„Bluźniercze”, „obraza Wikariusza Chrystusa”, „żałosne”, a nawet „pastiszowy antychryst” — tak komentowano serię publikacji Donalda Trumpa z nocy z 12 na 13 kwietnia. Prezydent USA najpierw ostro uderzył w papieża Leona XIV, a potem opublikował grafikę przedstawiającą go w roli Jezusa.
Trump uderzył w papieża, a potem wrzucił grafikę stylizowaną na Jezusa
Donald Trump opublikował na Truth Social obszerny wpis wymierzony w Ojca Świętego Leona XIV. Nazwał papieża „WEAK on Crime” i „terrible for Foreign Policy”, zarzucił mu krytykę działań USA oraz przekonywał, że Leon XIV powinien „stop catering to the Radical Left” i skupić się na byciu „Great Pope, not a Politician”. Trump stwierdził też, że gdyby nie jego obecność w Białym Domu, „Leona nie byłoby w Watykanie”.
Krótko później na profilu Trumpa pojawiła się oddzielna grafika, najprawdopodobniej wygenerowana przez sztuczną inteligencję, która zbulwersowała katolików na całym świecie. Widać na niej prezydenta USA stylizowanego na Jezusa, kładącego dłonie na chorym mężczyźnie; z palców bije światło, a w tle pojawiają się amerykańskie symbole. Obraz wywołał dodatkową falę oburzenia, także wśród komentatorów kojarzonych z prawicą i konserwatywną stroną debaty.
Najpierw polityka i prawica. Mocne reakcje w Polsce
Jednym z pierwszych głośnych komentarzy w Polsce był wpis Sławomira Cenckiewicza, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Uznał on, że wpis Trumpa „przekracza wszelkie normy” i jest „obrazą Wikariusza Chrystusa”, a więc także katolików. To reakcja o tyle znacząca, że przyszła od urzędnika państwowego kojarzonego z obozem prawicy, a nie z liberalną opozycją.
Jeszcze do niedawna Donald Trump był dla dużej części polityków PiS, a także dla środowiska Karola Nawrockiego i samego Sławomira Cenckiewicza ważnym punktem odniesienia oraz symbolem skutecznej prawicy. Wystarczy przypomnieć entuzjastyczne reakcje po jego wyborze w Sejmie — okrzyki, oklaski i czerwone czapki z hasłem „MAGA” — by zobaczyć, jak duży ciężar symboliczny ma dziś ta krytyka. Zachwytu nad Trumpem nie szczędzili też parlamentarzyści z Małopolski.
Równie ostro zareagował Krystian Kratiuk, redaktor naczelny ultrakatolickiego portalu PCh24.pl. Napisał, że to co zrobił Trump publikują grafikę, jest „nie dość że bluźniercze, to żałosne”, a sam prezydent USA od miesięcy kompromituje idee prawicy i konserwatyzmu, z którymi bywa kojarzony.
To ważny głos, bo płynie z wyraźnie konserwatywnego, katolickiego środowiska, a nie z centrum czy lewicy.
Potem Giertych. „Odklejenie tego człowieka”
Po stronie politycznej opozycji najmocniej wybrzmiał głos Romana Giertycha, posła Koalicji Obywatelskiej i adwokata.
Giertych pisał, że Trump „brutalnie atakuje papieża”, a chwilę później dodał, że „odklejenie tego człowieka przekracza wszelkie granice”. Zwracał uwagę, że sytuacja jest bezprecedensowa, bo przywódca światowego mocarstwa atakuje w tak ostrych słowach głowę Kościoła katolickiego — i to papieża pochodzącego z USA. (X (formerly Twitter))
W osobnym wpisie poseł KO napisał, że Trump opublikował zdjęcie sugerujące, iż jest Jezusem Chrystusem. "Pisowcy czy nadal skandujecie: “Donald Trump”?" - zapytał. Ten komentarz szybko zaczął krążyć po polskim X jako jeden z najczęściej cytowanych politycznych głosów w tej sprawie.
Terlikowski: „Pastiszowy antychryst”
Jeszcze dalej w ocenie religijnego wymiaru sprawy poszedł Tomasz P. Terlikowski, katolicki publicysta i doktor filozofii. Kazwał ostatnie słowa i działania Trumpa „pastiszowym antychrystem”, a jego otoczenie określił jako „udających chrześcijan nihilistów”.
Terlikowski zwraca uwagę, że nie chodzi już tylko o brutalny atak na papieża, ale o próbę ustawienia samego siebie w roli religijnego zbawcy i politycznego mesjasza.
To nie pierwszy „papieski” wpis Trumpa
Warto dodać, że to nie pierwszy raz, gdy Donald Trump wykorzystuje papieską symbolikę w mediach społecznościowych. W maju 2025 roku, tuż przed konklawe po śmierci Franciszka, opublikował wygenerowaną przez AI grafikę przedstawiającą siebie jako papieża, a wcześniej żartował, że sam „chciałby być papieżem”. Tamta publikacja również wywołała oburzenie.
Tym razem skala sporu jest jednak większa, bo chodzi już nie o żart wokół wakatu na Stolicy Piotrowej, lecz o otwarty konflikt z urzędującym papieżem. W USA zareagował m.in. abp Paul S. Coakley, przewodniczący episkopatu, który podkreślił, że papież nie jest politycznym rywalem Trumpa, lecz Wikariuszem Chrystusa i pasterzem Kościoła.
To kolejna odsłona sporu Trumpa z Leonem XIV
Atak Trumpa nie wziął się znikąd. W ostatnich tygodniach Leon XIV wyraźnie krytykował logikę wojny i język siły używany przez amerykańską administrację. 7 kwietnia papież uznał groźby wobec ludności Iranu za „unacceptable” („niedopuszczalne”), a 11 kwietnia apelował o zakończenie „madness of war” („szaleństwa wojny”), mówiąc też o „delusion of omnipotence” („złudzeniu wszechmocy”), które popycha świat ku przemocy. Wcześniej wzywał również do „deep reflection” („głębokiej refleksji”) nad traktowaniem migrantów w USA pod rządami Trumpa i pytał, czy taka polityka da się pogodzić z nauczaniem pro-life.
W poniedziałek 13 kwietnia Leon XIV odpowiedział już bezpośrednio. Powiedział, że nie zamierza wdawać się w polityczny spór z Trumpem, ale będzie nadal głośno mówił przeciw wojnie. Podkreślił, że przesłanie Ewangelii nie może być w taki sposób „nadużywane”, a misją Kościoła pozostaje budowanie pokoju i pojednania.



















