czwartek, 14 maja 2026 06:34, aktualizacja 2 godziny temu

Defibrylatory AED mogą stać się tylko dekoracjami przez brak procedur i informacji

Defibrylator AED
Defibrylator AED / Fot: Zdjęcie ilustracyjne

W kryzysowej sytuacji użycie miejskiego defibrylatora AED może być bardzo utrudnione, przez brak właściwych procedur i informacji gdzie znajdują się zestawy ratunkowe. Na oficjalnej mapie nie ma zaznaczonych wielu urządzeń należących do krakowskiego samorządu, często brakuje oznaczeń, że sprzęt znajduje się w budynku, a nie wszyscy pracownicy są przeszkoleni, jak mają reagować w nagłych wypadkach. Bardzo dobrze, że miasto inwestuje w kolejne defibrylatory AED, ale jeżeli nie zostaną dopracowane szczegóły, to automaty staną się tylko dekoracjami, które zamiast ratować życie, poprawiają jedynie samopoczucie. Po mojej interwencji zapowiedziano jednak wprowadzenie zmian. 

Mapa nie zawsze wskaże drogę.        

Miasto, żeby ułatwić znalezienie skrzynek ratunkowych, uruchomiło internetową mapę. Problem w tym, że jest ona niekompletna i nie zawiera informacji o wielu należących do krakowskiego samorządu urządzeniach. W wielu przypadkach nie zadbano również, żeby zostały dodane znaczniki w popularnych aplikacjach. Zatem, żeby znaleźć automaty AED, trzeba przeszukiwać archiwalne komunikaty prasowe, co nie jest najlepszym rozwiązaniem, gdy liczy się czas.

Poza tym przeglądanie urzędowych wiadomości może podnieść niekiedy ciśnienie, a to przecież nie jest wskazane przy problemach z sercem. Nie tylko w Krakowie zlokalizowanie automatycznego defibrylatora jest problematyczne. W Polsce funkcjonuje kilka internetowych map z lokalizacjami zestawów ratunkowych, które są prowadzone przez podmioty prywatne. Aplikacje często pokazują różne lokalizacje urządzeń, a prezentowane informacje czasem się nawet wzajemnie wykluczają.

Poszczególne punkty często pojawiają się tylko na podstawie internetowych zgłoszeń, które potem nie są weryfikowane i aktualizowane. Sytuacja prowadzi do sporego chaosu, co może kogoś kosztować życie. Dlatego bardzo przydałaby się jakaś ogólnopolska oficjalna mapa, gdzie znajdowałyby się sprawdzone lokalizacje urządzeń należących zarówno do publicznych instytucji jak i prywatnych podmiotów. Narzędzie można by połączyć na przykład z mObywatelem, a nad prawidłowością danych powinny czuwać samorządy. Ewentualnie chociaż Kraków powinien rozszerzyć swoją mapę o zweryfikowane automaty będące własnością prywatną.

Zabawa w chowanego 

W przypadku prawie wszystkich siedzib urzędu miasta Krakowa na zewnątrz budynków nie ma żadnych oznaczeń informujących, że w środku znajduje się automat AED, co dotyczy nawet Placu Wszystkich Świętych. Część wydziałów mieści się w zabytkowych gmachach, ale to nie przeszkadza w wywieszaniu dużych tabliczek z logiem firmy ochroniarskiej czy powiadomieniami o monitoringu.  Wydaje się, że mogąca komuś uratować życie wywieszka informująca o defibrylatorze nie godziłaby jakoś w historyczną przestrzeń. Tylko w paru miejscach jest naklejony znaczek z logiem AED, który nie zbyt rzuca się w oczy przez bardzo mały rozmiar. W efekcie, jeżeli ktoś zasłabnie na ulicy, to osoby udzielające pomocy mogą nie mieć świadomości, że w okolicy znajduje się urządzenie.

Pracownicy nie wiedzą, co mają robić 

Często nawet pracownicy instytucji nie mają informacji na temat defibrylatorów. Potrzeba było kilku dni i paru telefonów, aby ustalić, że urządzenie znajduje się w centrum obsługi klienta Miejskich Wodociągów przy ul. Senatorskiej. Dlatego zapytałem się również portierów w paru budynkach magistratu i miejskich jednostek czy mają jakieś wytyczne, co mają robić, gdy będzie potrzeba użycia urządzenia. Pracownicy niespecjalnie byli zorientowani w sytuacji, a z rozmów wynikało, że nie mieli jakiegoś sensownego instruktażu.

W niektórych lokalizacjach obsługą miejskich instytucji zajmują się zewnętrzne firmy ochroniarskie, co potencjalnie może powodować jakąś rotację pracowników, którzy nie zawsze dobrze znają swoje miejsce pracy. Ciekawe czy, żeby skorzystać w nagłym wypadku z defibrylatora, trzeba złożyć podanie, jak to w urzędzie zazwyczaj załatwia się sprawy?

Miasto reaguje na apel

Pod koniec marca w imieniu Stowarzyszenia Ulepszamy Kraków! złożyłem petycję do prezydenta Aleksandra Miszalskiego. W piśmie postulowałem trzy zmiany. Napisałem, że bardzo wskazane byłoby, żeby wszystkie miejskie defibrylatory zostały dodane do miejskiej mapy i innych popularnych aplikacji, powinny się pojawić duże i czytelne oznaczenia informujące o urządzeniach na budynkach i drogowskazach w centrum oraz należy przeszkolić pracowników, żeby dokładnie wiedzieli, co mają robić, jak ktoś będzie potrzebował pomocy. 

W ostatnich dniach otrzymałem odpowiedź na mój apel podpisaną przez sekretarza miasta Antoniego Fryczka. Przedstawiciel władz Krakowa zobowiązał się do umieszczenia oznaczeń informujących o automatach AED na samorządowych budynkach, co zgodnie z deklaracją ma nastąpić do końca czerwca. Na miejskiej mapie dodano już część punktów, a wkrótce mają się pojawić kolejne.

W odpowiedzi na moje zastrzeżenia w sprawie przygotowania pracowników do udzielania pomocy pojawia się argument, że odpowiednie szkolenia są już organizowane. Tyle że dotyczą one tylko części osób zatrudnionych bezpośrednio w krakowskim Magistracie i nie obejmują ochroniarzy z zewnętrznych firm, którzy są przecież często na pierwszej linii. Z rozmów, jakie przeprowadziłem, wynika jednak, że również w tej kwestii jest jakaś szansa na zmiany. Będę się dalej przyglądał sprawie.

Potrzebne szersze zmiany

Należy pochwalić miasto za zwiększanie liczby dostępnych urządzeń AED. Dobrze, że inwestuje się w bezpieczeństwo mieszkańców, ale warto zadbać o szczegóły, aby wydane pieniądze przyniosły wymierny efekt. Bardzo przydałoby się wprowadzenie zmian na poziomie prawa ogólnopolskiego.

Choć nawet kolportowany do skrzynek pocztowych rządowy poradnik bezpieczeństwa radzi, żeby w przypadku nagłego zatrzymania krążenia, poszukać automatycznego defibrylatora to brakuje odpowiednich regulacji. W całej Polsce trzeba zadbać o lepszą informację o urządzeniach i ich oznaczenia oraz zobowiązać pracodawców do szkoleń pracowników, żeby umieli sobie poradzić w nagłej sytuacji.

Często AED nie ma w miejscach, gdzie można by się spodziewać, że urządzenie będzie, a zestawy ratunkowe czasem znajdują się w bardzo nieoczekiwanych lokalizacjach. Wydaje się, że mogące komuś uratować życie automaty, które kosztują tylko kilka tysięcy złotych, powinny być obowiązkowe w dużych sklepach i większych zakładach pracy czy na dworcach.

Obserwuj nas w Google News

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka