Samorządy z Małopolski i województwa świętokrzyskiego podpisały list intencyjny w sprawie nowej linii kolejowej Kraków–Proszowice–Busko-Zdrój. To kolejny nacisk na budowę połączenia, które ma poprawić dostępność komunikacyjną północno-wschodniej Małopolski i części Świętokrzyskiego. Równolegle wraca pytanie o przyszłość historycznej „Szczucinki” i jej możliwe przedłużenie do Buska.
Kolejowa mapa regionu może się zmienić
W północno-wschodniej Małopolsce wraca temat, który dla wielu mieszkańców brzmi jak obietnica naprawienia wieloletnich zaniedbań komunikacyjnych. Chodzi o „Szczucinkę”, czyli linię kolejową nr 115 z Tarnowa przez Żabno i Dąbrowę Tarnowską do Szczucina. Po latach przerwy pociągi mają wrócić na tę trasę, ale coraz głośniej słychać pytanie: czy kolej powinna zatrzymać się w Szczucinie, czy pojechać dalej — przez Wisłę, w stronę Buska-Zdroju, Kielc i województwa świętokrzyskiego?
To już nie tylko lokalny postulat pasjonatów kolei. O przedłużenie linii apelują samorządowcy, a pomysł publicznie poparł także wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wizyty w Tarnowie. Problem w tym, że Ministerstwo Infrastruktury i PKP PLK na razie nie planują budowy połączenia Tarnów–Kielce przez Szczucin i Busko-Zdrój. Resort potwierdza odbudowę linii Tarnów–Szczucin, ale nie jej przedłużenie.
Równolegle rozwija się drugi ważny wątek: nowa linia Kraków–Proszowice–Kazimierza Wielka–Busko-Zdrój. To właśnie wokół tej koncepcji samorządowcy z Małopolski i województwa świętokrzyskiego zacieśniają współpracę. Po spotkaniu 14 kwietnia w Kazimierzy Wielkiej powołano komitet sterujący, na którego czele stanął burmistrz Buska-Zdroju Jerzy Szydłowski. Kolejne rozmowy odbyły się 28 kwietnia w proszowickim starostwie. Ich następstwem było spotkanie w Busku-Zdroju i podpisanie listu intencyjnego.
List intencyjny w Busku-Zdroju
W czwartek, 7 maja 2026 roku, w Urzędzie Miasta i Gminy w Busku-Zdroju zorganizowano spotkanie w sprawie wspólnych działań na rzecz przygotowania nowej linii kolejowej Kraków–Proszowice–Busko-Zdrój. Dokument ma uporządkować współpracę samorządów i nadać dalszym rozmowom bardziej formalny kierunek.
W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele samorządów z Małopolski i województwa świętokrzyskiego. Obecni byli m.in. marszałek województwa małopolskiego Łukasz Smółka, wicemarszałek województwa małopolskiego Witold Kozłowski, dyrektor Biura Wojewody Małopolskiego Łukasz Krzysztofik, starosta proszowicki Wojciech Rzadkowski, burmistrz Proszowic Grzegorz Cichy, burmistrz Kazimierzy Wielkiej Adam Bodzioch oraz burmistrz Buska-Zdroju Jerzy Szydłowski.
Wspólne wystąpienie przedstawicieli wielu gmin, powiatów i dwóch województw pokazuje, że projekt nie jest już wyłącznie lokalnym apelem. Samorządy próbują zbudować ponadregionalne porozumienie wokół nowego korytarza kolejowego, który miałby połączyć Kraków z Proszowicami, Kazimierzą Wielką i Buskiem-Zdrojem.
Od deklaracji do konkretnych analiz
Samorządy chcą, aby nowa linia była analizowana nie tylko jako połączenie Krakowa z Proszowicami, ale jako dłuższa trasa prowadząca do Buska-Zdroju. Dla Małopolski oznaczałoby to kolejową szansę dla powiatu proszowickiego, który od lat pozostaje poza siecią pasażerskich połączeń kolejowych. Dla województwa świętokrzyskiego — możliwość wzmocnienia dostępności Buska-Zdroju i stworzenia nowego połączenia z Krakowem.
W proces zaangażowane jest również Stowarzyszenie Metropolia Krakowska, które pełni rolę integratora działań po stronie małopolskiej i wspiera rozmowy między partnerami projektu. Sama deklaracja polityczna nie wystarczy. Aby inwestycja mogła przejść do kolejnych etapów, potrzebne będą analizy techniczne, ocena potencjału pasażerskiego, decyzje po stronie rządowej i wpisanie zadania do programów, które pozwolą szukać finansowania.
Podpisanie listu poprzedziły konsultacje lokalne. Na kwietniowym spotkaniu w proszowickim starostwie, w szerokim gronie z udziałem m.in. marszałka województwa małopolskiego Łukasza Smółki oraz starosty proszowickiego Wojciecha Rzadkowskiego, rozmawiano o możliwościach realizacji inwestycji i kolejnych krokach związanych z projektem.
Proszowice czekają na kolej
W Małopolsce jednym z największych beneficjentów nowej linii mogłyby być Proszowice. Dziś miasto nie ma połączenia kolejowego z Krakowem, a komunikacja ze stolicą województwa opiera się głównie na transporcie drogowym.
Powiat Proszowicki podkreśla, że nowa kolej mogłaby wypełnić wieloletnią lukę komunikacyjną, ułatwić codzienne dojazdy do Krakowa i zwiększyć atrakcyjność inwestycyjną tej części województwa. Samorządowcy wskazują również na możliwość wykorzystania trasy nie tylko w ruchu pasażerskim, ale też w szerszym układzie transportowym.
Busko chce kolejowego „okna na świat”
Z perspektywy Buska-Zdroju i Kazimierzy Wielkiej sprawa ma ogromne znaczenie. Planowana trasa Kraków–Busko-Zdrój miałaby liczyć około 73 km i przebiegać przez Zastów, Kocmyrzów, Proszowice, Kazimierzę Wielką oraz Wiślicę. Dla świętokrzyskich samorządów byłby to nie tylko dojazd do Krakowa, ale też nowy korytarz transportowy, który mógłby wzmocnić uzdrowiska, rynek pracy, turystykę i dostęp młodych mieszkańców do krakowskich uczelni.
Burmistrz Buska-Zdroju zwraca uwagę, że przedsięwzięcie wymaga akceptacji na poziomie ministerialnym i wpisania do planów krajowych. Bez tego nawet najlepiej przygotowana samorządowa deklaracja pozostanie tylko politycznym i organizacyjnym naciskiem. Wicewojewoda świętokrzyski Michał Skotnicki nazywał projekt szansą na drugi korytarz z Kielc do Krakowa i dalej „na cały świat”.
Wcześniejsze rozmowy w Kazimierzy Wielkiej i obecne spotkanie w Busku-Zdroju wpisują się w ten sam cel: przekonać instytucje państwowe, że trasa Kraków–Proszowice–Kazimierza Wielka–Busko-Zdrój powinna być traktowana jako projekt ponadlokalny, a nie tylko jako inicjatywa kilku samorządów. To ważne również w kontekście „Szczucinki”, bo oba wątki dotyczą tego samego problemu: lepszego dostępu do kolei w północno-wschodniej Małopolsce i sąsiedniej części województwa świętokrzyskiego.
Co już się dzieje na „Szczucince”?
Pewniejszy jest dziś pierwszy etap: odtwarzanie linii Tarnów–Szczucin. PKP PLK potwierdziły przygotowania do inwestycji, której koszt szacowany jest na około 500 mln zł. Prace mają być podzielone na etapy. Najpierw modernizowany ma być odcinek Tarnów–Żabno, a później odbudowany fragment Żabno–Szczucin. Według wcześniejszych zapowiedzi pociągi mogłyby wrócić na całą trasę w 2029 roku.
Na razie trwają prace przygotowawcze: oczyszczanie torowiska, wycinka, inwentaryzacja i ocena stanu infrastruktury. Dopiero po tych działaniach PKP PLK mają przedstawić pełny zakres koniecznych prac i harmonogram. Ważnym tematem będą też przejazdy kolejowo-drogowe. Na 48-kilometrowej trasie jest ich ponad 100, a kolejarze zapowiadają, że ich liczba musi zostać ograniczona.
Według zapowiedzi modernizacja ma pozwolić na kursowanie pociągów z prędkością do 120 km/h. Pierwszy etap, obejmujący odcinek Tarnów–Żabno, szacowano na 200–250 mln zł, a cały projekt do Szczucina na około pół miliarda złotych. Wciąż otwarte pozostaje pytanie o pełne finansowanie inwestycji.
Skąd obawy?
Największa obawa samorządów, które lobbują na rzecz przedłużenia „Szczucinki”, jest prosta: że skończy się na dobrych deklaracjach, a kolej do Buska-Zdroju nie wyjdzie poza etap koncepcji. PKP PLK, odpowiadając na pytania branżowych mediów, wskazuje, że w ramach wstępnego studium wykonalności analizowano m.in. budowę nowej linii Zastów–Proszowice–Kazimierza Wielka, ale do dalszych analiz zarekomendowano jedynie odcinek Zastów–Proszowice. Jako powód podano bardzo mały potencjał ruchotwórczy dla dalszego fragmentu. Odcinek Kazimierza Wielka–Busko-Zdrój nie był objęty tym studium.
To dla samorządów problem zasadniczy. Ich zdaniem sens inwestycji zmienia się dopiero wtedy, gdy linia nie kończy się „ślepo”, lecz ma charakter przelotowy. Połączenie do Buska-Zdroju mogłoby stworzyć nowy układ komunikacyjny między Małopolską i Świętokrzyskiem, a w szerszej perspektywie także alternatywę dla przeciążonych tras przez Kraków.
Na razie odtworzenie linii do Szczucina jest w planach, ale bez dalszego odcinka do Buska-Zdroju. Część samorządowców i komentatorów pyta, czy pełny potencjał tej inwestycji nie zostanie wtedy zaprzepaszczony. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz mówił oststnio w Tarnowie że „od dobrego pomysłu do planu jest jeszcze droga”, ale jednocześnie deklarował, że jest orędownikiem przedłużenia linii do Buska. Zaznaczał jednak, że decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.
Jak mogłaby wyglądać nowa „Szczucinka”?
W podstawowym wariancie chodzi o przywrócenie ruchu na historycznej trasie Tarnów–Żabno–Dąbrowa Tarnowska–Szczucin. Linia nr 115 jest jednotorowa i niezelektryfikowana. Jej długość to nieco ponad 48 km, a przejezdny pozostawał przede wszystkim odcinek z Tarnowa do Żabna, wykorzystywany sporadycznie w ruchu towarowym.
Wariant rozszerzony, którego domagają się samorządowcy, oznaczałby wyprowadzenie kolei dalej, w stronę Buska-Zdroju. Tu zaczynają się największe wyzwania: trzeba byłoby zbudować nową infrastrukturę, w tym najpewniej nową przeprawę przez Wisłę. Kosiniak-Kamysz mówił w Tarnowie, że etap do Buska-Zdroju byłby trzecim krokiem: po odcinku do Żabna i po odbudowie trasy Żabno–Szczucin.
Dla regionu byłoby to coś więcej niż reaktywacja starej linii. Taki układ mógłby połączyć Powiśle Dąbrowskie z województwem świętokrzyskim, dać Tarnowowi nowe połączenie w kierunku Buska, Kielc i Warszawy, a jednocześnie zmienić rolę samego Szczucina — z końcowej stacji lokalnej linii w punkt na trasie międzyregionalnej.
Linia ze 120-letnią historią
„Szczucinka” ma już 120 lat. Linia Tarnów–Szczucin została oddana do użytku w 1906 roku i przez dziesięciolecia była ważnym szlakiem komunikacyjnym dla mieszkańców Powiśla Dąbrowskiego. Łączyła Tarnów z Żabnem, Dąbrową Tarnowską, Olesnem, Mędrzechowem i Szczucinem.
Ruch pasażerski zawieszono 3 kwietnia 2000 roku. Od tego czasu pociągi pasażerskie na trasę nie wróciły, a zachowany fragment do Żabna był wykorzystywany głównie sporadycznie w przewozach towarowych. To właśnie dlatego zapowiedź reaktywacji linii wywołała tak duże emocje. Dla części mieszkańców to powrót do historii rodzinnej i lokalnej, dla innych — szansa na realną alternatywę wobec samochodu i autobusów.
Pierwszy rozkład jazdy z 1906 roku zakładał zaledwie kilka kursów dziennie, a przejazd z Tarnowa do Szczucina trwał ponad dwie godziny. Dziś oczekiwania są zupełnie inne: szybka, regularna kolej ma nie być ciekawostką, ale narzędziem codziennej komunikacji.
Samorządy chcą więcej. Decyzji wciąż brak
Samorządowcy z obu województw próbują dziś wykorzystać moment, w którym państwo wraca do polityki odbudowy i budowy połączeń kolejowych. Z ich perspektywy zarówno „Szczucinka”, jak i nowa linia Kraków–Proszowice–Busko-Zdrój mogą być odpowiedzią na wykluczenie komunikacyjne, rozwój uzdrowisk, dojazdy do pracy i uczelni oraz potrzebę tworzenia nowych tras międzyregionalnych.
Na przeszkodzie stoją jednak pieniądze, decyzje ministerialne, studia wykonalności i konkurencja różnych koncepcji. Pewne jest dziś przywrócenie linii do Szczucina, choć szczegółowy zakres prac nadal zależy od inwentaryzacji i finansowania. Przedłużenie do Buska-Zdroju pozostaje postulatem. Nowa linia przez Proszowice także jest na etapie koncepcji, a PKP PLK analizują obecnie przede wszystkim krótszy wariant do Proszowic.
Pytanie brzmi więc nie tylko, czy „Szczucinka” wróci, bo ten kierunek został już wskazany. Kluczowe jest to, czy wróci jako lokalna linia kończąca się w Szczucinie, czy jako część większej kolejowej układanki między Małopolską i Świętokrzyskiem. Ta historyczna trasa jest regionowi potrzebna. Teraz wszystko zależy od tego, czy samorządowy nacisk przełoży się na decyzje, dokumenty i pieniądze.



















