Rada Miejska w Wieliczce po raz drugi nie zgodziła się na zaciągnięcie przez gminę 41,5 mln zł długoterminowej pożyczki. Przy okazji wróciła niewyjaśniona od lipca sprawa wysokich podwyżek wynagrodzeń w zarządach i radach nadzorczych miejskich spółek. „Nie ma mojej zgody na zadłużanie gminy na pensje prezesów” – mówił Bartłomiej Krzych. Monika Zamarlik podsumowała jeszcze ostrzej: „Wstydu nie macie!”.
Druga próba też nieudana
Projekt po raz pierwszy trafił pod głosowanie 16 września. „Za” było 7 radnych, 3 zagłosowało przeciw, a 12 wstrzymało się od głosu. Choć więcej radnych poparło projekt, niż było mu przeciwnych, to nie wystarczyło. Przy uchwałach dotyczących zobowiązań finansowych potrzebna jest bezwzględna większość – w 23-osobowej Radzie Wieliczki co najmniej 12 głosów „za”.
Po tygodniu temat wrócił więc na sesji nadzwyczajnej. 24 września projekt poparło sześcioro radnych – cały klub „Wspólna Wieliczka”, związany z burmistrzem Rafałem Ślęczką.
Przeciw byli radni z KO, Porozumienia Samorządowego i Otwartej Wieliczki: Inga Cichoń, Bartłomiej Krzych, Tadeusz Luraniec, Dominik Mikuła, Elżbieta Sikora, Robert Skowronek i Monika Zamarlik, a od głosu wstrzymali się Ludwik Gawor, Włodzimierz Hartabus, Małgorzata Krasoń, Dorota Król, Adrian Palonek, Elżbieta Sendor i Grażyna Szwed. Nieobecni byli Kamil Jastrzębski, Jakub Kostrz i Julia Kubać.
41,5 mln zł. Na co mają pójść pieniądze?
Projekt przewiduje pożyczkę w wysokości 41,5 mln zł, spłacaną od 2027 aż do 2041 roku. Z dokumentu wynika, że 13,75 mln zł ma pokryć tegoroczny deficyt, a 27,75 mln zł przeznaczono na spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań. W tej kwocie znajduje się 8,5 mln zł na wcześniejszą spłatę pożyczki zaciągniętej w grudniu 2024 roku, już za kadencji Rafała Ślęczki. Roczne raty zaplanowano na poziomie od 2 do nawet 4,4 mln zł.
Uzasadnienie uchwały jest krótkie. Urząd wskazuje, że 33 mln zł wynika już z uchwalonego budżetu na 2026 rok i jest potrzebne do jego prawidłowego wykonania. Z kolei wcześniejsza spłata 8,5 mln zł pożyczki z 2024 roku ma zmniejszyć koszty obsługi długu.
Ciekawe w tej sprawie jest stanowisko Regionalnej Izby Obrachunkowej. W styczniu RIO pozytywnie, choć z zastrzeżeniami, oceniła możliwość pokrycia tegorocznego deficytu pożyczką. Jednocześnie wskazała, że margines przy wskaźniku spłaty zobowiązań wynosi zaledwie 0,3 proc., a relacja długu do odpowiednio skorygowanych dochodów przekracza 70 proc. Izba zaleciła więc „szczególną ostrożność” przy zaciąganiu nowych zobowiązań.
Opinia RIO dotyczyła jednak finansowania samego deficytu a nie całej późniejszej pożyczki.
Podwyżki wracają na sesję
Podczas dyskusji o pożyczce powróciła sprawa wynagrodzeń w gminnych spółkach. Na sesji 16 września Bartłomiej Krzych przekonywał, że trudno oczekiwać od radnych zgody na kolejne zadłużenie, kiedy równolegle rosną wynagrodzenia osób zarządzających miejskimi spółkami.

Tydzień później Monika Zamarlik przedstawiła jeden z przykładów podwyżek w radach nadzorczych. – Jak to się mogło stać, że przewodnicząca rady nadzorczej jednej ze spółek w październiku 2024 roku, w tej biednej, upadającej gminie, otrzymywała 1764 zł i 90 gr. W listopadzie [...] jej pensja wzrosła do 3980 zł, a od lutego 2025 roku wynosi już 4301 zł. I to jest tylko jeden przykład – mówiła.
Nawiązała też do wystąpienia Krzycha. – Mogłabym powiedzieć: piekło zamarzło, bo zgadzam się z radnym Krzychem. Ale zgadzam się z radnym Krzychem, że to jest niedopuszczalne – stwierdziła. I dodała: – Wychowałam się w takiej starej krakowskiej kamienicy i tam, jak ktoś zachowywał się w ten sposób, że był taki zachłanny i nie myślał o innych, to mówiło się do niego: „Wstydu nie masz”. I ja do Państwa mówię: wstydu nie macie!
Sprawa nie pojawiła się nagle. W lipcu, po publikacji sprawozdań finansowych spółek, okazało się, że w Wielickiej Spółce Transportowej łączne wynagrodzenia zarządu i rady nadzorczej wzrosły między 2023 a 2025 rokiem o ponad 75 proc. W Solnym Mieście wynagrodzenie zarządu zwiększyło się w tym samym czasie o około 44 proc., a rady nadzorczej o około 22 proc.
Głos24 pytał wtedy burmistrza o przyczyny podwyżek. Rafał Ślęczka nie odpowiedział szczegółowo, zapowiedział natomiast specjalną sesję z udziałem prezesów, podczas której miały zostać przedstawione wyniki spółek i zasady wynagradzania ich władz. Miała odbyć się na przełomie sierpnia i września. Do tej pory jej nie zwołano. Na pierwszej powakacyjnej sesji pojawiła się za to uchwała o pożyczce, a temat spółek wrócił z inicjatywy radnych.
Wiceburmistrz Michał Roehlich przekonywał podczas obrad, że są to dwie osobne kwestie: pożyczka wynika z przyjętego budżetu, natomiast spółki mają własne finanse. Krzych przypomnieł jednak, że to gmina przekazuje im wielomilionowe środki. – Nie ma mojej zgody na zadłużanie gminy na pensje prezesów i rad nadzorczych – podsumował.
Zamarlik: „To wizerunkowa katastrofa”
Po sesji Monika Zamarlik w komentarzu dla Głos24 podkreśliła, że mieszkańcy od ponad dwóch lat słyszą o konieczności oszczędzania, co uzasadniało podwyżki opłat, ograniczenia usług czy cięcia w transporcie. Jej zdaniem właśnie dlatego podwyżki w spółkach są trudne do zaakceptowania.
– Nie chodzi o to, czy było to formalnie zgodne z prawem, bo było! Prawo wyznacza jednak jedynie granicę tego, co można zrobić. Nie odpowiada jednak na pytanie, co w określonej sytuacji finansowej gminy jest rozsądne, odpowiedzialne i zwyczajnie przyzwoite – komentuje radna.
Jak zaznacza, spółki mają własną osobowość prawną, ale ich właścicielem jest gmina, a burmistrz sprawuje nad nimi nadzór właścicielski.
– Dla mnie to wizerunkowa katastrofa burmistrza. W sytuacji, gdy mieszkańcom podnosimy opłaty i mówimy o konieczności oszczędzania, tak wysokie podwyżki wynagrodzeń w gminnych spółkach są po prostu nie do obrony – ocenia Zamarlik.
Przewodniczący klubu KO Jakub Kostrz również łączy oba wątki. Krytykuje wzrost wynagrodzeń w spółkach i jednocześnie oczekuje dokładniejszego wyjaśnienia planowanego zadłużenia.
– Trudno oczekiwać od mieszkańców zrozumienia dla kolejnych podwyżek, kiedy oszczędności najwyraźniej nie dotyczą wszystkich. Uważam, że to jest po prostu nieprzyzwoite – komentuje.
Kostrz podkreśla, że przy tak dużym zobowiązaniu radni powinni dostać jasną informację, jaka część pieniędzy pójdzie na spłatę starego długu, jaka na potrzeby budżetu, a jaka rzeczywiście pozwoli zrealizować inwestycje.
„Nie przerzucać kosztów na kolejne lata”
Sam spór o zadłużenie Wieliczki nie rozpoczął się jednak wraz z obecną kadencją. Problemy z finansowaniem deficytu i kolejnymi zobowiązaniami wywoływały spory także za burmistrza Artura Kozioła. Wówczas dalsze zadłużanie krytykowali m.in. radni PiS, a zastrzeżenia zgłaszała także KO. Po zmianie władzy role częściowo się odwróciły – w 2024 roku Ślęczka mówił o „nierealnym” odziedziczonym budżecie, ale sam zabiegał o uruchomienie wcześniej zaplanowanych obligacji potrzebnych do jego zbilansowania.
Jeszcze w lutowym wywiadzie sponsorowanym, opublikowanym na Głos24 burmistrz zapewniał, że kondycja finansowa Wieliczki „wyraźnie się poprawia”, a wśród najważniejszych działań wymieniał dyscyplinę finansową i ostrożne podejście do nowych zobowiązań.
– Moją odpowiedzialnością jest prowadzić Gminę tak, żeby nie przerzucać kosztów dzisiejszych decyzji na kolejne lata – mówił.
Obecna pożyczka nie musi być sprzeczna z tą deklaracją, bo większość pieniędzy ma służyć właśnie spłacie lub refinansowaniu wcześniejszego zadłużenia. Jednocześnie harmonogram nowego zobowiązania sięga 2041 roku czyli aż kolejnych 15 lat.
Dlatego Głos24 ponownie skierował pytania do burmistrza. Pytamy m.in. dlaczego właśnie teraz potrzebna jest taka restrukturyzacja, jak nowy harmonogram ma się do pozostałego zadłużenia i jakie konsekwencje dla budżetu przyniesie odrzucenie uchwały. Chcemy też wiedzieć, czy sytuacja finansowa Wieliczki jest stabilna, jak brak pożyczki może wpłynąć na inwestycje i usługi dla mieszkańców oraz czy rozważane są kolejne podwyżki opłat lub podatków.
Do chwili publikacji odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Do tematu wrócimy.


















