch, ale w praktyce od początku był to bieg tworzony przez ludzi, którzy sami żyją bieganiem i najlepiej wiedzą, czego na trasie, w miasteczku zawodów i na mecie potrzebują inni biegacze.

I to w Szczawnicy czuć na każdym kroku. Za tą imprezą stoi nie tylko zespół organizacyjny, ale też całe grono ludzi, bez których taki przedłużony weekend nie miałby prawa się udać — od wolontariuszy i biegaczy-amatorów, przez strażaków i ratowników OSP dbających o bezpieczeństwo, po koła gospodyń wiejskich, które na trasie i po wysiłku pomagały zregenerować siły ciepłym i smaczynym jedzeniem. Widać było zresztą, że biegiem żyła nie tylko meta i miasteczko zawodów, ale całe uzdrowisko. Okoliczne restauracje i kawiarnie przed startami przygotowały specjalne menu dla biegaczy, z większą porcją węglowodanów, a dużym zainteresowaniem cieszyły się także bezalkoholowe piwa i wina, chętnie wybierane zarówno przy stolikach, jak i w sklepach.

Rozwój imprezy widać także po tym, kto dziś za nią stoi i kto ją wspiera. Partnerem strategicznym jest Województwo Małopolskie, od lat ważną rolę odgrywa też Miasto i Gmina Szczawnica, a same trasy mają już przypisane kategorie UTMB Index. To pokazuje, że PUT wyrósł z lokalnej inicjatywy na wydarzenie, które coraz mocniej zaznacza swoją pozycję także poza Polską. Słychać już nawet, że są przymiarki, aby przyszłoroczny festiwal biegowy został włączony do cyklu „by UTMB”. Choć decyzja jeszcze nie zapadła — jak mówił w marcu Kuba Wolski — rozmowy są intensywne.

Sukces twórców i organizatorów widać w Szczawnicy na każdym kroku. Z kameralnej imprezy, którą w 2013 roku ukończyło 217 osób, wyrosło wydarzenie, które dla wielu biegaczy stało się stałym punktem sezonu i czymś więcej niż tylko kolejnym startem w kalendarzu. Już dziś wielu zawodników zapowiada powrót do Szczawnicy za rok i układa pod ten bieg swoje treningi. Atmosfera tej imprezy działa także na tych, którzy przyjechali tylko pokibicować — bo trudno było nie odnieść wrażenia, że część z nich wróci tu następnym razem już z numerem startowym, po drodze kupując pierwsze buty i zaczynając własną przygodę z bieganiem po górach. Po prostu Pieniny Ultra-Trailta impreza, na której łatwo złapać bakcyla i pomyśleć, że za rok warto stanąć na starcie samemu.

Na koniec organizatorzy opublikowali bardzo osobisty, pełen emocji wpis. Nie tylko dziękują w nim za obecność, wysiłek i energię, jaką biegacze wnieśli na trasę, ale też z dużą pokorą przeprosili za wszystko, co mogło nie zagrać idealnie.

Drodzy Biegacze i Drogie Biegaczki! Dziękujemy. 💛 Za to, że jesteście. Za Waszą niesamowitą energię, która wypełniała...

Opublikowany przez Pieniny Ultra-Trail Niedziela, 26 kwietnia 2026

Czytamy w nim: „Drodzy Biegacze i Drogie Biegaczki! Dziękujemy. Za to, że jesteście. Za Waszą niesamowitą energię, która wypełniała każdy kilometr trasy. Za to, że wspólnie stworzyliśmy coś więcej niż bieg — doświadczenie, które pozostaje w pamięci długo po przekroczeniu linii mety”. Organizatorzy dodali też: „Wiemy, że nie wszystko było perfekcyjne. Jeśli gdzieś zawiedliśmy — przyjmijcie nasze szczere przeprosiny”. Najmocniej zostają jednak w pamięci ostatnie słowa: „Bo to Wy jesteście sercem tego wydarzenia. To dzięki Wam ono żyje. Dziękujemy i do zobaczenia na szlaku”.
Trudno o lepsze podsumowanie tego, czym dziś jest Pieniny Ultra-Trail — biegiem z wielkimi emocjami, ale przede wszystkim wydarzeniem tworzonym przez ludzi i dla ludzi.

Obserwuj nas w Google News

Sport - najnowsze informacje

Rozrywka