„To policzek wymierzony pracownikom” – piszą związki zawodowe działające w Grupie Azoty. Po blisko trzech miesiącach rokowań uznały rozmowy za zakończone i zapowiedziały przejście do mediacji. Zarząd prosi o kolejne tygodnie, tłumacząc, że nie może dziś odpowiedzialnie zobowiązać się do kosztownych podwyżek. W tle są poprawiające się wyniki koncernu, ale także restrukturyzacja zadłużenia, sprzedaż Polimerów Police i planowane dokapitalizowanie przez Skarb Państwa.
„Dość deptania godności pracowników!” – od tych słów zaczyna się najnowszy komunikat trzech organizacji związkowych działających w tarnowskiej Grupie Azoty. Emocje nie są przypadkowe. 29 września pracownicy mieli usłyszeć konkretną, poprawioną propozycję płacową. Zamiast niej spółka poprosiła o przesunięcie terminu przedstawienia ostatecznej oferty do 1 listopada.
Związki nie zamierzają już czekać.
– Po blisko czterech latach bez podwyżek usłyszeliśmy wcześniej o upokarzających 200 zł. W piśmie z 29 września nie ma nawet takiej propozycji – napisali związkowcy.
Według ich relacji pracodawca nie przedstawił również konkretnego stanowiska wobec wszystkich dziewięciu żądań zgłoszonych w sporze zbiorowym. Nie zgodził się też na wypłatę nagrody z okazji Święta Pracowników, która – jak podkreślają związki – przez lata była elementem zakładowej tradycji.
30 września organizacje uznały etap rokowań za zakończony. Kolejnym krokiem mają być mediacje.
Spółka: dziś nie możemy obiecać więcej
Do opublikowanego komunikatu związki dołączyły czterostronicowe pismo, które 29 września otrzymały od pracodawcy. Pokazuje ono zupełnie inną ocenę sytuacji.
Grupa Azoty przekonuje, że nie odrzuca oczekiwań pracowników, ale przed podjęciem decyzji o wzroście kosztów płac musi znać faktyczne możliwości finansowe spółki. Wskazuje przede wszystkim na ceny gazu, energii i innych surowców oraz sytuację na europejskim rynku nawozów.
Według danych przytoczonych przez pracodawcę średnia cena gazu w pierwszym półroczu 2026 r. wynosiła około 45 euro za MWh, czyli była o ponad 20 proc. wyższa niż rok wcześniej. We wrześniu kontrakty terminowe miały przekraczać 80 euro za MWh. Spółka wskazuje też na spadek siły nabywczej rolników i wyjątkowo trudny do przewidzenia sezon nawozowy.
Jednocześnie argumentuje, że żądania zgłoszone w sporach zbiorowych w czterech spółkach Grupy Azoty oznaczałyby około 550 mln zł dodatkowych kosztów w skali 12 miesięcy.
Pracodawca zaproponował związkom dwa rozwiązania. Pierwsze to przesunięcie ostatecznej oferty do 1 listopada. Drugie – wcześniejsze zawarcie porozumienia, ale z uzależnieniem jego realizacji m.in. od pozyskania przez Grupę dodatkowego kapitału oraz osiągnięcia określonych wskaźników finansowych.
Dlaczego akurat listopad? Spółka tłumaczy, że finalizuje 12-miesięczny model płynnościowy, który ma uwzględniać aktualną sprzedaż, ceny, przepływy pieniężne i postępy restrukturyzacji. Dopiero na tej podstawie chce ocenić, na jakie zmiany w wynagrodzeniach rzeczywiście może sobie pozwolić.
Argumenty te nie przekonały strony społecznej. Związki odpowiadają, że pracownicy podobne deklaracje słyszą już od ponad dwóch lat: najpierw mieli czekać miesiąc, później trzy miesiące, następnie na porozumienie z bankami.
„Oszczędności? Zacznijcie od siebie”
Płace szeregowych pracowników to tylko jedna część konfliktu. Kilka dni wcześniej trzy związki skierowały do Rady Nadzorczej Grupy Azoty osobne pismo, domagając się obniżenia wynagrodzeń członków zarządu do najniższego poziomu dopuszczonego przez obowiązujące w spółce regulacje – siedmiokrotności podstawy.
Związkowcy twierdzą, że w ciągu trzech lat realna wartość płac pracowników zmniejszyła się o około 40 proc., podczas gdy wynagrodzenia członków zarządu sięgają – według ich wyliczeń – około 100 tys. zł miesięcznie. Krytykują także zatrudnianie dyrektorów wykonawczych, którzy według strony społecznej mogą zarabiać ponad 40 tys. zł miesięcznie.
To są dane i oceny przedstawione przez organizacje związkowe, a nie ustalenia niezależnego audytu. Pokazują jednak, że obecny konflikt nie dotyczy już wyłącznie pytania, czy pracownik otrzyma 200, 500 czy 1000 zł podwyżki. Coraz mocniej chodzi o to, kto ma ponosić koszty programu oszczędnościowego.
Napięcie było widoczne już 22 września. Przed siedzibą Grupy Azoty w Tarnowie odbyła się pikieta pracowników. Co istotne, nie była ona organizowana przez związki zawodowe prowadzące formalny spór zbiorowy. Dzień wcześniej organizacje związkowe wyraźnie zaznaczyły, że nie są organizatorami akcji, nie firmują jej i nie odpowiadają za jej przebieg. Jednocześnie podkreśliły, że popierają sam protest i prawo pracowników do głośnego wyrażania niezadowolenia.
Związki tłumaczyły, że pozostają w formalnej procedurze sporu zbiorowego, dlatego każde ich działanie musi być przeprowadzone zgodnie z prawem i w sposób, który nie da pracodawcy podstaw do kwestionowania kolejnych kroków. Zapowiedziały też, że jeśli same zdecydują się na pikietę lub inną formę protestu, zrobią to już oficjalnie, pod własnymi nazwami i na własną odpowiedzialność.
Podczas wrześniowej pikiety uczestnicy mówili o braku podwyżek, ograniczaniu świadczeń oraz – ich zdaniem – nierównym rozłożeniu kosztów restrukturyzacji. Część protestujących zwracała uwagę także na wysokie wynagrodzenia i odprawy kadry zarządzającej.
Azoty rzeczywiście wychodzą z kryzysu. Ale jeszcze z niego nie wyszły
Sytuacja finansowa koncernu jest dziś niejednoznaczna. Z jednej strony najnowsze wyniki są zdecydowanie lepsze niż rok wcześniej. W pierwszym półroczu 2026 r. Grupa Azoty osiągnęła 7,073 mld zł przychodów i 610 mln zł EBITDA. Rok wcześniej EBITDA za ten sam okres była niższa aż o 689 mln zł.
Z drugiej strony Grupa nadal przechodzi głęboką restrukturyzację. 1 czerwca podpisała z bankami i innymi instytucjami finansującymi wstępne warunki długoterminowej restrukturyzacji zadłużenia. Dokument przewiduje m.in. zmianę harmonogramu spłat i karencję w spłacie kapitału do 30 czerwca 2027 r.
Drugim kluczowym elementem naprawy finansów jest sprzedaż Grupie ORLEN spółki Grupa Azoty Polyolefins, odpowiedzialnej za kosztowny projekt Polimery Police. Przedwstępna umowa zakłada transakcję o wartości 1,183 mld zł i przejęcie przez ORLEN 100 proc. akcji tej spółki.
Jest jeszcze trzecie źródło pieniędzy. 22 września akcjonariusze zgodzili się na emisję do 33,7 mln nowych akcji przeznaczonych dla Skarbu Państwa. Pozyskany kapitał ma zostać wykorzystany na modernizację i rozwój Grupy. Po transakcji udział państwa ma pozostać poniżej 50 proc.
To właśnie na zakończenie tych procesów powołuje się pracodawca, prosząc związki o cierpliwość.
Płace czy polityka? W Tarnowie tych spraw nie da się całkiem rozdzielić
Sam spór zbiorowy ma przede wszystkim charakter pracowniczy: chodzi o wynagrodzenia, świadczenia i podział kosztów restrukturyzacji. Jednak wokół Azotów od dawna toczy się również spór polityczny.
Grupa jest spółką z udziałem Skarbu Państwa, a decyzje dotyczące jej zarządów, dokapitalizowania czy przyszłej struktury są przedmiotem zainteresowania rządu i parlamentu. W maju grupa posłów PiS z Małopolski skierowała do ministra aktywów państwowych interpelację dotyczącą m.in. sytuacji finansowej tarnowskich zakładów, kosztów zarządczych i doradczych oraz przyszłości Grupy. Była to jednak ocena przedstawiona przez parlamentarzystów opozycji, a nie niezależna diagnoza sytuacji spółki.
Jednocześnie obecny zarząd, powołany w marcu, zapowiada „głęboką restrukturyzację” i odbudowę stabilności finansowej koncernu.
Dla Tarnowa najważniejsze pozostaje jednak coś bardziej konkretnego: co z tych zmian wyniknie dla ludzi pracujących w Mościcach. Stawką są miejsca pracy około 2 tys. osób związanych bezpośrednio z tarnowskimi zakładami Grupy Azoty, nie licząc zatrudnienia w spółkach zależnych i firmach współpracujących z koncernem.
Bo nawet jeśli wyniki finansowe Azotów rzeczywiście zaczynają wyglądać lepiej, pracownicy pytają dziś, kiedy poprawę odczują także na własnych kontach i czy restrukturyzacja nie przyniesie kolejnych zmian w zatrudnieniu. Po decyzji związków o zakończeniu rokowań odpowiedź na pierwsze z tych pytań będzie już szukana przy stole mediacyjnym.


















