Na Podkarpaciu rośnie niepokój związany z afrykańskim pomorem świń. 9 września wojewoda podkarpacka Teresa Kubas-Hul i wojewódzki lekarz weterynarii Mirosław Welz podsumowali działania służb po wykryciu kolejnego ogniska ASF u dzika. Jej pojawienie się w Małopolsce mogłoby mieć bardzo poważne konsekwencje dla hodowców i rynku trzody chlewnej.
W skrócie:
- Na Podkarpaciu do końca sierpnia potwierdzono 298 ognisk ASF u 580 dzików w sześciu powiatach.
- Nowe ognisko wykryto 26 sierpnia w gminie Trzebownisko pod Rzeszowem, około 60 km w linii prostej od granicy Małopolski.
- Już w lutym wojewoda małopolski wyznaczył obszar zagrożenia ASF w części regionu i zarządził odstrzał sanitarny dzików.
- ASF nie zakaża ludzi, ale człowiek może mechanicznie przenieść wirusa do gospodarstwa.
Nowe ognisko pod Rzeszowem. Służby zwiększają odstrzał
Sytuacja na Podkarpaciu była 9 września tematem briefingu wojewody Teresy Kubas-Hul i podkarpackiego wojewódzkiego lekarza weterynarii Mirosława Welza. Do 31 sierpnia 2026 roku w województwie potwierdzono 298 ognisk ASF u 580 dzików. Wirusa wykrywano w powiatach przeworskim, rzeszowskim, łańcuckim, przemyskim, jarosławskim i niżańskim.
26 sierpnia potwierdzono nowe ognisko w gminie Trzebownisko w powiecie rzeszowskim – na północ od autostrady A4 i około kilometra od drogi ekspresowej S19. Po jego wykryciu zdecydowano m.in. o zwiększeniu odstrzału dzików, dalszym poszukiwaniu padłych zwierząt oraz zabezpieczaniu i monitorowaniu przepustów dla zwierząt przy A4 i S19. W działania zaangażowani są m.in. weterynarze, leśnicy, myśliwi, służby mundurowe, GDDKiA i samorządy.
Trzebownisko znajduje się już stosunkowo niedaleko Małopolski. Licząc w linii prostej do granicy województw, jest to orientacyjnie około 60 km.
Małopolska już przygotowywała się na ASF
Służby w Małopolsce brały takie ryzyko pod uwagę wcześniej. 19 lutego 2026 roku wojewoda małopolski wyznaczył obszar zagrożenia wystąpieniem ASF na terenach powiatów dąbrowskiego, tarnowskiego i miasta Tarnowa. Jednocześnie zarządzono odstrzał sanitarny 58 dzików.
Było to działanie zapobiegawcze i na razie nie stwierdzono ogniska choroby. Nie oznacza to jednak, że region jest wolny od ryzyka.
Jesienią i zimą zwiększa się aktywność części dzików i ich przemieszczanie się. Nie jest to typowa sezonowa migracja, ale zwierzęta mogą pokonywać większe odległości w poszukiwaniu pożywienia, nowych terenów czy partnerów. Dodatkowo młode samce opuszczają rodzinne grupy i przemieszczają się na nowe obszary.
Ryzyko nie wiąże się jednak wyłącznie z samymi dzikami. Wirus może być także mechanicznie przeniesiony przez człowieka – na butach, ubraniu, narzędziach, sprzęcie czy kołach samochodu. Znaczenie mają więc m.in. prace polowe i leśne, polowania, a także ruch ludzi po terenach, na których mogą znajdować się zakażone zwierzęta.
Dziki między blokami. ASF komplikuje problem
W Małopolsce ASF wpływa na problemy z dzikami, które dobrze czują się wśród ludzi. W Krakowie ich populacja jest liczona już w tysiącach. Zwierzęta regularnie pojawiają się na osiedlach, przy drogach, szkołach, przedszkolach i placach zabaw.
Ich obecność niepokoi mieszkańców i nie zawsze kończy się tylko na spotkaniu z daleka. Zdarzają się przypadki potrącenia lub poturbowania człowieka przez spłoszone zwierzę. Niebezpieczne mogą być także sytuacje, gdy dzik zaatakuje psa – szczególnie gdy czuje się osaczony albo w pobliżu znajdują się młode.
ASF komplikuje sposób rozwiązania problemu. Odłowionego dzika nie można już po prostu przewieźć w inne miejsce i wypuścić. Ze względów związanych z ryzykiem rozprzestrzeniania choroby relokowanie takich zwierząt jest niedopuszczalne. Dlatego dziki wymagające usunięcia mogą zostać odstrzelone – jeśli pozwalają na to przepisy i warunki bezpieczeństwa – albo odłowione, a następnie uśmiercone. W takim przypadku możliwa jest m.in. eutanazja przeprowadzana przez lekarza weterynarii.
Warto podkreślić, że ASF człowiekowi nie zagraża. Wirus nie wywołuje choroby u ludzi. Konsekwencje gospodarcze mogą być jednak ogromne.
Jedno ognisko może oznaczać likwidację całego stada
Jeżeli ASF zostanie wykryty w gospodarstwie, wszystkie znajdujące się w nim świnie muszą zostać zabite i zutylizowane. Niszczy się również skażone produkty, pasze i przedmioty, których nie można skutecznie odkazić, a gospodarstwo poddawane jest oczyszczaniu i dezynfekcji. Oznacz to milionowe straty, za które płaci potem Skarb Państwa.
Wokół ogniska wyznaczane są także strefy z dodatkowymi ograniczeniami. Pojawiają się restrykcje dotyczące m.in. przemieszczania świń, a na obszarach objętych ograniczeniami także obrotu zwierzętami, mięsem i produktami wieprzowymi. Dlatego pojawienie się wirusa u dzików jest tak złą wiadomością dla hodowców.
Na Podkarpaciu prowadzono już rozmowy z ekspertami Unii Europejskiej dotyczące regionalizacji ASF, czyli zasięgu obszaru objętego restrykcjami związanymi z występowaniem choroby. Chodziło o to, by ograniczenia nie obejmowały większego terenu, niż jest to konieczne. Wojewoda podkreślała, że rozszerzenie stref oznaczałoby poważne problemy dla producentów trzody chlewnej, m.in. utrudnienia w obrocie zwierzętami i spadek cen żywca w skupie.
Znalazłeś martwego dzika? Nie podchodź
Wirus ASF może długo przetrwać w zwłokach zakażonego zwierzęcia. W okresie grzybobrania szczególnie ważny jest apel do osób chodzących po lasach. Jeśli zauważymy martwego dzika, nie należy do niego podchodzić, dotykać go ani próbować przesuwać.
Powinniśmy zapamiętać lub oznaczyć miejsce i zgłosić znalezisko służbom: powiatowemu lekarzowi weterynarii, najbliższej lecznicy weterynaryjnej, straży miejskiej, kołu łowieckiemu albo samorządowi. Dotyczy to również szczątków i kości dzika.
Duże znaczenie ma również zachowanie myśliwych. Przy odstrzale dzików konieczne jest przestrzeganie zasad bioasekuracji: odpowiednie zabezpieczanie tusz i krwi, dezynfekowanie miejsca patroszenia, rąk, obuwia, sprzętu oraz środków transportu.
Choć ASF nie jest chorobą człowieka, to człowiek może stać się jednym z ogniw jej rozprzestrzeniania. Dla spacerowicza czy myśliwego spotkanie z wirusem może pozostać zupełnie niezauważalne. Dla hodowcy kilka kilometrów dalej jego przeniesienie do gospodarstwa może oznaczać likwidację całego stada, ograniczenia w sprzedaży i poważne straty finansowe.


















