„Pycha kroczy przed upadkiem” — tak Jacek Majchrowski komentuje polityczne trzęsienie ziemi w Krakowie po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego. Były prezydent miasta nie zamierza wracać do walki o urząd, ale w rozmowie z Onetem ostro punktuje swojego następcę: mówi o nietrafionych decyzjach, polityce kadrowej i „kolesiostwie”.
W skrócie:
- Jacek Majchrowski stanowczo wyklucza powrót do walki o fotel prezydenta Krakowa i podkreśla, że nie prowadzi w tej sprawie rozmów z Donaldem Tuskiem ani Koalicją Obywatelską.
- Były prezydent ostro ocenia rządy Aleksandra Miszalskiego, wskazując m.in. na błędy kadrowe, brak konsekwencji w decyzjach i — jak sam przyznał — problem „kolesiostwa”.
- Zdaniem Majchrowskiego wynik referendum to poważne ostrzeżenie dla KO, a nowy prezydent Krakowa będzie miał trudne zadanie, bo rada miasta nie została odwołana.
Jacek Majchrowski przez ponad dwie dekady rządził Krakowem. Po skutecznym referendum i odwołaniu Aleksandra Miszalskiego pojawiły się pytania, czy były prezydent mógłby jeszcze raz wejść do gry. W rozmowie z Onetem Majchrowski stanowczo przeciął te spekulacje. Zapewnił, że nie zamierza ponownie kandydować, nawet w tak nadzwyczajnej sytuacji politycznej, w jakiej znalazło się miasto.
Majchrowski punktuje błędy Miszalskiego
Majchrowski ostro ocenił Aleksandra Miszalskiego, choć wczesniej sam wypowiadał się przeciwko referendum w sprawie jego odwołania. Wskazał przede wszystkim na politykę kadrową. W jego ocenie jednym z największych błędów było obsadzanie stanowisk osobami, które — jak sugerował — nie miały odpowiednich kompetencji. Dopytywany przez Onet, czy chodzi o „kolesiostwo”, odpowiedział twierdząco.
Majchrowski skrytykował także brak konsekwencji w realizowaniu swoich decyzji i wycofywanie się z nich pod wpływem pod wpływem krytyki. Widać to było zwłaszcza już w kampanii. Jako przykłady wskazał m.in. sprawę podwyżek cen biletów oraz strefy czystego transportu. Jego zdaniem w zarządzaniu miastem kluczowa jest konsekwencja: jeśli decyzja jest merytorycznie uzasadniona, trzeba jej bronić, a nie wycofywać się pod wpływem politycznej presji.
Czego jeszcze zabrakło Miszalskiemu? Były prezydent przekonuje, że kierowanie drugim co do wielkości miastem w Polsce wymaga doświadczenia, odporności i predyspozycji do zarządzania. W rozmowie podkreślał, że praca prezydenta miasta nie kończy się na wizerunku i politycznych deklaracjach, ale oznacza codzienną, wielogodzinną odpowiedzialność za administrację, inwestycje i decyzje, które często budzą sprzeciw.

Ostrzeżenie dla KO
Majchrowski zauważa, że porażka Miszalskiego powinna być znakiem ostrzegawczym dla Koalicji Obywatelskiej. Błąd popełniono już na samym początku. W jego ocenie kandydatura Miszalskiego była forsowana lokalnie, a centrala została postawiona przed faktem dokonanym. To — zdaniem Majchrowskiego — może tłumaczyć słabsze zaangażowanie Warszawy w obronę odwoływanego prezydenta.
Czy wynik referendum może być odczytywany jako „żółta kartka” dla rządu Donalda Tuska? Majchrowski nie przesądza, że krakowskie głosowanie jest jednoznacznym ogólnopolskim sygnałem, ale przyznaje, że taka interpretacja jest możliwa, bo Kraków był jednym z największych miast rządzonych przez polityka Koalicji Obywatelskiej.
Kraków po referendum: prezydent odwołany, rada zostaje
Tłem rozmowy są oficjalne wyniki referendum z 24 maja. W głosowaniu dotyczącym odwołania prezydenta frekwencja wyniosła 29,99 proc., co oznacza, że referendum było ważne i rozstrzygające. W przypadku Rady Miasta Krakowa frekwencja wyniosła 29,97 proc., czyli nie przekroczyła wymaganego progu. To oznacza, że Aleksander Miszalski traci stanowisko, ale rada miasta pozostaje.
Ten układ może okazać się jednym z największych problemów dla następcy Miszalskiego. Majchrowski zwraca uwagę, że nowy prezydent będzie musiał rządzić z radą wybraną w poprzednim układzie politycznym. To oznacza trudniejsze negocjacje, większą zależność od większości w radzie i ryzyko politycznego klinczu.
W rozmowie z Onetem Majchrowski nie wskazał jednoznacznie, kogo poprze w przedterminowych wyborach. Krytycznie wypowiedział się o Łukaszu Gibale, a jako osobę z Platformy Obywatelskiej, która jego zdaniem mogłaby mieć szanse i kompetencje do objęcia funkcji prezydenta, wymienił Monikę Piątkowską. Zastrzegł jednak, że decyzje będą zależeć od tego, kto ostatecznie zgłosi się do wyborów.




















