Niepozorna ściana jednego z bloków przy ul. Siemaszki 37 przez lata była miejscem, które mieszkańcy kojarzyli głównie z kolejnymi warstwami niechcianych napisów. Regularnie pojawiały się tam bazgroły, hasła i ślady działalności pseudografficiarzy. Dziś trudno w to uwierzyć. Elewacja jest jedną z najbardziej charakterystycznych w tej części Krakowa, a przechodnie zatrzymują się przy niej nie tylko po zdjęcie, ale również po to, by sprawdzić... która jest godzina.
W środę, 3 czerwca, oficjalnie odsłonięto mural „Zegar słonecznikowy” autorstwa Mikołaja Rejsa, zrealizowany wspólnie z Fundacją Zróbmy Sobie Kraków. To nie tylko kolejna wielkoformatowa realizacja w miejskiej przestrzeni, ale również projekt, który pełni praktyczną funkcję zegara słonecznego.
Na pierwszy rzut oka uwagę zwraca ogromny słonecznik rozciągający się na niemal całej elewacji budynku. Dopiero po chwili można dostrzec, że nie jest to zwykły mural. Kompozycja została zaprojektowana w taki sposób, by pełnić funkcję zegara słonecznego. Odpowiednio zamontowany element rzuca cień na ścianę, pozwalając odczytać aktualną godzinę. To połączenie sztuki, natury i nauki sprawia, że „Zegar słonecznikowy” wyróżnia się na tle krakowskich murali i stanowi ciekawy przykład wykorzystania sztuki w przestrzeni publicznej.
Od problemu do wizytówki osiedla
Historia tej ściany zaczęła się jednak dużo wcześniej. Pomysł jej zagospodarowania dojrzewał od lat, a impulsem były powracające akty wandalizmu.
– Wspólnota podjęła odpowiednią uchwałę, nie ukrywam, że inicjatorem podjęcia byłem ja. Chodziło o to, żeby zabezpieczyć, jeśli można tak powiedzieć, ścianę przeciwko pewnym rzeczom, które się pojawiały najczęściej ze środowiska kibicowskiego tutaj w tym rejonie. Niestety wtedy fundacja, z którą rozmawialiśmy, ostatecznie nie podjęła tematu – wspomina Jacek Woźniak, prezes Wspólnoty Mieszkaniowej przy ul. Siemaszki 37.
Choć pierwsze próby nie zakończyły się sukcesem, pomysł nie został porzucony. Temat wracał w kolejnych rozmowach, a mieszkańcy nadal szukali sposobu na zagospodarowanie problematycznej ściany. Przełom nastąpił zupełnie przypadkowo.
– W międzyczasie pojawił się jeszcze jeden artysta. Natomiast w zeszłym roku przy zupełnej okazji przeglądania internetu zobaczyłem mural, który Mikołaj wykonał w Podgórzu. Znalazłem adres internetowy, telefon, skontaktowałem się z fundacją i zaproponowałem realizację na tej ścianie. Fundacja wyraziła zainteresowanie, Mikołaj przedstawił projekt, efekt widać w tej chwili na ścianie – dodaje Woźniak.
Dziś trudno przejść obok nowej realizacji obojętnie. Monumentalny słonecznik rozciągający się na całej elewacji sprawił, że miejsce, które przez lata kojarzyło się z wandalizmem, stało się lokalnym punktem orientacyjnym i ciekawostką dla mieszkańców oraz odwiedzających okolicę.
Mural ma coś dawać ludziom
Sam autor nie ukrywa satysfakcji z reakcji odbiorców. Jak podkreśla, właśnie kontakt z mieszkańcami jest jednym z najważniejszych elementów pracy artysty tworzącego w przestrzeni publicznej.
– Mieszkańcy bardzo pozytywnie odbierali ten mural. Praktycznie każdy, kto tędy przechodził, zatrzymywał się choć na chwilę, a większość robiła zdjęcia. Myślę, że podoba się nie tylko mieszkańcom okolicy, ale także przyjezdnym. Właśnie dlatego tworzę murale. Uważam, że jedną z najważniejszych rzeczy w sztuce obecnej w przestrzeni publicznej jest to, by ludzie chcieli się przy niej zatrzymać i wejść z nią w pewną relację – podkreśla Mikołaj Rejs.
Artysta zwraca uwagę, że mural nie powinien być jedynie dekoracją. Musi współgrać z miejscem i odpowiadać na potrzeby ludzi, którzy codziennie obok niego przechodzą.
– Mural, moim zdaniem, ma coś dawać ludziom, to jest dla nas, więc to, że jest on wkomponowany w tkankę, że niesie jakiś przekaz, że jest nieinwazyjny, ale zarazem w jakimś sensie ma kolor, to są aspekty, które biorę w pierwszym rzędzie pod uwagę – dodaje autor muralu.
To podejście widać również w najnowszej realizacji. „Zegar słonecznikowy” nie dominuje otoczenia, ale naturalnie wpisuje się w krajobraz osiedla, jednocześnie całkowicie zmieniając charakter miejsca.
Fundacja stawia na lokalnych artystów
Za realizacją stoi Fundacja Zróbmy Sobie Kraków, która wspiera projekty społeczne, edukacyjne i artystyczne. Współpraca z Mikołajem Rejsem nie jest przypadkowa – to już trzeci wspólny mural stworzony przez fundację i artystę.
– Nasza fundacja od początku wspiera lokalnych artystów, dlatego cieszymy się, że możemy realizować kolejne projekty we współpracy z twórcami. Chcemy wnosić do przestrzeni miejskiej pozytywną energię i myślę, że ten mural dobrze wpisuje się w tę ideę – powiedziała Sandra Gwizdała z Fundacji Zróbmy Sobie Kraków.
Jak podkreślają przedstawiciele organizacji, tego typu projekty mają wymiar wykraczający poza estetykę. Chodzi o tworzenie miejsc, które budują pozytywne emocje, integrują mieszkańców i sprawiają, że przestrzeń publiczna staje się bardziej przyjazna.
Fundacja angażuje się także w działania społeczne
Fundacja Zróbmy Sobie Kraków powstała z potrzeby społecznego zaangażowania i przekonania, że mieszkańcy mogą realnie wpływać na otaczającą ich rzeczywistość. Jej działalność opiera się na idei: „jeśli masz odwagę o czymś marzyć, miej odwagę to zrobić”.
Organizacja wspiera i współtworzy różnorodne inicjatywy realizowane w Krakowie oraz okolicznych miejscowościach. W ostatnich miesiącach angażowała się między innymi w akcje skierowane do rodzin i dzieci, współpracę z lokalnymi przedsiębiorcami, wydarzenia motoryzacyjne oraz inicjatywy społeczne adresowane do seniorów.
Jednym z najbliższych przedsięwzięć będą czerwcowe Senioralia, które co roku przyciągają uczestników nie tylko z Krakowa, ale również spoza granic Polski.
– To jest wydarzenie dla wszystkich. Tak naprawdę są międzynarodowe, więc tutaj też szykują się ludzie z zagranicy. Będzie mnóstwo osób, ale będzie też mnóstwo atrakcji. Będzie nasze stoisko, gdzie zapraszamy, żeby przyjść do nas porozmawiać, chętnie opowiemy o naszej fundacji, ale będziecie mogli też skorzystać z bezpłatnych badań, z różnych innych atrakcji od innych wystawców, więc naprawdę warto – dodała Sandra Gwizdała.
Dziś ściana przy Siemaszki 37, niegdyś pokrywana kolejnymi napisami, nabrała nowego znaczenia. Cień wyznacza na niej godzinę, a mieszkańcy znajdują pretekst, by na moment zwolnić krok. To drobna interwencja, dzięki której przestrzeń staje się bardziej przyjazna, a zarazem bliższa codziennemu życiu mieszkańców.





























