niedziela, 16 stycznia 2022 06:21

Ekonomista brutalnie o inflacji: utracimy część oszczędności, może nawet całego życia

Autor Mirosław Haładyj
Ekonomista brutalnie o inflacji: utracimy część oszczędności, może nawet całego życia

Inflacja to drugie obok koronawirusa słowo, które jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Takiemu stanowi rzeczy trudno się dziwić, zwłaszcza patrząc na doniesienia prasowe z dziedziny gospodarki oraz ceny na sklepowych półkach. O problemie malejącej wartości pieniędzy w portfelach Polaków postanowiliśmy porozmawiać z dr. hab. Krzysztofem Machaczką z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Problem inflacji, który pojawił się pod koniec zeszłego roku z miejsca stał się najistotniejszym, obok aktualnej sytuacji epidemicznej, problemem polskiej rzeczywistości, na którą coraz większy wpływa ma zmieniająca się sytuacja geopolityczna. To wszystko doraźnie wpływa na nasze finanse, sprawiając, że z większą uwagą nie tylko śledzimy światowe trendy w ekonomii, ale też dłużej niż zwykle zastanawiamy się nad naszymi zakupami i skrupulatniej planujemy osobisty budżet.

O zagadnieniach związanych z aktualną sytuacją ekonomiczną porozmawialiśmy z Krzysztofem Machaczkałą, doktorem habilitowanym nauk społecznych w dyscyplinie nauki o zarządzaniu i jakości Wydziału Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz Dyrektorem Departamentu Marki i Komunikacji tej uczelni.

Panie profesorze, wszyscy coraz mocniej odczuwamy inflację i jej skutki. Jakie pana zdaniem są rokowania, co do aktualnej sytuacji ekonomicznej związanej z inflacją?

– Tak, jak niestety mówią ekonomiści i różni specjaliści, analizujący to, co się dzieje z jest punktu widzenia wzrostu cen w Polsce, ale nie tylko w Polsce, bo  też w Europie, rokowania nie są najlepsze. Trzeba pamiętać, że wzrost cen nie wynika, albo w najmniejszym stopniu jest efektem sytuacji, którą można by utożsamić przede wszystkim z faktem tego, że funkcjonujemy w realiach gospodarki covidowej. Pojawiających się i znikających obostrzeniach. Ta niestabilność jest dość znacząca i z całą pewnością jest jednym z generatorów zjawisk, o których rozmawiamy. Z drugiej strony niestety musimy pamiętać i brać to pod uwagę, że wzrost ceny spowodowany jest chociażby czynnikami takimi jak przyjęcie pakietu klimatycznego Fit For 55, czy ponownego wzrostu cen ropy naftowej, niestabilnej sytuacji politycznej, chociażby z Rosją, zakłóceniami związanymi z możliwością ograniczeń dostaw gazu, różnego rodzaju działaniami o charakterze konfliktogennym, jak chociażby wywieranie presji przez Rosję, czy wreszcie problemy migracyjne. Można zatem powiedzieć, że tych czynników jest bardzo dużo i są to czynniki o charakterze globalnym, więc trzeba tu pamiętać o tym, że nasze zdolności reagowania i oddziaływania na uczynki są ograniczone.

Rząd podjął doraźne działania w postaci bonów a Rada Polityki Pieniężnej też postanowiła interweniować, tyle, że podjęte przez nią działania należy rozpatrywać w perspektywie średnioterminowej. Jak Pan ocenia te inicjatywy? Czy nie są one spóźnione?

– Tutaj przede wszystkim należy się zgodzić, co to tego, że bony mają charakter doraźny. Będą one kompensowały to, co z punktu widzenia inflacji się dzieje, czyli bardzo dynamiczny wzrost przede wszystkim kosztów związanych z miesięcznymi opłatami wynikającymi z używania energii i gazu. Są to działania, kompensujące straty czy też zwiększone wydatki, które będą ponosić gospodarstwa domowe. Z kolei na to, co robi Rada Polityki Pieniężnej, trzeba popatrzeć nie tylko przez pryzmat tego, że są to działania średniookresowe, ale też próby zdławienia inflacji, ograniczenia dynamiki wzrostu ceny i tym samym zatrzymania procesu silnego osłabienia siły nabywczej obywateli. A jak to oceniać? Fakt, że podejmowane są działania, należy oceniać w sposób pozytywny. Myślę, że tutaj pytanie należy zadać trochę inaczej – czy one będą wystarczające? I tu można mieć wątpliwości, bo inflacja nie jest procesem, który bardzo łatwo powstrzymać. Zależy one od wielu czynników, na który tylko w części możemy wpływać. Nie możemy tutaj przyjmować logiki, jaka działa przy włączaniu i wyłączaniu zasilania w jakimś odbiorniku energii. To nie jest tak, że naciśniemy jakiś przycisk i wtedy, jak za machnięciem magicznej różdżki inflacja się zatrzyma. Odnosząc się jeszcze do działań NBP (mówię tu o wzroście stóp procentowych) i o tym, czy nie są to ruchy spóźnione, to można mieć tutaj niestety poważnym dylemat z oceną. Może rzeczywiście należało je podwyższyć trochę wcześniej, ale odpowiedź na to pytanie wcale nie jest ani łatwa, ani prosta.

Rząd wprowadza także Tarczę Antyinflacyjną 2.0. Będzie obniżony podatek VAT na paliwa a na żywność jego stawka spadnie do zera.

– W tego typu działaniach chodzi nie tyle, o to, żeby zwiększyć siłę nabywczą obywateli, co żeby nie doprowadzić do tego, aby obywatele odczuli drastycznie spadek siły nabywczej swoich portfeli. W związku z tym, że mamy inflację, rosną ceny. A mieszkańcy naszego kraju co miesiąc dysponują tymi samymi budżetami, pochodzącymi z ich pensji, rent, emerytur. Więc jeżeli ceny rosną z miesiąca na miesiąc, to przecież to nie jest tak, że ich wynagrodzenia będą w stanie kompensować wzrosty cen, albo przynajmniej nie od razu. Dzisiaj gospodarstwa domowe, m. in.  dzięki informacjom z mediów, zyskują świadomość, że inflacja jest i podejmując różnego rodzaju decyzje zakupowe odczuwają, że mogą kupić mniej, albo będą mogły kupić mniej. Natomiast spadek siły nabywczej będzie odczuwalny przez obywateli w dłuższym okresie czasu. Stąd państwo nie tylko, że może, ale wręcz musi różnego rodzaju sposobami walczyć z zjawiskami inflacyjnymi, żeby nie doprowadzić do drastycznego i nagłego obniżenia wspomnianej siły nabywczej obywateli. A to w konsekwencji przeniesie się na popyt. Nasza gospodarka jest niestety mniej stymulowana inwestycjami, które są realizowane w naszym kraju a bardziej wydatkami gospodarstw domowych, czyli popytem. Konkludując, państwo musi podejmować takie inicjatywy, bo jeżeli tego nie będzie robiło, to będziemy mieli sytuację drastycznego spadku popytu. A on w konsekwencji będzie wpływał na kondycję całej gospodarki, co bardzo szybko odczują sprzedawcy różnego rodzaju dóbr i usług. Nie ominie to także producentów, którzy również tego doświadczą. Zatem na pewno gospodarka Polska nie jest w nazbyt komfortowej sytuacji.

Czy paradoksalnie te doraźne działania, jak właśnie bony lub wprowadzenie obniżki VAT-u na żywność oraz akcyzy na paliwa nie spowodują, że inflacja utrzyma się jeszcze dłużej?

– Odpowiadając na to pytanie, niestety należy stwierdzić, że istnieje takie realne zagrożenie. Tego typu rozwiązania stosuje się najczęściej do stymulacji popytu, a nie kompensowania wpływu inflacji na wzrost cen. Próbując jak najprościej nakreślić sytuację z jaką możemy mieć do czynienia, to z jednej strony w warunkach wysokiego popytu (dodatkowo proszę pamiętać, że mówimy tutaj o artykułach żywnościowych, czyli tzw. pierwszej potrzeby) ewentualnie tylko część kwoty wynikającej z obniżki VAT-u na żywności wpłynie na czasowe obniżenie cen. Pozostała zostanie wykorzystana dla rekompensaty przez uczestników rynku produkcji i sprzedaży żywności wzrostu kosztów z jakimi mamy aktualnie do czynienia, o których już mówiliśmy wcześniej. W momencie kiedy ta czasowa obniżka przestanie obowiązywać ceny zostaną skorygowane o nią i niestety produkty mogą wtedy podrożeć w wersji pesymistycznej o całą wielkość przywróconej stawki VAT, która zostanie doliczona do cen jakie będą obowiązywać w danym momencie. Wydaje się zatem to dość ryzykownym rozwiązaniem. Musimy również pamiętać, że handel detaliczny żywnością w Polsce jest w dużej mierze opanowany przez sieci handlowe i naturalnie w swoich strategiach przy całym opisanym wcześniej mechanizmie mogą one wykorzystać swoją pozycję dla poprawy rentowności swojej sprzedaży.

A czy rząd nie rozwiązuje teraz problemów, które sam stworzył? Czy nie przelicytował, jeżeli chodzi o programy pomocowe dla przedsiębiorców w czasie kryzysu wywołanego Covidem?

– Z całą pewnością to był i jest dylemat i aspekt ówczesnej i teraźniejszej dyskusji, która nie negowała tego, że pomoc przedsiębiorstwom, obywatelom w trakcie Covidu powinna nastąpić. Pytanie jest jednak inne: w jaki sposób to robić mądrze i umiejętnie, aby z jednej strony nie naruszyć stabilności finansów publicznych, nie powodować dodruku pieniądza. Na pewno ta polityka z jednej strony zmierzała w stronę kompensowania różnego rodzaju niepokojów i uspokajania nastrojów na zasadzie: my wam pomożemy. Ale z drugiej strony wydaje się, że w pewnych momentach była realizowana bez głębszej refleksji względem przyszłych skutków - co będzie dalej i czemu to ma służyć? Więc na pewno efekty tych działań z punktu widzenia problemów aktualnych są dziś widoczne.

Czy nie lepszym rozwiązaniem było obniżenie, czy wręcz nawet umorzenie różnego rodzaju podatków i składek, które musieli płacić przedsiębiorcy i obywatele?

W części takie działanie miały miejsce, były chociażby czasowe zwolnienia ze składek ubezpieczeń społecznych. W niektórych przypadkach przedsiębiorcy, w kolejnych transzach mogli wnioskować o umorzenie tych składek, ale faktycznie nie nastąpiło tutaj żadne głębsze działanie związane z sferą danin jakie firmy muszą płacić państwu. To jest zastanawiające, ponieważ według mnie, i podzielam w pełni pana osąd, mogłyby się to okazać działaniem lepszym niż rozdawnictwo środków finansowych. Powodowałoby to stymulowanie i rozwijanie pewnego potencjału zachowań przedsiębiorczych, do tego, by szukać rozwiązań w tych trudnych sytuacjach i czasach. Inicjatywa byłaby po stronie właścicieli firm i zarządzających, którzy wiedząc o tym, że pewne obciążenia związane z daninami dla państwa są ściągane z ich pleców w dłuższym okresie czasu, mogliby wykazywać się większą kreatywnością w poszukiwaniu rozwiązań dla przetrwania swoich firm. To wydaje się lepsze, niż rozdawanie środków finansowych, dawanie różnego rodzaju tarcz. Nie chcę przez to też formułować takiej tezy, że wszystkie rządowe dotacje były wydawane albo pożytkowane niezgodnie z przeznaczeniem lub były błędnymi rozwiązaniami. Trudno nam jest dzisiaj powiedzieć i ocenić, jaka jest skala związana z pozyskaniem i właściwym wykorzystaniem tych środków, jaki procent wniosków był spożytkowany we właściwy sposób i nie służył wykorzystaniu trudnej sytuacji związanej z epidemią. Rządowe dotacje miały służyć skompensowaniu różnego rodzaju skutków negatywnych, które przynosiły kolejne lockdowny i wyłączenia z działalności poszczególnych branż. Nie wiemy, jak dużo z tych pieniędzy trafiając do kieszeni przedsiębiorców zostały wykorzystane niezgodnie z ich przeznaczeniem. Te środki powinny trafić do ich przedsiębiorstw po to, by służyć bezpośrednio powetowaniu strat, które firmy poniosły, ochronie zatrudniania oraz wreszcie ich przetrwaniu.

Skutki inflacji będą odczuwalne, jak pan powiedział długofalowo. Czy powinniśmy na przykład brać teraz kredyty?

– Mogę mówić tylko za siebie. Dla mnie obecna sytuacja jest sytuacją podniesionej niepewności, czy też zwiększonego ryzyka względem przyszłości. Na pewno nie jest to okres, który sprzyja swobodnym decyzjom związanym z zaciąganiem różnego rodzaju zobowiązań i kredytów.

Czy istnieją jakieś inne sposoby na to, żebyśmy mogli zabezpieczyć się przed inflacją?

– Bardzo trudno jest mówić w sposobach zabezpieczenia się przed inflacją, choć oczywiście takie pytania padają. Proszę zobaczyć, że na wszelkiego rodzaju kanałach, gdzie różnego rodzaju osoby prezentują swoje sposoby, albo raczej punkty widzenia dotyczące zabezpieczenia się przed inflacją, informują, że warto jest inwestować w takie czy inne walory – nieruchomości albo wręcz przeciwnie, nie nieruchomości, tylko waluty, albo surowce, metale szlachetne i tak dalej. Natomiast proszę pamiętać, że inflacja najbardziej bolesna jest dla ludzi (a taką mamy największą część naszego społeczeństwa), którzy dysponują niezbyt dużymi oszczędnościami lub nie posiadają ich wcale. I problemem nie tylko dla tych osób, ale problemem dla całego społeczeństwa jest utrata siły nabywczej również tych oszczędności. Bo to nie chodzi tylko o to, że te oszczędności służą temu, żeby ludziom się żyło lepiej (choć to jest bardzo ważne i istotne). Te oszczędności miały zabezpieczać ich przyszłość, chociażby przyszłość, kiedy przestaną oni być aktywni zawodowo. Zresztą do tego jesteśmy cały czas przekonywani - że jeżeli chcemy zabezpieczyć swoją emeryturę, tak to nazwijmy umownie, to musimy oszczędzać. To oczywiście jest rozsądne założenie, ale dzisiaj, niestety, okazuje się, że dajmy na to trud pracy moich 10 czy 15 lat, trud oszczędzania, odmawiania sobie wielu rzeczy, który pozwolił na zgromadzenie pewnego kapitału, poszedł w pewnym stopniu na marne, bo on faktycznie obecnie bardzo szybko traci na wartości. I jeżeli na przykład mam na koncie 100 000 zł czy 50 000 zł, bo najczęściej mówimy o takim poziomie oszczędności wśród Polaków, to co można z tym zrobić? Przecież nie zainwestuję tego w surowce, czy metale szlachetne, ponieważ kwota o jakiej mówimy w naturalny sposób niesie ograniczenia. Mówiąc prościej jest ona kwotą zbyt małą, żeby korzyści wynikające z inwestycji mogłoby zostać uznane za satysfakcjonujące. Nie zapominajmy również o ryzyku oraz koniecznej wiedzy do tego, aby takie inwestycje czynić. Więc takich bardzo ogólnych wskazań co można zrobić nie sposób udzielić, bo to tak naprawdę zależy to m.in. od wielkości wolnych środków, oszczędności jakie posiadamy. Tylko ktoś, kto ma odpowiednią ilość wolnego kapitału, może zastanawiać się po pierwsze nad dywersyfikowaniem swojego portfela, a po drugie nad inwestycjami, które pozwolą mu skompensować wpływ inflacji. Ponadto, dzięki dywersyfikacji będzie mógł różnicować ryzyko związane z inwestycjami. Taka jest niestety brutalna prawda. Przy niewielkim kapitale, z niewielkimi oszczędnościami, sytuacja jest trudniejsza i bardziej złożona. Jakie faktycznie rozwiązania można tu zastosować? Kupić obligacje skarbowe? Stoję na stanowisku i myślę, że się tutaj nie mylę, że negatywny skutek tego, co się dzieje teraz, nie jest czymś, co można łatwo rozwiązać. Gdy mówimy o oszczędnościach, może czasami nawet całego życia, to część ich siły nabywczej zostanie niestety utracona. Wiem, że takie stwierdzenia są niepopularne, ale myślę, że wszyscy o tym wiedzą, począwszy od ekonomistów a skończywszy na decydentach.

Finanse i Gospodarka

Finanse i Gospodarka - najnowsze informacje