Na tydzień przed krakowskim referendum pojawił się sondaż dotyczący udziału mieszkańców w głosowaniu. Wynika z niego, że do urn zamierza pójść ponad 60 proc. badanych. Trzeba jednak pamiętać: to tylko deklaracje ankietowanych, a o ważności referendum zdecyduje twardy próg frekwencyjny.
Referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa odbędzie się w niedzielę, 24 maja. Lokale wyborcze będą czynne od godz. 7 do 21, a mieszkańcy otrzymają dwie karty do głosowania: jedną dotyczącą prezydenta, drugą — rady miasta.
Na kilka dni przed głosowaniem Interia opublikowała wyniki sondażu OGB. Badanie przeprowadzono w dniach 11–14 maja metodą CATI na reprezentatywnej próbie 600 pełnoletnich mieszkańców Krakowa. Ankietowanych zapytano m.in. o to, czy wezmą udział w referendum odwoławczym prezydenta i rady miejskiej, zaplanowanym na 24 maja.
Ponad 60 proc. deklaruje udział
Z sondażu wynika, że udział w referendum deklaruje 62,82 proc. badanych. „Zdecydowanie” do urn chce pójść 45,39 proc. ankietowanych, a odpowiedź „raczej tak” wskazało 17,43 proc. respondentów.
To wynik, który — gdyby przełożył się na rzeczywistą frekwencję — oznaczałby przekroczenie wymaganego progu. Trzeba jednak mocno podkreślić, że sondaż nie jest wynikiem referendum. To deklaracja złożona w rozmowie z ankieterem, a faktyczna frekwencja może być inna. W referendach lokalnych właśnie mobilizacja wyborców jest często ważniejsza niż sam rozkład głosów „za” i „przeciw”.
Według badania Interii i OGB, wśród osób deklarujących udział w głosowaniu 92 proc. zapowiada poparcie dla odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa. Przeciw odwołaniu ma być 8 proc. tej grupy respondentów.
Najmocniej mobilizują się młodsi mieszkańcy
Z danych opublikowanych przez Interię wynika też, że udział w referendum częściej deklarują mężczyźni niż kobiety. Do urn chce pójść 68,03 proc. mężczyzn i 58,71 proc. kobiet.
Najwyższą mobilizację widać w najmłodszej grupie wiekowej. Wśród mieszkańców w wieku 18–39 lat udział deklaruje 72,06 proc. badanych. W grupie 40–59 lat jest to 60,49 proc., a wśród osób w wieku 60 lat i więcej — 52,11 proc.
Najważniejszy będzie próg
W krakowskim referendum kluczowe będą nie tylko głosy oddane przy urnach, ale przede wszystkim frekwencja. Przy urnach krakowianie odpowiedzą na dwa pytania. Pierwsze będzie dotyczyć odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa przed upływem kadencji, drugie — odwołania Rady Miasta Krakowa. To ważne, bo dla obu głosowań obowiązują osobne progi frekwencyjne.
Aby referendum w sprawie prezydenta było ważne, do urn musi pójść co najmniej 158 555 osób. W przypadku Rady Miasta Krakowa próg jest jeszcze wyższy i wynosi 179 792 głosujących. Dla porównania: pod wnioskiem o referendum zebrano niemal 134 tys. podpisów. To wystarczyło do uruchomienia procedury i było ponad dwukrotnie więcej niż wymagane minimum, ale taka liczba w dniu głosowania nie wystarczyłaby do ważności referendum. Nawet gdyby do urn poszli wszyscy sygnatariusze wniosku, potrzebnych byłoby jeszcze ponad 24 tys. osób w przypadku głosowania nad odwołaniem prezydenta i ponad 45 tys. osób w przypadku Rady Miasta.
Dwie strategie
Ostatnie dni kampanii są przede wszystkim walką o mobilizację. Inicjatorzy referendum i jego zwolennicy apelują do mieszkańców, aby 24 maja przyszli do lokali wyborczych i wzięli udział w głosowaniu. Ich strategia jest prosta: przekroczyć próg frekwencyjny, bo bez tego nawet przewaga głosów za odwołaniem nie wywoła skutków prawnych. Inną taktykę przyjęli prezydent Aleksander Miszalski, część radnych oraz polityczni zwolennicy Koalicji Obywatelskiej. Prezydent już po ogłoszeniu daty referendum apelował do osób, które chcą, by dokończył kadencję, aby w dniu głosowania zostały w domu. Inni apeluja aby „wyjechać za miasto”. W praktyce oznacza to strategię obniżania frekwencji — bo w referendum odwoławczym nieoddanie głosu przez przeciwników odwołania może być skuteczniejsze niż głos „przeciw”, jeśli frekwencja nie przekroczy ustawowego minimum.
Sondaż to nie wynik
Wyniki badania pokazują nastroje części mieszkańców na kilka dni przed referendum, ale nie przesądzają o jego rezultacie. Deklarowana frekwencja w sondażu może różnić się od tej rzeczywistej, zwłaszcza że ostateczny wynik zależy od mobilizacji w dniu głosowania.
Dlatego najważniejsze pytanie brzmi nie tylko: jak krakowianie zagłosują, ale przede wszystkim — ilu z nich rzeczywiście pójdzie do urn. Właśnie od tego zależy, czy referendum będzie ważne i czy jego wynik wywoła skutki prawne.



















