wtorek, 28 marca 2023 16:54

"Ta Wieliczka ciągle się do mnie «dobijała»" Basia Kwinta akcję swojej powieści umieściła w Wieliczce

Autor Marzena Gitler
"Ta Wieliczka ciągle się do mnie «dobijała»" Basia Kwinta akcję swojej powieści umieściła w Wieliczce

Gdy myślałam o historii Marysi i Janka, którą opisałam w książce „Razem, a nawet osobno”, to potrzebowałam jakiegoś małego miasteczka, bo jak wiadomo, najlepsze historie dzieją się w małych miasteczkach. Najpierw chciałam wymyślić takie miejsce, ale jakoś ciągle ta Wieliczka gdzieś się do mnie „dobijała” - mówi Basia Kwinta, która akcję swojej najnowszej powieści umieściła właśnie w Wieliczce.

„Razem, a nawet osobno”, to najnowsza powieść Basi Kwinty, która przez pierwsze 19 lat mieszkała tuż obok Wieliczki i jak podkreśla, dzięki pracy nad książką na nowo zakochała się w tym miasteczku. „Razem, a nawet osobno”, to lekka, romantyczna historia o miłości, idealna na wiosnę. Dlaczego jej akcja dzieje się właśnie w Wieliczce? Co takiego jest w miastach powiatowych, że właśnie tam najczęściej pisarze czy scenarzyści umieszczają swoje opowieści - o tym rozmawiamy z pisarką, która zdradza też nieco z perypetii swoich nowych bohaterów.  

Basia Kwinta - fot. Marty Sputo / arch. Basia Kwinta

Co takiego jest Wieliczce, że umieściła pani właśnie tam miejsce swojej kolejnej powieści?

Gdy myślałam o historii Marysi i Janka, którą opisałam w książce „Razem, a nawet osobno”, to potrzebowałam jakiegoś małego miasteczka, bo jak wiadomo, najlepsze historie dzieją się w małych miasteczkach. Najpierw chciałam wymyślić takie miejsce, ale jakoś ciągle ta Wieliczka gdzieś się do mnie „dobijała”. Ja bardzo dobrze znam to miasto i ducha Wieliczki, więc wiedziałam, że historia opowiedziana tam, będzie wiarygodna. Pomyślałam też o wyjątkowości kopalni ukrytej pod tym z pozoru zwykłym miastem. Mimo, że Kopalnia Soli w Wieliczce jest tak znana na świecie, to lokalsi trochę zapomnieli o tym, co mają pod stopami. Dlatego stanęło na tym, że akcja będzie się działa właśnie w Wieliczce i myślę, że to był dobry wybór, również dla mnie, bo na nowo odkryłam miasteczko, które w moich wspomnieniach zrobiło się już trochę nudne i szare.

Które miejsca Wieliczki grają jakąś szczególną rolę w powieści? Czy właśnie kopalnia? Czy ma pan jakieś swoje własne, sekretne miejsca?

Na pewno dużą rolę odgrywa sama kopalnia, główna bohaterka przez chwilę tam pracuje, poznaje tam pewnego tajemniczego Hawajczyka i gdzieś w tle, cały czas przewija się to pulsujące pod ziemią życie. Są też w tej historii miejsca z pozoru całkiem zwyczajne jak okrąglak z zapiekankami. Trochę wymyślony, a trochę prawdziwy. Jest klasztor, z zakonnikami, którzy pielęgnują swój ogródek. Są znane i nieznane uliczki, schody, które prowadzą z góry na dół Wieliczki. Co tam się dzieję… to nie mogę powiedzieć. Jest dzielnica żydowska wymyślona przeze mnie, ale na podstawie prawdziwego miejsca.  Moi bohaterowie postanawiają trochę odczarować tę zapomnianą część miasta i zrobić coś, w co zupełnie nikt nie wierzy, czyli otworzyć tam klubokawiarnię „Honolulu”.

Nowa powieść Basi Kwinty - proszynski.pl

O czym jest „Razem, a nawet osobno”?

Jest to lekka, zabawna historia o miłości, która się rozwija, ewoluuje. Szalone zauroczenie licealne przeradza się w głębsze uczucie, cementowane zupełnie niesamowitym pomysłem, żeby dwójka osiemnastolatków stworzyła klubokawiarnię. Później pojawiają się trudności, bohaterowie zderzają się z dorosłością i to uczucie na pewien czas zastyga, ale oczywiście nie mogę wszystkiego zdradzić. Do końca kibicujemy Marysi i Jankowi, czy będą w końcu razem, czy nie. Nie chciałam jednak, aby to była sztampowa historia o miłości i sądząc po pierwszych recenzjach mojej powieści, chyba mi się to udało. Mamy w niej magiczną Wieliczkę, która gra dość istotną rolę w całej fabule. Mamy przyjaciół, mamy poszukiwanie swojego miejsca w życiu i wątek Honolulu co po hawajsku znaczy „bezpieczny port”. Ci młodzi ludzie, oprócz tego, że się zakochują, poszukują też swojego miejsca na ziemi, szukają tego, co kochają robić, więc ta miłość w książce ma wiele wymiarów.

Kim jest powieściowa Marysia. Czy jest pani bliska, czy odnajduje w niej pani także swoje własne cechy?

Tak, na pewno. Myślę, że w każdej mojej bohaterce jest trochę Basi Kwinty. Marysia jest spokojną, trochę ponurą na początku, zbuntowaną, pełną sarkazmu dziewczyną, która chce prostego życia z książką na parapecie i ciepłą herbatą. Nie do końca jej się to udaje, bo spotyka na swojej drodze szalonego chłopaka (później mężczyznę), który wyciąga ją z tego miękkiego fotela życiowego i ciągnie w świat. Ta postać bardzo ewoluuje w trakcie w opowieści. Co do podobieństw z dorosłego życia, na pewno jesteśmy z Marysią podobnymi mamami. Opowiadamy dzieciom bajki, budujemy bazy, gotujemy naleśniki, miksujemy zupy a czasem wszystko na co mamy siłę to odburknięcie „mhm”. Ale chyba jest to bardziej osoba, jaką chciałabym mieć za przyjaciółkę. Marysia to taka dziewczyna z sąsiedztwa, u której można się schronić, zjeść szarlotkę, wypić herbatę, powygłupiać, a czasem dostać groźne spojrzenie spod okularów, albo sarkastyczną uwagę, która postawi nas do pionu.

Powiedziała pani, że takie miasta jak Wieliczka, miasta powiatowe to jest dobre miejsce, żeby tam umieścić akcję. Czy tam rzeczywiście tak dużo się dzieje?

Tak i to jest cudowne! Zresztą, jak popatrzymy, gdzie toczą się akcje różnych horrorów, thrillerów, książek obyczajowych, to są właśnie małe miasteczka. To jest pole do popisu dla pisarza. Mamy tam przekrój społeczeństwa, mamy i młodych i starszych, ludzi bogatszych i biednych. Mamy jakąś tajemnicę, która zawsze gdzieś tam sobie wisi w powietrzu, mamy sklepiki, jakieś tajemnicze uliczki. Jest potencjał, można fajnie poprowadzić fabułę. Są różne knajpki, są jakieś problemy, z którymi się zmaga dana miejscowość. Ludzie się znają trochę tak jak na wsi. Mamy instytucje, szkoły. Bardzo potrzebowałam dla tych bohaterów i ich historii, którą sobie wymyśliłam, właśnie takiego miasteczka, więc Wieliczka idealnie mi się tu wpisała. Walorem dodatkowym jest kopalnia, czyli to miasto podziemne. Część korytarzy jest jeszcze nieodkryta, więc wyobraźnia może mocno tam poszaleć. I moja poszalała.

W moim życiu dużą rolę odegrali moi poloniści. Kto pomógł pani odkryć i wyszlifować talent pisarski?

Jeśli chodzi o nauczycieli, to bardzo wiele zależy od tego, czy trafimy na takich cudownych, którzy pochylą się nad kartką z naszym wypracowaniem, czy takich, którzy będą tylko wyszukiwać błędy ortograficzne. Ja bardzo ciepło wspominam wszystkie moje polonistki. Inspirowały mnie i potrafiły zobaczyć, że piszę niesztampowo. To dało mi podstawę techniczną, ale miłość do wymyślania historii pojawiła się znacznie wcześniej. Pierwszą swoją książkę narysowałam mając jakieś 5 lat, więc już wtedy czułam, że jest to mój sposób na opowiadanie świata. Przetwarzałam to, co przeżywam na różne historie, które na początku były pełne fantastycznych wydarzeń i baśniowych postaci. I tak chyba zostało. Każda książka, przepuszczona przez filtr danej opowieści, tak naprawdę opowiada dużo o mnie.

Napisała pani już dwie powieści i jedną książkę poradnikową. Jest też pani mamą i jak wspomniała, opowiada pani swojej córce bajki. Czy myśli pani o tym, że kiedyś powstanie z nich książka dla dzieci?

Z córeczką mamy dziesiątki ułożonych historii, które opowiadamy sobie w ciągu dnia. W samochodzie, w domu, albo do snu. Kochamy to. Te najważniejsze, budzące najwięcej emocji chciałabym spisać. Kto wie, może uda się je przedstawić szerszej publiczności? To musi być niesamowite uczucie, zobaczyć swoją książkę z ilustracjami, w rękach małego czytelnika.

Czy jest coś, co jest dla pani najtrudniejsze w pisaniu, czy jest to po prostu sama przyjemność?

Dla mnie pisanie to dzika przyjemność. Cierpię w te dni, kiedy nie mogę pisać, bo życie codzienne za bardzo się wdziera. Warczę wtedy na domowników i strasznie zrzędzę. Na szczęście teraz takich dni jest niewiele. Kocham proces powstawania opowieści od samego początku, od wymyślania fabuły, aż do momentu ostatecznej redakcji. Nie miewam też blokad pisarskich i pustej kartki przed sobą. Chyba to jest tak, że jak się coś kocha robić, to nawet te mniej przyjemne teoretycznie czynności robimy zmotywowani, bo wiemy że to prowadzi do tego ostatniego momentu, w którym zdejmujemy książkę z półki w księgarni, wciągamy jej zapach i przewracamy kartki.

Czy planuje pani dalsze losy bohaterów swoich powieści? Czy ma pani ochotę jeszcze bardziej je zagmatwać?

Gdy tworzę jakąś historię, to ona ma też swoją przeszłość w mojej głowie. Dzięki temu wiem, co wpływa na bohaterów, dlaczego są tacy a nie inni, skąd się biorą ich zachowania i emocje. Czasem myślę też o tym, co się stanie z bohaterami w przyszłości. Jeśli opowieść ma potencjał, że te losy zaczynają się wywracać i motać, to jak najbardziej, można zasiać ferment, żeby opisać ciąg dalszy albo to, co się działo wcześniej.

W przypadku mojej pierwszej książki „Chwała meksykańskim zakonnicom!” - ona rzeczywiście kończy się w takim momencie, który otwiera drzwi do kolejnej części i  dostaję mnóstwo pytań o to, czy dowiemy się, co działo się dalej z Emilią i Arturem. Nie chciałabym jednak pisać niczego na siłę, więc czekam, aż ta historia będzie na tyle dobra, żeby móc ją dostarczyć czytelniczkom, by miały przynajmniej tyle samo śmiechu, dobrej zabawy i poruszenia, co w przypadku pierwszej części. A jeśli chodzi o „Razem, a nawet osobno”, to ona dzieje się na przestrzeni wielu lat, ma swój początek i koniec. Chciałbym jej bohaterów zostawić w spokoju, żeby mogli się nacieszyć się tym, co później przygotował im los i tutaj postawię kropkę, bo powiem za dużo.

Kto panią inspiruje do pisania? Jak wygląda pani domowa biblioteka? Czy preferuje Pani książki w takiej tradycyjnej formie czy inne?

Zdecydowanie wolę książki papierowe. To jest zupełnie inne doświadczenie zmysłowe, móc dotknąć struktury papieru, powąchać, poczuć ciężar, przewracać kartki. Niestety nie mogę kupić i przeczytać tych wszystkich książek, które bym chciała na papierze, więc korzystam też z ebooków, ale jeśli jakaś książka bardzo mi się podoba, to wolę ją mieć w papierowej formie na półce.

Jeśli chodzi o pisanie, inspirują mnie życiowe sytuacje, których nie szukam, ale mi się przytrafiają i ludzie, szczególnie kobiety, które spotykam i mam przywilej poznać. Wbrew pozorom czytam bardzo mało książek obyczajowych, bo wydaje mi się, że duża ich część jest powtarzalna i przewidywalna. Nie jest łatwo znaleźć na rynku coś świeżego i nie spłaszczającego postaci kobiecych do roli poszukiwaczek mężów, kucharek albo porzuconych karierowiczek.

Czytam  biografie, wywiady, poezję, zbiory felietonów, opowiadania i książki popularnonaukowe. To są rzeczy, które stymulują moją wyobraźnię. Nie mam też jednego ukochanego pisarza, może poza Michałem Rusinkiem, którego wszystkie książki kupuję „w ciemno”. Jego zbiory felietonów zawsze są gwarantem uczty czytelniczej.

Lubię, gdy książka wciąga, niezależnie od tego, jaki to jest gatunek. Musi do mnie trafić w danym momencie. Jak jest dobrze napisana, to może opowiadać choćby o spacerze przez park i będę „wkręcona” w tę historię aż do ostatniego zdania.

Dla wielu młodych ludzi czytanie książek kończy się na przygotowaniu do matury. Jak powinna wyglądać lista lektur, żeby zaszczepić miłość do książek?

W październiku odwiedziłam Krakowskie Targi Książek i obserwowałam nalot młodych ludzi na EXPO Kraków. Chyba nie jest tak źle, jeśli chodzi w ogóle o czytanie książek przez młodych ludzi. Wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje na TikToku. A co do samej listy lektur – to jest trudny temat, bo uważam, że dobrze jest znać klasyków, mieć bazę, rozumieć jak zmieniał się język, sposób narracji, jak wpływała na to kultura i historia. Mnie również nie wszystkie lektury się podobały, niektóre tak jak „Mały Książę” były w mojej ocenie podane nam zbyt wcześnie, ale można wybrać to, co do nas trafia i nas porusza, a przy okazji mieć pojęcie o tych najważniejszych twórcach polskich i zagranicznych. Dużą rolę mogą tu odegrać właśnie poloniści i polonistki, od których zaczęłyśmy, żeby pokazać, o czym ta książka jest tak naprawdę, i że język, który bywa archaiczny i nieprzystępny, można sobie jakoś odczarować. Że potrafi być piękny i opowiada o uczuciach, które są uniwersalne.

Czy zobaczymy panią na spotkaniu autorskim w Wieliczce?

Tak. Zapraszam do wielickiej Mediateki już 20 kwietnia. Będę mogła opowiedzieć trochę więcej o moich książkach, szczególnie o najnowszej „Razem a nawet osobno”. Może sami mieszkańcy spojrzą na swoje miasto z innej perspektywy i na nowo zakochają się w Wieliczce. Tak jak ja.

Basia Kwinta - lingwistka i tłumaczka z języka angielskiego. Współpracuje z kwartalnikiem "WEDDING", tworząc artykuły eksperckie i teksty lifestylowe, które ukazują się również online na platformach takich jak onet.pl i styl.pl. Wychowana w tiulach i koronkach, przy dźwiękach maszyny do szycia i huku gorącej prasowalnicy. Nasiąknięta rozmowami z kobietami. Wsłuchana w panny młode, ich życiowe dylematy, problemy i marzenia. Współtwórczyni rodzinnej marki sukien ślubnych. Mama i żona. Beznadziejny kucharz. Wielbicielka yerba mate, kawy, no i żakietów.

fot. UMiG Wieliczka i fot. Marty Sputo / arch. Basia Kwinta

Wieliczka

Wieliczka - najnowsze informacje

Rozrywka