We środę, 13 maja zapadło kolejne orzeczenie w trybie referendalnym, z pozwy Komitetu Referendalnego. Wcześniej jedna ze spraw zakończyła się ugodą, przeprosinami i symbolicznym gestem.
Lider KO musi przeprosić i zapłacić
Sąd Okręgowy w Krakowie zakazał Szczęsnemu Filipiakowi, przewodniczącemu krakowskiej Koalicji Obywatelskiej, publikowania i rozpowszechniania materiału dotyczącego inicjatorów referendum.
Sprawa dotyczyła nagrania, w którym mówił o „inicjatorach referendum”, sugerując, że mają wyroki m.in. za „bicie kobiet”. Wojciech Jakubowski, jeden z 21 formalnych inicjatorów referendum, zarzucił mu, że mówi nieprawdę i skierował sprawę do sądu w trybie referendalnym. Sąd przyznał mu rację: zakazał Filipiakowi dalszego rozpowszechniania materiału, nakazał opublikowanie sprostowania i przeprosin oraz wpłatę 3 tys. zł na cel społeczny. Jak podało Radio Kraków, Szczęsny Filipiak zapowiedział złożenie apelacji.
Kluczowe w tej sprawie okazało się rozróżnienie, kto faktycznie jest „inicjatorem referendum”. Sąd zwrócił uwagę, że to pojęcie wynika z przepisów i odnosi się do osób, które formalnie podpisały wniosek o przeprowadzenie referendum. W Krakowie chodzi o grupę 21 obywateli. Według sądu nie można więc dowolnie rozszerzać tego określenia na osoby, które angażują się w kampanię, ale nie są formalnymi członkami grupy inicjatywnej.
"Prawda wygrała dziś w sądzie" - podsumował Komitet Referendalny na Facebooku.
Do wyroku odniósł się m.in. Łukasz Gibała, który w mediach społecznościowych skomentował sprawę słowami: „Komitet referendalny — ekipa Miszalskiego: 2:0”. Przypomniał, że dwa dni wcześniej sprawa dotycząca podobnych zarzutów zakończyła się ugodą i przeprosinami ze strony radnej KO Anny Bałdygi. „To bardzo dobrze, bo z kłamstwami trzeba walczyć” — napisał Gibała, gratulując Wojciechowi Jakubowskiemu i Janowi Hoffmanowi walki „o prawdę” przed sądem.
Wcześniej była ugoda i bukiet kwiatów
To nie pierwsza sprawa dotycząca tego samego politycznego sporu. W poniedziałek, 11 maja przed Sądem Okręgowym w Krakowie zakończyła się sprawa pomiędzy Rafałem Zontkiem, pełnomocnikiem komitetu referendalnego, a radną KO Anną Bałdygą. Radna została pozwana w trybie referendalnym po publikacji materiału, który — zdaniem inicjatorów referendum — mógł sugerować, że osoby z formalnego komitetu mają wyroki karne.
Sprawa zakończyła się ugodą. Anna Bałdyga zobowiązała się do publikacji przeprosin i doprecyzowania, że żadna z osób wchodzących w skład grupy 21 obywateli Referendumkrk.pl nie ma wyroku skazującego w jakiejkolwiek sprawie karnej.
Po rozprawie doszło też do symbolicznego gestu. Radna przekazała przedstawicielom komitetu bukiet 21 kwiatów — po jednym dla każdego z formalnych inicjatorów referendum.
Komitet zapowiada kolejne pozwy
Przedstawiciele komitetu referendalnego podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o jeden film czy jeden wpis, ale o szerszą kampanię wymierzoną w osoby stojące za referendum. W zeszłym tygodniu, podczas konferencji prasowej przed siedzibą Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Krakowie pełnomocnik komitetu Rafał Zontek zapowiadał składanie pozwów w trybie referendalnym.
Jan Hoffman i Zontek zapowiedzieli, że kolejne publikacje i wypowiedzi będą analizowane pod kątem ewentualnych następnych pozwów. Ich zdaniem w kampanii pojawiają się sugestie, które nie dotyczą faktów, ale mają zdyskredytować obywatelską inicjatywę referendalną.
Co ze sprawami w prokuraturze?
Obok postępowań sądowych w trybie referendalnym w tle pozostają także sprawy zgłaszane do prokuratury. Pierwsza dotyczyła ataków na wolontariuszy zbierających podpisy pod wnioskiem o referendum. 9 lutego Jan Hoffman, Rafał Zontek i Marek Stobierski, jeden z wolontariuszy, złożyli zawiadomienie w Prokuraturze Rejonowej Kraków–Krowodrza. Chodziło m.in. o incydent, do którego doszło dzień wcześniej w parku im. Wincentego à Paulo, w rejonie kościoła przy ul. Misjonarskiej.
Wolontariusze spotkali się tam ze słowną i fizyczną agresją podczas zbiórki podpisów. Policja informowała później, że analizuje nagrania z niedzielnych incydentów i sprawdza, czy doszło do przestępstwa.
Drugi wątek dotyczy tzw. „martwych dusz” na listach poparcia. Po weryfikacji podpisów pojawiła się informacja o 48 pozycjach z danymi osób nieżyjących. Inicjatorzy referendum ocenili, że doszło do fałszerstwa i mogła to być prowokacja wymierzona w akcję referendalną. Sprawa również trafiła do organów ścigania.
Na konferencji pod KBW przedstawiciele komitetu zwracali uwagę, że prokuratura — ich zdaniem — nie spieszy się z wyjaśnianiem tych spraw. W ocenie inicjatorów referendum szybkie rozstrzygnięcia byłyby ważne zwłaszcza teraz, gdy do głosowania zostało niewiele czasu.
Jan Hoffman już w lutym, po zgłoszeniu do prokuratury sprawy ataków na wolontariuszy, apelował do prezydenta Krakowa o publiczne odcięcie się od agresji. — „Możemy się spierać, różnić, ale unikajmy hejtu, agresji słownej, a przede wszystkim agresji fizycznej, bo na takie zachowania nie może być akceptacji w demokratycznym państwie prawa” — mówił wówczas Hoffman. Podobny apel powtórzył podczas ostatniej konferencji przed Delegaturą Krajowego Biura Wyborczego, podkreślając, że kampania referendalna powinna być twarda, ale uczciwa i wolna od zastraszania przeciwników
Referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa odbędzie się w niedzielę, 24 maja. Mieszkańcy odpowiedzą na dwa pytania — osobno w sprawie prezydenta i osobno w sprawie Rady Miasta.



















