piątek, 9 lipca 2021 06:27

Laureatka Wadowickiego Serca Roku: „Od kiedy jest koronawirus, to paradoksalnie pomocy jest więcej”

Autor Mirosław Haładyj
Laureatka Wadowickiego Serca Roku: „Od kiedy jest koronawirus, to paradoksalnie pomocy jest więcej”

Podczas uroczystej sesji Rady Miejskiej, związanej z obchodami 101. rocznicy urodzin Karola Wojtyły – Św. Jana Pawła II, która odbyła się we wtorek 18 maja, po raz pierwszy poznaliśmy nazwisko wyjątkowej osoby, która swoją działalnością i zaangażowaniem na rzecz innych zasłużyła na szczególne uznanie i docenienie. Wadowickie Serce Roku trafiło do Sylwii Roman.

Choć była to dopiero pierwsza odsłona plebiscytu, Jury nie miało łatwego zadania, a wybór zwycięzcy nie był prosty. Wśród nominowanych znalazły się siostra Renata ze Zgromadzenia Sióstr Albertynek w Wadowicach, Ewa Chmura, pani Marta Głuc, Maria Stelmaszyk, Zofia Matlak, Dorota Balak.

Konkurs Serce Roku, organizowany przez Urząd Miejski w Wadowicach, ma na celu promowanie pozytywnych zachowań, działań i postaw prospołecznych, które są tak potrzebne w dzisiejszym, nastawionym na konsumpcjonizm i egocentryzm, świecie. Wadowice to jednak wyjątkowe miejsce, które tworzą wyjątkowi ludzie. Nie  dziwi więc, że na konkurs wpłynęły kandydatury aż siedmiu wspaniałych osób – siedmiu nieprzeciętnych kobiet, które posiadają wspólny mianownik w postaci zaangażowania i bezinteresownej pomocy innym.

Choć była to dopiero pierwsza odsłona plebiscytu, Jury nie miało łatwego zadania, a wybór zwycięzcy nie był prosty/Fot.: UM Wadowice
Choć była to dopiero pierwsza odsłona plebiscytu, Jury nie miało łatwego zadania, a wybór zwycięzcy nie był prosty/Fot.: UM Wadowice

Po burzliwych obradach Jury w składzie: Janina Turek – dyrektor I LO im. M. Wadowity w Wadowicach, ks. Łukasz Piórkowski – dyrektor Muzeum Domu Rodzinnego Świętego Jana Pawła II w Wadowicach, Paweł Jarosz – dyrektor Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Wadowicach, Kamila Zawisza – kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wadowicach, Piotr Wyrobiec – dyrektor Wadowickiego Centrum Kultury, Joanna Esveld – kierownik referatu Spraw Społecznych w UM Wadowice i Małgorzata Targosz-Storch – kierownik Wydziału Promocji Gminy Wadowice, postanowiło o przyznaniu tytułu Serca Roku 2021 pani Sylwii Roman. Jednocześnie za swoją działalność sąsiedzką wyróżniona została pani Zofia Matlak.

Pani Sylwia Roman to wulkan energii i niespożyte źródło pomysłów na charytatywne akcje, które swym zasięgiem obejmują setki potrzebujących osób. Samych podopiecznych Fundacji „Pomóc Więcej”, której jest wiceprezesem, jest ponad 200, a to jedynie część podejmowanych przez nią działań. Dla Pani Sylwii nie ma rzeczy niemożliwych, jest zawsze tam, gdzie pomocy potrzebują najsłabsi. Organizuje wolontariuszy, szuka sponsorów, zbiera środki, a swoim szczerym zaangażowaniem pociąga innych do czynienia dobra.

Z pierwszą laureatką Wadowickiego Serca Roku porozmawialiśmy między innymi o tym, co daje jej pomaganie innym oraz skąd czerpie siłę do pracy na rzecz potrzebujących.

Pani Sylwio, co dla pani oznacza ta nagroda?
– Oczywiście otrzymanie nagrody jest bardzo miłe. Nie traktuję jej jednak, jako czegoś stricte przeznaczonego dla mnie. Bardziej się cieszę z tego, że to, co robi nasza fundacja i jej oddział w Kleczy Dolnej, zostało zauważone i docenione. Cieszę się też z tego, że dzięki wyróżnieniu dowiedziało się o nas więcej osób, dzięki czemu mamy więcej rąk do pomocy i więcej rzeczy udaje się nam zorganizować. Zauważyłam też, że od czasu przyznania nagrody szybciej kończą się nam akcje, wręcz błyskawicznie zakańczane są zbiórki dla danego dziecka.

Jak rozpoczęła się pani praca w fundacji?
– Do fundacji dołączyła rok po tym, jak rozpoczęła ona swoją działalność. Aktualnie prowadzę głównie akcje zbiórkowe na dzieci z całej Polski, ponieważ nasi podopieczni pochodzą z różnych miejscowości. Oddział w Świętochłowicach zajmuje się przede wszystkim prowadzeniem zajęć z osobami niepełnosprawnymi. Cieszymy się też z tego, że opiekujemy się coraz większą ilością osób z naszego regionu, bo zgłasza się do nas coraz więcej osób z powiatu wadowickiego. Na przykład niedawno udało się nam zebrać dla dzieci z Zakrzowa 13 tys. zł na terapię logopedyczną. Wcześniej działania fundacji opierały się głównie na akcjach organizowanych za pośrednictwem Facebooka. Zgłaszała się do nas rodzina a my pomagaliśmy uzbierać odpowiednią kwotę. To był taki okres w naszej działalności, że cieszyliśmy się, kiedy na koncie danego dziecka pojawiało się nam 100 zł. To było już dla nas czymś wielkim. Z czasem akcji było coraz więcej, coraz więcej nich udawało się kończyć z sukcesem. Zaczęło się też pojawiać coraz więcej osób z okolicy, które chciały zgłosić dzieci, jako potrzebujące pomocy. W międzyczasie zajęłam się organizacją akcji mikołajkowej, której w tym roku będziemy mieli już 7. edycję a którą prowadzę w Kleczy. Polega to na tym, że tutaj zbieram wszystkie prezenty dla wszystkich podopiecznych i potem są one rozwożone po oddziałach i domach.

Co daje pani pomaganie innym?
– Ogromną satysfakcję i radość. Tak naprawdę to nie do końca jest tak, że ja komuś pomagam. Pomagając komuś, pomagamy też sobie. Uwielbiam to robić i sprawia mi to przyjemność. Człowiek dostaje olbrzymiego „kopa”, dużą dawkę energii za każdym razem, jak się uda komuś pomóc. Wiem, też, że robię coś dobrego, potrzebnego, ale nie ma czasu się nad tym zastanawiać, bo od razu pojawiają się kolejne wyzwania. Bardzo mi się podoba, że teraz otaczam się takimi ludźmi, jak ja, którzy też chcą pomagać. Czasami nazywam to żartobliwie „ubezpieczeniem”, bo wiem, że jeżeli sama będę potrzebowała pomocy, to mam na kogo liczyć.

Nawiązuje pani osobisty kontakt z osobami, którymi pomaga?
– Tak zazwyczaj jest, ale koronawirus utrudnił nam to. Co roku spotykaliśmy się z naszymi podopiecznymi w ramach akcji mikołajkowej, ze wszystkimi, którzy mogli dojechać z rodzicami. Czasami zdarza się, że sami jedziemy z pomocą do naszych podopiecznych.Znam też okoliczne dzieci, które objęte są naszą pomocą. Bardzo lubię się z Milenką z Marcyporęby z zespołem Downa.

Co jest najtrudniejsze w pomaganiu innym? Jak epidemia wpłynęła na dzielność fundacji?
– Szczerze mówiąc, to od kiedy jest koronawirus, to paradoksalnie pomocy jest więcej. Jest to niesamowite i widać to po akcjach, które się rozkręciły przez ten czas. Udaje się nam robić dosłownie cuda, choć w porównaniu do wielkich fundacji nie są to może jakieś szczególnie spektakularne rzeczy. Na przykład akcja mikołajkowa w tamtym roku, kiedy naprawdę wszyscy obawiali się zakażenia, okazała się rekordowa. Zrobiliśmy ponad 800 prezentów dla niepełnosprawnych dzieci i dorosłych z powiatu wadowickiego a także seniorów z DPS-ów. Ludzie zostawiali rzeczy pod oknami, pod bramą, bez kontaktu. Jestem zdziwiona, bo jest łatwiej, niż było, tak, jakbyśmy bardziej wracali uwagę na drugiego człowieka, po tym co przeszliśmy i przechodzimy dalej z koronawirusem. Co do trudności, to na pewno łatwiej zbiera się na dzieci, których zagrożone jest zdrowie albo życie. Trudniej jest zebrać na terapię, np. logopedyczną, choć ona również jest potrzebna, a rodzice takich dzieci to najczęściej samotne matki i ojcowie. Takie akcje idą wolniej. Ale to normalne, że człowiek chce pomóc tam, gdzie sytuacja jest poważniejsza. Nie mniej, odpukać, od roku, może półtorej, udaje się nam kończyć każdą zbiórkę, którą rozpoczynamy. Prowadzimy też bazarek z drobnymi licytacjami, gdzie każdy może przynieść książkę, albo przedmioty, których nie potrzebuje. Wystawiamy je na aukcji i za pieniądze uzyskane w ten sposób kończymy zbiórki, które stoją w miejscu.

Jest pani prawdziwym wulkanem energii. Skąd pani czerpie siłę?
– Z domu rodzinnego. Dzięki moim rodzicom i siostrze, którzy mnie wspierają na każdym kroku.

koronawirus najnowsze informacje

Fot.: UM Wadowice/archiwum prywatne Sylwia Roman

Wadowice

Wadowice - najnowsze informacje