Wiosna 1992 r. Na Maderze, wśród słońca, fal oceanu i codziennego gwaru w małych wioskach, życie 15-letniego Luísa Miguela Escórcio Correia przerwała brutalna zbrodnia. Nikt nie spodziewał się, że uśmiechnięty chłopiec, zwyczajnie spacerujący drogą w stronę Caniçal, wpadnie w pułapkę, jaką zastawił ktoś, komu powierzano opiekę nad najmłodszymi – ksiądz, którego powołanie miało chronić dzieci, a nie je krzywdzić. Historia Padre Frederico Cunha to opowieść o zbrodni, ucieczce i cieniu, który przez dekady wisi nad wyspą.
Spotkanie, które zmieniło wszystko
Pierwszego maja Luís Miguel wsiadł do samochodu, który wydawał się bezpieczny. Za kierownicą siedział mężczyzna w sutannie, z uśmiechem i obietnicą podwiezienia. Nikt nie przypuszczał, że ten krótki przejazd będzie jego ostatnią podróżą. Następnego dnia ciało chłopca znaleziono u stóp stromego klifu. Miejsce, które zwykle przyciąga turystów pięknymi widokami i ciszą oceanu, stało się sceną zbrodni. Sekcja zwłok wykazała, że obrażenia nie mogły być skutkiem samego upadku – ktoś wcześniej użył przemocy.
Szybko śledztwo doprowadziło do jednego z najbardziej nieoczekiwanych podejrzanych w historii Madery – księdza Frederico Marcosa da Cunha, brazylijskiego duchownego, pełniącego funkcję wikariusza i prywatnego sekretarza biskupa diecezji Funchal. Ten człowiek, otoczony zaufaniem i autorytetem Kościoła, nagle znalazł się w centrum największego kryminału, jaki pamiętała wyspa.
Dowody, których nie dało się zignorować
W domu księdza policja znalazła coś, co wstrząsnęło społecznością. Dziesiątki fotografii przedstawiających nagie dzieci i nastolatków. W kilku z nich pojawiały się sylwetki chłopców z lokalnej społeczności. Z czasem wyszło na jaw, że Cunha był wcześniej podejrzewany o kontakty z nieletnimi, co świadczyło o długim i mrocznym wzorze zachowań. Świadkowie zeznali również, że widzieli go z innymi chłopcami w samochodzie. To nie były oskarżenia, które można było zbagatelizować.
Śledczy zaczęli łączyć fakty: podejrzany, brutalna śmierć Luísa Miguela, materiały pornograficzne i wcześniejsze sygnały od rodzin dzieci. Wszystko wskazywało, że tragedia nie była przypadkiem. Wyspa, zwykle spokojna, zaczęła żyć w napięciu.
Proces, który wstrząsnął Maderą
W marcu 1993 r. Frederico Cunha stanął przed sądem w Santa Cruz. Sala rozpraw wypełniła się po brzegi. Media relacjonowały każdy dzień, a opinia publiczna śledziła sprawę z przerażeniem i fascynacją.
Prokuratura przedstawiła mocny, niepodważalny materiał dowodowy. Czterech dorosłych mężczyzn zeznało, że były wykorzystywane seksualnie przez księdza, kiedy były dziećmi. To nie były odosobnione przypadki – świadczyły o systematycznym nadużyciu zaufania. Obrona próbowała przedstawiać księdza jako niewinnego, wskazując na rzekome błędy proceduralne, a sam Cunha wygłaszał porównania do Jezusa, twierdząc, że pada ofiarą niesprawiedliwości i medialnej nagonki.
Mimo prób obrony dowody były miażdżące. W marcu 1993 roku sąd skazał Frederico Cunhę na 13 lat więzienia za morderstwo i nadużycia seksualne wobec nieletnich. Wyrok miał zakończyć sprawę – przynajmniej w wymiarze formalnym.
Kościół w ogniu krytyki
Sprawa nie była tylko procesem sądowym. To była próba zderzenia władzy duchowej z prawem cywilnym. Biskup Teodoro de Faria, przełożony księdza, publicznie bronił Cunhy, twierdząc, że jest on ofiarą niesprawiedliwego oskarżenia. Porównania do postaci Jezusa wywołały falę oburzenia wśród mieszkańców i w mediach, które krytykowały instytucję za próbę tuszowania poważnych przestępstw.
Dla lokalnej społeczności było jasne: zaufanie, jakim obdarzano duchownego, zostało brutalnie wykorzystane, a instytucje zamiast chronić dzieci, często stawały po stronie sprawcy.
Ucieczka, która zdumiała cały kraj
Najbardziej zdumiewający moment nadszedł w 1998 r. Po nieco ponad pięciu latach odsiadki, Cunha uzyskał czasowe zwolnienie więzienne na kilka dni. Oficjalnie miał odwiedzić matkę w Lizbonie. Nigdy jednak nie wrócił do więzienia. Zamiast tego wsiadł do samochodu i wyruszył w drogę ku wolności – najpierw do Madrytu, a później do Brazylii.
Tam rozpoczął nowe życie w Rio de Janeiro, w ojczyźnie, która nie miała obowiązku ekstradycji. Mimo że formalnie nadal był skazanym przestępcą, od lat pozostawał poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości w Portugalii.
Zamknięcie rozdziału
Dopiero w 2024 r. papież Franciszek ogłosił formalną demisję Cunhy ze stanu duchownego, zwalniając go z obowiązku celibatu. To symboliczne, ale istotne zamknięcie historii, która ciągnęła się przez trzy dekady. Dla mieszkańców Madery, którzy pamiętają tamten maj 1992 roku, decyzja ta nie przywraca życia Luísa Miguela ani nie usuwa bólu, ale jest przynajmniej wyraźnym aktem uznania winy i końcem instytucjonalnej ochrony sprawcy.
Historia Padre Frederico Cunha pozostaje jednym z najciemniejszych rozdziałów w historii Madery. To opowieść o zaufaniu, które zostało złamane, o systemie, który zawiódł, i o cieniu, który nadal spowija wyspę. Wśród fal Atlantyku, w wąskich uliczkach Funchal i nad stromymi klifami Caniçal, pamięć o tej tragedii wciąż żyje – przypominając, że nawet w najpiękniejszych miejscach mogą czaić się mroczne tajemnice.
Foto: Wikipedia (Domena publiczna)/Filipe d'Avillez















![[NOWY CYKL – BOHATEROWIE MAŁOPOLSKI] Gdy okupant groził śmiercią, on wybrał siebie. Historia Romana Sichrawy](https://cdn.glos24.pl/2025/12/sichrawa_w300.webp)


