wtorek, 3 sierpnia 2021 15:18

Winnica pod Krakowem? "We Francji zdobyliśmy srebrny medal – na 3600 win"

Autor Edyta Sowa
Winnica pod Krakowem? "We Francji zdobyliśmy srebrny medal – na 3600 win"

– Kiedy zaczynałem i chciałem otworzyć winnicę, nie było żadnych kursów. Musieliśmy zacząć czytać, zapoznać się z literaturą na ten temat, i na tym bazować – mówi Marek Górski - właściciel winnicy pod Krakowem. – Jak zebraliśmy pierwsze wino, ono nam się bardzo podobało, ale jak dałem je sędziom do oceny, okazało się, że to “zielona nuta” czyli jest niedojrzałe, za wcześnie zebrane.

Niedaleko Krakowa, w stronę Skały czy Ojcowa, w otulinie Ojcowskiego Parku Narodowego jest pewne miejsce, z dala od zgiełku miasta. Można pomyśleć; wiejska idylla, cudowne krajobrazy, wymarzone zajęcie; wkoło różne smaki, barwy, aromaty  tylko pozazdrościć! Wiąże się to jednak z ciężką pracą, codzienną troską o stan upraw, o to co każdego dnia przyniesie pogoda. Kulisy prowadzenia winnicy w Polsce, jej światła i cienie zdradza pan Marek Górski - właściciel Winnicy Krokoszówka Górska w Smardzowicach pod Krakowem, który od kilkunastu lat wraz z żoną poświęcił się tej jakże słodko - gorzkiej pasji.

Winnica koło Krakowa w Smardzowicach/ foto. Edyta Sowa-Filipek
Marek Górski właściciel winnicy/ foto. Edyta Sowa-Filipek

Panie Marku, skąd pomysł na winnicę tutaj, w Polsce, pod Krakowem?

– Tu panią zaskoczę – jednym z powodów było przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Bo gdybyśmy do Unii nie weszli, najprawdopodobniej w Polsce winnic w ogóle by nie było. Dlaczego? Bo Unia uznała nasz kraj za winiarski. My wtedy zaczęliśmy się śmiać bo w Polsce od 1970 roku żadnej winnicy nie było. W 2004 roku winnice zaczęły się pojawiać. Przy ich zakładaniu wykorzystaliśmy jeden czynnik – że jesteśmy na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Wszędzie tu są dobre wapienne gleby, jest bardzo dobre łagodne nachylenie stoków, dobre nasłonecznienie, to i winnice są najlepszej jakości. Ale nie było u nas tradycji. Czyli czegoś takiego, co jest w innych regionach winiarskich np. we Francji, Czechach, gdzie winnice się dziedziczy, gdzie jest odpowiednia pomoc państwa. U nas nie ma nic takiego. W tej chwili powstaje w Polsce coraz więcej winnic. Powodem tego jest przede wszystkim  coraz lepsza jakość wina, u nas działa mikroklimat, podobnie wpływa on również na aromat naszych winogron o nutach bzu, porzeczki czy jagód albo wiśni.

Skoro to nie tradycja rodzinna – nie przejął Pan interesu po rodzinie – to po prostu państwo tu mieszkaliście i stwierdziliście, że założycie winnicę?

– Nie do końca. Mieliśmy tu gospodarstwo. Tam gdzie teraz jesteś winnica po prostu były nieużytki i przez 10 lat stały i się tak zastanawialiśmy z żoną, co z tym zrobić, jak to przekształcić? Może w winnicę? Tylko czy to ma jakiś sens? Oczywiście ja zawsze bardzo lubiłem pracę w ogrodzie, więc nie bałem takiej uprawy. Ale to było ryzyko, żeby założyć winnicę, ponieważ tu żadna winorośl nigdy nie rosła. Nie mieliśmy zielonego pojęcia jakie wybrać odmiany, nie mieliśmy też doświadczenia i umiejętności do robienia win. Zastanawialiśmy się, ile czasu możemy się tym zajmować, więc przyjęliśmy maksymalnie 5-8 lat. Potem – jeśli nie uda nam się zrobić napoju, który ktoś nazwie winem – to nie będziemy się tym zajmować dalej.

Ale udało się, bo już  zajmujecie się tym dłużej…

– Tak,  to już 16 lat i jesteśmy pierwszym pokoleniem, zaczynając właściwie od zera. Dbamy o dobór sadzonek o wysokiej mrozoodporności, wszystko jest robione metodą tradycyjną, wina są naturalne, bez konserwantów, uzyskujemy je w procesie naturalnej fermentacji.

Jeżeli chodzi o odmiany, na tle Francji czy Włoch, czym wyróżniają się państwa wina? Co takiego innego jest w waszych szczepach i odmianach czego nie mają na przykład oni?

– To właśnie Francuzi stworzyli część tych odmian, które u nas rosną. Mamy takie odmiany jak Leon Millot i Marechal Foch, które oni wyhodowali 120 lat temu. I mieli do tego ważne powody - pojawiła się ze Stanów Zjednoczonych filoksera czyli mszyca korzeniowa, która niszczyła winorośl Europejską i szukano krzewu odmiany która będzie na to odporna. Stworzyli wtedy hybrydę czyli mieszańca. Szczep pół amerykański, a pół francuski. Zmieszali te dwie rośliny i stworzyli właśnie nowego "Marszałka". Ciekawe jest to że w tym roku wysłaliśmy do nich, do Francji na konkurs swoje wino i zdobyliśmy srebrny medal – na 3600 win. Co do nagród - pierwsze medale, który dostaliśmy to były Czechy i Słowacja, potem w Polsce. Patrząc na to, że nasze wina potrafią obronić się na tle innych win i doceniają nas sędziowie którzy nas nie znają, a do konkursu stają wina takie jak Riesling, Merlot, to chyba nie jest źle. Bywa, że nasze wino w danym czasie jest wyżej oceniane (niż w poprzednim roku) jest więc nadzieja, iż to wino będzie bardzo dobre. I tak jest, bo na przykład wino, za które w tym roku dostaliśmy srebrny medal we Francji, w zeszłym roku miało złoty na winobraniu w Zielonej Górze. To wina bardzo dobrej jakości. Dostaliśmy również medal na targach w Krakowie za wino Sen i za wino Rose - różowe, a bywało, że w poprzednich latach otrzymywaliśmy 1 - 2 medale. Taka powtarzalność jest bardzo ważna, bo oznacza, że poziom wina jest przez ileś lat dobry – chociaż są różne warunki. Bo mamy  przecież różne lato, nigdy dwa razy takie samo, a więc w jednym roku dojrzałość naszych owoców będzie większa, a w innym mniejsza. I dlatego nie da się tak samo zmieszać, receptura nie może być identyczna, bo z tego nie wyjdzie dobre wino. Więc za każdym razem musimy te porcje ustalać metodą prób i błędów konsultować się.

Więc kto testuje wasze wina?

– Poddajemy je ocenie w 3 grupach czy kategoriach. Pierwsza z nich to rodzina. Jak nam smakuje, to jest już dobrze (śmiech). Ale drugą oceną której się poddajemy są konkursy. Oczywiście chcielibyśmy zdobywać zawsze tylko złote medale, ale to jest niemożliwe, na nich są tysiące win. Nam jest niezbędna chociaż ta ocena ludzi z zewnątrz, bo jeśli nawet nie dostajemy nagrody za wino, to prosimy o podanie końcowej punktacji. Trzecią grupą są goście, którzy chcą odwiedzić nasze gospodarstwo, którzy chcą zobaczyć jak uprawimy winorośl, jak wygląda polska winnica, my dajemy im spróbować produktu i wtedy widzimy, czy im to smakuje czy nie. Są to ludzie niezależni, nie znamy się, więc ich ocena jest obiektywna. Zatem dokonujemy oceny naszych win według tych tych 3 kryteriów.

Jaki okres jest dobry na zbiory, po jakim czasie zbiera się plony?

– Zbiory robimy we wrześniu, najczęściej do października, w zależności od odmiany, bo niektóre gatunki dojrzewają wcześniej, a niektóre później. Natomiast są też lata, kiedy nic nie zbieramy. Na przykład przez 10 lat, według kalkulacji, można jeździć traktorem, pracować, plewić, obcinać, ale winogrona zbiera się maksymalnie 7 razy. Tak więc tracimy przynajmniej 3 lata. Podobnie było i u nas w 2010 roku, nie zebraliśmy nic, zostawiliśmy wszystko krzewach. To był to rok, kiedy Kraków tonął i tu też była wielka powódź.

A ten obecny rok? Były przecież burze, gradobicia?

– Jest trudny. Spada dużo deszczu, występują choroby grzybowe właśnie z racji dużej wilgotności. Obecnie warunki nie są korzystne, ale o wszystkim zadecyduje wrzesień. I sierpień - jeśli będzie suchy to się obronimy. Natomiast jeśli będzie mniej więcej 10 dni deszczu, to ten rok będzie jak 2010, spisany na straty. Jak na razie, najlepsze lato to był 2018 rok. To był wyjątkowy czas, od kwietnia zaczęła się już wegetacja, i mieliśmy zbiory o miesiąc wcześniej niż zazwyczaj.

Na zakończenie porozmawiajmy jeszcze o początkach. Jak wyglądały? Uczestniczył Pan w jakiś kursach?

– Kiedy zaczynałem i chciałem otworzyć winnicę, nie było żadnych kursów, było spotkanie informacyjne po wstąpieniu do Unii zorganizowane przez Urząd Marszałkowski, a na nim dosyć duża frekwencja. Tam opowiedzieli nam jak wygląda produkcja wina, a my musieliśmy zacząć czytać, zapoznać się z literaturą na ten temat, i na tym bazować.

Popełnialiśmy pewne błędy, ale szybko je korygowaliśmy. Pamiętam jak zebraliśmy pierwsze wino, ono nam się bardzo podobało, ale jak dałem je sędziom do oceny okazało się, że to “zielona nuta” czyli jest niedojrzałe, za wcześnie zebrane. Ale z kolei, już trzecie zbiory wysłaliśmy do Czech i na Słowację i dostaliśmy medale i to nas bardzo nas uskrzydliło, że to dobra technologia, dobre szczepy i możemy zająć się produkcją wina.  

Teraz przekazujecie swoją wiedzę innym. Winnica oferuje warsztaty, degustacje, uczycie także tych, którzy chcą założyć swoją winnice?

– Przygotowaliśmy takie szkolenia, które zaczęły się od znajomych, którzy chcieli założyć winnice i ciągle popełniali jakieś błędy. A w tym biznesie jest tak: jeśli zrobisz błąd przy zimowych cięciach, to naprawisz go dopiero za rok. Czyli tracisz ten rok. Wpadliśmy wtedy na taki pomysł, że możemy naszą wiedzę przekazywać innym, którzy chcieliby się zająć winiarstwem. Jest już kilka winnic, działają i funkcjonują, takich które po naszych szkoleniach zdobywały już medale. Z naszych obserwacji widzimy też, że są ludzie którzy mają po prostu do tego talent i jest przed nimi wielka przyszłość i są dobrzy w tym co robią.

Jeśli masz oszczędności, a może ziemię, trochę odwagi i ochotę na naukę, enoturystyka stała się bardzo modna. Są to wszelkie działania związane z winiarstwem, od prowadzenia i tylko zwiedzania winnic, przez degustacje, udział w regionalnych festiwalach, gdzie można popróbować lokalnych trunków. Natomiast w przypadku, gdy niekoniecznie chcesz sam poprowadzić winnicę, warto ruszyć w Polskę za smakami regionu, czasem bardzo blisko znajdziecie prawdziwe skarby.

Powiat krakowski

Powiat krakowski - najnowsze informacje