Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz odwiedziła Tarnów i Wieliczkę. – Ministrowanie zza biurka w Warszawie to pomyłka – mówi. W rozmowie z Głosem24 opowiada o „Polsce lokalnej”, wyborach prezydenta Krakowa i pozycji Polski 2050 w rządzącej koalicji.
Z ministrą funduszy i polityki regionalnej oraz przewodniczącą Polski 2050 rozmawialiśmy podczas jej wizyty w Wieliczce, gdzie przyjechała w związku z podpisaniem umów dotyczących dofinansowania samorządowych pływalni. Tego samego dnia odwiedziła również Tarnów.
Pełczyńska-Nałęcz przekonuje, że przy kryzysie demograficznym państwo powinno mocniej wspierać „Polskę lokalną”, a takie miasta jak Wieliczka czy Tarnów potrzebują dziś większego wsparcia niż wielkie metropolie.
Pytamy ją również o komunikację Wieliczki z Krakowem, ustawę metropolitalną i inwestycje w Małopolsce. Rozmowa dotyczy jednak także ogólnopolskiej polityki: podniesienia drugiego progu podatkowego, sytuacji Polski 2050 w koalicji, słabych sondaży ugrupowania oraz niedotrzymanej – jak mówi Pełczyńska-Nałęcz – umowy dotyczącej stanowiska wicepremiera.
Rozmawiamy też o strukturach Polski 2050 w Małopolsce oraz o przedterminowych wyborach prezydenta Krakowa. Pełczyńska-Nałęcz wskazuje trzy kwestie istotne dla jej ugrupowania: ustawę metropolitalną, opłatę turystyczną i większe uprawnienia samorządów w sprawie najmu krótkoterminowego.
Od kilku miesięcy odwiedza pani kolejne miasta i mniejsze miejscowości. Dlaczego zdecydowała się Pani na taką trasę?
– Ministrowanie zza biurka w Warszawie to pomyłka. A minister polityki regionalnej ma wręcz obowiązek jeździć po kraju. I ja to robię. Uważam, że jednym z największych wyzwań jest podtrzymanie rozwoju Polski lokalnej. Oczywiście Warszawa czy Kraków też potrzebują wsparcia, ale mają zupełnie inne możliwości. Przy kryzysie demograficznym trzeba pomagać Polsce lokalnej.
Mieszkańcy Wieliczki, którą pani odwiedziła, mają bardzo konkretne problemy związane z komunikacją z Krakowem, między innymi z zatłoczoną do granic możliwości linią 304, budową trasy S7 czy ograniczeniami spowodowanymi Strefą Czystego Transportu w Krakowie. Co Ministerstwo Polityki Regionalnej może w tej sprawie realnie zrobić?
– Za budowę dróg krajowych odpowiada Ministerstwo Infrastruktury. Natomiast pod koniec sierpnia do Małopolski trafiło z KPO 20 autobusów, które będą obsługiwać między innymi relacje Kraków-Wieliczka. Ludzie do tej pory wybierali podróż samochodem. Realizowana przez nas polityka inwestycyjna może to zmienić. Co więcej, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zostały podpisane dwie umowy z funduszy europejskich na zakup pięciu dodatkowych autobusów dla Wieliczki. Kolejna sprawa to unowocześnienie całej pętli 304, tak aby mogły na tej linii jeździć dłuższe autobusy. To już jest realizowane, zostały podpisane umowy, dzięki funduszom europejskim pętla w Wieliczce zostanie zmodernizowana. Ponadto, trwa też budowa parkingu przy stacji kolejowej, na którą podpisano umowę kilka miesięcy temu. Dzięki temu mieszkańcy, którzy dojeżdżają do Wieliczki autem, będą mogli tu zostawić samochód, wsiąść w pociąg i pojechać do Krakowa.
Tym, co może przyspieszyć transformację komunikacyjną, jest ustawa metropolitalna, bardzo wyczekiwana zarówno w Krakowie, jak i w gminach wokół Krakowa. Na jakim etapie są prace nad tą ustawą?
– Napisaliśmy ustawę w naszym ministerstwie, teraz jest procedowana przez rząd. Dzisiaj to jest kwestia decyzji koalicyjnej, żeby ta ustawa przeszła. Wtedy Kraków i takie gminy jak Wieliczka będą mogły w ramach jednej metropolii tworzyć wspólną komunikację, wspólną politykę inwestycyjną i dostaną na to dodatkowe środki. Ustawa metropolitalna stwarza taką możliwość i będzie zachętą do współpracy. Powinniście państwo śledzić prace nad tą ustawą, sekundować im i wręcz popychać tych, którym się wydaje, że można bez takiej ustawy żyć. Ani Warszawa, ani Kraków, ani wiele innych miast nie może się bez niej obyć. Kraków w szczególności.
Na materiałach zapowiadających spotkanie w Wieliczce występuje pani przede wszystkim jako minister polityki regionalnej, choć jest pani również przewodniczącą Polski 2050, która promuje lokalnie te spotkania. Jak pani sama rozumie te dwie role?
– Normalne jest, że występuję zawsze w obu tych rolach. Jestem przewodniczącą Polski 2050 i z racji bycia przewodniczącą Polski 2050 jestem ministrą. Decyzje, które podjęłam w ministerstwie, są efektem wrażliwości politycznej i zobowiązań Polski 2050. Powiedzieliśmy, że muszą być większe inwestycje w Polskę lokalną, że jej rozwój jest bardzo ważny. Trzeba postawić na Polskę lokalną, bo ona dzisiaj najbardziej potrzebuje wsparcia. Właśnie dlatego przekierowałam na ten cel dodatkowe pieniądze z KPO. Kolejna rzecz – wykluczenie komunikacyjne. To rzecz niezwykle dotkliwa i trzeba mocno temu przeciwdziałać, i stąd te ogromne inwestycje w kolej i w autobusy. Decyzje, które podejmuję jako ministra, biorą swój początek ze zobowiązań politycznych, ale oczywiście są realizowane ze wszystkimi samorządami, bez zwracania uwagi, czy jest to samorząd związany z tą czy inną partią. Wspieramy wszystkich bez wyjątku. Fundusze europejskie i realizowane przy ich wsparciu inwestycje nie mają barw politycznych.
Bez wsparcia z budżetu państwa i ministerstwa rozwoju regionalnego wiele inwestycji by nie ruszyło. Można powiedzieć, że tu w Małopolsce jest pani najbardziej oczekiwaną ministrą?
– Ja przywożę to, co uważam, że jest najbardziej potrzebne dla mieszkańców Polski lokalnej. To czasem oznacza, że muszę w Warszawie powiedzieć: musicie się bardziej podzielić. Dlatego, że dzisiaj mamy kryzys demograficzny i taka Wieliczka czy Tarnów, który też odwiedziłam, potrzebują więcej wsparcia niż wielkie metropolie. One też oczywiście potrzebują inwestycji, ale tam jest naturalna energia rozwojowa, a jeżeli mają być dobre miejsca pracy w Wieliczce, to musi być dobry dojazd do i z Krakowa. I między innymi w to inwestujemy.
Polska 2050 od miesięcy zabiegała o podniesienie drugiego progu podatkowego. Rząd zdecydował się na tę zmianę, choć – jak rozumiem – pani uważa, że można było zrobić więcej. Jak ocenia pani ten kompromis?
– Rzeczywiście, zachęciliśmy, zmotywowaliśmy rząd, żeby wziął się za reformę podatkową. Na początku słychać było głośne „nie”, „to niemożliwe”, a po pół roku, powiedziałabym, asertywnej rozmowy na ten temat jest decyzja, że drugi próg podatkowy zostanie podwyższony, bo był zamrożony od bardzo wielu lat. W efekcie ludzie średnio zarabiający nagle zaczynają z miesiąca na miesiąc płacić 32 proc. podatku. To niesprawiedliwe. Teraz to się zmieni. Jako Polska 2050 oczywiście uważamy, że ten próg powinien być jeszcze wyżej podniesiony i ta reforma powinna być ambitniejsza, ale też jesteśmy partią odpowiedzialną fiskalnie. Wiemy, że nie wolno Polski wpędzać w nadmierne długi. Cóż szkodzi obiecać podwyżkę progu do nie wiadomo ilu, jeżeli to ma wygenerować dług, za który potem ludzie młodzi będą płacić albo w ogóle gospodarka zakrztusi się od nadmiernego zadłużenia. Dlatego to, co rząd powiedział, że zrobi, to jest minimum konieczne. Jednak my chcemy dalej szukać pieniędzy, żeby dać Polakom jeszcze więcej ulgi.
Polska 2050 jest częścią koalicji rządzącej, ale jednocześnie coraz mocniej podkreśla swoją odrębność. To nie raz budzi krytykę, bo może być odbierane jako rozbijanie koalicji. Jak pani to skomentuje?
– Przyszłam do polityki, żeby coś zrobić. KPO jest dowodem na zaangażowanie Polski 2050 i naszą zdolność do współpracy. To wielki projekt porozumienia ponad podziałami: skoordynowanie pracy 16 ministerstw i kilku tysięcy samorządów. Wszystkie, jak widać, ze sobą współpracują. Dzięki temu pieniądze są zainwestowane w dwa razy krótszym czasie. Więc tam, gdzie jest potrzeba pełnego porozumienia i współpracy, to się właśnie dzieje. Jednak tam, gdzie mi w koalicji pokazują „dryf”, to ja mówię „nie”. Domagaliśmy się szkół wolnych od smartfonów. Są. Domagaliśmy się podatków od banków. Są. Domagaliśmy się podwyższenia drugiego progu. Ma być. Cała wielka zmiana w polityce mieszkaniowej została dosłownie wywalczona przez Polskę 2050. Wolałabym to wszystko robić na bazie współpracy, ale jeżeli to jest tak, że na dzień dobry jest „nie da się”, to my nie po to przyszliśmy do rządu, żeby uprawiać ciąg dalszy „nie da się”. Niektórzy wolą dryf. Na mnie nie działa straszenie utratą stołków, bo ja jestem jako minister po to, żeby coś zrobić. I stołek jest środkiem do celu, a nie celem samym w sobie.
Czy gdyby została pani wicepremierem, Polska 2050 mogłaby skuteczniej realizować swoje cele w rządzie?
– Wicepremier został Polsce 2050 obiecany. Władze Polski 2050 wskazały mnie na to stanowisko. Ta umowa nie została jednak dotrzymana, ale ponieważ jesteśmy w koalicji nie dla wicepremiera, a dla spraw, które chcemy zrealizować, to tak długo, jak możemy działać zgodnie z naszym programem, jesteśmy częścią koalicji. I dlatego odłożyliśmy stanowisko wicepremiera dla Polski 2050 na bok jako nieistotne, a spraw, na których nam zależy, na bok nie odłożymy.
Jak wyglądają dziś struktury Polski 2050 w Małopolsce? Czy poza posłem Pawłem Ślizem i Piotrem Górnikiewiczem macie tutaj ludzi, którzy mogą być rozpoznawalnymi twarzami partii – wśród radnych, samorządowców czy lokalnych działaczy?
– Ależ oczywiście, są struktury, są ludzie Polski 2050 w całej Małopolsce i są aktywni.
Sondaże są jednak dla Polski 2050 bezlitosne. Jesteście poza progiem i nie wiadomo, czy uda wam się wejść do parlamentu. Co chcecie zrobić, żeby przekonać wyborców?
– Rzeczywiście, sondaże pozostawiają do życzenia. Nie tylko my jednak mamy z tym problemem. Ostatni sondaż CBOS-u był akurat dla Polski 2050 nas korzystny, bo dawał nam 4 proc., ale średnio to jest mniej. Chcemy mieć zdecydowanie większe poparcie. Jestem przewodniczącą Polski 2050 od kilku miesięcy. I kiedy objęłam to stanowisko, powiedziałam, że jesteśmy tym, co obiecaliśmy wyborcom. Trzecią drogą, czyli inicjatywą pchającą ku rzeczom, które innym wydają się niemożliwe albo im się nie chce, bo są już zbyt zastali w polityce. I wiele tych rzeczy udało się do tej pory zrobić. Mam nadzieję, że wyborcy to docenią. Podobnie jak to, że jeździmy do większych i mniejszych miast w Polsce lokalnej. I jakbym zaczęła wymieniać, gdzie byłam nawet w ciągu ostatnich dwóch, trzech miesięcy, to są po prostu dziesiątki miejscowości: Iława, Grudziądz, Stargard, Piła. To również spotkania otwarte. I one nie są robione dla kampanii.
Polska 2050 nie poparła w pierwszej turze żadnego kandydata na prezydenta Krakowa. Jakie warunki musiałby spełnić przyszły prezydent miasta, żeby zyskać wasze poparcie i jakie sprawy są dla was najważniejsze?
– Powiedzieliśmy, że w pierwszej turze nie poprzemy nikogo. Natomiast położyliśmy trzy sprawy na stół jako kluczowe. W drugiej turze zdecydujemy, kogo poprzemy. Te trzy kluczowe sprawy dla nas i dla Krakowian to ustawa metropolitalna, która powinna jak najszybciej przejść przez rząd i parlament. To opłata turystyczna, do której Kraków, jak i Wieliczka, powinny uzyskać prawa. I wreszcie polityka mieszkaniowa, zwłaszcza najem krótkoterminowy. Ludzie, mieszkańcy i samorządy muszą mieć prawo decydowania o tym, w jakim zakresie ten krótki najem jest obecny w miejscu ich zamieszkania. Wiem, że w Krakowie to jest wielki problem, taki Dziki Zachód w tym obszarze. Po pierwsze prezydent może się domagać tej ustawy i niech to robi, bo ustawa jest gotowa. A jak będzie przyjęta, to wtedy właśnie prezydent będzie miał ogromną rolę w jej zrealizowaniu.
Wszyscy posłowie z Krakowa mówią, że są za i domagają się szybkiego procedowania w parlamencie.
– Nie chodzi o to, co mówią, ale o to, co zrobią. Akurat mają dzisiaj szansę podnieść rękę za taką lub inną ustawą w sprawie najmu krótkoterminowego i tak samo za ustawą metropolitalną, więc niech podnoszą, a nie tylko mówią. Z krótkim najmem byłam jedyną ministrą, która powiedziała, że protestuje przeciwko ustawie nie dającej żadnych praw samorządom i mieszkańcom. Więc naprawdę niech głosami pokażą, gdzie są, a nie tylko słowem.


















