wtorek, 19 maja 2026 09:37, aktualizacja 2 godziny temu

Tak teraz działają oszuści. Mało znana metoda

Mężczyzna z komórką
Mężczyzna z komórką / Pixabay

„Tajny księgowy” to mało znana metoda oszustów. Mieszkanka powiatu krakowskiego straciła ponad 170 tys. zł. Na czym polega ta metoda? Wyjaśniamy.

Choć „tajny księgowy” brzmi jak żart albo postać z filmów fabularnych, a jednak właśnie taka osoba pojawiła się w historii, w której ofiarą została 42-letnia mieszkanka powiatu krakowskiego. Kobieta straciła ponad 170 tys. zł. Jak działa ten mechanizm, dobrze pokazuje podobny przypadek sprzed kilku miesięcy z województwa lubuskiego.

Krakowscy policjanci zatrzymali na gorącym uczynku 20-letniego obywatela Ukrainy podejrzanego o oszustwo metodą „na legendę”. Mężczyzna dzień wcześniej odebrał od kobiety pieniądze, podając się za „tajnego księgowego”. Zatrzymano go 7 maja w rejonie Grzegórzek, w pobliżu jednej z placówek bankowych. Funkcjonariusze podejrzewali, że może próbować oszukać kolejną osobę.

Brzmi absurdalnie? Właśnie dlatego ta sprawa przykuwa uwagę. Bo „tajny księgowy” nie jest żadną prawdziwą funkcją, procedurą ani stanowiskiem w banku. To element historii wymyślonej przez przestępców. Jej celem jest przestraszenie ofiary, odcięcie jej od normalnej weryfikacji i przekonanie, że pieniądze trzeba przekazać nie w banku, ale wskazanej osobie. Policja określa takie metody oszustwem "na legendę".

„Tajny księgowy” i reklamówka z pieniędzmi

Do 42-latki zadzwonił rzekomy pracownik banku. Przekazał jej, że ktoś próbuje zaciągnąć kredyt na jej dane. Kobieta usłyszała, że aby ochronić swoje oszczędności, musi „wyzerować” zdolność kredytową i w tym celu zaciągnąć wysokie pożyczki.

To już samo w sobie brzmi nielogicznie. Po co brać kredyt, żeby uchronić się przed kredytem? Dlaczego nie iść do placówki banku i spokojnie sprawdzić sprawy? Dlaczego nie zadzwonić na oficjalną infolinię?

Odpowiedź jest prosta: ofiara nie ma dostać czasu na spokojne pytania i racjonalna reakcję. działa pod wpływem emocji.

Oszuści wywierają presję, której trudno się oprzeć i wzbudza silne emocje. Mówią, że sprawa jest pilna, że pieniądze są zagrożone, że trzeba działać "na już" bo ktoś chce działać na szkodę klienta. W niektórych wariantach takich historii pojawia się też sugestia, że w oszustwo mogą być zamieszani pracownicy banku. A skoro bank nie jest „bezpieczny”, pieniądze trzeba przekazać komuś innemu. W krakowskiej sprawie tą osobą miał być właśnie „tajny księgowy”.

Kobieta, zgodnie z poleceniami przestępców, zaciągnęła kredyty na łączną kwotę 170 tys. zł. Gotówkę zapakowała do reklamówki i przekazała mężczyźnie, który zgłosił się po jej odbiór. Dopiero później zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa, i zgłosiła sprawę policji.

"Tajny księgowy" zatrzymany przez krakowską policję /
"Tajny księgowy" zatrzymany przez krakowską policję / KMP Kraków

Jak to działa?

Jak można przekonać człowieka, żeby sam poszedł po pieniądze, wziął pożyczki, a potem oddał gotówkę obcej osobie? Kluczem jest strach.

Dobrze pokazuje to sprawa opisana w lipcu 2025 roku przez policję z województwa lubuskiego. Do 45-letniej mieszkanki powiatu świebodzińskiego zadzwonił mężczyzna podający się za pracownika banku. Powiedział, że na jej dane osobowe został zaciągnięty kredyt. Dodał też, że w oszustwo może być zamieszany jeden z pracowników lokalnej placówki bankowej.

To bardzo ważny moment w całym scenariuszu. Ofiara ma przestać ufać własnemu bankowi. Nie powinna pytać pracowników w okienku, nie powinna się rozłączać, nie powinna dzwonić na oficjalną infolinię. Ma słuchać osoby po drugiej stronie telefonu, bo tylko ona rzekomo wie, jak „uratować” sytuację.

W tamtej sprawie oszust namówił kobietę do wzięcia kolejnych zobowiązań. Tłumaczył, że w ten sposób trzeba „wyzerować” jej zdolność kredytową i zablokować możliwość zaciągania następnych pożyczek. Kobieta, będąc cały czas w kontakcie telefonicznym z oszustami, wzięła w różnych bankach pięć pożyczek. Następnie wpłaciła pieniądze do automatu sprzedaży i kupna kryptowalut. Straciła łącznie 322 tys. zł.

W krakowskiej sprawie mechanizm był podobny, ale finał wyglądał inaczej. Zamiast wpłaty przez kryptowaluty pojawił się człowiek, który przedstawił się jako „tajny księgowy”. Sama nazwa mogła służyć temu, by nadać całej historii pozory specjalnej, poufnej procedury.

Bo jeśli ofiara wierzy, że w banku może być „ktoś zamieszany”, łatwiej wmówić jej, że nie wolno działać normalnie. Nie do placówki. Nie do kasjera. Nie na oficjalne konto. Tylko do osoby, która przyjedzie po pieniądze.

To nie jest procedura. To scenariusz oszustwa

W takich sprawach łatwo po fakcie zapytać: „jak można było w to uwierzyć?”. Tyle że oszuści nie działają przypadkowo. Ich historie są układane tak, żeby uderzyć w emocje: strach przed utratą pieniędzy, lęk przed kredytem zaciągniętym na nasze dane, obawa przed długami i przekonanie, że trzeba działać natychmiast.

Dlatego „tajny księgowy” brzmi absurdalnie dopiero wtedy, gdy czytamy o nim spokojnie. Dla osoby, która przez dłuższy czas słyszy w telefonie, że jej pieniądze są zagrożone, a w banku mogą pracować nieuczciwe osoby, taka postać może zostać przedstawiona jako część „tajnej akcji”.

Bank nie wysyła jednak „tajnych księgowych” po gotówkę. Nie każe pakować pieniędzy do reklamówki. Nie poleca brać kredytów po to, by „wyzerować” zdolność kredytową. Nie zabrania też kontaktu z pracownikami placówki, rodziną ani policją. To właśnie takie elementy powinny zapalić czerwoną lampkę.

Warto dodać, że inną popularną metodą oszustw "na legendę" jest podszywanie się pod osobę bliską, które w dramatycznej stytuacji (najczęściej jako sprawca wypadku) potrzebuje natychmiast gotówki. Tu sprawdzoną metodą jest ustalenie z bliskimi awaryjnego hasła, znanego tylko w rodzinie, które pomoże szybko i skutecznie zweryfikować, czy głos, który słyszymy w słuchawce naprawdę należy do syna, córki, wnuczka czy wnuczki.

“Ustal z Babcią hasło”. Achinger o „wkładzie w bezpieczeństwo rodziny”
W Małopolsce seniorzy tracą miliony. Elżbieta Achinger tłumaczy, jak działa „rodzinne hasło” i jak je ustalić, by przerwać presję oszustów.

Policjanci zatrzymali podejrzanego

W Krakowie sprawa zakończyła się konsekwencjami dla sprawcy oszustwa. Sprawą zajęli się funkcjonariusze z Komisariatu Policji II w Krakowie. Wytypowali osobę, która mogła podawać się za „tajnego księgowego”. Uzyskali też informację, że mężczyzna prawdopodobnie próbuje oszukać kolejną ofiarę.

Kryminalni 7 maja pojechali w rejon Grzegórzek. Tam zauważyli osobę odpowiadającą rysopisowi, poruszającą się w okolicy jednej z placówek bankowych. Policjanci wkroczyli do akcji i zatrzymali 20-latka. Podczas sprawdzania okazało się, że miał przy sobie cudze karty bankomatowe.

Mężczyzna usłyszał zarzut oszustwa oraz kradzieży kart kredytowych. Sąd przychylił się do wniosku Prokuratury Rejonowej Kraków Śródmieście-Wschód i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu go na trzy miesiące. Za oszustwo i kradzież grozi mu do 8 lat więzienia.

Jedna zasada może uratować pieniądze

Jeśli dzwoni ktoś, kto podaje się za pracownika banku i mówi, że na nasze dane zaciągnięto kredyt, trzeba się rozłączyć. Nie oddzwaniać na numer z historii połączeń. Nie klikać w linki. Nie wykonywać poleceń rozmówcy. Natychmiast poinformować policję.

Najbezpieczniej samodzielnie znaleźć numer banku na oficjalnej stronie, zadzwonić na infolinię albo pójść do placówki. Jeśli ktoś w rozmowie telefonicznej każe brać pożyczkę, wypłacać gotówkę, wpłacać pieniądze do bitomatu albo przekazywać je „tajnemu księgowemu”, powiniśmy wiedziec, że to nie jest procedura bezpieczeństwa. To oszustwo.

Obserwuj nas w Google News

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka