To miała być zwykła ułańska jazda w terenie, a skończyło się akcją poszukiwawczą, w której był już dron z termowizją, patrole piesze i konne, plakaty, alert w Polskim Związku Hodowców Koni, a nawet radiesteci. Od kilkunastu dni krakowscy ułani szukają Amaretta — 12-letniego konia, który spłoszył się w rejonie krakowskich Branic, zrzucił jeźdźca i zniknął. Po zwierzęciu nie ma śladu, dlatego jego opiekunowie coraz poważniej podejrzewają, że mogło zostać skradzione.
W skrócie:
- Amaretto zaginął w sobotę, 6 czerwca, podczas treningu w rejonie Branic.
- To 12-letni koń maści skarogniadej, należący do Krakowskiego Szwadronu Ułanów.
- Zwierzę było szukane pieszo, konno i z użyciem drona z termowizją.
- Za skuteczne wskazanie miejsca pobytu konia lub jego oddanie wyznaczono nagrodę.
Niecodzienne poszukiwania prowadzą członkowie Krakowskiego Szwadronu Ułanów im. Józefa Piłsudskiego. Od soboty, 6 czerwca, szukają swojego konia. Amaretto zaginął w rejonie Branic — dawnej podkrakowskiej wsi, dziś części Nowej Huty — gdzie odbywał się trening terenowy. Zwierzę nagle się spłoszyło, zrzuciło jeźdźca i uciekło.
Od tamtej pory Amaretto nie wrócił do stajni. Nie udało się go też odnaleźć, choć w akcję zaangażowano wiele osób i środków.
Od drona po radiestetów. W poszukiwaniach zabrakło chyba tylko Rutkowskiego
Skala poszukiwań pokazuje, że opiekunowie Amaretta nie poprzestali na zwykłym objechaniu okolicy. Jak informuje Krakowski Szwadron Ułanów, teren sprawdzano z użyciem drona z termowizją, pieszo i konno. Rozpytywano mieszkańców i osoby przebywające w rejonie zaginięcia, rozwieszano plakaty, nagłośniono sprawę w internecie i radiu, a informacja trafiła także do Polskiego Związku Hodowców Koni, policji, straży miejskiej i lokalnej OSP.
W pewnym momencie poszukiwania Amaretta zaczęły przypominać pełnowymiarowy „horse alert”. Ułani przyznają, że skorzystali nawet z pomocy radiestetów oraz (tajemniczej) pani Emilii. Zabrakło chyba tylko ekipy Krzysztofa Rutkowskiego z konferencją prasową i jasnowidza, który wskaże, w którą stronę pobiegł koń. Problem w tym, że mimo tak szeroko zakrojonej akcji nie udało się znaleźć nawet śladu zwierzęcia. Dlatego opiekunowie Amaretta coraz poważniej biorą pod uwagę, że koń nie tylko uciekł, ale mógł zostać skradziony.
Dron, patrole i plakaty. Po koniu nie ma śladu
Jak informuje Krakowski Szwadron Ułanów, Amaretto to 12-letni koń maści skarogniadej. W chwili zaginięcia miał na sobie wyposażenie widoczne na zdjęciach publikowanych przez ułanów, z wyjątkiem czapraka, który był w innym odcieniu i miał logo firmy „Bumar”.
Poszukiwania od początku prowadzone były na dużą skalę. Teren sprawdzano pieszo i konno, wykorzystano również drona z termowizją. Ułani rozpytywali mieszkańców i osoby przebywające w okolicy, rozwiesili plakaty, nagłośnili sprawę w internecie i radiu. Zaginięcie zgłoszono także policji, straży miejskiej, lokalnej OSP oraz Polskiemu Związkowi Hodowców Koni.
Mimo tych działań nie udało się natrafić nawet na ślad obecności Amaretta. Dlatego opiekunowie konia biorą pod uwagę także czarny scenariusz — że zwierzę mogło zostać skradzione.
Nagroda za pomoc w odnalezieniu Amaretta
Krakowski Szwadron Ułanów wyznaczył nagrodę pieniężną za skuteczne wskazanie miejsca pobytu konia lub jego oddanie.
Wszelkie informacje, które mogą pomóc w odnalezieniu Amaretta, można przekazywać dowódcy Szwadronu pod numerem telefonu: 603 961 591, a także Straży Miejskiej Miasta Krakowa oraz policji.
Ułani proszą też o dalsze udostępnianie informacji. W podobnych sprawach czas i zasięg apelu mają ogromne znaczenie — zwłaszcza gdy zwierzę od wielu dni „zapadło się pod ziemię”.
Historia Amaretta przypomina, że Małopolska zna już nietypowe zwierzęce ucieczki. Kilka miesięcy temu głośno było o poszukiwaniach zaginionych krów, które zakończyły się dopiero po zaangażowaniu kolejnych służb i specjalistów. Tym razem cała uwaga skupia się na ułańskim koniu, którego od kilkunastu dni wypatrują nie tylko jego opiekunowie, ale też internauci.



















