Zakopane reaguje po awanturze o konie: „Nie ugniemy się przed brutalnym szantażem”

Fasiąg
Fasiąg / By Andrzej Otrębski - Own work, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons

„Nie ugniemy się przed brutalnym szantażem, krzykiem ani internetowym linczem” – piszą zakopiańscy radni, którzy przyjęli rezolucję po eskalacji konfliktu z DIOZ. Kim są aktywiści i dlaczego spór o konie z Morskiego Oka przerodził się w konflikt, którzy górale odebrali jako atak na Podhale?

Rada Miasta Zakopane przyjęła 8 września rezolucję w sprawie obrony wizerunku Podhala i górali. To reakcja na eskalację konfliktu między lokalnymi władzami a aktywistami Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Radni stanęli w obronie mieszkańców i samorządowców, a jednocześnie poparli działania prawne starosty tatrzańskiego. W tle są protesty w sprawie koni wożących turystów do Morskiego Oka, postępowania policji oraz podpalenie samochodu DIOZ.

„Nie ugniemy się”

Rezolucję przyjęto podczas wtorkowej sesji Rady Miasta Zakopane. Podobne stanowiska w ostatnich dniach przyjęły jednogłośnie także rady Bukowiny Tatrzańskiej, Poronina, Kościeliska, Białego Dunajca oraz Powiatu Tatrzańskiego.

Zakopiańscy radni stanowczo sprzeciwili się – jak napisali – „bezprecedensowej fali nienawiści, agresji oraz brutalnych ataków medialnych” kierowanych przeciwko mieszkańcom Podhala, przedstawicielom władz i regionalnej tradycji.

Rezolucja jest bezpośrednią odpowiedzią na sposób, w jaki DIOZ i jego zwolennicy przedstawiają konflikt o konie wożące turystów do Morskiego Oka. Radni zarzucają aktywistom używanie wulgaryzmów, oszczerstw i manipulacji oraz próby zastraszania urzędników.

W dokumencie odniesiono się m.in. do określania lokalnych władz jako części rzekomego „układu mafijno-korupcyjnego”, a także do przywoływania w tym kontekście karty Goralenvolku. Rada potępiła również – jak określono – mowę nienawiści wobec społeczności góralskiej.

Najmocniej radni podsumowali swoje stanowisko jednym zdaniem:

„Nie ugniemy się przed brutalnym szantażem, krzykiem ani internetowym linczem”.

Radni popierają starostę

Rada Miasta wyraziła również solidarność z Andrzejem Skupniem i poparła jego działania prawne. Starosta wcześniej skierował do Prokuratury Rejonowej w Zakopanem zawiadomienie dotyczące działań DIOZ.

Chodzi m.in. o podejrzenie znieważania funkcjonariuszy publicznych, bezpodstawne oskarżenia o korupcję i „układ mafijny”, próby wywierania presji na decyzje administracyjne oraz wypowiedzi dotyczące społeczności góralskiej.

Rada zaapelowała do organów ścigania o wyjaśnienie sprawy i podjęcie działań, jeżeli publikowane wypowiedzi i materiały rzeczywiście naruszają prawo.

Kim jest DIOZ?

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt działa od 2016 roku jako organizacja pozarządowa. Choć formalnie nie jest żadną instytucją państwową, jego działacze określają się jako społeczni inspektorzy ochrony zwierząt, podobnie jak działacze Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Organizacja zajmuje się interwencjami w sprawach zwierząt przetrzymywanych w złych warunkach, ich leczeniem, opieką i adopcjami. Prowadzi również własne ośrodki.

DIOZ ma na koncie nagłośnienie wielu spraw dotyczących złych warunków, w jakich przebywały zwierzęta. Jedną z najgłośniejszych w tym roku była sprawa schroniska w Sobolewie. Aktywiści weszli tam w styczniu i zabrali psy, a sprawa wywołała ogólnopolską dyskusję. Schronisko zostało następnie zamknięte decyzją Powiatowego Inspektora Weterynarii, a w związku ze sprawą podjęto również działania kontrolne i prokuratorskie.

Organizacja ma jednak również swoich przeciwników i od lat budzi kontrowersje dotyczące metod działania. W 2025 roku prawomocnie zakończyła się sprawa dotycząca odebrania psa, w której sąd uznał działania dwóch osób związanych z DIOZ za kradzież i wymierzył im grzywny. DIOZ nie zgadza się z tym rozstrzygnięciem.

W marcu tego roku portal Zero.pl opisał rzekome nieprawidłowości w działalności DIOZ, dotyczące m.in. finansów, zbiórek i sposobu przeprowadzania interwencji. Organizacja odrzuciła zarzuty, a sprawę ostatecznie ma wyjaśnić postępowanie prowadzone przez prokuraturę.

Protesty, interwencje policji i wnioski o ukaranie za 118 wykroczeń

W sierpniu aktywiści DIOZ kilkakrotnie protestowali na drodze do Morskiego Oka, domagając się zaprzestania wykorzystywania koni do przewozu turystów. Podczas demonstracji dochodziło m.in. do wchodzenia na jezdnię i blokowania przejazdu wozów. W najbardziej napiętych momentach protestujący siadali przed fasiągami, a policjanci wzywali ich do opuszczenia drogi. Gdy część osób nie wykonywała poleceń, funkcjonariusze usuwali je z jezdni.

Po tych wydarzeniach policja wszczęła postępowania wobec uczestników protestów. Obecnie mówi o 71 sprawach i łącznie 118 zarzutach dotyczących m.in. utrudniania lub blokowania ruchu oraz niestosowania się do poleceń funkcjonariuszy.

DIOZ nie zgadza się z taką oceną. Aktywiści twierdzą, że działania policji są wymierzone w osoby protestujące w obronie koni i stanowią formę represji wobec ich działalności. O tym, czy zarzuty są zasadne i czy konkretne osoby poniosą odpowiedzialność, zdecyduje sąd.

Sam spór o konie trwa jednak od lat i nie jest tak, że temat pojawił się dopiero wraz z protestami DIOZ. Władze, Tatrzański Park Narodowy i Ministerstwo Klimatu i Środowiska od dawna pracują nad zmianami. Na Podhalu była również minister klimatu Paulina Hennig-Kloska, która rozmawiała o przyszłości transportu do Morskiego Oka. Testowano już m.in. transport elektryczny, a w rozmowy zaangażowani byli przedstawiciele samorządu, Parku, ministerstwa i fiakrów. To ważne również dlatego, że droga do Morskiego Oka prowadzi przez teren TPN, więc Park jest jednym z kluczowych uczestników całego sporu.

DIOZ domaga się całkowitego odejścia od transportu konnego, podczas gdy fiakrzy i lokalne władze opowiadają się za stopniowymi zmianami. Od 1 września w ramach pilotażu skrócono trasę wozów do Wodogrzmotów Mickiewicza, a równolegle rozwijany jest transport elektryczny.

Nie skończyło się na słowach

Konflikt staje się coraz bardziej brutalny i nie chodzi już tylko o słowa. Aktywistom zarzuca się ostry język i przekraczanie granic debaty, ale po drugiej stronie doszło do realnego zdarzenia kryminalnego – podpalenia samochodu ratunkowego DIOZ, wartego ponad 500 tys. zł. I tu kończy się internetowa awantura, a zaczyna znacznie poważniejsza sprawa karna.

Samochód spłonął w Groniu, kilka godzin po proteście na trasie do Morskiego Oka. Sprawą zajęła się policja, a postępowanie objęła nadzorem prokuratura. Zabezpieczono i przeanalizowano nagrania oraz ślady z miejsca zdarzenia. Śledczy ustalili, że samochód został podpalony przy użyciu benzyny.

Na jednym z nagrań widać płonący samochód oraz osoby znajdujące się w jego pobliżu, w tym osobę w góralskich spodniach. Policja ustaliła, że samochód został podpalony przy użyciu benzyny. 29 sierpnia zatrzymano dwóch mężczyzn. Prokuratura przedstawiła im zarzuty zniszczenia mienia znacznej wartości, a obaj przyznali się do zarzucanego czynu. DIOZ od początku przedstawiał pożar jako „odwet górali” za walkę o konie. Organizacja domagała się również ujawnienia całego nagrania z miejsca zdarzenia. Czy podpalenie miało związek z konfliktem o konie, nadal wyjaśnia prokuratura.

Koniki zostają

Aktywiści protestowali i używali bardzo ostrych, momentami obraźliwych określeń wobec lokalnych władz i fiakrów. Po drugiej stronie również nie widać jednak próby obniżenia temperatury sporu.

31 sierpnia na Podhale specjalnie przyjechał wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar. Jego przekaz był przede wszystkim mocnym wsparciem dla lokalnej społeczności i tradycyjnego transportu konnego. W komunikacie z wizyty nie ma potępienia podpalenia samochodu DIOZ. Jest za to stanowcza deklaracja: „koniki jeździły, jeżdżą i pojadą”. Wojewoda zapowiedział również, że o sytuacji poinformuje premiera.

Przekaz jest więc jasny: inspektorzy DIOZ mają się nie wtrącać, a konie zostają. Zamiast gaszenia konfliktu dostajemy kolejną odsłonę ostrego starcia o to, kto ma decydować o przyszłości Morskiego Oka.

Podhale - najnowsze informacje

Rozrywka