Groźny drapieżnik, który zabija pszczoły i może niszczyć całe rodziny pszczele, pojawił się w Małopolsce. Pierwsze w Polsce gniazdo inwazyjnego szerszenia azjatyckiego odkryto pod Krakowem. Niebezpieczne owady zauważono również w pasiece Akademii Górniczo-Hutniczej w centrum miasta. Naukowcy i pszczelarze rozpoczęli poszukiwania, aby ustalić skalę zagrożenia.
Pierwsze sygnały o obecności drapieżnika pojawiły się już pod koniec września. 26 września w internetowym serwisie iNaturalist opublikowano zdjęcie podejrzanego owada. Kolejne obserwacje pochodziły z podkrakowskich pasiek. 1 października szerszenia żółtonogiego schwytano także w pasiece AGH, której ule znajdują się na dachu jednego z budynków kampusu uczelni w Krakowie. Gatunek od lat rozprzestrzenia się w Europie, powodując straty w pasiekach. Poluje na pszczoły miodne, zabijając je i wykorzystując jako pokarm dla swoich larw.
Rozpoczęły się poszukiwania gniazda. Do akcji włączyli się pszczelarze oraz naukowcy, w tym przedstawiciele Uniwersytetu Jagiellońskiego i Instytutu Ochrony Przyrody PAN. Specjaliści obserwowali owady przy ulach, chwytali pojedyncze osobniki do badań i śledzili kierunki ich lotów, próbując ustalić, gdzie znajduje się kolonia. Przełom nastąpił 14 października. W Wielkiej Wsi udało się odnaleźć duże gniazdo, położone wysoko na drzewie. Ze względu na jego lokalizację nie można było od razu przystąpić do usunięcia.

Gniazdo jest w pełni rozwinięte. Natomiast poszukiwania w rejonie AGH nie przyniosły rezultatu. Nie wiadomo więc, czy owady zauważone na terenie krakowskiej uczelni pochodzą z tej samej kolonii, czy też w okolicy znajduje się kolejne gniazdo.
Ważną rolę w odkryciu odegrało przygotowanie lokalnych pszczelarzy. Wojewódzki Związek Pszczelarzy w Krakowie od dłuższego czasu organizował szkolenia dotyczące szerszenia żółtonogiego. Jednym z prowadzących był Henryk Hudy, zajmujący się tym inwazyjnym gatunkiem. Dzięki zdobytej wiedzy pszczelarze potrafili rozpoznać zagrożenie i przekazać informacje specjalistom.

Drapieżnik, który poluje na pszczoły. Zagrożenie jest poważne
Szerszeń żółtonogi pochodzi z Azji. Do Europy dotarł na początku XXI wieku, a jego obecność po raz pierwszy odnotowano we Francji w 2004 roku. Od tego czasu rozprzestrzenił się na kolejne kraje, w tym Niemcy i Czechy. Teraz jego obecność potwierdzono również w Polsce.
Największym zagrożeniem jest sposób zdobywania pożywienia przez tego drapieżnika. Szerszenie potrafią zawisać w powietrzu przed wejściem do ula i polować na wracające pszczoły. Chwytają je w locie, zabijają, a następnie wykorzystują jako pokarm dla swoich larw. Samo polowanie to jednak nie wszystko. Obecność drapieżników przy ulu sprawia, że pszczoły ograniczają loty po nektar i pyłek. W rezultacie cała rodzina pszczela słabnie, a w skrajnych przypadkach może zginąć.
Zagrożone są nie tylko pszczoły miodne. Szerszeń żółtonogi poluje również na inne owady, w tym dzikie zapylacze. Jego rozprzestrzenianie się może więc wpływać na miejscową przyrodę, a pośrednio także na zapylanie roślin uprawnych.
Jak rozpoznać szerszenia azjatyckiego? Czy jest groźny dla ludzi?
Szerszeń żółtonogi różni się od dobrze znanego w Polsce szerszenia europejskiego. Jest zazwyczaj nieco mniejszy, osiąga około 2–3 cm długości. Ma ciemny, niemal czarny tułów, charakterystyczny pomarańczowy pas na odwłoku i żółte końcówki odnóży. To właśnie od nich pochodzi jego nazwa.
Choć jest poważnym zagrożeniem dla pszczół, nie oznacza to, że jest równie niebezpieczny dla człowieka. Szerszeń żółtonogi z dala od gniazda zwykle nie jest agresywny i nie jest uznawany za groźniejszego od występującego w Polsce szerszenia europejskiego. Może jednak zaatakować, gdy poczuje zagrożenie, szczególnie w pobliżu gniazda. Jego użądlenie powoduje ból i obrzęk, a u osób uczulonych na jad owadów może wywołać wstrząs anafilaktyczny, stanowiący bezpośrednie zagrożenie życia. Niebezpieczne mogą być również liczne użądlenia, nawet u osób bez rozpoznanej alergii.
Co zrobić po zauważeniu podejrzanego owada lub gniazda?
Gniazda szerszenia żółtonogiego mają kulisty lub gruszkowaty kształt, a ich powierzchnia przypomina warstwowy papier. Duże kolonie często zakładają je wysoko w koronach drzew, ale mogą pojawiać się również w pobliżu zabudowań.
Przede wszystkim nie należy zbliżać się do gniazda, próbować go strącać ani samodzielnie niszczyć. Jeśli to możliwe, warto wykonać zdjęcie z bezpiecznej odległości i zapisać dokładną lokalizację.
Obecność podejrzanego gatunku można zgłosić do właściwego urzędu gminy, najlepiej dołączając fotografię oraz informację o miejscu i dacie obserwacji. Informacje o inwazyjnych gatunkach obcych trafiają następnie do odpowiednich organów ochrony przyrody.
W przypadku potwierdzenia obecności szerszenia żółtonogiego służby ochrony przyrody mogą zdecydować o likwidacji gniazda, co w praktyce oznacza zabicie tworzących kolonię owadów. Celem jest powstrzymanie rozprzestrzeniania się inwazyjnego gatunku. Inaczej wygląda postępowanie z rodzimymi szerszeniami, osami czy pszczołami. Strażacy interweniują przede wszystkim wtedy, gdy owady bezpośrednio zagrażają ludziom. Gniazda os i szerszeni mogą być usuwane z użyciem środków owadobójczych, natomiast roje pszczół, jeśli pozwalają na to warunki, są zbierane i przekazywane pszczelarzom. W pozostałych przypadkach usunięcie gniazda należy do właściciela lub zarządcy nieruchomości, który może skorzystać z pomocy specjalistycznej firmy.
Odnalezienie gniazda w Wielkiej Wsi nie oznacza jeszcze, że gatunek zadomowił się na stałe w Małopolsce. Pokazuje jednak, że zagrożenie, przed którym od lat ostrzegali pszczelarze, dotarło również do naszego regionu. Odkrycie w Wielkiej Wsi pokazuje, jak ważna jest szybka reakcja. Wczesne wykrywanie nowych gniazd może pomóc ograniczyć rozprzestrzenianie się szerszenia żółtonogiego, zanim stanie się stałym problemem dla małopolskich pasiek.


















