sobota, 18 kwietnia 2026 15:58, aktualizacja 3 godziny temu

„Czarny tydzień” w szpitalach powiatowych. Pacjenci mogą stracić dostęp do badań

Stetoskop
Stetoskop / fot. Pixabay

Dyrektorzy szpitali alarmują o tragicznej sytuacji po decyzjach NFZ. Już od 20 kwietnia rozpoczyna się „Czarny tydzień” — protest szpitali powiatowych, które ostrzegają, że bez pilnej reakcji pacjenci odczują skutki ograniczania badań, wydłużania kolejek i cięcia części świadczeń.

Szpitale powiatowe w całej Polsce przechodzą od ostrzegania do otwartego protestu. Dyrektorzy alarmują, że po decyzjach NFZ będą mieli do wyboru trzy złe scenariusze: dopłacanie do badań z własnej kieszeni, cięcie innych świadczeń albo wydłużanie kolejek. A to oznacza, że już od końcówki kwietnia część pacjentów może odczuć problemy z dostępem do diagnostyki.

„Czarny tydzień” w szpitalach powiatowych dla pacjentów może okazać się początkiem znacznie dłuższego kryzysu. W najnowszym stanowisku Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych pisze wprost, że obecna polityka finansowania ochrony zdrowia „doprowadza placówki do załamania” i realnie zagraża bezpieczeństwu pacjentów. Powód? Brak rozliczeń za 2025 rok, ograniczanie finansowania nadwykonań oraz zaniżone wyceny świadczeń. Według związku zdecydowana większość szpitali powiatowych kończy rok stratą, a skumulowane wyniki w skali kraju idą już w miliardy złotych.

W stanowisku z 16 kwietnia zarządzający szpitalami nie zostawiają wiele miejsca na złudzenia. Szczególnie groźne mają być nowe zapowiedzi NFZ dotyczące ograniczenia finansowania AOS i rehabilitacji oraz zmiany zasad rozliczania tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, gastroskopii i kolonoskopii. Do tego dochodzi obawa o likwidację albo obniżenie współczynników korygujących 1,07 i 1,06 dla szpitali I i II stopnia PSZ. W praktyce, jak podkreśla OZPSP, po wyczerpaniu kontraktu każde kolejne badanie jest wykonywane poniżej realnego kosztu, a szpital musi do niego dopłacać.

Szpitale wstrzymają badania? “Nie zamkniemy drzwi”
Szpital Powiatowy w Bochni stoi w obliczu konieczności wstrzymywania badań. O przyczynach problemu i skutkach deczycji NFZ mówi dyrektor Jaroslaw Kucia.

Związek ostrzega, że ograniczenie finansowania nadwykonań oznacza powrót długich kolejek, późniejsze rozpoznanie choroby, cięższe leczenie i gorsze rokowania. Skutkiem tej decyzji, zdaniem dyrektorów, coraz więcej pacjentów będzie wypychanych do sektora prywatnego albo skazywanych na wielomiesięczne oczekiwanie na badania potrzebne „na już”. Rodzi się pytanie i obawa, czy pacjent dostanie diagnostykę wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebna.

Ten problem nie jest teoretyczny. Jak wynika z wcześniejszej rozmowy Głos24 z dyrektorem Szpitala Powiatowego w Bochni Jarosławem Kycią, tylko w przypadku endoskopii placówka wykonała świadczenia cztery–pięć razy większe, niż przewiduje kontrakt. Innymi słowy: w cztery miesiące szpital zrealizował cały roczny limit. Sam dyrektor mówił wprost, że przy takim podejściu „w kwietniu powinniśmy zamknąć szpital” w tym zakresie, ale pacjenci i tak przychodzą, a szpital zostaje z dylematem: pomagać bez zapłaty czy odsyłać chorych.

Bochnia pokazuje też skalę ryzyka, które może dotknąć inne placówki. Dyrektor szpitala mówił, że problem nie kończy się na diagnostyce. Jeśli obecne tempo realizacji świadczeń się utrzyma, część kontraktów szpitalnych może wyczerpać się już w lipcu lub sierpniu. W ubiegłym roku sama placówka miała ponad 10 mln zł nadwykonań w limicie, obejmującym m.in. najcięższe przypadki, anestezjologię, intensywną terapię i pilne zabiegi chirurgiczne. To oznacza, że stawką nie są tylko badania planowe, ale także finansowa zdolność szpitali do utrzymywania całych oddziałów i dyżurów.

Najbardziej dramatyczny jest jednak mechanizm, który z tego wynika. Szpital powiatowy nie może po prostu zamknąć pracowni czy wywiesić kartki, że kontrakt się skończył. Musi utrzymywać gotowość, personel i sprzęt, bo ma SOR, obowiązki ustawowe i pacjentów trafiających w stanach nagłych. To sprawia, że zarządzający stają dziś przed wyborem bez dobrego wyjścia: zadłużać placówkę, przesuwać terminy i ograniczać przyjęcia albo szukać oszczędności w innych zakresach leczenia. Wszystkie te scenariusze uderzają ostatecznie w pacjentów.

To nie jest problem tylko szpitala w Bochni. W gronie małopolskich członków związku, który ogłosił protest, są także m.in. Myślenice, Limanowa, Gorlice, Oświęcim, Sucha Beskidzka, Chrzanów, Miechów, Proszowice i Brzesko. Stanowisko z 16 kwietnia podpisał w imieniu zarządu wiceprezes OZPSP Krzysztof Żochowski

W swoim stanowisku OZPSP podkreśla, że problem nie sprowadza się do jednego zarządzenia NFZ. Według związku to efekt szerszej polityki państwa: oczekiwania „leczenia za pół ceny”, przy chronicznie zbyt niskim finansowaniu systemu, bez czytelnej strategii dla szpitali powiatowych i bez realnego mechanizmu pokrywania rosnących kosztów wynagrodzeń, energii czy materiałów medycznych. W praktyce, jak piszą autorzy dokumentu, oznacza to zarządzanie „z miesiąca na miesiąc”, między wypłatą pensji, opłatami za media i utrzymaniem dyżurów oraz diagnostyki.

Najmocniejsze zdanie w tym stanowisku brzmi jak ostrzeżenie przed tym, co może wydarzyć się już za chwilę: „Nie możemy zgodzić się na sytuację, w której o tym, czy pacjent zostanie zdiagnozowany na czas, decyduje nie wiedza lekarza, lecz limit w kontrakcie”. Szpitale podkreślają, że protestują nie przeciw pacjentom, ale w ich imieniu. Problem w tym, że jeżeli sytuacja szybko się nie zmieni, pacjenci mogą odczuć skutki tego sporu szybciej, niż wielu się wydaje — nie w odległej przyszłości, ale już od końca kwietnia i w kolejnych miesiącach.

Obserwuj nas w Google News

Zdrowie - najnowsze informacje

Rozrywka