czwartek, 14 maja 2026 11:48, aktualizacja 2 godziny temu

Firmy z Rybitw trafią do Nowej Huty? Kontrowersyjna informacja padła tuż przed referendum

Nowa Huta
Nowa Huta / Głos24

Miasto chce odblokować rozwój Płaszowa i Rybitw, ale jednym z warunków ma być przeniesienie najbardziej uciążliwych firm. Na sesji RMK wrócił temat relokacji przedsiębiorstw do Nowej Huty. Decyzja może ucieszyć jedną część Krakowa, ale wywołać opór w drugiej.

Podczas środowej sesji Rady Miasta Krakowa, 13 maja, wrócił temat przyszłości Płaszowa i Rybitw oraz relokacji części firm działających dziś w tej strefie. Informację przekazał wiceprezydent Stanisław Mazur, odnosząc się do powiązania projektu Nowa Huta Przyszłości z przygotowywanym masterplanem dla obszaru Płaszów–Rybitwy.

W czasie dyskusji radni pytali m.in. o to, jakie firmy, których działalność wywołuje odory, miałyby zostać przeniesione do Nowej Huty. Wiceprezydent Mazur mówił, że projekt Nowa Huta Przyszłości może przynieść kilkanaście tysięcy miejsc pracy, a w tym obszarze mają lokować się głównie firmy technologiczne. Najwięcej pytań i głosów w dyskusji dotyczyło jednak właśnie przedsiębiorstw, które miałyby przenieść się z Rybitw na tereny Nowej Huty.

To nie jest zupełnie nowy pomysł. Sprawa relokacji rozgrzewała opinie publiczną jeszcze za czasów Jacka Majchrowskiego w związku z ideą fix wiceprezydenta Jerzego Muzyka. Według niego na Rybitwach i Płaszowie miało powstać miasto 15-minutowe z wysokimi blokami mieszkalnymi i biurowcami - nowe krakowskie centrum. Już wtedy miasto mówiło o relokacji najbardziej uciążliwych działalności, zwłaszcza z sektora gospodarki odpadami. Miały też miejsce protesty. Przedsiębiorcy nie zgadzali się na przenosiny, które ich zdaniem uniemożliwią im prowadzenie biznesu, a mieszkańcy okolic z uciążliwym odorem domagali się reakcji samorządu i realnej pomocy w rozwiązaniu problemu.

Na ostatniej sesji wiceprezydent Mazur zapewniał, że firmom gospodarującym odpadami zaoferowano konkretne lokalizacje przygotowywane przez spółkę Kraków Nowa Huta Przyszłości, a model miał zakładać zapłatę 10 proc. wartości gruntów na początku i spłatę pozostałej części w późniejszym terminie.

„Nie zgadzamy się, by z Nowej Huty robić śmietnik i smród”

Informacja natychmiast wywołała reakcję części radnych. Ostro skomentował ją radny Michał Drewnicki.

„Zastępca prezydenta Miszalskiego powiedział to wprost: wskazali tereny w Nowej Hucie dla firm śmieciowych, generujących odór, a dodatkowo chcą budować spalarnię zwierząt. Nie zgadzamy się, by z Nowej Huty robić śmietnik i smród” — napisał radny. Podobne opinie pojawiły się na forach i grupach, łączących Nowohucian na Facebooku.

Spór jest politycznie i społecznie wyjątkowo wrażliwy. Miasto przekonuje, że chodzi o uporządkowanie chaosu przestrzennego, ograniczenie konfliktów i przygotowanie terenów do nowoczesnego rozwoju. W oficjalnych komunikatach magistrat podkreśla, że masterplan „Płaszów–Rybitwy. Nowoczesna Zielona Dzielnica” nie jest jeszcze gotowym planem zagospodarowania, lecz kierunkiem zmian wypracowywanym w rozmowach z mieszkańcami, przedsiębiorcami i instytucjami.

Problem polega na tym, że ta sama decyzja może być odebrana zupełnie inaczej po dwóch stronach miasta. Dla części mieszkańców Płaszowa i Rybitw przeniesienie najbardziej uciążliwych zakładów oznaczałoby szansę na ograniczenie odorów, ciężkiego transportu i konfliktów z planowaną zabudową mieszkaniową. Dla mieszkańców Nowej Huty może jednak oznaczać obawę, że dzielnica po raz kolejny stanie się miejscem dla inwestycji, których inni nie chcą mieć u siebie.

Przedsiębiorcy: transformacja tak, wykluczenie nie

Sprzeciw nie płynie wyłącznie z Nowej Huty. Od miesięcy protestują także przedsiębiorcy z Płaszowa i Rybitw, zrzeszeni wokół Klastra Rybitwy. Głos24 pisał o ich proteście już w styczniu. Przedsiębiorcy ostrzegali wtedy, że masterplan może być powrotem do koncepcji „Nowego Miasta 2.0”, czyli daleko idącej zmiany funkcji przemysłowego obszaru i stopniowego wypychania firm z tej części Krakowa.

W przesłanej do redakcji informacji prasowej przedsiębiorcy podkreślają, że nie sprzeciwiają się samej transformacji Rybitw i Płaszowa. Deklarują gotowość do rozmów i akceptują rozwój funkcji mieszkaniowej, ale domagają się realnego dialogu oraz rozwiązań, które pozwolą pogodzić nowe funkcje z dalszym działaniem firm od lat inwestujących w tym rejonie. Ich hasło brzmi: „transformacja TAK, wykluczenie NIE”.

Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że Płaszów–Rybitwy to jedna z największych stref gospodarczych Krakowa. Działają tam firmy produkcyjne, logistyczne, usługowe i recyklingowe, które tworzą miejsca pracy, płacą podatki i przez lata budowały swoją infrastrukturę. Ich zdaniem przenosiny nie są prostą operacją logistyczną, ale mogą oznaczać ogromne koszty, ryzyko utraty ciągłości działalności i zagrożenie dla miejsc pracy.

W tle jest też pytanie o sprawiedliwość całego procesu. Jeżeli bez relokacji firm rozwój mieszkaniowy Rybitw będzie trudny albo niemożliwy, to kto ma ponieść koszty tej zmiany? Firmy, które działały tam legalnie od lat? Miasto? Deweloperzy, którzy skorzystają na wzroście wartości gruntów? Na te pytania wciąż nie ma jasnych odpowiedzi.

Park Wiernych Przyjaciół też w Nowej Hucie

Do emocji wokół relokacji firm dochodzi jeszcze jeden wątek. W Nowej Hucie ma powstać także Park Wiernych Przyjaciół, czyli długo wyczekiwane miejsce pamięci i grzebowisko dla zwierząt. Głos24 pisał, że inwestycję zaplanowano na terenie dawnej zieleni izolacyjnej Huty im. Sendzimira, zarządzanym przez spółkę Kraków Nowa Huta Przyszłości.

Sama idea cmentarza dla zwierząt od lat miała w Krakowie wielu zwolenników. O takie miejsce zabiegała m.in. była radna Małgorzata Jantos, a pod petycją w tej sprawie podpisały się tysiące mieszkańców. Dla właścicieli zwierząt to ważna i długo odkładana inwestycja.

Ale również tutaj pojawia się element, który może budzić obawy części mieszkańców. W założeniach Parku Wiernych Przyjaciół ma znaleźć się nie tylko grzebowisko, ale także instalacja do spopielania zwierząt. Miasto podkreśla, że teren jest oddalony od zabudowy mieszkaniowej i ma być spokojną, zieloną przestrzenią zadumy. Politycznie jednak zestawienie tej informacji z planami relokacji firm odpadowych do Nowej Huty wzmacnia narrację, że wschodnia część miasta staje się miejscem dla inwestycji trudnych społecznie.

Decyzja tuż przed referendum

Sprawa pojawia się w wyjątkowo gorącym momencie. W niedzielę, 24 maja, mieszkańcy Krakowa będą głosować w referendum dotyczącym odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa przed upływem kadencji. Głosowanie odbędzie się w godzinach 7.00–21.00.

Dlatego informacja o relokacji firm z Rybitw do Nowej Huty może stać się jednym z tematów końcówki kampanii referendalnej. Dla jednych będzie dowodem, że miasto próbuje wreszcie rozwiązać wieloletni problem Płaszowa i Rybitw. Dla innych — symbolem podejmowania kontrowersyjnych decyzji bez wystarczającego dialogu z mieszkańcami Nowej Huty i bez jasnego pokazania skutków dla przedsiębiorców.

Właśnie w tym tkwi największe ryzyko polityczne. Miasto chce rozwiązać jeden konflikt przestrzenny, ale może otworzyć kolejny. Rybitwy mogą odetchnąć, ale Nowa Huta już pyta, jaką cenę ma za to zapłacić.

Obserwuj nas w Google News

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka