Czy wydarzenia w Trybunale Konstytucyjnym to rzeczywiście „zamach stanu”? Czy prezydent może odmówić przyjęcia ślubowania sędziów? I kto odpowiada za kryzys – PiS czy Platforma Obywatelska? Dr Paweł Maranowski, politolog, socjolog i ekspert zajmujący się funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości, odpowiada na najczęściej powtarzane pytania. Nie oszczędza ani poprzedniej, ani obecnej władzy. „Jeżeli Platforma zerwała jabłko z drzewa praworządności, to PiS przyjechało do tego sadu z piłą mechaniczną” - komentuje.
Spór o Trybunał Konstytucyjny trwa od 2015 roku, ale wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że ponownie stał się jednym z najgorętszych tematów politycznych. Jedni oskarżają rząd o bezprawne przejęcie instytucji, inni zarzucają prezydentowi i dotychczasowemu kierownictwu TK blokowanie legalnie wybranych sędziów. W tym gąszczu wzajemnych oskarżeń coraz trudniej zrozumieć, co jest faktem, co interpretacją prawa, a co elementem politycznej walki.

Głos w tej dyskusji zabrał dr Paweł Maranowski, socjolog i politolog związany z Uniwersytetem Civitas, były prorektor tej uczelni. W 2022 roku opublikował książkę naukową „Elita sądownictwa w III RP na początku procesu przemian i destabilizacji”, opartą między innymi na wywiadach z przedstawicielami Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego.
W obszernym komentarzu opublikowanym na Facebooku odniósł się do jedenastu popularnych opinii o TK. Jak sam zaznaczył, w jego analizie jest trochę faktów, politologii i osobistych ocen. Wybraliśmy najważniejsze argumenty.
Czy wydarzenia w TK to „zamach stanu”?
Takiego określenia używają niektórzy politycy i komentatorzy, oskarżając obecne władze o próbę przejęcia Trybunału. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z zamachem stanu?
Maranowski zdecydowanie nie zgadza się z takim określeniem. Przypomina, że pojęcie zamachu stanu ma również określone znaczenie prawne, związane między innymi z próbą zmiany przemocą ustroju państwa lub usunięcia jego konstytucyjnych organów.
Jego zdaniem wydarzenia przed TK mogą budzić poważne wątpliwości prawne, ale nie daje to automatycznie podstaw do ogłaszania zamachu stanu. Ocena konkretnych działań wymaga rzetelnej analizy.
Politolog dostrzega natomiast niebezpieczną tendencję do używania najcięższych oskarżeń w celu mobilizacji własnych zwolenników. Ostrzega, że jeśli każdy kolejny konflikt konstytucyjny będziemy określać mianem zamachu stanu, podobne sformułowania mogą stracić swoją wagę.
Czy prezydent decyduje, kto może zostać sędzią TK?
Nie – odpowiada Maranowski, przypominając, że zgodnie z Konstytucją sędziów Trybunału wybiera Sejm. Prezydent uczestniczy natomiast w procedurze obejmowania urzędu poprzez odebranie ślubowania, co przewiduje ustawa.
Właśnie ta kwestia jest jednym z głównych powodów obecnego konfliktu. Prezydent Karol Nawrocki nie przyjął osobiście ślubowań od pięciorga sędziów wybranych w 2026 roku przez Sejm.
Politolog przywołuje opinię Komisji Weneckiej z października, zgodnie z którą prezydent nie powinien wykorzystywać procedury ślubowania do kontrolowania wyboru dokonanego przez parlament. Komisja dopuściła także zastępczą formę ślubowania, gdy głowa państwa odmawia jego przyjęcia lub zwleka z tą czynnością, uniemożliwiając przeprowadzenie zwykłej procedury.
Maranowski zaznacza jednak, że opinia Komisji Weneckiej nie jest prawnie wiążąca.
Spontaniczne protesty czy polityczna mobilizacja?
Przed Trybunałem od tygodni trwają manifestacje środowisk prawicowych. Czy są wyłącznie spontaniczną reakcją obywateli zaniepokojonych sytuacją w TK?
Maranowski nie zgadza się z taką interpretacją. Przypomina, że w organizowanie i mobilizowanie uczestników protestów angażują się Kluby „Gazety Polskiej”, Ruch Obrony Granic oraz politycy PiS, w tym Jarosław Kaczyński.
Nie oznacza to, że wszyscy demonstranci są związani z partiami. Zdaniem politologa trudno jednak przedstawiać wydarzenia jako całkowicie niezależną od polityki inicjatywę obywatelską.
Czy zatem politycy naprawdę walczą o praworządność, czy o władzę nad Trybunałem?
Ekspert nie wyklucza, że części z nich rzeczywiście zależy na przestrzeganiu Konstytucji. Zwraca jednak uwagę, że konflikt wokół TK służy również mobilizowaniu elektoratów, wzmacnianiu politycznych podziałów i przedstawianiu własnego środowiska jako jedynego obrońcy demokracji.
Dlatego, jego zdaniem, deklaracje polityków warto oceniać przede wszystkim na podstawie konkretnych działań, szczególnie wtedy, gdy przestrzeganie zasad okazuje się dla nich niewygodne.
Kto zaczął kryzys? PO czy PiS?
To pytanie od ponad dekady dzieli polityków i wyborców. Zwolennicy PiS przypominają, że konflikt rozpoczął się jeszcze za rządów PO–PSL. Z kolei politycy obecnej koalicji odpowiedzialnością obarczają przede wszystkim Jarosława Kaczyńskiego i jego ugrupowanie.
Maranowski zwraca uwagę, że oba stwierdzenia zawierają część prawdy, ale nie oznacza to jednakowej odpowiedzialności obu obozów.
Przypomina wydarzenia z 2015 roku, gdy kończąca kadencję większość PO–PSL wybrała pięciu sędziów TK, w tym dwóch na stanowiska, które miały zwolnić się dopiero za kadencji następnego Sejmu. Trybunał uznał później, że wybór tych dwóch osób był niezgodny z Konstytucją, ale pozostałą trójkę wybrano prawidłowo.
PiS zakwestionowało jednak wybór całej piątki i powołało własnych kandydatów, także na trzy prawidłowo obsadzone już stanowiska. Tak rozpoczął się spór o tak zwanych „sędziów-dublerów”.
Politolog ujmuje różnicę w działaniach obu ugrupowań w obrazowym porównaniu:
„Jeżeli Platforma zerwała jabłko z drzewa praworządności, to PiS przyjechało do tego sadu z piłą mechaniczną”.
Co istotne, Maranowski nie uważa jednak, że działania poprzedniej władzy zwalniają obecną koalicję z obowiązku przestrzegania standardów, na które sama się powołuje.
Czy wybór Macieja Berka był błędem?
To jeden z najciekawszych wątków komentarza. Maranowski krytycznie ocenia bowiem nie tylko decyzje poprzedniego obozu władzy, ale również niedawną nominację dokonaną przez obecny Sejm.
Maciej Berek, zanim został wybrany do Trybunału, był ministrem i bliskim współpracownikiem Donalda Tuska. Zdaniem politologa nawet wysokie kompetencje prawnicze nie usuwają wątpliwości dotyczących politycznej niezależności kandydata.
Przypomina przy tym rok 2019 i kontrowersje wokół powołania do TK byłych parlamentarzystów PiS – Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza. Skoro wtedy krytykowano związki przyszłych sędziów z partią rządzącą, dlaczego nie stosować podobnych standardów dzisiaj?
Maranowski zwraca również uwagę na fakt, że przeciwko kandydaturze Berka protestowały organizacje społeczne, w tym Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Fundacja im. Stefana Batorego. W sierpniu apelowały one o wycofanie jego kandydatury, wskazując na zagrożenie dla odbudowy niezależności TK wynikające z bliskich związków kandydata z obozem rządzącym.
Dla politologa problemem nie jest więc wyłącznie to, kto zostaje sędzią, ale również to, czy deklarowane standardy obowiązują wszystkich.
Czy sędzia TK musi być apolityczny?
Słyszymy często, że sędziowie powinni być całkowicie apolityczni. Maranowski proponuje jednak ważne rozróżnienie: czym innym są poglądy polityczne, a czym innym zależność od polityków.
Sędziowie, podobnie jak inni ludzie, mają określone przekonania, wartości i sposób rozumienia prawa. Nie oznacza to automatycznie, że nie potrafią orzekać bezstronnie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy sędzia pozostaje zależny od ugrupowania, które zapewniło mu stanowisko, lub podejmuje decyzje zgodne z jego politycznymi oczekiwaniami.
Według Maranowskiego od sędziów należy wymagać przede wszystkim niezawisłości, rzetelności i gotowości do orzekania także wbrew interesom tych, którzy ich wybrali.
Czy Trybunał da się jeszcze uratować? I co z tego mają obywatele?
Maranowski nie ukrywa pesymizmu. Jego zdaniem problemem jest już nie tylko sposób obsadzania stanowisk, ale także utrata społecznej wiarygodności instytucji.
Zwraca uwagę na liczby. W 2015 roku Trybunał wydał 63 wyroki, a w 2024 roku tylko 25. Sam zastrzega, że liczba rozstrzygnięć nie jest jedynym miernikiem efektywności sądu, ale tak duża różnica wymaga refleksji.
Czy zatem wystarczy zmienić prezesa i wiceprezesa TK, aby zakończyć kryzys? Zdaniem eksperta nie. Wydarzenia z 30 i 31 października pokazały, że spór dotyczy już nie tylko samych sędziów, ale także prawa do kierowania instytucją i podejmowania decyzji organizacyjnych.
Bez jasnych zasad, przewidywalności działania i odbudowy społecznego zaufania nawet wymiana całego kierownictwa nie musi rozwiązać problemu.
A czy zwykłych obywateli w ogóle powinno to interesować?
To pytanie politolog uważa za szczególnie istotne. Trybunał ma przecież kontrolować zgodność ustaw z Konstytucją, chronić prawa obywatelskie i ograniczać możliwość nadużywania władzy przez aktualną większość parlamentarną.
Jeżeli instytucja ta nie funkcjonuje prawidłowo, konsekwencje mogą dotyczyć każdego – niezależnie od poglądów i sympatii politycznych.
Maranowski kończy swój komentarz refleksją, która dobrze oddaje istotę problemu:
„Najbardziej przygnębia mnie to, że w sporze o instytucję, która powinna chronić obywateli przed arbitralnością władzy, od lat najwięcej uwagi poświęca się temu, kto będzie ją kontrolował”.
To właśnie pytanie o niezależność Trybunału pozostaje nierozstrzygnięte od ponad dekady. Czy politycy różnych ugrupowań będą w stanie porozumieć się co do zasad jego funkcjonowania, czy też TK pozostanie kolejnym polem politycznej rywalizacji?


















