Setki mieszkańców Małopolski mogą odetchnąć z ulgą. Wody Polskie wycofały się z planów budowy trzech polderów przeciwpowodziowych, których realizacja mogła oznaczać wyburzenie domów i przesiedlenia. Decyzja kończy wielomiesięczny spór, ale pozostawia pytania o przyszłość ochrony przeciwpowodziowej regionu i pieniądze przeznaczone na przygotowanie inwestycji.
Wody Polskie rezygnują z trzech polderów
12 października w Krakowie dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej Wojciech Kozak podpisał oświadczenie o odstąpieniu od budowy polderu Koszyce–Szczurowa, planowanego na granicy powiatów proszowickiego i brzeskiego. Z dokumentu wynika również, że do dalszych prac nie będą rekomendowane lokalizacje dwóch polderów powyżej Krakowa – w Czernichowie i Smolicach.
Dwa dni później RZGW wydał komunikat wyjaśniający przyczyny decyzji. Wskazał na stanowisko instytucji finansującej, która oczekuje uwzględnienia dobra społecznego i akceptacji mieszkańców dla planowanych przedsięwzięć.
W planach pozostają jednak inne inwestycje przeciwpowodziowe na terenie powiatów krakowskiego, wadowickiego, oświęcimskiego i chrzanowskiego, w tym polder Wiśnicz w gminie Spytkowice, którego budowie również sprzeciwiają się lokalne władze i część mieszkańców.
Burzliwe konsultacje. Samorządy mówią o sukcesie
Oświadczenie zostało oficjalnie podpisane podczas spotkania informacyjno-konsultacyjnego, na które przyjechało około 300 mieszkańców gmin Koszyce i Szczurowa. Uczestniczyli w nim między innymi parlamentarzyści Norbert Kaczmarczyk i Dominik Jaśkowiec, wójt Szczurowej Zbigniew Moskal oraz burmistrz Koszyc Krystian Hytroś.
Spotkanie było częścią konsultacji dotyczących programu ochrony przeciwpowodziowej przygotowywanego we współpracy z Bankiem Światowym. Mieszkańcy domagali się jednak jednoznacznej deklaracji o rezygnacji z budowy polderu, przeciwko któremu protestowali od blisko dwóch lat.
„Samo spotkanie 12 października zakończyło się bardzo istotnym sukcesem – oświadczenie Dyrektora RZGW jest jednoznaczne” – napisał po spotkaniu burmistrz Koszyc Krystian Hytroś. Podkreślił jednak, że najważniejszym zadaniem samorządu pozostaje formalne zabezpieczenie skutków podpisanego dokumentu. „Nadal będziemy śledzić uważnie dalsze kroki PGW Wody Polskie RZGW w Krakowie” – zapowiedział burmistrz, dodając, że gmina będzie również zabiegała o modernizację istniejących zabezpieczeń przeciwpowodziowych.
Z kolei wójt Szczurowej Zbigniew Moskal podziękował mieszkańcom za obecność, determinację i zaangażowanie. W komunikacie gminy podkreślono, że dzięki wspólnym działaniom udało się doprowadzić do podpisania oczekiwanego oświadczenia. „Dziękujemy Państwu za to, że nie pozostaliście obojętni” – przekazała gmina Szczurowa, dziękując również parlamentarzystom i samorządowcom, którzy wspierali mieszkańców.
Całe miejscowości mogły zniknąć z mapy
Skala planowanej inwestycji była ogromna. Polder Koszyce–Szczurowa miał zająć około 3,5 tys. hektarów i pomieścić nawet 206 mln metrów sześciennych wody. Zakładano budowę kilometrowej zapory oraz rozbudowę i przebudowę wałów przeciwpowodziowych.
Według wcześniejszych szacunków realizacja inwestycji wymagałaby wyburzenia około 240 domów i przesiedlenia nawet 750–800 mieszkańców. W granicach planowanego obiektu znajdowały się również setki innych budynków, gospodarstwa rolne oraz zakłady pracy.
W gminie Szczurowa zagrożone były miejscowości Górka, Rząchowa, Kopacze Wielkie i przysiółek Brzezinki, a po stronie gminy Koszyce – między innymi Morsko i Witów. Na terenach objętych koncepcją znajdowały się także obiekty sakralne i zabytki. W interpelacji z grudnia 2024 roku poseł Norbert Kaczmarczyk wskazywał, że realizacja przedsięwzięcia mogłaby oznaczać wyburzenie kościoła i historycznych obiektów.
Nic dziwnego, że inwestycja spotkała się z silnym sprzeciwem. Pierwsze konsultacje w grudniu 2024 roku zakończyły się demonstracyjnym opuszczeniem sali przez mieszkańców. W styczniu 2025 roku protestujący wyjechali na drogę wojewódzką nr 768. W kolumnie liczącej blisko 200 pojazdów znalazły się ciągniki rolnicze i samochody osobowe. Protest nie dotyczył wyłącznie wysokości ewentualnych odszkodowań. Dla wielu rodzin oznaczał walkę o zachowanie domów, gospodarstw i miejsc, z którymi były związane od pokoleń.
Dlaczego w ogóle planowano tak wielkie poldery?
Koncepcja nie powstała bez powodu. Małopolska wielokrotnie doświadczała katastrofalnych powodzi, a szczególnie dotkliwa była ta z 2010 roku. Woda zalewała domy, drogi i gospodarstwa, zagrażała mostom i wałom przeciwpowodziowym. Mieszkańcy wielu miejscowości z niepokojem obserwowali gwałtownie podnoszący się poziom rzek.
Po tych doświadczeniach rozpoczęto analizy możliwości zatrzymania części wód wezbraniowych Wisły. Rozważano między innymi duży obszar retencyjny w rejonie Kanału Strumień, a później system 17 mniejszych polderów. Według Wód Polskich rozwiązania te nie zapewniały oczekiwanego ograniczenia ryzyka powodziowego.
Jednym z kolejnych wariantów stał się ogromny polder Koszyce–Szczurowa. Jego zadaniem miało być czasowe przejmowanie części fali powodziowej, aby ograniczyć zagrożenie dla miejscowości położonych dalej w dolinie Wisły.
Osobny system rozważano powyżej Krakowa. W jego ramach planowano między innymi poldery Czernichów i Smolice. Według przedstawianych wcześniej założeń cały zespół inwestycji retencyjnych miał chronić około 100 tys. mieszkańców i ponad 2500 budynków. Prognozowano również możliwość obniżenia kulminacji fali powodziowej w rejonie Mostu Dębnickiego o około 80 centymetrów.
Jak poinformował poseł Dominik Jaśkowiec, sześć z ośmiu planowanych polderów położonych powyżej Krakowa uzyskało społeczną akceptację. Jego zdaniem konstruktywne stanowisko przedstawiła gmina Czernichów, która zaproponowała alternatywne lokalizacje zamiast ograniczać się do protestów.
Parlamentarzysta zwrócił również uwagę na poparcie dla działań przeciwpowodziowych w zlewniach Skawinki i Prądnika. W tym drugim przypadku, jego zdaniem, szczególnie ważne jest znalezienie lokalizacji, które nie będą zagrażały Ojcowowi i Ojcowskiemu Parkowi Narodowemu.
Miliardowy program i pieniądze na dokumentację
Planowane poldery były częścią większego „Projektu budowania odporności na zmiany klimatu w gospodarce wodnej”, przygotowywanego we współpracy z Bankiem Światowym. Jego wartość szacowano na około 6,45 mld zł. Pieniądze miały pochodzić z Banku Światowego, Banku Rozwoju Rady Europy oraz środków krajowych.
Prace nad zabezpieczeniem doliny Wisły rozpoczęły się po wielkiej powodzi w 2010 roku. Przez kolejne lata analizowano różne lokalizacje i rozwiązania, a w 2024 roku przedstawiono koncepcję obejmującą między innymi polder Koszyce–Szczurowa.
Na przygotowanie dokumentacji i analiz przeznaczono już publiczne pieniądze. W 2026 roku na dokumentację projektową i przygotowanie inwestycji retencyjnych powyżej Krakowa przewidziano około 5,57 mln zł. Kwota ta nie dotyczyła wyłącznie trzech polderów, z których obecnie zrezygnowano.
Wycofanie części inwestycji oznacza konieczność ponownego przeanalizowania planów ochrony przeciwpowodziowej. Pozostaje też pytanie, jakie będą koszty zmiany dotychczasowych koncepcji i jak wpłynie ona na realizację całego programu.
Poldery i polityka. Dlaczego decyzja zapadła właśnie teraz?
Trudno nie zauważyć politycznego wymiaru całej sprawy. Z rezygnacji z budowy polderu szczególnie cieszą się politycy związani z PiS, którzy od początku wspierali protestujących mieszkańców. „MAMY TO!” – ogłosił Piotr Sak, członek Trybunału Stanu, podkreślając determinację mieszkańców i samorządowców. Poseł PiS Norbert Kaczmarczyk również nie krył zadowolenia, dziękując mieszkańcom Koszyc i Szczurowej za mobilizację, która przyniosła oczekiwany efekt. „Presja ma sens” – podsumował burmistrz Koszyc Krystian Hytroś.
Tymczasem plany zabezpieczenia doliny Wisły powstały wiele lat temu, po katastrofalnej powodzi w 2010 roku. Kolejne koncepcje opracowywano za rządów różnych ekip, a mieszkańcy protestowali przeciwko budowie polderu już od końca 2024 roku. Dlaczego więc dopiero teraz, niemal dwa lata po pierwszych protestach, podczas spotkania konsultacyjnego podpisano publicznie oświadczenie o rezygnacji z inwestycji?
Trudno nie zauważyć również politycznego interesu PSL. Dyrektor krakowskiego RZGW Wojciech Kozak to wieloletni polityk ludowców. Jeszcze w grudniu 2024 roku uczestniczył wraz z liderem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i wiceministrem infrastruktury Stanisławem Bukowcem, również związanym z tą partią, w spotkaniu dotyczącym zagrożenia powodziowego w Żabnie. Wicepremier mówił wówczas o wieloletnich zaniedbaniach, a Bukowiec zapowiadał kompleksowy program ochrony przeciwpowodziowej. Teraz z części planowanych inwestycji zrezygnowano.
Czy zmieniła się ocena zagrożenia, czy raczej polityczne okoliczności? Do wyborów parlamentarnych pozostał około rok, a PSL notuje w sondażach zaledwie kilka procent poparcia. Spór o polder toczy się przy tym w okręgu tarnowskim, z którego Kosiniak-Kamysz zdobył mandat poselski, uzyskując w 2023 roku ponad 50 tys. głosów. To region, w którym ludowcy od lat mają swoje struktury i zaplecze wyborcze.
Czy protesty mieszkańców stały się również politycznym sygnałem ostrzegawczym? Dlaczego po blisko dwóch latach sprzeciwu właśnie teraz, na rok przed wyborami, podpisano oświadczenie o rezygnacji z inwestycji? Wody Polskie wskazują na brak społecznej akceptacji i stanowisko instytucji finansującej. Nie wyjaśniają jednak, kiedy otrzymały to stanowisko i dlaczego decyzję ogłoszono właśnie w tym momencie.
Domy ocalone, ale wielka woda nadal zagraża
Politycy ogłaszają sukces, mieszkańcy cieszą się z ocalenia domów. Ale pozostaje pytanie: kto i jak zabezpieczy region przed kolejną wielką powodzią? Przecież zagrożenie, z powodu którego przez lata przygotowywano kosztowną inwestycję, nie zniknęło wraz z podpisaniem oświadczenia.
Rezygnacja z budowy polderu nie oznacza, że zagrożenie powodziowe zniknęło. Wody Polskie zapowiadają dalsze poszukiwania rozwiązań ograniczających ryzyko powodziowe, ale nie przedstawiły jeszcze konkretnych terminów ani planu zastąpienia wycofanej inwestycji. Znaczne obszary gmin Koszyce i Szczurowa nadal są zagrożone zalaniem. Niebezpieczeństwo stanowią również gwałtowne ulewy i powodzie błyskawiczne, które mogą powodować poważne straty nawet w okresach suszy hydrologicznej.
Jak dotkliwe bywają skutki takich zjawisk, pokazują tegoroczne wydatki na naprawę zniszczonej infrastruktury. 14 października wojewoda małopolski poinformował o przyznaniu ponad 25,6 mln zł na remonty dróg uszkodzonych przez intensywne opady. Pieniądze trafią do 21 samorządów, które mają naprawić łącznie 51 kilometrów dróg i cztery przepusty.
Mieszkańcy Małopolski pamiętają obrazy zalanych miejscowości, podtopionych domów i rzek, których poziom niebezpiecznie zbliżał się do mostów. Dla tych, którzy mieli utracić swoje domy pod budowę polderu, obecna decyzja jest zrozumiałym powodem do ulgi. Dla mieszkańców terenów zagrożonych powodzią pozostaje jednak pytanie o przyszłe zabezpieczenia.
Pod jednym z wpisów posła Norberta Kaczmarczyka jedna z komentujących, Marzena Bąk, zwróciła uwagę właśnie na ten problem. Zapytała parlamentarzystę, czy po wycofaniu inwestycji będzie równie mocno zabiegał o poprawę bezpieczeństwa przeciwpowodziowego regionu i czy ma propozycję alternatywnego rozwiązania.
To pytanie wykracza daleko poza spór o jeden polder. Rezygnacja z inwestycji oznacza, że setki rodzin nie będą musiały opuszczać swoich domów. Nie oznacza jednak, że zagrożenie powodzią przestało istnieć.
Wysłaliśmy do Wód Polskich pytania o konsekwencje decyzji i przyszłość ochrony przeciwpowodziowej regionu. Do sprawy wrócimy.


















