poniedziałek, 18 maja 2020 20:30

„Rzucili brata na asfalt i pałowali go pałą”. Policja i Prokuratura wyjaśniają co zaszło na posterunku w Grybowie

Autor Marzena Gitler
„Rzucili brata na asfalt i pałowali go pałą”. Policja i Prokuratura wyjaśniają co zaszło na posterunku w Grybowie

Dwaj bracia oskarżają policjantów z komisariatu w Grybowie o pobicie. Sprawa trafiła do Prokuratury. Nowosądecka Policja zaprzecza podanym przez nich okolicznościom, choć przyznaje się do użycia siły. Mężczyżni złożyli zawiadomienie do Prokuratury i żądają wysokiego zadośćuczynienia.

23 kwietnia 49-latni Leszek Głąb z Tarnowa w Lipnicy Wielkiej został zatrzymany przez policjantów z Grybowa podczas jazdy. Miał 1,5 promila alkoholu we krwi, co stwierdzono w badaniu alkomatem. Policjanci zabrali go na komisariat. Mężczyzna odmówił badania trzeźwości na miejscu. I tu kończy się wspólna wersja obu mężczyzn i nowosądeckiej Policji.

Zaczęli mną szarpać, byłem bity pałką po nogach

W reportażu zamieszczonym na krynica.tv 15 maja br., bracia opowiadają o bezpodstawnej agresji funkcjonariuszy z grybowskiego posterunku. Leszek Głąb twierdzi, że policjanci znęcali się nad nim, próbując zmusić go siłą do poddania się testowi trzeźwości na posterunku, podczas, gdy on domagał się przewiezienia go na badanie krwi do szpitala. Mówi o wsadzaniu na siłę w usta rurki od alkomatu. - Zaczęli mną szarpać, byłem bity pałką po nogach - twierdzi zaznaczając, że był skuty kajdankami i nie miał możliwości żadnego ruchu. W tym zastraszaniu go miało uczestniczyć dwóch mundurowych i dwóch policjantów po cywilnemu oraz mężczyzna, który przedstawił się jako komendant komisariatu. On też miał powiedzieć, że ten, który uderzył zatrzymanego dostanie od niego awans.

Pałka, gaz, chwyty obezwładniające

Zdaniem Policji cały incydent rozpoczął się, gdy ok. 20.30 po zatrzymanego przyjechał brat, którego wezwano, aby go odebrał: „około godziny 20.30 po odbiór 49-latka do komisariatu w Grybowie zgłosili się brat i szwagier. Gdy wychodzili z budynku, 49-latek zaczął znieważać funkcjonariuszy, wyzywać ich i wulgarnie się do nich odnosić. Wyzwiska kierował do nich również po wyjściu z jednostki. Z uwagi na znieważenie wydano mu polecenie by pozostał na miejscu. Mężczyzna nie zastosował się do polecenia i wyszedł z budynku, ale nadal był agresywny i wulgarny. Policjanci już na zewnątrz ponownie wezwali go do zachowania zgodnego z prawem i stosowania się do poleceń, jak również pouczyli o możliwości zastosowania wobec niego środków przymusu bezpośredniego. Wezwanie okazało się bezskuteczne, a do 49-latka dołączył jego 55-letni brat, który uderzył funkcjonariusza. Policjanci przystąpili zatem do ich zatrzymania. Obaj mężczyźni stawiali czynny i bierny opór, zatem funkcjonariusze użyli wobec nich pałki służbowej, gazu obezwładniającego i siły fizycznej w postaci chwytów obezwładniających oraz kajdanek. Nadmieniam, że działo się to w rejonie komisariatu przy ulicy Ogrodowej. Zatrzymanych doprowadzono do komisariatu. Okazało się, że 55-latek ma ponad 0,5 promila alkoholu" - czytamy w komunikacie, pod którym podpisała się oficer prasowy KMP w Nowym Sączu podkom. Iwona Grzebyk-Dulak.

Nawet zwierzęcia się tak nie traktuje

Brat zatrzymanego, Marek Głąb nie ukrywa tego, że przed przyjazdem po brata pił alkohol. Dlatego właśnie nie odebrał go osobiście, ale przyjechał ze szwagrem, który prowadził samochód. Wszystko przebiegało normalnie. Wraz z bratem i szwagrem opuścili komisariat w Grybowie. Gdy dochodzili do samochodu brat coś odpowiedział na jego uwagi, że całe to zdarzenie jest mu niepotrzebne. Co - nie wiadomo, bo Marek Głąb tego, jak twierdzi, nie usłyszał. Usłyszeli to jednak policjanci na komisariacie, i według relacji Marka Głąba „przylecieli we dwóch”, rzucili brata „na asfalt”, zaczęli go „pałą pałować” i potraktowali gazem. Mężczyzna stanął w jego obronie i zawołał do policjantów, że nawet zwierzęcia się tak nie traktuje. Poprosił też szwagra, żeby wszystko sfilmował. Wtedy z posterunku wybiegło dwóch kolejnych funkcjonariuszy, którzy użyli gazu również wobec Marka Głąba. Obaj mężczyźni zostali wciągnięci na komisariat i pobici. Marek Głąb został uderzony pięścią w szczękę, a gdy się przewrócił miało pałować go i kopać czterech policjantów. Potem przypięli go kajdankami do balustrady schodów i zostawili. Nagle mężczyzna poczuł się gorzej i osunął się na ziemię. Wtedy policjanci stwierdzili, że ma atak padaczki i wezwali karetkę.

Ostatnie uderzenia dostał w radiowozie

Podczas wykonywania czynności w jednostce 55-latek w pewnym momencie dostał ataku padaczki, dlatego na miejsce wezwano karetkę pogotowia. Mężczyzna został zabrany przez jej załogę do szpitala w Gorlicach. Natomiast 49-latek nadal był agresywny i zaczął uderzać głową w ścianę. By nie doszło do samookaleczenia i autoagresji, policjanci założyli mu na głowę kask ochronny” - relacjonuje zajście na posterunku nowosądecka Policja. Z kolei Leszek Głąb twierdzi, że policjanci chcieli zrobić mu drugą sprawę za znieważenie policjantów i mieli pisać protokół tak, żeby zebrać na to jak najwięcej dowodów. „kto mu uwierzy czy tak było czy nie było, pisz jak najwięcej” - relacjonuje słowa policjantów z Grybowa w reportażu. W końcu, po długich naradach, funkcjonariusze stwierdzili, że zawiozą go do Sącza „na dołek”. Zanim do tego doszło pojawił się też drugi „komendant”, który uderzył zatrzymanego. „Wysoki, z brzuszkiem, czarny gościu, w mundurze w stopniu sierżanta sztabowego” - twierdzi Leszek Głąb. Przed przewiezieniem do Nowego Sącza, policjanci musieli przewieźć go na badanie lekarskie do szpitala w Gorlicach. Przed zabraniem go jeszcze funkcjonariusze założyli mu na głowę ochraniacz po to, żeby upozorować, że sam doprowadził do urazów, które było widać na jego ciele. Tak interpretuje to zatrzymany mężczyzna. Twierdzi też, że ostatnie uderzenia pałką dostał już siedząc w radiowozie. Były tak mocne, że nie miał potem siły sam wysiąść i wejść do szpitala.

"Widoczne stłuczenia prawego uda"

Z uwagi na stan jego nietrzeźwości, przed osadzeniem w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych wymagana była konsultacja lekarska (celem stwierdzenia czy istnieją przeciwskazania (pisownia oryginalna) do osadzenia zatrzymanego w takim pomieszczeniu). Tego dnia Szpitalny Oddział Ratunkowy w Nowym Sączu był nieczynny, dlatego funkcjonariusze udali się z zatrzymanym do innego, najbliższego szpitala, czyli do Gorlic. Po konsultacji medycznej i braku przeciwskazań do osadzenia zatrzymanego, mężczyzna został osadzony w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych w Nowym Sączu. W sporządzonej przez funkcjonariuszy notatce, przy osadzaniu w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych, zaznaczono, że mężczyzna posiada widoczne stłuczenia prawego uda, które powstały w wyniku użycia pałki służbowej.

Trzeci z mężczyzn (szwagier zatrzymanego) telefonem komórkowym nagrywał interwencję pod komisariatem. Urządzenie zostało zabezpieczone procesowo jako dowód w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia funkcjonariuszy. Telefon został później przekazany do biegłego sądowego, celem odblokowania i zabezpieczenia nagrania. Po wykonaniu czynności przez biegłego, telefon za zgodą prokuratora zostanie niezwłocznie zwrócony właścicielowi.” Tak widzi to sądecka Policja. W każdym razie dowiadujemy się przy tym, że odebrano telefon świadkowi zdarzenia „jako dowód”, choć teren przed komisariatem monitorują kamery. Jak widać wrócił bez nagranego filmu, bo mężczyźni nie udostępnili go dziennikarzom.

Zarzuty i obdukcje

Po wytrzeźwieniu 49-latek usłyszał zarzut kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości (art. 178a kodeksu karnego) oraz zarzut znieważenia funkcjonariuszy Policji (art. 226 par. 1 kodeksu karnego). Ponadto 55-latek usłyszał zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza Policji (art. 222 par. 1 kodeksu karnego). 49-latkowi grozi zatem kara pozbawienia wolności do 2 lat, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres do 15 lat oraz świadczenie pieniężne na rzecz instytucji lub organizacji społecznych zajmujących się pomocą ofiarom wypadków drogowych, a 55-latkowi grozi do 3 lat pozbawienia wolności - czytamy w nadesłanym do dziennikarzy komunikacie. - Informuję ponadto, że Komenda Miejska Policji w Nowym Sączu, pod którą podlega grybowski komisariat prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające, by sprawdzić czy podczas wymienionych interwencji doszło do nieprawidłowości ze strony funkcjonariuszy. Wyjaśniana jest w tym także sytuacja – jak Pan Redaktor podaje – rzekomego pobicia czy przykucia kajdankami jednego z zatrzymanych do barierki.

Obie sytuacje (na terenie jednostki i poza nią) zostaną dokładnie przeanalizowane, łącznie z analizą zabezpieczonych nagrań z kamer monitoringu z terenu komisariatu i tych umieszczonych na zewnątrz budynku (funkcjonariusze z Grybowa nie dysponują kamerami nasobnymi)” - napisała oficer prasowa.

Zatrzymany przez policję Leszek Głąb po wytrzeźwieniu został zwolniony do domu. Mężczyzna pojechał jednak do szpitala na obdukcję, a potem obdukcję wykonał lekarz medycyny sadowej. W obu potwierdzono obrażenia, które mogły zostać spowodowane policyjną pałką.

Komendant zapłaci i przeprosi?

Leszek Głąb, jego brat i ich szwagier o pomoc poprosili sądeckiego adwokata Dawida Jurczaka. Leszek Głąb zożył zawiadomienie do prokuratury, w którym oskarża policjantów o przekroczenie uprawnień wynikających ze sprawowania służby policyjnej (art. 231 k.k) oraz spowodowania obrażeń ciała poniżej 7 dni (art. 158 k.k). Zawiadomienie zostało wysłane do Prokuratury Rejonowej w Nowym Sączu, w związku z obawami, że gorlicka prokuratura może nie być obiektywna w trakcie postępowania. Jednak Prokurator Rejonowy skierował ją do Gorlic. Za poradą adwokata został złożony wniosek do Prokuratora Generalnego o objęcie postępowań (prowadzonego na wniosek policji i skargi zatrzymanego) nadzorem wynikającym z ustawy o prokuraturze.

Bracia i szagier wystąpili również do Sądu o odszkodowanie w procesie cywilnym. Żądają zapłaty przez Komendanta Miejskiej Policji w Nowym Sączu (organ nadzorujący grybowski komisariat) po 50 tysięcy odszkodowania dla Leszka Głąba, jego brata Marka i szwagra oraz oraz przeprosin za ,,bezprawne naruszenie dóbr osobistych w postaci zdrowia, wolności, godności i nietykalności osobistej polegające na sprzecznym z prawem zachowaniu funkcjonariuszy (...)."

Świadek zarzenia, któremu Policja odebrała telefon, wystąpił też o zwrot urządzenia.

To nie pierwszy raz

Warto przypomnieć, że 2 maja o brutalne działania i doprowadzenie do śmierci 32-letniego mieszkańca Piwnicznej-Zdroju oskarżył sądecką policję Zbigniew Stonoga. Policja zdementowała te doniesienia publikując film z zatrzymania mężczyzny i informując, że wyniki sekcji nie potwierdziły, by do jego śmierci przyczynił się ktoś drugi. Zadziwiające jest tylko, że opis działań policji i zachowania mężczyzny jest tak zbliżony do wersji z zatrzymania braci Głąbów.

Nowy Sącz

Nowy Sącz - najnowsze informacje