Jeszcze niedawno referendum odwoławcze kojarzyło się z lokalnym buntem przeciw konkretnej władzy. Dziś coraz częściej staje się narzędziem politycznej presji, rozliczenia po wyborach i odpowiedzi na samorządowe konflikty. Kraków jest dziś najbardziej wyeksponowanym przykładem tego zjawiska, ale nie jedynym.
Gdy słyszymy słowo "referendum" myślimy dziś o Krakowie, bo właśnie ogłoszono termin referendum: mieszkańcy zagłosują 24 maja 2026 roku. Inicjatywa odwołania władz przed upływem kadencji to jednak nie jest odosobniony przypadek. W tej kadencji podobne pomysły pojawiały się także w innych małopolskich gminach i miastach — część z nich upadła na etapie procedury, jak w Bochni, a w części dojdzie już do głosowania, jak w Radłowie i Lanckoronie.
Śladem Zabrza
Początkiem fali referendów w Polsce stało się Zabrze. To właśnie tam lokalne referendum po raz pierwszy tak wyraźnie pokazało, że odwołanie świeżo wybranej władzy nie jest już tylko politycznym straszakiem, ale może stać się realnym scenariuszem. W 2024 roku prezydentem Zabrza została Agnieszka Rupniewska. Kandydatka Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Koalicja Obywatelska zakończyła trwające od 2006 roku rządy Małgorzaty Mańki-Szulik. W drugiej turze, 21 kwietnia 2024 roku, zdobyła 57,85 proc. głosów, podczas gdy jej rywalka uzyskała 42,15 proc. Jej zwycięstwo miało być symbolem politycznej zmiany, która – jak się okazało – była wyjątkowo krótka.
Już rok później, 11 maja 2025 roku, mieszkańcy Zabrza poszli do urn ponownie – tym razem nie po to, by wybrać prezydentkę, lecz by ją odwołać. Referendum okazało się skuteczne: oddano 29 207 ważnych głosów, z czego aż 27 161 było za odwołaniem Rupniewskiej, a tylko 2046 przeciwko. Oznacza to, że nie tylko dobito do wymaganego pułapu, ale przebito go o ponad 3,3 tys. głosów. Do urn poszło ok. 112,8 proc. niezbędnego minimum. Równolegle odbyło się referendum dotyczące rady miejskiej, ale ono upadło z powodu zbyt niskiej frekwencji. Wynik referendum w Zabrzu stał się dla wielu samorządów sygnałem alarmowym: skoro w dużym mieście udało się odwołać prezydentkę zaledwie po roku urzędowania, podobne scenariusze mogą zacząć pojawiać się także gdzie indziej.
Po referendum władzę w Zabrzu tymczasowo przejęła Ewa Weber, wyznaczona 17 maja 2025 roku na pełniącą obowiązki prezydenta miasta. Jej zadaniem było ustabilizowanie sytuacji i przeprowadzenie wyborów przedterminowych. Te odbyły się latem: po pierwszej turze 10 sierpnia i drugiej 24 sierpnia 2025 roku nowym prezydentem został Kamil Żbikowski z komitetu KWW Lepsze Zabrze Kamila Żbikowskiego – kandydat niezwiązany z żadną partią, który wygrał minimalnie: 16 031 głosów, czyli 50,17 proc., wobec 15 925 głosów i 49,83 proc. dla Ewy Weber. Zabrze stało się więc nie tylko miejscem skutecznego referendum odwoławczego, ale też pierwszym tak wyraźnym przykładem politycznego efektu domina: od wyborczego triumfu, przez odwołanie, aż po przedterminową zmianę władzy w zaledwie kilkanaście miesięcy. Czy taki scenariusz powtórzy się w Krakowie?

Nie tylko Kraków. Tu też zbierano podpisy
Inicjatywa referendalna w Krakowie nie jest wyjątkiem. W tej kadencji takich miejsc w Małopolsce było kilka. Najwcześniej pomysły, aby odwołać lokalne władze w tej kadencji, pojawiły się w Zakopanem. Już w czerwcu 2025 roku ruszyła tam inicjatywa wymierzona w nowego burmistrza Łukasza Filipowicza. Jej autorzy wytykali mu niespełnione obietnice, zaniechania i rozczarowujący styl rządzenia, ale na politycznym huku się skończyło – do 18 sierpnia 2025 roku nie złożono wniosku o referendum, więc sprawa upadła jeszcze przed etapem głosowania. Był to jednak wyraźny sygnał, że także w Małopolsce mieszkańcy i lokalni gracze zaczęli testować referendum jako narzędzie nacisku na samorząd.
Jesienią napięcie przeniosło się do Andrychowa, ale tam celem nie był burmistrz, lecz cała Rada Miejska. Inicjatorzy przekonywali, że mieszkańcy mają dość niekończących się kłótni, sesji zamieniających się w awantury i paraliżu, który odbija się na budżecie oraz inwestycjach. W skrócie: zamiast rządzenia była polityczna młócka. Ostatecznie i ta inicjatywa rozbiła się o procedury – choć podpisów zebrano sporo, komisarz wyborczy 28 stycznia 2026 roku odrzucił wniosek.
Potem przyszła Bochnia, gdzie na celowniku znalazła się nowa burmistrz Magdalena Łacna. Tu katalog zarzutów był już znacznie cięższego kalibru: inicjatorzy mówili o utracie dotacji, niegospodarności, „kolesiostwie”, arogancji i ignorowaniu mieszkańców. Politycznie brzmiało to jak akt oskarżenia, ale formalnie zabrakło paliwa – 17 marca 2026 roku komisarz odrzucił wniosek, uznając, że nie zebrano wystarczającej liczby prawidłowych podpisów.
Równie głośno było w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie mieszkańcy chcieli odwołania burmistrza Tadeusza Steli. Zarzuty? Lista była długa: utrata nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, rosnące opłaty, zadłużenie gminy i brak pomysłu na rozwój miasta. Tym razem jednak referendum rozsypało się jeszcze przed finałem zbiórki – mimo medialnego rozmachu wniosek z podpisami nie został złożony w terminie do 30 marca 2026 roku.
Inaczej potoczyły się sprawy w dwóch innych miejscach. W Radłowie komitet doprowadził procedurę do końca i mieszkańcy 19 kwietnia 2026 roku zdecydują, czy burmistrz Mateusz Borowiec powinien stracić stanowisko. Jego przeciwnicy zarzucają mu niegospodarność, słabe pozyskiwanie środków zewnętrznych i złe zarządzanie gminą. Referendum odwoławcze odbędzie się także w Lanckoronie. Głosowanie nad losem nowego wójta Ryszarda Goneta odbędzie się 10 maja 2026 roku. Tam tłem buntu stały się napięcia wokół inwestycji i spór po rezygnacji z budowy basenu w Izdebniku.
Osobnym, niemal paradoksalnym przypadkiem jest Mszana Dolna. Podczas gdy prezydent Krakowa już wzywa do bojkotu głosowania o jego odwołanie, tam z pomysłem przeprowadzenia głosowania wyszedł sam włodarz. Po sporach w radzie, politycznym klinczu i problemach z decyzjami dotyczącymi gruntów pod inwestycje wójt Mirosław Cichórz publicznie stwierdził, że gotów jest poddać się osądowi mieszkańców razem z radą. „Jestem w stanie zaryzykować utratę stanowiska wójta. Dla mnie to nie jest problem. Najważniejsi są mieszkańcy i gmina” – powiedział w Radiu Kraków. To chyba najlepiej pokazuje, jak bardzo zmienił się klimat wokół referendów: z politycznej broni opozycji stały się one także awaryjnym wyjściem z samorządowego pata.
Kraków jako największy test
Na tym tle Kraków nie jest wyjątkiem, lecz zdecydowanie największym i najbardziej politycznie wyeksponowanym przykładem tego samego zjawiska: po miesiącach zbierania podpisów komisarz wyborczy 7 kwietnia zarządził referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa, a głosowanie odbędzie się 24 maja 2026 roku. Głosowanie w Krakowie to też nie jest sprawa tylko lokalna. Aleksandra Miszalskiego wspiera Donald Tusk, więc wynik głosowania będzie papierkiem lakmusowym pozycji całej Koalicji Obywatelskiej.



















