Najnowsze badanie IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, że gdyby wybory parlamentarne odbyły się teraz, PiS nie tylko straciłby pierwsze miejsce, ale przede wszystkim dużą część mandatów. Problemem partii Jarosława Kaczyńskiego nie jest już wyłącznie Koalicja Obywatelska. Coraz mocniej widać konkurencję po prawej stronie: Konfederację i Konfederację Korony Polskiej.
Najnowszy sondaż: KO przed PiS, dwie Konfederacje w Sejmie
Badanie, które przeprowadził IBRiS dla „Rzeczpospolitej” zostało opublikowane 29 kwietnia 2026 roku, choć nie znamy dokładnej daty realizacji pomiaru. Wiemy, że przeprowadzono je na grupie 1068 respondentów.
Według sondażu Koalicja Obywatelska mogłaby liczyć na 32 proc. poparcia. PiS uzyskałoby 23,2 proc., Konfederacja 12 proc., Lewica 8,7 proc., a Konfederacja Korony Polskiej 7,9 proc. Pod progiem znalazłyby się PSL z wynikiem 4,4 proc., Razem z 4 proc. oraz Polska 2050 z poparciem 0,5 proc.
To oznaczałoby Sejm bez dwóch ugrupowań, które po wyborach w 2023 roku współtworzyły Trzecią Drogę. Według prof. Jarosława Flisa, cytowanego przez „Rzeczpospolitą”, KO i Lewica mogłyby mieć łącznie 232 mandaty, czyli minimalną większość w Sejmie.

Jak sondaż przełożyłby się na mandaty?
Przeliczenie sondażu na mandaty trzeba traktować ostrożnie. W Polsce mandaty nie są dzielone z jednej ogólnopolskiej puli, ale w 41 okręgach wyborczych metodą D’Hondta. Bez danych okręgowych można więc zrobić tylko przybliżenie.
W prostym ogólnopolskim przeliczeniu metodą D’Hondta, obejmującym ugrupowania przekraczające próg wyborczy, Koalicja Obywatelska mogłaby uzyskać ok. 176 mandatów, PiS ok. 128, Konfederacja ok. 66, Lewica ok. 47, a Konfederacja Korony Polskiej ok. 43.
W porównaniu z wyborami parlamentarnymi z 2023 roku oznaczałoby to duże przesunięcie. Wtedy PiS zdobył 35,38 proc. głosów i 194 mandaty, KO 30,70 proc. i 157 mandatów, Trzecia Droga 14,40 proc. i 65 mandatów, Nowa Lewica 8,61 proc. i 26 mandatów, a Konfederacja 7,16 proc. i 18 mandatów.
W takim uproszczonym wariancie, gdyby wybory odbyły się dziś a dane z sondażu okazały miarodajne, KO zyskałaby ok. 19 mandatów, Lewica ok. 21, Konfederacja ok. 48, a Konfederacja Korony Polskiej weszłaby do Sejmu z ok. 43 mandatami. Największą stratę poniósłby PiS — ok. 66 mandatów mniej niż w wyborach 2023 roku. Trzecia Droga, rozbita dziś w sondażu na PSL i Polskę 2050, nie miałaby w tym wariancie swoich posłów w Sejmie.
Co to mówi o wyborach, gdyby odbyły się dzisiaj?
Najprostszy wniosek jest taki: PiS traciłby nie tylko na rzecz centrum i lewicy, ale również — a może przede wszystkim — na rzecz konkurencji po prawej stronie. Ten trend było widać już w I turze wyborów prezydenckich w 2025 roku.
W pierwszej turze Rafał Trzaskowski uzyskał 31,36 proc., Karol Nawrocki 29,54 proc., Sławomir Mentzen 14,81 proc., a Grzegorz Braun 6,34 proc. głosów. Łączny wynik Mentzena i Brauna przekroczył więc 21 proc. To ważne, bo pokazuje, że prawicowy elektorat nie skupia się już wyłącznie wokół kandydata PiS.
Dlaczego wynik prezydencki warto brać pod uwagę przy analizie sondażu partyjnego? Bo był realny sprawdzian w konkretnym głosowaniu, a nie tylko deklaracja składana podczas sondażu. Pokazał mobilizację, przepływy i to, gdzie wyborcy prawicy faktycznie szukają alternatywy. Onet po I turze wskazywał na podstawie badania exit poll, że prawie 83 proc. wyborców PiS z 2023 roku zagłosowało na Karola Nawrockiego, ale niecałe 12 proc. wybrało Mentzena lub Brauna. Ten sam materiał podkreślał, że Mentzen pozyskał wielu nowych wyborców, a Braun znaczną część poparcia przejął z obszaru Konfederacji.
Podobnie mówił Daniel Pers, szef zespołu Pers Election. Jeszcze przed I turą zwracał uwagę, że Konfederacja i Sławomir Mentzen „wgryzają się” w elektorat PiS. Według niego właśnie stąd brała się luka między wynikiem PiS z wyborów 2023 roku a niższym poparciem prawicowego kandydata w sondażach prezydenckich.
Gdzie PiS może stracić mandaty?
W uproszczonej symulacji największe ryzyko strat i to aż po dwa mandaty pojawia się w okręgach, w których PiS w 2023 roku miał bardzo wysoki wynik i dużą liczbę mandatów, ale dziś musiałby dzielić prawicowy elektorat z Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej. Chodzi m.in. o okręgi: Legnica, Lublin, Chełm, Piotrków Trybunalski, Sieradz, Chrzanów/Oświęcim/Wadowice/Myślenice/Sucha Beskidzka, Radom, Rzeszów, Białystok, Kielce i Kalisz.
Strata po jednym mandacie byłaby prawdopodobna w znacznie szerszej grupie okręgów: Wałbrzych, Wrocław, Bydgoszcz, Toruń, Zielona Góra, Łódź, Kraków, Nowy Sącz, Tarnów, Płock, Siedlce, Warszawa I, Warszawa II, Opole, Krosno, Gdańsk, Gdynia/Słupsk, Bielsko-Biała, Częstochowa, Gliwice, Rybnik, Katowice, Sosnowiec, Elbląg, Olsztyn, Konin, Piła, Poznań, Koszalin i Szczecin.
To nie jest pełna prognoza okręgowa, lecz szacunek oparty na metodzie D’Hondta, spadku PiS z 35,38 proc. w 2023 roku do 23,2 proc. w sondażu oraz na trendzie widocznym w I turze wyborów prezydenckich: odpływie części prawicowych wyborców do Mentzena i Brauna. Najmocniej zagrożone są więc te okręgi, w których PiS miał dotąd „nadmiarowe” mandaty, ale część jego elektoratu może dziś głosować na inne ugrupowania prawicy.
Małopolska: tu problem PiS jest szczególnie widoczny
Małopolska jest jednym z najlepszych przykładów tego przesunięcia. W wyborach parlamentarnych 2023 roku PiS uzyskał w województwie 41,72 proc. głosów i zdobył aż 21 z 41 mandatów przypadających na cztery małopolskie okręgi do Sejmu. KO miała 23,49 proc., Trzecia Droga 15,72 proc., Konfederacja 8,02 proc., a Nowa Lewica 6,93 proc.
W I turze wyborów prezydenckich 2025 roku Karol Nawrocki wygrał w Małopolsce z wynikiem 35,21 proc. Rafał Trzaskowski miał 24,41 proc., Sławomir Mentzen 16,20 proc., a Grzegorz Braun 6,59 proc. To oznacza, że Mentzen i Braun zebrali w regionie razem 22,79 proc. głosów. Znacznie więcej niż średnio w kraju.
To właśnie dlatego Małopolska jest dla PiS tak ciekawym, ale i ryzykownym przypadkiem. Nawrocki nadal wygrał w regionie wyraźnie, ale prawica nie była już zebrana w jednym obozie. W praktyce szczególnie ważne mogą być trzy okręgi: okręg nr 12 obejmując zachodnią część Małopolski, m.in. powiaty chrzanowski, oświęcimski, wadowicki, myślenicki i suski; okręg nr 14 obejmujący Nowy Sącz, Sądecczyznę, Podhale i część Beskidów; oraz okręg nr 15 w Tarnowie — obejmujący Tarnów i wschodnią część województwa, m.in. powiaty bocheński, brzeski, dąbrowski, proszowicki, tarnowski i wielicki. To tam rozbicie prawicowego elektoratu może najmocniej przełożyć się na podział mandatów.
W okręgu 12, obejmującym m.in. powiaty chrzanowski, oświęcimski, wadowicki, myślenicki i suski, PiS zdobył w 2023 roku pięć mandatów. Do Sejmu weszli: Rafał Bochenek z 1. miejsca i wynikiem 42 142 głosów, Łukasz Kmita z 4. miejsca i wynikiem 26 062 głosów, Filip Kaczyński z 5. miejsca i wynikiem 18 285 głosów, Władysław Kurowski z 7. miejsca i wynikiem 12 320 głosów oraz Mariusz Krystian z 2. miejsca, który zdobył ok. 11,3 tys. głosów.
Gdyby sondażowy układ przełożył się na głosowanie, PiS w tym okręgu mógłby spaść z pięciu do ok. trzech mandatów. Naturalne pytanie brzmi więc: które miejsca z 2023 roku byłyby dziś bezpieczne, a które znalazłyby się w strefie ryzyka? Wiadomo jedno, rywalizacja miedzy kandydatami byłaby silna i można by ją porównać niemal do bratobójczej walki.
W okręgu 13, obejmującym Kraków oraz powiaty krakowski, miechowski i olkuski, PiS zdobył pięć mandatów. Weszli: Małgorzata Wassermann z 1. miejsca i wynikiem 125 786 głosów, Andrzej Adamczyk z 2. miejsca i wynikiem 45 171 głosów, Elżbieta Duda z 4. miejsca i wynikiem 11 388 głosów, Jacek Osuch z 3. miejsca i wynikiem 10 386 głosów oraz Agnieszka Ścigaj z 6. miejsca i wynikiem 6262 głosów.
Ten okręg typowo miejski różni się od reszty Małopolski. W 2023 roku KO wygrała tam z PiS różnicą zaledwie 369 głosów: 30,73 proc. do 30,68 proc. Przy obecnym sondażowym układzie PiS mógłby tu stracić co najmniej jeden mandat, a w bardziej niekorzystnym wariancie walka toczyłaby się o utrzymanie czwartego.
W okręgu 14, czyli sądecko-podhalańskim, PiS w 2023 roku zdobył 53,73 proc. głosów i sześć mandatów, choć jednocześnie stracił dwa w porównaniu z poprzednią kadencją. Do Sejmu weszli: Arkadiusz Mularczyk z 2. miejsca i wynikiem 62 758 głosów, Ryszard Terlecki z 1. miejsca i wynikiem 29 882 głosów, Barbara Bartuś z 3. miejsca i wynikiem 21 250 głosów, Patryk Wicher z 6. miejsca i wynikiem 18 604 głosów, Edward Siarka z 5. miejsca i wynikiem 18 587 głosów oraz Andrzej Gut-Mostowy z 8. miejsca i wynikiem 16 467 głosów.
To właśnie w tym okręgu szczególnie mocno widać poparcie dla kandydatów sytuujących się bardziej na prawo od PiS: w I turze wyborów prezydenckich w powiecie nowosądeckim Karol Nawrocki zdobył 51,65 proc., ale drugi był Sławomir Mentzen z wynikiem 19,53 proc., a Rafał Trzaskowski spadł tam na trzecie miejsce z 12,32 proc.; na Podhalu również widać było ten trend — w powiecie tatrzańskim Grzegorz Braun uzyskał aż 12,06 proc. głosów.
W tym okręgu PiS ma bardzo wysoką bazę wyborców, ale właśnie dlatego nawet niewielkie przesunięcie części głosów do Konfederacji i Korony może kosztować mandat. W uproszczonym modelu partia mogłaby spaść z sześciu do ok. pięciu miejsc.
W okręgu 15, czyli tarnowskim, PiS w 2023 roku uzyskał 48,67 proc. i pięć mandatów. Do Sejmu weszli: Anna Pieczarka z 1. miejsca i wynikiem 71 199 głosów, Józefa Szczurek-Żelazko z 2. miejsca i wynikiem 26 231 głosów, Wiesław Krajewski z 4. miejsca i wynikiem 24 838 głosów, Urszula Rusecka z 3. miejsca i wynikiem 17 080 głosów oraz Norbert Kaczmarczyk z 6. miejsca i wynikiem 11 926 głosów.
Przy obecnym sondażu PiS mógłby w okręgu tarnowskim spaść z pięciu do ok. czterech mandatów. I znów najważniejsze pytanie nie brzmi, czy PiS tam wygra, bo w wielu wariantach nadal może być pierwszy, ale ile mandatów utrzyma przy silniejszej konkurencji po prawej stronie?
Prawica nie znika. Ona się dzieli
Ten sondaż, choć od terminu wyborów dzieli go półtora roku, już teraz pokazuje wyraźne rozbicie prawicy. PiS nadal miałby bardzo duży klub, ale traciłby monopol na prawicowego wyborcę. Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej w tym układzie nie są dodatkiem do wyniku PiS, tylko jego realną konkurencją.
W Małopolsce widać to szczególnie wyraźnie. W 2023 roku PiS miał w regionie bardzo mocną pozycję. W 2025 roku Karol Nawrocki nadal wygrał tu I turę wyborów prezydenckich, ale Mentzen i Braun razem zebrali niemal jedną czwartą głosów. Jeśli ten trend utrzymałby się w wyborach parlamentarnych, PiS mógłby nadal wygrywać w wielu małopolskich okręgach, ale mimo to tracić mandaty.
Najkrótsze podsumowanie jest więc takie: Braun i Konfederacja nie muszą odbierać PiS-owi pierwszego miejsca, żeby odebrać mu mandaty. W metodzie D’Hondta wystarczy, że rozbiją prawicowy elektorat w okręgach, w których dotąd PiS brał po pięć, sześć albo więcej miejsc. A takie właśnie są w Małopolsce.



















