„Bilet za 365 zł” wywołał burzę. Student zapłaci 365 zł, a mieszkaniec 1030

Kasownik w krakowskiej komunikacji
Kasownik w krakowskiej komunikacji / Głos24

Od 1 listopada w Krakowie będzie można kupić roczny bilet studencki za 365 zł. To dobra wiadomość dla studentów, ale jej ogłoszenie – 11 dni przed drugą turą wyborów prezydenta Krakowa – wywołało lawinę komentarzy. Zwłaszcza że rok akademicki właśnie się rozpoczął, wielu studentów zdążyło już kupić bilety, a sam pomysł wcale nie jest nowy. Był jedną z obietnic wyborczych Aleksandra Miszalskiego.

„365 zł za 365 dni” – pod takim hasłem Kraków ogłosił właśnie obniżkę ceny rocznego biletu studenckiego. Od 1 listopada ma on kosztować 365 zł zamiast obecnych 470 zł. Bilet będzie obowiązywał w I strefie, a warunkiem jego zakupu pozostanie posiadanie ważnego statusu Karty Krakowskiej. Zarządzenie podpisał 30 września pełniący funkcję prezydenta miasta Stanisław Kracik. Co istotne, w tym przypadku nie jest potrzebna nowa uchwała Rady Miasta.

Jako pierwsza informację o obniżce podała jednak w środę wieczorem Monika Piątkowska, która 11 października zmierzy się z Łukaszem Gibałą w drugiej turze przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa.

Kandydatka napisała, że zależało jej, aby postulat został zrealizowany „właśnie teraz”: "Zależało mi, żeby ten postulat został zrealizowany właśnie teraz. Dziękuję Prezydentowi za otwartość i dobrą współpracę. Sprawy młodych ludzi w Krakowie muszą przekładać się na konkretne decyzje" – napisała. Wpis mógł sugerować, że wprowadzenie obniżki dla studentów to skutek jej działań i jej zasługa. Jednak właśnie słowo „teraz” zwróciło uwagę mieszkańców.

Pomysł Piątkowskiej? Niezupełnie

Roczny bilet studencki za 365 zł nie pojawił się po raz pierwszy dopiero w kampanii Moniki Piątkowskiej. Był jedną z obietnic wyborczych Aleksandra Miszalskiego jeszcze z kampanii samorządowej w 2024 roku.

Co ciekawe, temat biletu za 365 zł trafił już pod głosowanie Rady Miasta w grudniu 2025 roku. Poprawkę Michała Ciechowskiego, która miała obniżyć cenę rocznego biletu studenckiego z 470 do 365 zł, poparło 17 radnych, a 23 było przeciw. Za głosował m.in. Łukasz Gibała, dziś rywal Moniki Piątkowskiej w drugiej turze wyborów, a przeciw – wielu radnych związanych z Koalicją Obywatelską, m.in. Tomasz Daros, Jakub Kosek czy Grzegorz Stawowy. Poprawka więc przepadła.

Stawowy przekonywał, że na taki bilet trzeba znaleźć finansowanie, a wiceprezydent Łukasz Sęk zapewniał w imieniu Aleksandra Miszalskiego, że obietnica pozostaje aktualna, ale jej realizacja będzie zależała od sytuacji budżetowej miasta. W oficjalnych materiałach Krakowa wskazywano wręcz, że budżet nie pozwala wówczas na wprowadzenie biletu w cenie 365 zł. Minęło niespełna dziesięć miesięcy i możliwość się znalazła, mimo, że kondycja finansowa Krakowa nadal jest bardzo trudna.

Tym razem radni nie musieli już głosować. Jak wyjaśnia miasto, obniżenie ceny rocznego biletu studenckiego może zostać wprowadzone zarządzeniem prezydenta. Takie zarządzenie 30 września podpisał pełniący funkcję prezydenta Stanisław Kracik i stało się to włanie przez II turą wyborów. Trudno więc nie zauważyć politycznego kontekstu. Nowa cena zacznie obowiązywać od 1 listopada.

„A zwykły mieszkaniec ma tylko płacić?”

Pod wpisami miasta i Moniki Piątkowskiej szybko pojawiły się setki komentarzy. We wpisach zamiast pochwał przeważają jednak pytania o to, kto właściwie za tę ulgę zapłaci oraz dlaczego podobnej oferty nie przygotowano dla innych mieszkańców.

Jacek Schneider pyta krótko:

„Fantastycznie, ale skąd finansowanie w mieście zadłużonym pod korek?”

Konrad Pistol dodaje: „Czyli reszta mieszkańców będzie płacić jeszcze drożej”. Podobnych głosów jest więcej. Komentujący zwracają uwagę na różnicę pomiędzy ceną biletu studenckiego a wydatkami mieszkańca, który nie ma prawa do ulgi.

I tutaj liczby rzeczywiście dają do myślenia. Obecnie normalny półroczny bilet sieciowy mieszkańca na I strefę kosztuje 515 zł. Dwa takie bilety oznaczają 1030 zł za rok. Student posiadający Kartę Krakowską płaci obecnie 470 zł, a od listopada zapłaci 365 zł.

Na tę różnicę zwrócił uwagę Mateusz Szafraniec:

„Zwykły mieszkaniec Krakowa za dwa półroczne bilety sieciowe płaci dziś 1030 zł rocznie. Student ma płacić 365 zł za cały rok, czyli niemal trzy razy mniej”.

To pokazuje jednak skalę różnicy, która stała się jednym z głównych powodów krytycznych komentarzy.

Jest jeszcze jedno „ale”. Bilet za 365 zł nie będzie dostępny automatycznie dla każdego studenta uczącego się w Krakowie. Warunkiem jest posiadanie Karty Krakowskiej. Najprościej mają studenci zameldowani w Krakowie na stałe. Ci przyjezdni, którzy takiego meldunku nie mają, muszą rozliczać PIT w Krakowie – także wtedy, gdy wykazują zerowy dochód. Samo mieszkanie w akademiku czy wynajmowanie pokoju nie wystarczy. W praktyce oznacza to, że student, który dopiero w tym roku przyjechał do Krakowa na pierwszy rok studiów, nie dostanie od razu prawa do biletu za 365 zł tylko dlatego, że rozpoczął tu naukę.

Rok akademicki od października, tańszy bilet od listopada

Internauci natychmiast również wychwycili jeszcze jeden szczegół.

„Rok akademicki już się zaczął, dokładnie dzisiaj, kto wpadł na obniżkę od listopada?” – pyta Agnieszka Sawicka.

I trudno nie zauważyć tu praktycznego problemu. Rok akademicki zaczyna się 1 października, tymczasem nowa cena zacznie obowiązywać dopiero miesiąc później. Część studentów już kupiła, alebi właśnie teraz kupuje bilety na nowy semestr lub cały rok.

Tu akurat jest jedno wyjście. Obowiązujące przepisy pozwalają anulować droższy roczny bilet studencki i odzyskać należność za niewykorzystany okres – pod warunkiem zachowania określonego terminu.

Pozostaje jeszcze chwytliwe hasło „365 zł za 365 dni”. Bilet rzeczywiście będzie ważny przez cały rok, ale wielu studentów przyjezdnych korzysta z krakowskiej komunikacji głównie w czasie roku akademickiego. Po sesji wyjeżdżają na wakacje i wracają dopiero jesienią. W ich przypadku realny koszt jednego dnia korzystania z komunikacji będzie więc wyższy niż sugerowana „złotówka dziennie”.

Podziękują przy urnach?

I właśnie tutaj zaczyna się polityczna część tej historii. Monika Piątkowska podkreśla, że zależało jej, aby postulat został zrealizowany „właśnie teraz”, i dziękuje Stanisławowi Kracikowi za współpracę. Tylko czy do wprowadzenia obniżki rzeczywiście potrzebna była jej interwencja? Bilet za 365 zł był przecież wcześniejszą obietnicą Aleksandra Miszalskiego, a kiedy w grudniu 2025 roku nad taką ceną głosowali radni, Łukasz Gibała był za, podczas gdy wielu radnych związanych z KO głosowało przeciw.

Dlaczego więc rozwiązanie, które jeszcze kilka miesięcy temu nie znalazło większości i którego realizację uzależniano od możliwości finansowych miasta, udało się wprowadzić właśnie teraz – 11 dni przed drugą turą wyborów? Czy ten termin jest przypadkowy? I dlaczego nowa cena zacznie obowiązywać dopiero od 1 listopada, skoro rok akademicki właśnie się rozpoczął, a część studentów zdążyła już kupić bilety na nowych zasadach? Faktem pozostaje jedno: studenci zapłacą mniej. Spór zaczyna się przy pytaniu, kto może zapisać tę obniżkę na swoje polityczne konto i komu ostatecznie za zniżki dla studentów, za które mogą zapłacic inni, "podziekują" przy urnach Krakowianie.

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka