poniedziałek, 26 grudnia 2022 08:30

To były ich ostatnie święta. Dramat rozegrał się na oczach 8-latka

Autor Katarzyna Jamróz
To były ich ostatnie święta. Dramat rozegrał się na oczach 8-latka

Święta to najbardziej rodzinny i magiczny czas w roku. Michał do Polski przyjechał po to, by spędzić je wraz ze swoim 8-letnim synkiem. Nic nie wskazywało na to, że będzie to ich ostatnie Boże Narodzenie. Tragedia, która dziewięć lat temu rozegrała się pod koniec grudnia w jednym z kwidzyńskich mieszkań, wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami miasta, ale i całą Polską...

Łukasz przyszedł na świat w 1991 r. w Kwidzynie (woj. pomorskie). Dzieciństwo mężczyzny nie było usłane różami. Gdy był jeszcze małym chłopcem, w jego domu panowała surowa dyscyplina, która przynosiła więcej szkody niż pożytku. Jego ojciec był bezwzględnym mężczyzną, który stosował wobec swoich dzieci (jego i brata) zarówno przemoc psychiczną, jak i fizyczną… Łukasz nie był dobrym uczniem — chodząc do szkoły, osiągał słabe wyniki w nauce, brał udział w bójkach, a także dopuszczał się kradzieży. Sprawiał zarówno swoim najbliższym, jak i nauczycielom problemy wychowawcze, które tylko pogarszały narastające napięcie między nim, a jego ojcem. Chłopak nie miał zbyt wielu znajomych. Ze względu na swoje zachowanie w środowisku szkolnym uważany był za agresywnego, a jeżeli już się z kimś spotykał, to raczej z tymi, którzy w jakiś sposób byli do niego podobni. Już jako nastolatek zaczął pojawiać się w policyjnych kartotekach.

Mężczyzna zdobył wykształcenie podstawowe. Przeszedł co prawda szkolenie w zawodzie rzeźnik-masarz, ale finalnie pracy w tym fachu nie podjął. Jeśli pracę w ogóle posiadał to tylko dorywczą, która nie dawała mu wystarczającego źródła dochodu. Mimo zatargów z prawem, przez które trafiał za kratki, ojciec mężczyzny miał skrytą nadzieję, że jego synowi uda się wyjść na prostą. Być może wierzył, że jeżeli zatrudni syna w swojej firmie, ten w końcu zrozumie, że można żyć i zarabiać na swoje utrzymanie uczciwie. Tak też się stało. Ojciec, chcąc załagodzić trwający od kilka lat konflikt, wyciągnął do syna pomocną dłoń i zapewnił mu miejsce pracy. Niestety, pół roku później (w grudniu 2012 r.) 21-letni wówczas mężczyzna został zwolniony z rodzinnej firmy pod zarzutem kradzieży. Konsekwencją tego działania było również wyrzucenie go z domu. Z opresji ratowali go koledzy, którzy udostępniali mu piwnice i altanki, w których mógł nocować. Zlitowała się nad nim również jego matka, która w tajemnicy przed mężem pomagała swojemu synowi, jak tylko mogła. Najpierw wynajęła mu pokój, a później kawalerkę, którą opłacała z własnej kieszeni. Mimo że młody mężczyzna dostał szansę na zmianę swojego życia, niestety z niej nie skorzystał…

Tracił wszystko

Mimo pomocy, jaką zaoferowała mu jego matka, 22-latek nie podjął pracy zarobkowej, a przed kobietą ukrywał swój rozrywkowy tryb życia, który przez długi czas prowadził. Łukasz zaczął zadawać się z szemranym towarzystwem, przez które wpadł w nałóg, a wszystkie pieniądze, jakie udało mu się w jakiś sposób zdobyć lub zarobić, wydawał na używki. Koledzy, którzy wcześniej oferowali pomoc mężczyźnie, odwrócili się od niego przez agresywne zachowanie po narkotykach. Miało to związek również z tym, że 22-latek nie oddawał im pieniędzy, które wcześniej od nich pożyczał. Matka bardzo starała się pomóc swojemu dziecku. Liczyła na to, że jej syn pójdzie po rozum do głowy i w końcu podda się leczeniu odwykowemu. Testy, które wykonywała mu na obecność narkotyków w organizmie, niemal za każdym razem wychodziły pozytywnie. Mimo próśb o podjęcie leczenia, Łukasz zaprzeczał, by był uzależniony. Z racji tego, że mężczyzna nie wykazywał żadnych chęci na zmianę swojego trybu życia, pomoc kobiety skończyła się w lutym 2013 r. Matka dalej utrzymywała z nim kontakt i nakłaniała syna do terapii, jednak już nie pomagała mu finansowo. Łukasz sypiał, gdzie popadło — na ogródkach działkowych, w piwnicach, a czasem zdarzało mu się nawet przenocować na strychu u dziadków. Oprócz dachu nad głową mężczyzna stracił również swoją dziewczynę, Agnieszkę.

22-latek powoli zostawał sam ze swoimi problemami. Ze względu na jego dziwne zachowanie, mało kto chciał przebywać w jego towarzystwie. W październiku 2013 r. mężczyzna trafił do aresztu za kradzieże i włamania. Krótko po wyjściu z więzienia, w którym spędził dwa miesiące, jego ojciec ponownie oskarżył go o kradzież. Za skradzione 4 tys. zł miał kupić narkotyki. Prokuratura złożyła wniosek w tej sprawie o tymczasowe aresztowanie 22-latka, jednak sąd nie przychylił się do tego wniosku i zgodził się na dozór policyjny. Mężczyzna został przyjęty do mieszkania dziadków, w którym panował rygor, a, jak łatwo się domyślić, Łukasz do zasad nie zawsze potrafił się dostosować. Musiał wracać do domu o określonej godzinie, a przede wszystkim, nie mógł zażywać narkotyków, co bardzo mu się nie podobało. Kombinował na wszystkie możliwe sposoby. Święta Bożego Narodzenia spędził ze swoją matką i dziadkami. 27 grudnia wykonał do mamy telefon z prośbą o pieniądze, jednak i tym razem spotkał się z odmową…

Byli dobrymi kumplami

Łukasz poznał starszego o osiem lat Michała w 2005 r. Według znajomych mężczyzna był miły, spokojny i bezkonfliktowy. Lubił spędzać czas z przyjaciółmi, jednak spotkania towarzyskie nie były dla niego priorytetem. Pod koniec 2012 r. zdecydował się na przeprowadzkę do Walii, gdzie od jakiegoś czasu mieszkali również jego rodzice. Pracę tam, jako kierowca, znalazł w fabryce okien. Latem 2013 r. kupił samochód, którego nie miał w zwyczaju komukolwiek pożyczać. Michał dbał o niego do tego stopnia, że nie zgadzał się na to, by ktokolwiek prowadził jego auto, nawet wtedy, gdy siedział obok. Z tego też powodu, gdy wraz z kuzynem 20 grudnia wracał do Polski na urlop, całą trasę prowadził sam. Michał miał wiele planów na spędzanie wolnego czasu w kraju. Przede wszystkim chciał pobyć ze swoim 8-letnim dzieckiem, które na co dzień mieszkało ze swoją mamą (byłą żoną 30-latka). Po przyjeździe zorganizował domówkę dla swoich najbliższych znajomych. Gdy Łukasz dowiedział się, że Michał wrócił do Polski, za wszelką cenę próbował się z nim skontaktować. Kiedyś byli prawdziwymi przyjaciółmi…

30-latkowi niespecjalnie zależało na rozmowie z 22-latkiem, m.in. dlatego, że nie oddał mu pożyczonych pieniędzy, a przez telefon prosił o kolejną pożyczkę. Wigilię mężczyzna spędził wraz z synem u jednej ze swoich ciotek. Około godziny 19:00 Łukasz zjawił się pod domem, w którym odbywała się wieczerza i poprosił Michała o spotkanie. Mężczyzna dla świętego spokoju wyszedł do niego na chwilę i dał mu czekoladę, którą specjalnie przekazała mu jego ciotka. Nie wiadomo jednak, o czym mężczyźni wtedy rozmawiali. Kiedy Michał nie imprezował, jego syn przebywał z nim w mieszkaniu, które należało do jego babci (kobieta na stałe przebywała za granicą). Tam wspólnie bawili się, grali na konsoli, a także spędzali czas z kolegami Michała. Matka Wiktora przyjeżdżała czasami do syna, by sprawdzić, jak mija im dzień, a także podrzucić potrzebne ubrania. 30-latek był tak stęskniony za swoim dzieckiem, że poprosił matkę chłopca o to, by ta zgodziła się zostawić 8-latka pod jego opieką do końca roku. Kobieta zgodziła się, ponieważ nie zauważyła niczego, co mogłoby ją zaniepokoić…

“2g białego”

Łukasz potrafił wydzwaniać do Michała po kilkanaście razy dziennie. Mężczyznę bardzo męczył kontakt z 22-latkiem, dlatego starał się go ignorować. Podczas śledztwa odnotowano w telefonie 30-latka - 32 nieodebrane połączenia od Łukasza, a zaledwie 11 odebranych. Sam Michał skontaktował się z kolegą tylko raz (26 grudnia), wysyłając mu smsa o treści: „potrzebuje 2g białego”. Co w slangu oznacza 2 gramy umówionej substancji narkotycznej (w tym przypadku o białym zabarwieniu).

Zaraz po świętach, z samego rana (27 grudnia) 22-latek przyszedł do 30-latka. Nie było to mężczyźnie na rękę, bowiem ten czas wolał przeznaczyć na zabawę z synem, a także spotkania ze swoimi znajomymi. Łukasz tego dnia siedział u niego na raty, od rana do wieczora. Po powrocie do domu dziadków mężczyzna wykonał telefon do swojej matki, prosząc ją o kolejną pożyczkę. Kobieta i tym razem była nieugięta, co tylko rozzłościło mężczyznę. 22-latek w nocy wymienił kilka wiadomości sms ze swoją byłą dziewczyną, do której wciąż żywił uczucia. Wydawało mu się, że kobiecie nie są obojętne jego wyznania. Młody mężczyzna nie potrafił pogodzić się z tym, że po pięciu latach związku, Agnieszka od niego odeszła. W jego sercu tliła się nadzieja na to, że jego ukochana jeszcze do niego wróci…

Następnego dnia z samego rana (28 grudnia) Łukasz zjadł śniadanie, a następnie umówił się z 30-latkiem na wspólnego papierosa. Odwiedził go po godzinie 9:00, po czym około 10:00 udał się na policję, by podpisać dozór. W drodze powrotnej do mieszkania znajomego natknął się na Agnieszkę, która była w towarzystwie innego mężczyzny. Ten widok bardzo rozjuszył Łukasza. 22-latek usiłował nawet kopnąć towarzysza kobiety, ale mu się to nie udało, ponieważ ten w odpowiednim czasie zdążył wykonać unik. Nabuzowany mężczyzna wrócił do mieszkania kolegi, a pod drzwiami Michała pojawił się około godz. 10:40. 30-latek na wejściu uprzedził go o tym, że jego syn jeszcze śpi w sąsiednim pokoju i muszą być ciszej. Znajomi udali się do kuchni, gdzie wspólnie przyjęli narkotyki.

Nie miał odwagi

Nie wiadomo, jak doszło między mężczyznami do tak potężnej awantury, że Michał nieoczekiwanie ruszył na Łukasza i popchnął go na szklany stolik, który pod jego ciężarem roztrzaskał się w drobny mak. Następnie 30-latek (według zeznań Łukasza) miał pobiec do łazienki, wrócić z młotkiem i zamachnąć się na 22-latka. Mężczyzna zdołał wykonać unik i wyrwał koledze narzędzie z ręki, a kiedy zauważył, że ten cofa się do kuchni (myślał, że zapewne udał się tam po nóż) zaszedł go od tyłu i zadał młotkiem silny cios w głowę, po którym 30-latek wykonał tylko krok do przodu, a następnie osunął się na ziemię zalany krwią. Łukasz nie spodziewał się, że świadkiem tego makabrycznego zdarzenia będzie mały Wiktor... Przerażony 8-latek od razu pobiegł schować się do pokoju, w którym wcześniej spał.

Charczenie, które wydawał z siebie ranny mężczyzna, denerwowało 22-latka, do tego stopnia, że ten postanowił go dobić, zadając mu łącznie 21 ciosów młotkiem. Łukasz nie zastanawiał się ani chwili. Postanowił, że 8-latek musi zginąć tak, jak jego ojciec, w przeciwnym razie mógłby go pogrążyć. Z zakrwawionym narzędziem ruszył w stronę pokoju, gdzie pod kołdrą ukrył się przerażony chłopiec. Mężczyzna nie miał dla niego litości, jednak nie odkrył kołdry, nie chciał patrzeć na to, jak dziecko umiera… Ciosy zadawał na oślep. Gdy dziecko przestało się ruszać, 22-latek nie miał na tyle odwagi, by spojrzeć na zmasakrowane ciało 8-latka…

Powiesił się

Na ubraniach Łukasza znajdowały się ślady krwi. 22-latek poszedł do łazienki, gdzie umył siebie, a także swoje buty. Z szafy Michała wyjął czyste ubrania, w które się przebrał, a swoje zakrwawione wraz z narzędziem zbrodni wrzucił do plecaka, którego finalnie zapomniał wziąć z mieszkania. Zabrał za to ze sobą należące do 30-latka tysiąc złotych, 25 funtów brytyjskich, telefon komórkowy, a także klucze (do mieszkania i samochodu) i, jak gdyby nigdy nic, zamknął za sobą drzwi. Po drodze zorientował się, że zostawił w mieszkaniu swój telefon komórkowy, jednak nie miał ochoty, by się po niego wracać.

Tego samego dnia umówił się na spotkanie ze swoją byłą dziewczyną. Z racji tego, że nie był w stanie odpalić samochodu Michała, o pomoc zwrócił się do znajomych, co o dziwo nie wzbudziło w nich żadnych podejrzeń… Zachowanie Łukasza wywoływało niepokój u Agnieszki. Dziewczyna powiedziała swojemu byłemu chłopakowi, że jedyne, co może mu zaoferować, to przyjaźń. 22-latek tłumaczył swoje dziwne zachowanie tym, że właśnie dowiedział się o samobójstwie swojego przyjaciela. Zaniepokojona dziewczyna poprosiła mężczyznę o to, by odwiózł ją do domu. Łukasz pędził przez ulice Kwidzyna z dużą prędkością. Kompletnie nie reagował na prośby kobiety, by zwolnił. W pewnym momencie samochód, który prowadził, zjechał na przeciwległy pas ruchu, ocierając się o jadący z naprzeciwka pojazd. Auto wypadło z drogi, a jego pasażerowie stracili na chwilę przytomność…

Przypadkowi świadkowie zdarzenia wyciągnęli poszkodowanych z samochodu i udzielili im pierwszej pomocy. Łukasz miał lekko rozciętą głowę, a Agnieszka otarcia skóry. Mimo zapewnień mężczyzny, że nic mu nie dolega, został zabrany do szpitala, gdzie oprócz badań dokonano jego rewizji osobistej. Oprócz skradzionych przedmiotów i pieniędzy znaleziono przy nim 10 woreczków strunowych z białym proszkiem. Początkowo sądzono, że jest to amfetamina, jednak po dokładnych badaniach okazało się, że były to dopalacze. Mężczyzna został przewieziony na komendę policji.

Zeznania były spójne

O wypadku z udziałem samochodu Michała jego rodzina dowiedziała się od znajomego strażaka, który na zdjęciach rozpoznał jego pojazd. Z racji tego, że wszelkie próby nawiązania kontaktu z 30-latkiem okazały się niemożliwe, jego ciotka poprosiła swojego brata, który posiadał zapasowe klucze do mieszkania, o pomoc. Oboje pojechali do domu mężczyzny, gdzie po otwarciu drzwi, dokonali makabrycznego odkrycia…

Łukasz podczas składania zeznań przyznał się do zbrodni, opisując dokładnie i ze szczegółami cały przebieg morderstwa, którego się dopuścił. Wyjaśnił, że zabił Wiktora, aby nie zostawiać świadka zdarzenia. 22-latek wyraził żal i skruchę. Mówił, że nie chciał zabijać chłopca, którego zresztą bardzo lubił... Przebywając w areszcie, zeznawał czterokrotnie, w tym raz brał udział w tzw. wizji lokalnej. Pomimo dziur w pamięci, które pojawiały się u Łukasza, jego zeznania były spójne, logiczne i dokładne. Po kilku tygodniach mężczyzna całkowicie zmienił swoje zeznania. Stwierdził, że sam był tylko świadkiem zdarzenia, gdyż tej makabrycznej zbrodni dopuścili się jego koledzy, ale nie może podać ich personaliów, ponieważ obiecał dyskrecję. Śledczy nie mieli wątpliwości co do winy podejrzanego, gdyż każde ze spisanych wcześniej zeznań było niemalże jednakowe. Zmienione wyjaśnienia sąd uznał za niewiarygodne — były one nielogiczne i niespójne, a ponadto kłóciły się też z opiniami biegłych i innymi dowodami, takimi jak krwawe zabrudzenia na ubraniu oskarżonego i zeznania świadków, którzy widzieli go przed domem, w którym mieszkali pokrzywdzeni.

Marsz milczenia

We wrześniu 2015 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Łukasza P. za zabójstwo Michała na karę 25 lat pozbawienia wolności, z kolei za zabójstwo Wiktora na dożywocie. Mężczyzna może ubiegać się o zwolnienie warunkowe dopiero po 35 latach odsiadki. – Kara dożywocia, kara o charakterze eliminacyjnym, jest jedyną możliwą w tej sytuacji. Dopalacze to prawdziwa plaga społeczna. Oskarżony spożywał je praktycznie jak posiłek, jego życie toczyło się wokół nich. Nie chciał przy tym skorzystać z pomocy rodziny, żeby zacząć leczyć się z nałogu – mówił podczas rozprawy sędzia Rafał Ryś.

4 stycznia 2014 r. ulicami Kwidzyna przeszedł marsz zorganizowany dla uczczenia pamięci brutalnie zamordowanego 30-letniego mężczyzny i jego 8-letniego synka. W proteście przeciwko przemocy wzięło udział ok. 400 osób. Na schodach wiodących do budynku, w którym doszło do morderstwa, ustawiono wtedy znicze oraz maskotki. Marzeniem tego pogodnego i radosnego 8-latka było to, by w następnym roku nauczyć się pływać...

Fot. Unsplash/Ilustracyjne

Polska

Polska - najnowsze informacje