poniedziałek, 18 lipca 2022 17:00

Tutaj widok porzuconego psa nikogo nie dziwi. "Podjechało auto, a pies został wyrzucony przez okno"

Autor Patryk Trzaska
Tutaj widok porzuconego psa nikogo nie dziwi. "Podjechało auto, a pies został wyrzucony przez okno"

Racławickie psy od lat przechodzą przez piekło. Są porzucane, przywiązywane do ogrodzeń czy bram cmentarza, a nawet... wyrzucane przez okno samochodowe. - To jest zwykłe bestialstwo - opowiadają mieszkańcy. - Większość uważa, że pies jest po to, aby być, a to, co się z nim dzieje to inna bajka. Nikogo to nie interesuje - relacjonują mieszkańcy Racławic (powiat miechowski), którzy mówią, że widok porzuconego psa we wsi już nikogo nie dziwi. - Mieszkam tutaj już paręnaście lat, nie ma dnia, aby nie zobaczyć błąkającego się zwierzaka - mówi Pani Halina.

Sezon wakacyjny sprzyja wyjazdom i spędzaniu czasu wraz z rodziną. Niestety zdarzają się tacy, dla których pies do owej rodziny się nie zalicza. W Racławicach (powiat miechowski) mieszkańcy informują o kolosalnej ilości porzucanych psów, niejednokrotnie bardzo brutalnie. Problem istnieje od lat, jednak w ostatnim czasie przybrał na sile, a mieszkańcy mają dość cierpienia niewinnych zwierząt. - Ludzie nie mają serca i nie raz tutaj się o tym przekonaliśmy. Kilka miesięcy temu syn moich sąsiadów bawił się na podwórku. Nagle podjechało auto, a pies został wyrzucony przez okno, jak worek ziemniaków. Poobijany, posiniaczony, brak mi słów, aby to opisać. To jest zwykłe bestialstwo i same niecenzuralne słowa mi się cisną. Innym razem przyjechał młody chłopak. Wytargał psa z auta i przywiązał go do bramy cmentarza, gdzie pies czekał na powrót właściciela, dopóki sprawą nie zainteresowały się służby. Już nie wspomnę o tych wszystkich psach błąkających się po wsi - relacjonuje w rozmowie z Głos24 pani Alicja, jedna z mieszkanek Racławic.

Jak informują nas mieszkańcy, porzucane psy to nie jest temat nowy. Niestety porzuceń czworonogów jest bardzo dużo, szczególnie w porze wakacji. - Bardzo dużo psów się porzuca. Nikogo już ten widok nie zaskakuje. Czasem jest tak, że ktoś takiego psa przygarnie, czasem się taki włóczy przez parę dni i znika - mówi Pani Halina, również mieszkanka Racławic. - Czasem przyjeżdża auto i zwierzę jest zostawiane na ulicy, bądź przywiązywane gdzieś pod cmentarzem. Czasem wychodząc na spacer, można zauważyć błąkające się psy, które są potem łapane przez pobliskie schronisko, o ile komuś chce się to zgłosić - zwraca uwagę Pani Alicja.

Mieszkańcy zwracają uwagę, że problem dotyczy głównie nie ludzi z miasta, a właśnie tych, którzy mieszkają na wsi.  - Ludzie z miasta często nie mogą zrozumieć sposobu myślenia na wsi. Większość uważa, że pies jest po to, aby być, a to, co się z nim dzieje to inna bajka. Nikogo to nie interesuje. Jest to okropne, ale taka jest prawda. Oczywiście nie mówię o wszystkich, którzy mieszkają na wsi, ale niestety jest spora grupa, której sposobu postrzegania zwierzaka nie da się zmienić. Niektórzy myślą, że pies to jest własność i można z nią zrobić wszystko - mówi pani Alicja.

Rosnącej ilości porzucanych zwierząt nie zauważa na razie lokalne schronisko "Psie Pole". Jak jednak zwraca uwagę przedstawicielka schroniska, liczba psów, jakie do nich trafiają, to tylko mały procent całej skali problemu. - Na razie nie widzimy znaczącego wzrostu liczby zwierząt, które do nas trafiają, ale trzeba pamiętać, że naszej możliwości są mocno ograniczone. Abyśmy mogli zabrać takie zwierzę do siebie, ktoś, kto je zauważy, musi to zgłosić do urzędu gminy, a oni dopiero zawiadamiają nas o konieczności zabrania takiego zwierzęcia. To nie jest tak, że my możemy od razu zabrać takiego psa. Dlatego ilość psów, które do nas trafiają to jedno, a ich faktyczna ilość to drugie. Część z tych zwierząt błąka się, albo jest przygarniana przez okolicznych mieszkańców. Co do stanu psów, które trafiają do nas, to jest to bardzo różne. Czasem trafiają do nas zwierzęta bardzo zadbane, lgnące do ludzi. Bywa i tak, że psy są wygłodzone, poobijane i unikają kontaktu z człowiekiem, jak ognia - podkreśla przedstawicielka schroniska "Psie Pole".

Problem porzucania zwierząt nie ogranicza się jedynie do Racławic. Niestety czworonogi są porzucane w całej Polsce na masową skalę. Zazwyczaj słyszy się tylko o głośnych przypadkach, ale wiele zwierząt błąka się w "ciszy". Problem ten pojawia się głównie na wsiach. - W okresie wakacyjnym oczywiście porzucanych zwierząt jest zdecydowanie więcej. Do takich sytuacji dochodzi głównie we wsiach, ale nie jest to problem jednej wsi. Szczególnie jest to często spotykane, kiedy niedaleko wsi jest schronisko. Ludzie myślą, że jak porzucą psa w takim miejscu, to zwierzę natychmiast otrzyma pomoc. W końcu w pobliżu jest schronisko. Niestety, pomimo tego, że żyjemy w czasach, kiedy mogłoby się wydawać, że jest duży poziom empatii wobec zwierząt, ciągle dochodzi do takich sytuacji, nie tylko w wakacje - mówi Kinga Piłat z fundacji La Fauna, która zajmuje się walką o prawa zwierząt.

W niektórych wsiach wciąż funkcjonuje przekonanie, że "oddając zwierzaka do schroniska trzeba płacić, a tak można zostawić w lesie, czy na ulicy i ktoś się tym zajmie". Owszem, w wielu schroniskach trzeba wnieść opłatę za umieszczenie zwierzaka w ośrodku, jednak ma to swoje uzasadnienie. - Jestem za tym, żeby nie ułatwiać ludziom oddawania zwierząt. Do tego zjawiska trzeba podejść od drugiej strony. Wszystkie zwierzęta w tym kraju powinny być traktowane poważnie. Ludzie powinni mieć świadomość, że decydując się na zwierzę, muszą się nim zająć do końca jego życia i jakoś tę opiekę zorganizować. To jest żywa istota i decyzja o posiadaniu zwierzaka nie powinna być sprowadzana do wyboru produktu w sklepie. Wiadomo, jeżeli ktoś nagle zachoruje, to trzeba pomóc i jakoś zająć się zwierzakiem, ale takie sytuacje nie zdarzają się tak często, jak często porzuca się zwierzęta. Dlaczego schronisko ma przyjmować zwierzęta od ludzi, którym się one znudziły? Moim zdaniem ułatwianie ludziom porzucania zwierząt nie jest dobrym kierunkiem - podkreśla Kinga Piłat.

Wielu uważa, że porzucając psa nie robi nic złego. Jak w takim razie zmienić myślenie ludzi? - Porzucanie zwierzęcia jest przestępstwem, nawet nie wykroczeniem, więc policja powinna się takimi rzeczami zainteresować. To nie jest tylko tak, że, jak ktoś wyrzuci zwierzę przez okno to się go ściga. Oczywiście w takich przypadkach mówimy już o znęcaniu się nad zwierzętami, ale to nie oznacza, że porzucenie psa w lesie nie jest przestępstwem i warto to podkreślać  - mówi Kinga Piłat.

Jak jest z wyciąganiem konsekwencji? Dużo się słyszy o wzroście kar za przestępstwa wobec zwierząt, ale jak to wygląda w praktyce? Czy faktycznie dochodzi do procesów, a w późniejszym czasie do skazań? - Ciężko jest nam takich ludzi namierzyć. Niejednokrotnie widzimy tylko efekty takich porzuceń w postaci błąkających się psiaków. Sama kilka razy przygarnęłam takie zwierzęta, ale to nie rozwiązuje problemu, że ludzie i tak je porzucają. Osobiście nie słyszałam, aby kogoś złapano, czy wymierzono mu karę. Przyjeżdżają, zostawiają i znikają - mówi pani Alicja.

Czy to oznacza, że jesteśmy bezradni, a zwierzęta będą notorycznie porzucane, kiedy się komuś "znudzą"? - Trzeba pamiętać, że jest to zazwyczaj teren wiejski. W takich miejscach nie ma monitoringu, jednak nie oznacza to, że nie można namierzyć sprawcy. Najlepiej byłoby mieć film, zdjęcie auta, czy tablic rejestracyjnych, ale nie zawsze jest to możliwe. Mimo to nie można rezygnować. Należy zgłaszać takie sytuacje na policję, a ona powinna szukać kolejnych świadków i krok po kroku zbliżać się do sprawcy. Brzmi to irracjonalnie, ale takie sytuacje się zdarzają i sprawcy ponoszą konsekwencje. Logiczne jest, że czym mniej szczegółów (zdjęć, filmów, czy numerów rejestracyjnych - przyp. red.) tym jest trudniej złapać sprawcę, a szanse maleją, jednak jeżeli stwierdzimy, że nic się z tym nie da zrobić i zostawimy sprawę, to do takich sytuacji będzie notorycznie dochodzić dalej - zwraca uwagę przedstawicielka fundacji La Fauna.

Pomimo tego, że problem dotyczy głównie porzuceń zwierzaków ze wsi, należy pamiętać, aby nie generalizować. To często inni mieszkańcy wsi takich jak Racławice przychodzą jako pierwsi z pomocą poszkodowanym zwierzętom. - Widok psów błąkających się po wsi łapie za serce. Tego nie da się opisać słowami. Trzeba to zobaczyć, doświadczyć - wtedy dopiero do człowieka dociera, jak muszą te biedne zwierzęta cierpieć. Sama przygarnęłam na przestrzeni kilku lat 3 psy. Każdego z nich kocham tak samo mocno, a one oddają mi tę miłość - mówi nam Pani Halina.

Miechów - najnowsze informacje