Krakowianie mogą powoli sprawdzać kalendarze urlopowe na drugą połowę sierpnia. Jeśli chcą, by to od ich decyzji zależało, kto zostanie nowym prezydentem miasta, wakacyjny wyjazd może trzeba będzie przesunąć. Po skutecznym referendum Kraków czekają przedterminowe wybory, krótka, intensywna kampania i nowa polityczna rozgrywka o fotel przy placu Wszystkich Świętych.
Aleksander Miszalski został odwołany z funkcji prezydenta Krakowa. W referendum w sprawie jego odwołania frekwencja wyniosła 29,99 proc., a więc przekroczyła wymagany próg. Za odwołaniem prezydenta oddano 171 581 głosów. Inaczej zakończyło się głosowanie dotyczące Rady Miasta Krakowa — tu frekwencja wyniosła 29,97 proc., do wymaganego progu zabrakło 3685 głosujących, dlatego radni pozostają na stanowiskach.
Najpierw komisarz, potem wybory
Teraz miastem tymczasowo będzie zarządzać osoba wskazana przez premiera. Komisarz przejmie bieżące obowiązki prezydenta do czasu wyboru nowego włodarza. Przedterminowe wybory powinny odbyć się w ciągu 90 dni. W przestrzeni publicznej pojawia się już możliwa data 23 sierpnia, a ewentualna druga tura przypadłaby wtedy we wrześniu. Oficjalny termin musi jednak wynikać z decyzji właściwych organów i kalendarza wyborczego.
To oznacza, że kampania może wpaść dokładnie w środek wakacji. Jeśli pierwszy termin głosowania rzeczywiście przypadnie na drugą połowę sierpnia, najważniejsze decyzje komitetów, zbiórki podpisów i prezentacje kandydatów będą rozgrywać się w lipcu i sierpniu. A gdy żaden z kandydatów nie zdobędzie ponad połowy ważnie oddanych głosów, mieszkańców czeka druga tura — zgodnie z zasadami wyboru wójta, burmistrza i prezydenta miasta przeprowadza się ją czternastego dnia po pierwszym głosowaniu.
Po Majchrowskim było dziewięciu chętnych. Teraz też może być tłoczno
Kraków ma za sobą bardzo świeże doświadczenie szerokiej rywalizacji o fotel prezydenta. Po niemal 22 latach rządów Jacka Majchrowskiego, który w 2024 roku nie ubiegał się już o reelekcję, do walki o miasto zgłosiło się wielu kandydatów. Na kartach znaleźli się: Konrad Berkowicz z KWW Konfederacja i Bezpartyjni Samorządowcy, Łukasz Gibała z KWW Łukasza Gibały „Kraków dla mieszkańców”, Adam Hareńczyk z KWW Zjednoczeni dla Krakowa, Łukasz Kmita z Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość, Rafał Komarewicz z KWW Rafała Komarewicza Kraków Trzecia Droga, Andrzej Kulig z KWW Andrzeja Kuliga „Ku przyszłości”, Stanisław Mazur oraz Aleksander Miszalski z Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Koalicja Obywatelska. Przed pierwszą turą z kandydowania wycofali się Jerzy Muzyk i Stanisław Mazur, któłry poparł Aleksandra Miszlskiego. Miszalskiego poparła też Lewica, które nie wystawiła swojego kandydata. Gibałę z kolei poparła Lewica - Razem i startująca z tej listy posłanka z Krakowa - Daria Gosek-Popiołek.
Ostatecznie w drugiej turze zmierzyli się Aleksander Miszalski i Łukasz Gibała. Miszalski wygrał bardzo niewielką różnicą. Obu kandydatów dzieliły zaledwie 5434 głosy.
Teraz stawka również może być szeroka. Już pojawiają się pierwsze deklaracje i medialne typowania. Start zapowiedział Marian Banaś, były prezes NIK. Konfederacja wskazała z kolei Bartosza Bocheńczaka, działacza Nowej Nadziei i osobę zaangażowaną wcześniej w kampanię Sławomira Mentzena.
Na giełdzie nazwisk pojawiają się też m.in. Łukasz Gibała, Bogdan Klich, Monika Piątkowska, Andrzej Domański, Dominik Jaśkowiec, Łukasz Sęk, Łukasz Kmita, Małgorzata Wassermann, Barbara Nowak, Marek Pęk, Michał Drewnicki, Łukasz Smółka, Daria Gosek-Popiołek, Aleksandra Owca, Ireneusz Raś czy Grzegorz Braun. To na razie w większości nazwiska wymieniane przez przez media, a nie formalnie zarejestrowani kandydaci.
Sama deklaracja nie wystarczy. Potrzebne są podpisy
W wyborach nie wystarczy ogłosić startu w mediach społecznościowych ani wystąpić na konferencji prasowej. Kandydat musi zostać formalnie zgłoszony przez komitet wyborczy. To nie wszystko. Konieczne jest dotrzymanie terminu zgłoszenia kandydata i listy poparcia, oraz dostarczenie dokumentów lustracyjnych.
W Krakowie kluczowa będzie liczba podpisów. W miastach powyżej 100 tys. mieszkańców zgłoszenie kandydata na prezydenta wymaga poparcia co najmniej 3000 wyborców. Bez tego nawet najbardziej rozpoznawalne nazwisko nie znajdzie się na karcie do głosowania. W przypadku kandydatów startujący z dużych środowisk zebranie ich nie powinno to być problemem. Na ulicach Krakowa można się więc spodziewać kolejnych stolików — tym razem nie referendalnych, lecz wyborczych. To przy nich komitety będą zbierać podpisy potrzebne do zgłoszenia kandydatów na prezydenta miasta. Złożyć je może każdy mieszkaniec ujęty w Centralnym Rejestrze Wyborców w obwodach głosowania na terenie miasta.
Warto przy tym pamiętać, że podpis na liście poparcia nie jest głosem oddanym w wyborach. Służy wyłącznie temu, by kandydat mógł zostać zarejestrowany i znaleźć się na karcie do głosowania. Podpisanie listy poparcia nie oznacza jeszcze poparcia politycznego w dniu wyborów ani nie przesądza o głosowaniu. Teoretycznie można więc poprzeć kilku rywalizujących ze sobą kandydatów. O tym, kto faktycznie zostanie prezydentem Krakowa, wyborcy zdecydują dopiero przy urnach.
Co do zasady kandydatów na wójta, burmistrza i prezydenta miasta zgłasza się najpóźniej 25. dnia przed dniem wyborów. Dokładną datę pokaże jednak dopiero oficjalny kalendarz. Gdyby pierwsza tura odbyła się 23 sierpnia, termin zgłaszania kandydatów wypadałby pod koniec lipca. To oznacza, że komitety będą miały niewiele czasu nie tylko na decyzje personalne, ale też na zebranie wymaganych podpisów i przygotowanie kampanii.
Kraków wchodzi więc w polityczny sprint. Po referendum przyjdzie czas na komisarza, rejestrację komitetów, zbieranie podpisów, prezentację kandydatów i wakacyjną kampanię. Na ulicach plakaty i banery referendalne szybko zastąpią materiały promocyjne nowych kandydatów. Bez względu na pogodę, w Krakowie z pewnością będą to najgorętsze wakacje.



















