„Zostaliśmy oszukani” — pisze Kraków Street Band po koncercie w Nowym Sączu. Zespół twierdzi, że przed występem usłyszał o słabej sprzedaży biletów i dlatego zgodził się na obniżenie gaży. MOK odpiera zarzuty: stawka została zaakceptowana aneksem, a pieniądze wypłacono.
Koncert miał być jednym z przystanków trasy promującej najnowszą płytę Kraków Street Band „Dwie myśli stąd”. Zamiast muzycznych wrażeń, po występie w Miejskim Ośrodku Kultury w Nowym Sączu została publiczna awantura o pieniądze, bilety i zasady współpracy z instytucją kultury.
Krakowski zespół opisał sprawę w mediach społecznościowych, używając bardzo mocnych słów. Muzycy twierdzą, że zostali przez MOK „oszukani”, a ich zdaniem cała sytuacja może być przestrogą dla innych wykonawców. Jak relacjonują, zależało im na koncercie w Nowym Sączu, bo mieli tam dobrą publiczność. Po zamknięciu klubu Atelier, w którym wcześniej występowali, skontaktowali się więc z Miejskim Ośrodkiem Kultury.
Według zespołu już na początku rozmów przedstawiono dwie możliwości rozliczenia: koncert za wpływy z biletów albo występ za ustaloną z góry stawkę. Muzycy podkreślają, że wybrana została druga opcja, a następnie podpisano umowę.
„Miało być 30 albo 40 biletów”
Spór zaczął się kilka dni przed koncertem. Kraków Street Band twierdzi, że otrzymał wtedy telefon z MOK z informacją o bardzo słabej sprzedaży. Jak opisują muzycy, miało chodzić o zaledwie 30 lub 40 biletów. W tej samej rozmowie, według relacji zespołu, miała paść propozycja obniżenia wynagrodzenia mniej więcej o połowę. Alternatywą miało być odwołanie koncertu, mimo wcześniej podpisanej umowy.
Zespół przyznaje, że zgodził się na podpisanie aneksu. Jak tłumaczy, zrobił to dlatego, że nie chciał zawieść publiczności, która — zgodnie z przekazaną mu wtedy informacją — miała być niewielka. Muzycy dziś nazywają tę decyzję błędem.
Sytuacja miała zmienić się po przyjeździe do Nowego Sącza. Według Kraków Street Band okazało się wtedy, że sala wcale nie świeci pustkami. Muzycy twierdzą, że w kasie uzyskali informację, iż w samej przedsprzedaży sprzedano bilety na kwotę odpowiadającą około 150 wejściówkom. Do tego miała dojść jeszcze sprzedaż tuż przed koncertem.
Na zdjęciu opublikowanym przez zespół widać publiczność wypełniającą salę. Podobny obraz wyłania się ze zdjęć opublikowanych później przez MOK w fotorelacji z wydarzenia.
Jak relacjonują muzycy, próbowali jeszcze przed występem wrócić do pierwotnych warunków finansowych. Mieli jednak usłyszeć, że albo zagrają za kwotę wpisaną do aneksu, albo koncert zostanie odwołany. Ostatecznie wystąpili, tłumacząc, że nie chcieli zawieść osób, które przyszły na premierowy koncert nowej płyty.
"Jeden facet (który nie chciał wyjawić swojej tożsamości ani nawet stanowiska) krzyczał na nas i mówił, że jest tyle ludzi, bo - uwaga - na taki zespół jak nasz nikt nie chce przyjść i musieli rozdawać bilety za darmo. Pani konferansjerka natomiast, po zakończonym owacją na stojąco koncercie powiedziała, że było super i żebyśmy w kwestii obciętej gaży - cytuję - "zluzowali majty". - napisali rozżaleni muzycy.
MOK: wynagrodzenie ustalono i wypłacono
Do sprawy odniósł się Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Sączu. W oświadczeniu podpisanym przez dyrektor Małgorzatę Gułowską instytucja wskazuje, że informacje przekazane przez zespół są „nieprawdziwe i wprowadzające w błąd”. MOK podkreśla, że jako samorządowa jednostka kultury, finansowana w znacznej części ze środków publicznych, ma obowiązek rzetelnego gospodarowania pieniędzmi.
Według MOK przy zawieraniu umów i aneksów instytucja dąży do uzyskania najkorzystniejszych warunków cenowych, a zainteresowanie wydarzeniem jest jednym z kryteriów ustalania wynagrodzenia. W stanowisku podano, że wskutek negocjacji z zespołem ustalono ryczałtowe wynagrodzenie za koncert w wysokości 7 tys. zł. Kwota ta — jak zaznacza MOK — została wypłacona w terminie.
Instytucja zwraca też uwagę, że zespół zgodził się na takie wynagrodzenie, co ma potwierdzać aneks z 11 maja 2026 roku, podpisany w imieniu Kraków Street Band przez Łukasza Wiśniewskiego. W ocenie MOK późniejsze kwestionowanie tej kwoty w mediach społecznościowych podważa renomę i wiarygodność biznesową zespołu jako kontrahenta.
Nie o to poszło
Najważniejszy punkt sporu pozostaje jednak nierozstrzygnięty publicznie. Zespół nie kwestionuje bowiem samego faktu podpisania aneksu ani tego, że pieniądze zostały wypłacone. Muzycy twierdzą, że zgodzili się na niższą stawkę pod wpływem informacji o bardzo słabej sprzedaży biletów. MOK w przytaczanym oświadczeniu odnosi się do zawartego aneksu i wypłaconego wynagrodzenia, ale nie odpowiada wprost na pytanie, jaka była rzeczywista liczba sprzedanych biletów w chwili rozmowy z zespołem i czy muzykom faktycznie przekazano informację o 30–40 wejściówkach.
Spór o koncert Kraków Street Band nie jest pierwszą sytuacją, w której wokół sądeckiego MOK pojawiają się emocje. W tle pozostaje wcześniejsza sprawa odwołania Benedykta Polańskiego, poprzedniego dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury i Nowosądeckiej Małej Galerii. Polański został odwołany w listopadzie 2024 roku, a jego miejsce zajęła Małgorzata Gułowska, wcześniej związana z nowosądeckim ratuszem — była dyrektorką Biura Prezydenta, a wcześniej pracowała w sekretariacie urzędu.
Tamta sprawa również miała ciąg dalszy poza murami instytucji. Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał decyzję prezydenta Ludomira Handzla za niezgodną z prawem, a Sąd Pracy wskazał na nieprawidłowości przy rozwiązaniu stosunku pracy.
Obecny spór dopisuje kolejny rozdział do dyskusji o tym, jak zarządzany jest sądecki MOK i jak instytucja komunikuje się z artystami oraz opinią publiczną.



















