niedziela, 7 lipca 2024 06:00

Rozwódka z Krakowa po weselu kolegi: „Żałuję, że mu na to pozwoliłam”

Autor Mirosław Haładyj
Rozwódka z Krakowa po weselu kolegi: „Żałuję, że mu na to pozwoliłam”

– Nie widzieliśmy się 11 lat, a kiedy go zobaczyłam, serce zabiło mi tak szybko, jak wtedy, gdy się poznaliśmy – wspomina w rozmowie z Głosem24 Katarzyna, rozwódka z Krakowa i dodaje: – Nic się nie zmienił. Może trochę przytył, ale dalej ma tak czarujący uśmiech jak kiedyś.

Pawła poznała na drugim roku studiów. On był na historii, a ona na polonistyce. – Większość koleżanek zazdrościła mi tej relacji. Zresztą na naszym kierunku dominowały dziewczyny, więc gdy Paweł po mnie przychodził, wiele par oczu wodziło za nim wzrokiem – mówi w rozmowie z Głosem24 Katarzyna.

Dziś 39-latka pracuje w jednej z krakowskich szkół i to praca, jak sama mówi, jest dla niej całym światem. Ale nie zawsze tak było. Na trzecim roku wyszła za Pawła, z którym chciała wiele, przede wszystkim zestarzeć się. Tak naprawdę nie chciała tylko jednego – dzieci. Niestety, jak przyznaje nasza rozmówczyni, para nie przedyskutowała tej kwestii dokładnie. Skoro oboje studiowali nauczycielski kierunek, Paweł założył, że dzieci wcześniej czy później się pojawią.

– Często mówiłam mu, że nie jestem gotowa na bycie mamą. Pochodzę z małej miejscowości, mam dużą rodzinę. Marzyła mi się wolność i wielki świat. W sumie dziś ta wolność ciąży mi jak nic innego – zwierza się Katarzyna.

„Było ciasno i biednie, ale pięknie"

Po ślubie zamieszkali w wynajmowanym pokoiku w centrum miasta. – Było ciasno i biednie, ale na swój sposób pięknie. Wieczorami uczyliśmy się razem, on odprowadzał mnie na zajęcia albo ja jego. Najpierw pracę znalazł tylko Paweł –dawał korepetycje, roznosił ulotki, a w weekendy pomagał na zmywaku w jednej z restauracji w Rynku.

Katarzyna pracę zaczęła dopiero na piątym roku. – Pod koniec studiów miałam mniej zajęć, a jeśli ktoś studiował polonistykę, to wie, ile książek trzeba przeczytać w ciągu roku akademickiego. Mnie nie bawiło bazowanie na notatkach przygotowywanych przez koleżanki. Czwarty i trzeci rok poświęciłam na naukę, więc, gdy na piątym zrobiło się luźniej, zdecydowałam się odpowiedzieć na kilka ogłoszeń zamieszczonych w internecie. Znalazłam pracę w księgarni, co bardzo mi odpowiadało. Nie wiedziałam tylko, że ten krok wywróci moje życie do góry nogami – mówi.

„Paweł mi ufał. Ja sobie też”

Pewnego dnia do księgarni przyszedł Krystian. Miał tylko odebrać książkę dla siostry, ale tak dobrze rozmawiało mu się z Katarzyną, że został do zamknięcia sklepu. – Krystian był po studiach, pracował w firmie ojca. Nie musiał liczyć się z każdym groszem tak, jak ja i Paweł. Pod tym względem na początku naszej znajomości wydawał mi się mało dojrzały. Paweł nie miał nic przeciwko Krystianowi, ufał mi, ja sobie też – dodaje nasza rozmówczyni.

Pod koniec studiów w małżeństwie Katarzyny i Pawła nie działo się dobrze. Coraz częściej dochodziło do sprzeczek i cichych dni. Powodem najczęściej były pieniądze. – Kolega Pawła sprzedawał dwupokojowe mieszkanie. Paweł chciał, żebyśmy poprosili rodziców o pomoc, wzięli kredyt i przeznaczyli wszystkie nasze oszczędności po pracowitych wakacjach w Holandii i z wesela na wkład własny. Upierał się, że potrzebujemy zmiany, bo za chwilę pojawi się dziecko i musimy myśleć o większym metrażu. Wtedy doszło do kłótni, której niemalże każde słowo pamiętam do dziś – wspomina.

„Wspiął się na wyżyny swojej kreatywności”

Katarzyna wykrzyczała mężowi, że nie chce mieć z nim dzieci, że jest biedny, a ona niegotowa. – Mówiłam, że chcę znaleźć pracę, że pragnę coś osiągnąć, że to dla mnie za wcześnie, że nie wiem, czy kiedykolwiek będę gotowa na dziecko, bo nie lubię dzieci. Że jestem zmęczona codziennym tyraniem na chleb i tak naprawdę marzy mi się odpoczynek. Że mógłby radzić sobie chociaż tak dobrze, jak Krystian... Po dalszej wymianie zdań, w której padło też kilka niecenzuralnych słów, wyrzuciłam go z domu. Paweł wyszedł, ale wrócił po godzinie. Przyniósł wielki bukiet czerwonych róż i… pogodziliśmy się. Było mi wstyd. Żałowałam, że tak go potraktowałam, ale nie zmieniłam zdania. Gdy się obudziłam, zobaczyłam spakowaną walizkę. To był piątek. Powiedział, że dziś nie idzie do pracy, a ja mogę się urwać z seminarium. Zaproponował, żebyśmy zrobili sobie małe wagary - wakacje w środku roku akademickiego. Żebyśmy uciekli przed całym światem i… pojechali do niego - na wieś. Szczerze? Wtedy liczyłam, że naruszy naszą skarpetę i wyjedziemy chociażby w góry, mimo że tak naprawdę marzył mi się Paryż, a nawet Barcelona… On tymczasem wspiął się na wyżyny swojej kreatywności (naprawdę nie potrafił robić niespodzianek) i zaproponował rodzinny dom. Zawsze gdy tam przyjeżdżaliśmy, cieszyłam się. Tym razem nie mogłam. Nie wiem, dlaczego. Może rozczarowanie wzięło górę, a może po prostu uświadomiłam sobie, że zawsze będziemy żyli w podobnej biedzie jak jego rodzina? Przez trzy lata naszej znajomości nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o perspektywę dalszego wspólnego życia – wspomina Katarzyna.

„Kiedy zostanę babcią?”

Będąc u rodziny męża dostała smsa od Krystiana. – Pytał gdzie jestem, bo ma dla mnie niespodziankę – dorwał białego kruka, związanego z moją pracą magisterską, ale chciał mi go wręczyć osobiście. Pomiędzy nimi była taka przepaść… Niczego tak nie pragnęłam wtedy, jak wsiąść do autobusu, by móc wrócić do Krakowa – zwierza się kobieta.

Do kolejnej kłótni między Pawłem a Katarzyną doszło po obiedzie.

– Jego mama cały czas mierzyła mnie wzrokiem, aż w końcu zapytała: „To kiedy zostanę babcią?”. Myślała, że nasz niezapowiedziany przyjazd jest związany z ciążą, o której chcemy poinformować. Zebrałam się na odwagę i powiedziałam, że nie planuję teraz dzieci. Że to nie jest dla nas dobry moment. Paweł sparafrazował moje słowa i powiedział: „Kasia nie planuje teraz dzieci. To nie jest dla niej dobry moment”. Potem nastąpiła kolejna niemiła wymiana zdań, która zakończyła się naszą ostatnią kłótnią. Padło o kilka słów za dużo. I tak jedno stało się na nowo dwojgiem.

„W mojej rodzinie nie było rozwodów”

Po kłótni Katarzyna napisała do Krystiana, który za godzinę był na miejscu. Zabrała swoje rzeczy i wsiadła do samochodu znajomego. – Gdy zapytał, gdzie mnie zawieźć, odpowiedziałam: „Gdzie chcesz”. Było mi wszystko jedno. Krystian zabrał mnie do Warszawy. Wiedział, że nigdy nie byłam w stolicy. Wynajął dwa pokoje w jednym z warszawskich hoteli i powiedział, że, gdybym potrzebowała chusteczek lub ramienia do wypłakania się, będzie obok. Nie potrzebowałam. Następnego dnia zwiedzaliśmy Warszawę. Pokazał mi wszystko, co do tej pory znałam z książek i internetu. Zjedliśmy pyszny obiad na Starówce, potem gofry, a wieczorem zabrał mnie do teatru. Kochałam Pawła, ale z każdym dniem znajomości z Krystianem chciałam, żeby mój mąż był taki, jak mój przyjaciel. W Krystianie podobało mi się wszystko – wygląd, pomysłowość, poczucie humoru, inteligencja, zaradność. Po powrocie do Krakowa Krystian zapytał, czy jest szansa na to, że rozwiodę się z Pawłem. Nie myślałam o tym. W mojej rodzinie nie było rozwodów.

Katarzyna wróciła do wynajmowanego mieszkania. Dzień za dniem mijał jej na pisaniu pracy magisterskiej. Kiedyś po powrocie zauważyła, że z mieszkania zniknęły rzeczy Pawła. „Jeśli chcesz, zadzwoń” - przeczytała na pozostawionej na łóżku kartce. Nie chciała, więc nie zadzwoniła. Uważała, że to przecież Paweł powinien do niej dzwonić, a przyszedł do domu po rzeczy jak złodziej. Po obronie zobaczyła go kolejny raz. Stał pod bramą uczelni ubrany w krótkie spodenki i poplamiony T-shirt. Jego włosy pachniały przypalonym olejem. Wyglądał, jakby wyszedł na chwilę z pracy i nie zdążył się przebrać. -„Spieszyłem się, żeby Cię zobaczyć. Chciałem powiedzieć Ci to w cztery oczy” - wspomina słowa Pawła Katarzyna i dodaje: - Wtedy podszedł do nas Krystian z wielkim bukietem czerwonych róż (podobny dostałam kilka miesięcy wcześniej od męża), a Paweł rzucił: „Chcę rozwodu i unieważnienia małżeństwa. Chcę dać Ci wolność, a sobie szansę na szczęście”. Uśmiechnęłam się do niego i powiedziałam, że ja już swoje szczęście znalazłam. Popatrzyłam na Krystiana i poszliśmy w swoją stronę”.

„Moje życie rozsypało się jak domek z kart”

Rozwód był szybki i, jak sama mówi, „bezbolesny”. Podobnie jak unieważnienie małżeństwa. – W końcu nie chciałam dzieci – dodaje kobieta.

Dwa lata później Katarzyna wzięła ślub z Krystianem. – Byliśmy bardzo szczęśliwi. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, wreszcie czułam, że żyję – teatr, podróże i wymarzona praca. Dzięki koleżance Pawła zaczepiłem się w wydawnictwie. Zajmowałam się tym, co kocham - książkami. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta sama koleżanka, która pomogła mi spełnić moje największe marzenie, sprawi, że moje życie rozsypie się jak domek z kart – mówi Katarzyna.

O romansie Krystiana dowiedziała się przypadkiem. – Pracując z kobietami, nie sposób uniknąć plotek, a wcześniej czy później plotki docierają do osoby zainteresowanej. Tak było i tym razem. Myślałam, że mnie przeprosi, on rzucił tylko: „Nie wiedziałem, jak ci to powiedzieć. Zakochałem się. Musimy się rozstać”.

Wyprowadziła się jeszcze tego samego dnia. – Wiedziałam, że straciłam wszystko - męża, pracę i dom nad głową – wspomina Katarzyna.

Szybko jednak otrząsnęła się i zawalczyła o siebie.  – To działo się w wakacje. Tydzień po tym, jak się wyprowadziłam, spotkałam przypadkiem koleżankę ze studiów. Powiedziała mi, że w jej szkole szukają nauczyciela. Pojechałam tam następnego dnia z CV.

Okazało się, że dyrektor akurat był w swoim gabinecie i po chwili rozmowy dostała pracę.

„Nic się nie zmienił"

Katarzyna nie jest sama – mieszka z dwoma kotami w wynajmowanej kawalerce na jednym z krakowskich osiedli. A jako że lubi uczyć, praca stała się całym jej światem. – Odkryłam, że dzieci wcale nie są takie straszne, jak mi się wydawało. Są pełne pasji, kreatywności i wierzą nam, dorosłym. Możemy pomagać im odkrywać świat, stając się jego częścią. Kiedyś tego nie doceniałam. Tego nauczyła mnie praca z dziećmi – wyjaśnia.

Pół roku temu kolega z pracy zaprosił ją na wesele. Długo biła się z myślami, czy iść, ostatecznie stwierdziła, że skoro nigdzie nie wychodzi, weźmie udział w uroczystości.

– Poszłam sama. Wyszłam z założenia, że skoro nie mam partnera, a z osobą towarzyszącą musiałabym dać większy prezent, bo i dla młodych koszty mojej zabawy wzrosłyby, to zaoszczędzę, jeśli pójdę sama. Nie wiem, czy gdybym znała listę gości, zdecydowałabym się na ten krok…

Okazało się, że wśród zaproszonych gości Katarzyna dostrzegła znajomą twarz, twarz swojego pierwszego męża. – Nic się nie zmienił. Może trochę przytył, ale dalej ma tak czarujący uśmiech jak kiedyś – zwierza się nauczycielka.

Pan Paweł na weselu był z żoną i dwójką dzieci. – Jego Magda, jak się później okazało, to kuzynka panny młodej. Paweł doczekał się z nią dwójki dzieci - dziewczynka chyba chodzi do przedszkola, a chłopiec uczy się chodzić – opowiada nam nauczycielka.

Katarzyna wie, że spodziewają się kolejnego dziecka. Podobno mieszkają w rodzinnej miejscowości Pawła pod Krakowem. Jego żona jest psychologiem, a on pracuje jako nauczyciel. Wszystkiego dowiedziała się od małżeństwa, z którym siedziała przy stoliku. Pawła zauważyła, gdy przyszedł do nich przywitać się. Katarzynie rzucił jedynie zdawkowe: „Cześć. Co słychać? Dobrze wyglądasz. Jestem tu z rodziną u krewnych żony. Nie spodziewałem się tu ciebie. Baw się dobrze”. Na pytanie, co poczuła, gdy go spotkała odpowiedziała.

„Żałuję, że szukałam szczęścia, mając je na wyciągnięcie ręki”

– Nie widzieliśmy się 11 lat, a kiedy go zobaczyłam, serce zabiło mi tak szybko, jak wtedy, gdy się poznaliśmy – mówi Katarzyna. – Ucieszyłam się, bo chyba liczyłam na coś więcej. Dobrze, że nie miał czasu rozmawiać. Córka ciągnęła go na parkiet i już nie wrócił do mojego stolika

Zapytana o to, czy żałuje, że relacja z pierwszym mężem tak się potoczyła, odpowiada: – Żałuję, że odszedł. Żałuję, że mu na to pozwoliłam. To ja mogłam być na miejscu Magdy – mieć Pawła i trójkę dzieci. Nigdy nie chciałam mieszkać na wsi, ciągnęło mnie do teatru, kultury, wielkiego miasta. Ale przecież mogliśmy mieszkać w niedużym mieszkaniu na Bieżanowie, wychowywać dwójkę, a może nawet trójkę dzieci i razem patrzeć w przyszłość… Żałuję, że szukałam szczęścia, mając je na wyciągnięcie ręki.

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka