środa, 24 czerwca 2026 11:47, aktualizacja godzinę temu

Zakrzówek tylko dla 300 osób. To tylko część problemów

💬Komentarze
Kąpielisko na Zakrzówku
Kąpielisko na Zakrzówku / Głos24

"Kąpielisko w Parku Zakrzówek zostanie otwarte w najbliższy weekend, 27–28 czerwca. Zarząd Infrastruktury Sportowej w Krakowie uzyskał zgodę sanepidu na użytkowanie kąpieliska. " — poinformował Kraków. Po problemach z jakością wody pojawi się temat bezpieczeństwa na pomostach i długich kolejek, tym bardziej, że zmniejszono limity wejść.

W skrócie:

  • Kąpielisko ma ruszyć w weekend 27–28 czerwca, po badaniach i zgodzie Sanepidu.
  • Opóźnienie wynikało z zawiesiny zauważonej w wodzie i konieczności wyjaśnienia jej pochodzenia.
  • Limit osób na pomostach będzie niższy niż wcześniej zapowiadano, bo wyniesie 300 osób.
  • Otwarcie nie kończy sporu o Zakrzówek: wrócą kolejki, pytania o porządek, bezpieczeństwo i wpływ kąpieliska na przyrodę.

Krakowianie się doczekali. W najbliższy weekend otwarte zostanie kąpielisko na Zakrzówku. Z niewielkim poślizgiem, bo sezon na Bagrach zainaugurowano 18 czerwca. Otwarcie Zakrzówka stanęło jednak pod znakiem zapytania. Wszystko przez... orzęski. Ale po kolei.

Najpierw w wodzie jednej z niecek zauważono nieznaną substancję. Na miejsce wezwano nawet strażaków, ale nie stwierdzili oni zagrożenia chemicznego. Potem zaczęły się pobieranie próbek, badania i pytania o to, czy popularne kąpielisko nie szkodzi unikatowemu, szmaragdowemu zbiornikowi — mekce płetwonurków.

Głosy o tym, że może tak się stać, było słychać jeszcze zanim zapadła decyzja o „ucywilizowaniu” zalewu. Potem protesty były jeszcze głośniejsze. Sama inwestycja budziła też wątpliwości części mieszkańców, ekologów i osób związanych z Zakrzówkiem.

Ponieważ nie było wiadomo, co „zalęgło” się w wodzie, ZIS wstrzymał otwarcie do czasu badań. Jednocześnie zlecono oczyszczenie niecek, co wodniacy i nurkowie śledzili z wypiekami na twarzy. Najbardziej niepokojące było to, że według ich relacji początkowo glony miały być wysypywane do wody tuż obok.

Dopiero po analizach wskazano, że zawiesina miała charakter biologiczny. Według miejskiego komunikatu tworzyły ją orzęski, czyli mikroorganizmy naturalnie występujące w środowisku wodnym. Po zakończeniu procedur kontrolnych kąpielisko może zostać ponownie udostępnione.

Tylko dla wybranych

W sobotę kąpielisko zostanie otwarte na sezon letni, ale będzie jeszcze mniej osiągalne dla mieszkańców niż w poprzednich latach. Już wtedy na wejście, wciąż jeszcze bezpłatne, trzeba było czekać w słońcu nawet kilka godzin. Miasto zainstalowało nawet kamerę, aby śledzić długość kolejki. Wtedy jednorazowo na pomostach mogło przebywać 600 osób. Teraz limit został zmniejszony o połowę.

„Z uwagi na specyfikę techniczną i ze względów bezpieczeństwa zmianie ulegają zasady korzystania z obiektu. W związku z niskim poziomem wody w akwenie, na pomostach kąpieliska będzie mogło przebywać jednocześnie maksymalnie 300 osób” — informuje miasto.

Co to oznacza, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Teraz na wejście trzeba będzie czekać jeszcze dłużej, chyba że mieszkańców przestraszą informacje o orzęskach. Niby są niegroźne, ale kto to wie? Sama nazwa może zniechęcić do zanurzenia się w akwenie, w którym harcują.

Gdy taki tłumek Krakowian spędzi urlop czy wakacje w kolejkach, raczej nie zagłosuje z wdzięczności na dotychczasowy obóz władzy, a przedterminowe wybory tuż za pasem.

Zakrzówek znów stanie się więc miejscem paradoksu: formalnie otwartym, bezpłatnym i bardzo atrakcyjnym, ale w praktyce dostępnym tylko dla części chętnych. Im większy upał, tym większa presja na wejście. Im niższy limit, tym większa frustracja tych, którzy przyjadą na miejsce i odbiją się od kolejki.

Co jeszcze może wkurzać ludzi?

Osobnym tematem jest pilnowanie porządku. Zakrzówek przyciąga nie tylko osoby, które chcą spokojnie popływać czy odpocząć, ale też tych, którzy łamią regulamin, skaczą do wody, zostawiają śmieci, piją alkohol albo korzystają z terenu po godzinach. Płetwonurkowie co roku po sezonie wyciągają z wody zaskakujące rzeczy. Były już wózki sklepowe, opony, kanapa do spania, materac sprężynowy, deski, pręty, zegarek, okulary, płetwy czy zabawki.

Miasto w poprzednim sezonie sięgnęło po kosztowny monitoring z drona, co miało poprawić bezpieczeństwo i ułatwić reagowanie na niebezpieczne zachowania. Ten system również budzi jednak pytania — przede wszystkim o koszty, efektywność, a także o prywatność. W ubiegłym sezonie (od 1 czerwca 2025 r. do 31 maja 2026 r.) monitoring, który realizowała spółka REAKTO Prosta S.A., kosztował mieszkańców blisko 300 tys. zł.

Do tego dochodzą zapisy regulaminu, które z punktu widzenia mieszkańca brzmią co najmniej osobliwie. Na pomostach nie wolno wnosić ani spożywać jedzenia, rozstawiać namiotów, parawanów i parasoli, a korzystanie z profesjonalnego sprzętu nurkowego jest zabronione. Regulamin zaleca też stosowanie preparatów do opalania bez pochodnych ropy naftowej, sztucznych barwników, parabenów i silikonów.

Sama idea ochrony wody jest oczywiście zrozumiała. Zakrzówek nie jest zwykłym basenem, tylko cennym przyrodniczo akwenem. Problem w tym, że przy tak restrykcyjnych zasadach infrastruktura nie zawsze nadąża za oczekiwaniami wobec użytkowników. Jeśli miasto chce ograniczać spływanie do wody kosmetyków, powinno zapewnić łatwy dostęp do pryszniców i zaplecza sanitarnego bez konieczności wspinania się z pomostów do budynku położonego wyżej. Bo z powodu takiej odległości od WC, do wody może spłynąć coś więcej niż tylko resztki kremu. Teraz regulamin wygląda jak lista pobożnych życzeń, ale absurdalnych dla kogoś, kto czekał na wejście kilka godzin, ma ze sobą dzieci, wodę, ręcznik i krem z filtrem.

Osobnym tematem jest także możliwość krótkotrwałego udostępniania pomostów na wydarzenia sportowo-rekreacyjne lub kulturalne, co też wywołuje kontrowersje. Mieszkańcy pytają: Jak to? To można teraz zapłacić i mieć kąpielisko tylko dla siebie? Mimo protestów taka możliwość wciąż obowiązuje, a minimalne stawki wynoszą 1 zł netto za mkw. za godzinę przy wydarzeniach sportowo-rekreacyjnych i 1,50 zł netto przy wydarzeniach kulturalnych. To kolejny powód, by pytać, czy w najgorętsze dni dostęp do i tak przeciążonego miejsca nie będzie dodatkowo ograniczany.

Ekosystem pod presją?

Zakrzówek jest jednocześnie jednym z najpiękniejszych miejsc rekreacyjnych w Krakowie i bardzo wrażliwym przyrodniczo terenem. To duma Krakowian, bo niewiele dużych miast może pochwalić się tak położonym zbiornikiem: głębokim, turkusowym, otoczonym wapiennymi ścianami i leżącym zaledwie kilka kilometrów od centrum.

Dawny kamieniołom ma około 31–32 metrów głębokości. Przez lata przyciągał nie tylko spacerowiczów i osoby szukające ochłody, ale też płetwonurków. Zakrzówek uchodził za jedno z najważniejszych nurkowisk w Polsce, a jego przejrzysta woda, strome ściany, podwodne półki i zatopione obiekty sprawiały, że szkolili się tu nurkowie z całego kraju, a także z zagranicy.

Ten rozdział rozpoczął się na dobre pod koniec lat 90., gdy na Zakrzówku działać zaczęła baza nurkowa. Zakończył się symbolicznie w lipcu 2019 roku, kiedy teren zamknięto dla nurków i mieszkańców z powodu rewitalizacji. Miało być nowe otwarcie — z parkiem, kąpieliskiem i Centrum Sportów Wodnych. Tyle że wraz z otwarciem kąpieliska wróciło podstawowe pytanie: ile rekreacji wytrzyma tak delikatny akwen?

Na problem wpływu kąpieliska na życie biologiczne zbiornika zwracają uwagę m.in. osoby nurkujące w Zakrzówku i część środowisk ekologicznych. Przejrzystość wody już drastycznie spadła. W ich ocenie intensywne użytkowanie akwenu, kosmetyki, śmieci, hałas i ogromna liczba ludzi mogą zmieniać charakter tego miejsca. Sprawa orzęsków tylko dolała oliwy do ognia, bo pokazała, jak łatwo zachwiać równowagą całego ekosystemu.

Kto ma korzystać z Zakrzówka?

Spór o Zakrzówek nie dotyczy jednak tylko pływania, opalania i ochrony przyrody. Osobny konflikt toczy się wokół nurkowania i Centrum Sportów Wodnych. Dla środowiska płetwonurków dawny kamieniołom przez lata był jednym z najważniejszych nurkowisk w Polsce. Po rewitalizacji miała tam powstać przestrzeń dla sportów wodnych, edukacji i nurkowania. W praktyce wokół centrum narosło jednak wiele pytań.

Miasto szukało operatora, prowadziło konsultacje i ogłaszało konkursy. Od tego sezonu parter budynku B1 o powierzchni 224,77 mkw. wraz z terenem przyległym ma zostać oddany w roczną dzierżawę Stowarzyszeniu Nautilus. Warunki tej dzierżawy budzą emocje, bo chodzi o atrakcyjną przestrzeń w jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Krakowa, udostępnianą na bardzo preferencyjnych zasadach.

Test zarządzania miastem

W kampanii przed wyborami w Krakowie Zakrzówek zaczyna funkcjonować nie tylko jako popularne kąpielisko, ale jako symbol szerszego problemu: czy miasto potrafi zarządzać atrakcyjnymi, ale trudnymi przestrzeniami publicznymi. Do sprawy odnoszą się kandydaci i środowiska miejskie, szczególnie po lewej stronie sceny politycznej. Pojawiają się pytania o ochronę przyrody, bezpieczeństwo, dostępność i brak alternatywnych kąpielisk.

O te problemy próbowaliśmy zapytać posła KO z Krakowa Dominika Jaśkowca. W rozmowie w podcaście „Ósma za siedem” nie wskazał prostego rozwiązania. Zwracał raczej uwagę na konflikt dwóch funkcji Zakrzówka: ochronnej i rekreacyjnej. Jego zdaniem władze miasta będą musiały zdecydować, gdzie przebiega granica między dostępnością tego miejsca dla mieszkańców a ochroną jego walorów przyrodniczych. Mówiąc prościej: miasto musi sobie z tym poradzić samo.

W tle jest jeszcze jeden problem: Kraków ma za mało miejsc, w których mieszkańcy mogą legalnie i bezpiecznie kąpać się w upalne dni. Dlatego każda awaria, każde zamknięcie i każdy niższy limit na Zakrzówku natychmiast staje się problemem całego miasta.

Jeśli Zakrzówek zmieści jednorazowo 300 osób, a w upalny dzień chętnych są tysiące, to problemem nie jest tylko organizacja kolejki. Problemem jest brak alternatyw. Dopóki Kraków nie stworzy kolejnych kąpielisk albo sensownych miejsc ochłody, Zakrzówek będzie przeciążony — niezależnie od tego, kto będzie prezydentem.

Obserwuj nas w Google News

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka