wtorek, 7 kwietnia 2026 17:24, aktualizacja 2 godziny temu

Ile kosztuje brak ronda? Miasto płaci za bezczynność na Ruczaju

Skrzyżowanie ulic Lubostroń i Kobierzyńskiej w Krakowie
Skrzyżowanie ulic Lubostroń i Kobierzyńskiej w Krakowie / Fot. Mateusz Łysik

Minęły ponad dwa lata od złożenia przez mieszkańców petycji w sprawie budowy ronda na skrzyżowaniu ulic Kobierzyńskiej i Lubostroń. Projekt powstał, decyzje administracyjne zostały wydane, a mimo to inwestycja wciąż nie doczekała się realizacji. Tymczasem brak ronda już dziś generuje straty - i to nie tylko te widoczne w miejskim budżecie.

Każdy rok zwłoki to wyższy koszt inwestycji

Jednym z najbardziej wymiernych skutków odkładania budowy jest konieczność aktualizacji dokumentacji projektowej. Jak podkreśla radny Dzielnicy VIII Dębniki Piotr Rusocki, dokumentacja była gotowa, jednak z powodu braku realizacji część opracowań wymaga dziś aktualizacji. - To wydatek, który już teraz musi zostać poniesiony ponownie - wskazuje.

Jest to jednak dopiero początek. Wraz z upływem czasu rosną też ceny materiałów budowlanych i robocizny. Oznacza to, że realizacja wymaga dziś większych nakładów niż kilka lat temu, a za rok lub dwa będzie jeszcze droższa.

Nie wszystkie straty da się łatwo policzyć. Codziennie kierowcy tracą nerwy i czas, próbując włączyć się do ruchu na skrzyżowaniu o bardzo niekorzystnym i niebezpiecznym układzie. Autobusy komunikacji miejskiej poruszają się wolniej, a ich przejazd przez nieprzebudowany odcinek jest utrudniony.

Choć koszty te nie pojawiają się w miejskich tabelach, są one jak najbardziej realne. Każdego miesiąca są to setki godzin, jakie mieszkańcy tracą, stojąc w korku i próbując bezpiecznie wyjechać na Kobierzyńską.

Najtrudniejsze do oszacowania są jednak koszty związane z bezpieczeństwem. - Mówimy o potencjalnych kolizjach i wypadkach. Tego nie jesteśmy w stanie policzyć, ale wiemy, że takie ryzyko zdecydowanie jest tu podwyższone. Pamiętajmy, że na ul. Lubostroń był już wypadek w którym zginęło dziecko -podkreśla Piotr Rusocki.

Jak zaznacza radny, infrastruktura drogowa powinna gwarantować minimalny poziom bezpieczeństwa. Tymczasem w obecnym układzie skrzyżowania kierowcy zmuszeni są do wykonywania nieintuicyjnych manewrów, a piesi poruszają się w miejscu pozbawionym podstawowej infrastruktury w postaci chodników czy oświetlenia gwarantującego minimalną widoczność.

To nie koszt. To ograniczenie strat

W ostatnich tygodniach temat ponownie trafił na biurka miejskich decydentów. Przedstawiciele dzielnicy, Piotr Rusocki i Iwona Chamielec, spotkali się z wiceprezydentem Krakowa Stanisławem Kracikiem, by omówić możliwość realizacji inwestycji.

- Widzimy duże zrozumienie dla tego problemu i deklarację aktywnego poszukiwania środków. Dlatego liczymy, że w najbliższym czasie inwestycja zostanie wreszcie zrealizowana - mówi radny. W budżecie miasta na ten rok zabezpieczono jedynie środki na aktualizację dokumentacji. To oznacza, że mimo gotowego projektu rondo wciąż pozostaje na etapie przygotowań.

Dyskusja o budowie ronda na Ruczaju od lat sprowadza się do pytania - czy miasto stać na tę inwestycję. Tymczasem coraz wyraźniej widać, że właściwe pytanie brzmi inaczej. Nie chodzi o to, ile kosztuje rondo. Chodzi o to, ile kosztuje jego brak.

Każdy kolejny rok zwłoki oznacza wyższe koszty inwestycji w przyszłości, stracony czas mieszkańców i utrzymujące się ryzyko niebezpiecznych sytuacji. W tym kontekście budowa ronda przestaje być wydatkiem - staje się racjonalną decyzją ograniczającą straty. Zwłaszcza, że realizacja w tym miejscu ronda wiązałaby się z kosztem rzędu kilku, nie kilkunastu czy kilkudziesięciu milionów złotych. W skali budżetu miasta to naprawdę niewiele. Z perspektywy poprawy wygody i bezpieczeństwa mieszkańców byłaby to zmiana o kluczowym znaczeniu.

Robert Siemiński

Obserwuj nas w Google News

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka