Bulwersujące zachowanie na targach końskich w Pajęcznie i błyskawiczna decyzja Krakowa. Prezydent Aleksander Miszalski wypowiedział umowę dorożkarzowi z Rynku Głównego. Krakowskie Stowarzyszenie Obrony Zwierząt od lat upomina się jednak o konie pracujące w centrum miasta. Czy teraz ten problem doczeka się szerszej reakcji?
Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski 11 maja podjął decyzję o wypowiedzeniu w trybie natychmiastowym umowy dorożkarzowi prowadzącemu działalność na krakowskim Rynku Głównym. Powodem było nagranie z Międzynarodowych Targów Końskich w Pajęcznie w województwie łódzkim, które odbywały się w sobotę, 9 maja. Miasto potwierdziło, że mężczyzna widoczny na filmie jest dorożkarzem pracującym w Krakowie.
– Nie ma i nie będzie mojej zgody na przemoc wobec zwierząt. Dobrostan koni i bezpieczeństwo zwierząt muszą być priorytetem, a nie pustym zapisem w regulaminie. W takich sprawach nie będzie taryfy ulgowej – podkreślił prezydent Aleksander Miszalski w komunikacie miasta.
Sprawę nagłośnił Piotr Dura, radny Rady Gminy w Siemkowicach, który w sobotę, 9 maja opublikował nagranie z Międzynarodowych Targi Końskich w Pajęcznie. Na filmie widać mężczyznę w kraciastej koszuli, który szarpie konia za ogon, drażni go i zachowuje się wobec zwierzęcia agresywnie. Po chwili koń kopie go tylnymi nogami, a mężczyzna upada na ziemię.
Jak ustalił „Fakt”, policja zna już tożsamość mężczyzny. To 35-latek z województwa małopolskiego, z powiatu wielickiego. Po zdarzeniu na miejsce wezwano ratowników medycznych, którzy zabrali go do szpitala z obrażeniami głowy i twarzy. Według informacji przekazanych przez policję mężczyzna miał prawie trzy promile alkoholu w organizmie.
Sprawa ma już oficjalny bieg. Zawiadomienie złożył burmistrz Urzędu Miejskiego w Pajęcznie, a policja prowadzi czynności wyjaśniające. Funkcjonariusze będą ustalać, czy doszło do przestępstwa.
Aktywiści od lat domagają się zakazu
Trzeba jasno zaznaczyć: to konkretna, jednostkowa sprawa i nie można na tej podstawie automatycznie przypisywać przemocy wobec zwierząt całemu środowisku dorożkarskiemu.
Nie zmienia to jednak faktu, że sprawa z Pajęczna uderza w jeden z najczulszych punktów krakowskiej debaty o dorożkach. Bo skoro mężczyzna z nagrania okazał się dorożkarzem z Krakowa, wraca pytanie, czy dorożkarstwo w centrum miasta rzeczywiście jest dziś przede wszystkim tradycją i pasją do koni, czy jednak działalnością zarobkową opartą na pracy zwierząt.
Krakowskie Stowarzyszenie Obrony Zwierząt od lat zabiega o całkowity zakaz ruchu dorożek w Krakowie. Organizacja przekonuje, że centrum miasta nie jest miejscem dla pracy koni, a dorożki powinny zostać zastąpione rozwiązaniem bez udziału zwierząt. W lutym br. KSOZ wystąpiło do prezydenta Krakowa z petycją w sprawie pilotażowego programu dorożek elektrycznych.
Wcześniej spór dotyczył także próby wpisania krakowskich dorożek na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Po sprzeciwie KSOZ Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odmówiło zgody na taki wpis. Stowarzyszenie argumentowało, że dorożki nie powinny być traktowane jako dziedzictwo kulturowe, lecz jako praktyka oparta na wykorzystywaniu zwierząt do celów zarobkowych.
Aktywiści przypominają też wcześniejsze niebezpieczne sytuacje z udziałem koni dorożkarskich w Krakowie. W czerwcu 2021 roku dorożka bez woźnicy pędziła przez centrum miasta, od ul. Szpitalnej do ul. Basztowej. W marcu 2023 roku na al. 29 Listopada konie zaprzęgnięte do dorożki wpadły w popłoch na ruchliwej ulicy.
Te przykłady pokazują, że koń nie jest zwierzęciem do pracy w gęstym ruchu miejskim, wśród klaksonów, samochodów, tramwajów, tłumów i nagłych bodźców.
Miasto: "są zasady, badania i ograniczenia w upały"
Urzędnicy od lat odpowiadają, że funkcjonowanie dorożek w Krakowie jest regulowane i kontrolowane. Według miejskich zasad konie mogą pracować co drugi dzień, czyli przez 14–15 dni w miesiącu, a łączny czas ich pracy nie może przekraczać 12 godzin na dobę. Miasto wskazuje też, że dorożkarze mają obowiązek używać koni zdrowych, sprawnych, dobrze odżywionych i dopuszczonych do pracy przez lekarza weterynarii.
W czasie upałów obowiązują dodatkowe ograniczenia. Gdy temperatura w cieniu przekroczy 28 stopni Celsjusza, przedsiębiorcy nie mogą korzystać ze stałego postoju na Rynku Głównym w godz. 12–18. Mają też obowiązek chronić konie przed słońcem, dodatkowo je poić i korzystać z wyznaczonych zacienionych postojów zastępczych.
Miasto powołuje się również na badania specjalistów z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, z których – według urzędników – wynika, że konie dorożkarskie na Rynku Głównym nie pracują ponad siły, a badane parametry mieszczą się w normie. W czasie obowiązywania umów kontrole mają prowadzić pracownicy urzędu, straż miejska oraz Wydział Środowiska, Klimatu i Powietrza.
Chodzi o cały system
Incydent z Pajęczna nie rozstrzyga całego sporu o krakowskie dorożki. Pokazuje jednak, jak wątpliwe staje się opowiadanie o dorożkarstwie wyłącznie jako o tradycji, sentymencie i miłości do koni. Prezydent zareagował szybko i jednoznacznie, ale decyzja wobec jednego dorożkarza nie odpowiada na pytanie, czy sam system pracy koni w centrum miasta nadal ma sens.
To właśnie ten system od lat kwestionują organizacje prozwierzęce. Pytają, czy koń powinien stać w sezonie na Rynku, pracować w hałasie, przeciskać się przez ruchliwe ulice, reagować na tramwaje, samochody, tłumy i nagłe bodźce. Zwracają też uwagę, że dobrostan zwierząt nie zaczyna się i nie kończy na płycie Rynku Głównego. Ważne jest również to, skąd konie dojeżdżają do pracy, jak długo faktycznie pozostają w zaprzęgu, gdzie odpoczywają po kursach i jak wygląda ich codzienne utrzymanie poza oczami turystów.
Zdaniem aktywistów i wielu mieszkańców nawet najlepiej opisany regulamin nie zmienia podstawowego faktu: koń pozostaje narzędziem w biznesie turystycznym. Nie pracuje dlatego, że kultywuje miejską tradycję, ale dlatego, że przejażdżka dorożką jest jedną z płatnych atrakcji Krakowa. A ceny pokazują, że nie jest to symboliczna usługa — przejazdy kosztują od kilkuset do nawet 1500 złotych.
Mieszkańcy mówią "dość"
Spór o krakowskie dorożki nie jest jednak wyłącznie głosem wąskiej grupy aktywistów. KSOZ przypomina, że obywatelską inicjatywę uchwałodawczą w sprawie wprowadzenia zakazu funkcjonowania dorożek poparło 835 mieszkanek i mieszkańców Krakowa. Rada Miasta Krakowa odrzuciła ją 12 stycznia 2022 roku. Rok później stowarzyszenie apelowało, aby jedno z pytań planowanego referendum lokalnego dotyczyło zakazu dorożek konnych w Krakowie. Pod tym apelem podpisało się 5 588 osób. Najnowszą petycję w sprawie pilotażowego programu dorożek elektrycznych poparło z kolei ponad 1400 osób. To pokazuje, że pytanie o los koni pracujących w centrum miasta stawiają sami mieszkańcy, którzy mijają stojace na postoju konie.
Oliwy do ognia w tym sporze dolewają sami dorożkarze. Aktywistki Fundacji Viva!, Anna Plaszczyk i Magdalena Matulka, które badały los koni pracujących przy krakowskich dorożkach, zostały oskarżone przez Stowarzyszenie Dorożkarzy Krakowskich o zniesławienie. Prywatny akt oskarżenia dotyczy danych, które aktywistki publikowały w ramach debaty o dobrostanie zwierząt wykorzystywanych do wożenia turystów po Rynku.
Z ustaleń prowadzonych przez aktywistki Fundacji Viva! wynika, że w latach 2019–2024 przy krakowskich dorożkach pracowały 394 konie. Według tych danych 129 z nich już nie żyje, a losu 16 nie udało się ustalić. Część informacji miała pochodzić z dokumentów urzędowych, co stawia pytanie nie tylko o samą pracę koni w centrum Krakowa, ale też o przejrzystość systemu kontroli nad ich losem.
W sprawę zaangażowała się posłanka Daria Gosek-Popiołek, która stanęła w obronie aktywistek. Podkreślała, że debata publiczna musi opierać się na faktach, a osoby, które ujawniają dane dotyczące zwierząt pracujących w mieście, nie powinny być z tego powodu zastraszane procesami sądowymi. Dorożkarze przekonują z kolei, że walczą o swoje dobre imię.
W efekcie spór o dorożki dawno przestał być wyłącznie rozmową o „krakowskiej tradycji”. Stał się konfliktem o to, gdzie kończy się turystyczna atrakcja, a zaczyna biznes prowadzony kosztem zwierząt — i czy mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co dzieje się z końmi, które przez lata pracowały na najbardziej reprezentacyjnym placu miasta.










![[11.05.2026] Jaki będzie poniedziałek w Małopolsce? Parasole pod ręką, ale słońce też znajdzie swoje pięć minut](https://cdn.glos24.pl/2026/05/zakopanee_w300.webp)





![[WIDEO] Starcie posłów KO z Komitetem Referendalnym. Będą procesy](https://cdn.glos24.pl/2026/05/Hoffman-Ja--kowiec_w300.webp)


