czwartek, 21 lipca 2022 11:00

Wycieczka na Słowację - czy Małopolska doczeka się autobusów transgranicznych?

Autor Patryk Trzaska
Wycieczka na Słowację - czy Małopolska doczeka się autobusów transgranicznych?

Autobusy transgraniczne. Rozwiązanie komunikacyjne, które z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością i funkcjonuje w wielu krajach europejskich. Jak się okazuję, nie jest to jednak rozwiązanie dla wszystkich. W Małopolsce autobusy transgraniczne na Słowację zostały zawieszone i na chwilę obecną nie przewiduje się ich powrotu. – Absolutnie nie rozumiem, dlaczego autobusy transgraniczne nie miałyby nadal funkcjonować, tylko trzeba było robić jakieś podchody i kombinacje. W końcu jesteśmy w zjednoczonej Europie, choćby z tego względu to powinno funkcjonować, ze względu na wartości europejskie. Co to za Zjednoczona Europa, skoro nie da się uruchomić autobusu i nie da się wzajemnie odwiedzać. Przecież to absurd – pisze pan Kamil.

O co tyle hałasu?

Jak to jest, że autobusy transgraniczne jeżdżą i mają się dobrze w innych państwach europejskich, a nawet w innych polskich województwach, a w Małopolsce się nie da? Takie pytanie zadaje sobie najpewniej nie jeden mieszkaniec regonu. Okazuje się bowiem, że pomimo wielu starań podróż z Małopolski na Słowację autobusem to wciąż mission impossible. – Od lat wszyscy czekamy na normalne, samorządowe transgraniczne autobusy, którymi można byłoby dotrzeć na słowacki szlak tatrzański i które zajeżdżałyby też na polskie szlaki w Tatrach – pisze jeden z naszych czytelników.

Ale co to są w ogóle te autobusy transgraniczne i co ich funkcjonowanie zmieni w przypadku przeciętnego mieszkańca Małopolski? Autobus transgraniczny to najprościej mówiąc autobus, który kursuje pomiędzy dwoma krajami. Dzięki temu rozwiązaniu mieszkańcy jednego z państw mogą bezproblemowo pojechać do drugiego państwa bez konieczności używania własnego samochodu, co z kolei jest bardziej ekologiczną alternatywą podróży.

Jak jednak zauważają eksperci ds. transportu, autobusy transgraniczne mają inną, bardziej kluczową rolę. – Autobusy i pociągi transgraniczne to razem ze strefą Schengen kwintesencja i istota integracji europejskiej, Unii Europejskiej. Wszędzie poza Polską jest to dla wszystkich oczywiste, dlatego między Niemcami a Austrią, Niemcami a Polską, Polską a Czechami, Czechami a Niemcami autobusy transgraniczne organizowane przez samorządy są oczywistością i takich linii jest wiele. W ramach doktoratu analizuję funkcjonujące samorządowe autobusy transgraniczne w Europie i nie przestaje mnie dziwić, dlaczego samorządy ze Śląska, Małopolski i Podkarpacia nie korzystają z europejskich wzorców i wiedzy w tym zakresie, nie słuchają ekspertów, nie zapraszają ekspertów badających europejskie autobusy transgraniczne, by wysłuchać naszego doświadczenia – podkreśla Jakub Łoginow, ekspert ds. transportu.

Czy mieszkańcy Małopolski rzeczywiście potrzebują takiego rozwiązania? Debata w tym temacie nie wybrzmiewa nigdy na tyle głośno, aby wywołać jakieś zmiany. Ale ekspert jest przekonany, że tak. – Z pewnością w Małopolsce idea autobusów transgranicznych cieszy się popularnością. Od wielu lat ludzie się tego (autobusów transgranicznych – przyp. red.) domagają. Małopolanie chcą  swobodnie chodzić po Tatrach, korzystać w pełni z idei Zjednoczonej Europy na naszym polsko-słowackim podwórku, o co walczyły całe pokolenia Polaków dążących do obalenia komunizmu i dołączenia do wspólnej Europy. Natomiast jest jakiś dziwny opór wobec tej kwestii wśród nawet nie samorządowców, ale urzędników, którzy w mojej ocenie na tym temacie się po prostu nie znają, ale wstydzą się przyznać, że nie mają wiedzy w tym zakresie i poprosić o pomoc, co byłoby najbardziej zrozumiałą i oczywistą reakcją – podsumowuje Jakub Łoginow.

Autobusy były i zniknęły

Co ciekawe, autobusy transgraniczne na Słowację już kiedyś w Małopolsce funkcjonowały. Dlaczego więc zrezygnowano z takiego połączenia? – Autobusy transgraniczne funkcjonowały dzięki decyzji i zaangażowaniu ówczesnego dyrektora departamentu transportu Urzędu Marszałkowskiego, a obecnego prezesa Kolei Małopolskich, pana Tomasza Warchoła. To był udany projekt, ale pana dyrektora zastąpiła na stanowisku inna osoba i następca podjął decyzję o zawieszeniu projektu – mówi ekspert ds. transportu. – Prezes Kolei Małopolskich cały czas wspiera ten projekt. Jestem przekonany, że gdyby pan Tomasz Warchoł miał więcej możliwości decyzyjnych, funkcjonowałoby nie jedno, ale cała siatka połączeń, w dodatku bardzo profesjonalnych i przekonsultowanych ze społeczeństwem. Niestety to nie on podejmuje decyzje. Co do marszałka Kozłowskiego i Smółki, z doświadczenia mogę powiedzieć, że są autentycznie przekonani, że autobusy transgraniczne powinny funkcjonować, popierają ten projekt i rzeczywiście dużo w tej sprawie zrobili. Niestety mamy tu do czynienia z klasyczną zasadą, że marszałkowie i radni Sejmiku chcą dobrze, ale projekt jest sabotowany przez podległych im urzędników – dodaje Jakub Łoginow.

Skoro autobusy na Słowację jeździły, a mieszkańcy byli z nich zadowoleni, to co spowodowało wycofanie się z połączenia? "Linia autobusowa Bukowina Tatrzańska – Zakopane – Chochołów – Dolný Kubín, kursowała w okresie od października 2019 r. do 31 grudnia 2020 r. Finansowanie linii odbywało się bez partycypacji finansowej ze strony słowackiej, a środki na jej utrzymanie – na obszarze Polski – pochodziły z budżetu Województwa Małopolskiego, Funduszu rozwoju przewozów o charakterze użyteczności publicznej oraz wpływów osiąganych ze sprzedaży biletów. Taki model funkcjonowania traktowany był przez Województwo Małopolskie jako rozwiązanie przejściowe, pozwalające zbadać zapotrzebowanie na tego typu usługi wśród mieszkańców naszych regionów oraz turystów." – pisze w oświadczeniu Urząd Marszałkowski w Krakowie. O komentarz poprosiliśmy przedstawicieli słowackiego Kraju Żylińskiego: – Poprzednia linia, utworzona przez województwo małopolskie jako projekt pilotażowy, została oceniona jako nieopłacalna i z tego powodu zakończyła się jej eksploatacja. W przypadku obecnej linii nie jest to linia nowopowstała, ale przedłużenie linii pierwotnej do granicy z Polską, na wniosek województwa małopolskiego. W tej chwili jest zbyt wcześnie na wyciąganie wniosków i ocen na trasie Trstená – Suchá Hora – Chocholów. Potrzebny jest dłuższy okres czasu, aby ocenić, czy wspomniane transgraniczne połączenie transportowe ma potencjał – twierdzi strona słowacka.

Czy to oznacza, że autobusy transgraniczne do Małopolski już nie wrócą?

Mieszkańcy Małopolski zadają sobie jednak pytanie, czy jest szansa, aby połączenie wróciło. Wielu zauważa, że był to bardzo praktyczny i wygodny środek transportu. "Strona polska zaproponowała przeprowadzenie przetargu na utworzenie nowej wspólnej linii transgranicznej Bukowina Tatrzańska – Zakopane – Chochołów – Dolný Kubín, jednak strona słowacka nie zaakceptowała tego rozwiązania. Województwo małopolskie uruchomiło linię do granicy polsko - słowackiej od dnia 1.04.2021 r. natomiast Kraj Żyliński uruchomił linię po stronie słowackiej dopiero w maju 2021 r., po czym wystąpił do Województwa Małopolskiego z prośbą o modyfikację kursów linii i dostosowanie rozkładu jazdy do linii obsługiwanej po stronie słowackiej. Jak się okazało, linia po stronie słowackiej kończyła bieg w Suchej Horze tj. około 400 m od przejścia granicznego, na co strona polska nie miała wpływu. Ponadto, w sierpniu 2021 r. został podpisany list intencyjny pomiędzy Województwem Małopolskim a Krajem Żylińskim o nawiązaniu współpracy w związku z utworzeniem linii autobusowych w strefie transgranicznej na trasie Chochołów / Sucha Hora, umożliwiających płynną wymianę pasażerów pomiędzy Rzeczpospolitą Polską i Republiką Słowacji. Od maja 2022 r. zarówno linia po stronie polskiej oraz linia po stronie słowackiej kursują do przystanku Chochołów Granica, na którym można dokonać przesiadki pomiędzy pojazdami" - odpowiada na nasze pytania Urząd Marszałkowski.

"U nas wybrano najgorszy możliwy model"

Przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie mówią o autobusach, które podjeżdżają pod samo przejście graniczne. Urzędnicy zapewniają, że nie ma problemu z przesiadką na polsko-słowackiej granicy, ponieważ linie są skomunikowane. Jak wygląda rzeczywistość?  – U nas wybrano najgorszy możliwy model, z przesiadką pośrodku pola na granicy. To nie będzie działać. Tak się nie robi nigdzie w Europie, z wyjątkiem miast takich jak Gubin czy Słubice, gdzie owszem można zrobić przesiadkę na granicy, ale tam granica stanowi centrum transgranicznego euro-miasta. Nigdzie w Europie nie ma tak, by przystanek przesiadkowy zrobić w miejscu takim jak „Chochołów granica”, pośrodku pola, z dala od wsi, w dodatku w pobliżu zagrody, w której są zamknięte psy szczekające jak oszalałe i ludzie mogą czuć się po prostu niebezpiecznie. Przecież tam nawet nie ma toalety ani wiaty – twierdzi Jakub Łoginow.

Czy da się zadowolić wszystkich ?

W debacie nad finalnym kształtem linii transgranicznej z Małopolski na Słowację należy sobie zdać pytanie, jak należy ją utworzyć, aby było to rozwiązanie dobre dla wszystkich? Jeszcze raz nasz ekspert: – W tym przypadku nie trzeba odkrywać Ameryki, tylko skopiować udane rozwiązania z Europy Zachodniej i Środkowej, z pogranicza polsko-niemieckiego, polsko-czeskiego, niemiecko-austriackiego, czesko-niemieckiego. Na podstawie tego zagranicznego doświadczenia wyłania się podstawowa i fundamentalna zasada – należy odejść od typowego dla nas dążenia do idealnie sprawiedliwych rozliczeń między partnerami (regionami z sąsiednich krajów), bo to jest utopia, której nigdy się nie osiągnie. Zagraniczne doświadczenie wskazuje, że zawsze jedna strona będzie płacić za linie transgraniczne więcej, a inna mniej, nawet jeśli burzy to nasze poczucie sprawiedliwości, to trzeba się z tym pogodzić. Strona, która bierze na siebie więcej kosztów, ma też największe korzyści, o czym u nas się zapomina. Mam na myśli fakt, że region który w całości finansuje daną linię transgraniczną ma tę przewagę, że to on ustala jak ta linia będzie przebiegać, jak będzie funkcjonować, a ponadto odnosi olbrzymie koszty promocyjne, za które na wolnym rynku trzeba byłoby zapłacić kilkukrotnie więcej.

Koszty i korzyści

Jednak przyjmując założenie, że jedna strona musi wziąć na siebie większe koszty niż druga, u wielu rodzi się zapewne pytanie, czy to jest w ogóle opłacalne? – Koszt utworzenia takiej linii to rząd kilkuset tysięcy złotych, co stanowi ułamek tego, ile wydajemy na remonty i modernizacje dróg wojewódzkich. Tymczasem te remonty i modernizacje są skutkiem tego, że nie ma autobusów transgranicznych i zwykłych wewnątrzkrajowych, zatem pozbawieni transportu publicznego Małopolanie i turyści muszą jeździć samochodami, zwiększając korki, powodując zniszczenie dróg i konieczność ich kosztownej rozbudowy – twierdzi Jakub Łoginow. Ekspert w dziedzinie transportu zwraca też uwagę na jeszcze jeden aspekt: – W latach 2019-2020 między Podhalem a Słowacją kursował autobus w całości sfinansowany przez Małopolskę, w barwach Małopolski. Jasne, że były to pewne koszty (stosunkowo niewielkie), ale zarazem była to niezwykle skuteczna reklama Małopolski i naszego kraju na Słowacji, skuteczniejsza niż gdyby Małopolska Organizacja Turystyczna chciała za ten koszt wykupić reklamę w słowackiej telewizji czy Internecie. Do tej pory spotykam się wśród Słowaków z opiniami, że dzięki temu autobusowi, Eurolinii Tatry, radykalnie polepszył się wizerunek Małopolski i Polski wśród mieszkańców słowackiej Orawy, który wcześniej był delikatnie mówiąc bardzo niski. Mieliśmy opinię Polaków-cwaniaków, biednego kraju, w którym nie ma nic ciekawego. Jeden transgraniczny autobus kursujący z logo Małopolski w ciągu niecałych dwóch lat dokonał tak pozytywnej zmiany wizerunkowej naszego regionu wśród mieszkańców słowackiej Orawy, jakiej nie udało się dokonać przez całe poprzednie 30 lat.

Stały kontakt jest, a kiedy doczekamy się efektów?

W piśmie przesłanym do Głos24 Urząd Marszałkowski zapewnia, że jest w stałym kontakcie ze stroną słowacką. "W maju br. Województwo małopolskie wystąpiło do Przewodniczącej Kraju Żylińskiego pismem, w którym zaproponowano utworzenie skomunikowań linii polskiej i słowackiej do miejscowości Zuberec oraz do Spalenej Doliny. Ponadto w piśmie padła propozycja utworzenia wspólnej grupy roboczej wraz z przedstawicielami obu operatorów w celu wypracowania dalszych ułatwień w podróżowaniu pomiędzy Krajem Żylińskim a Województwem małopolskim. Na chwilę obecną nie otrzymaliśmy odpowiedzi strony słowackiej na wspomniane pismo.  Ciągle trwające rozmowy potwierdza również strona słowacka: – Marszałek Witold Kozłowski jest w pisemnym kontakcie z żylińskim samorządem. Jednak priorytetem dla samorządu regionu żylińskiego jest zapewnienie transportu w interesie publicznym przeznaczonym do obsługi pasażerów do szkół i do pracy - zaznaczają przedstawiciele Kraju Żylińskiego.

Kiedy w takim razie mieszkańcy Małopolski doczekają się połączenia transgranicznego na Słowację z prawdziwego zdarzenia? Ciężko na tę chwilę na to pytanie odpowiedzieć. Obie strony zapewniają, że są w stałym kontakcie, jednak obecnie nie da się przewidzieć, czy i kiedy takowa linia powstanie.

  • Czytaj także:
Minął rok, a mimo obietnic autobusy na Słowację nadal nie kursują. Marszałek się obraził?
Informacja z Krakowa: Minął rok, a mimo obietnic autobusy na Słowację nadal nie kursują. Marszałek się obraził?

fot. Jakub Łoginow

Małopolska - najnowsze informacje