„Trzeba też zaznaczyć, że w ostatnich pięciu latach (do 22 sierpnia 2026 r.) na tym odcinku drogi nie doszło do wypadku” – powiedział Stanisław Kracik po wizji lokalnej na Zabłociu. Słowa pełniącego funkcję prezydenta Krakowa wywołały wiele emocji, bo padły kilka dni po tragedii, w której na ul. Solnej zginęło młode małżeństwo, a ich 8-miesięczne dziecko zostało ciężko ranne.
Po wypadku miasto poinformowało, że analizuje możliwość wprowadzenia zmian, które mają poprawić bezpieczeństwo w rejonie ul. Solnej, Nadwiślańskiej i Zabłocia. Urzędnicy mają szukać rozwiązań, które wymuszą na kierowcach wolniejszą jazdę i będą zgodne z przepisami dotyczącymi organizacji ruchu.
Dzień później na miejscu tragedii odbyła się wizja lokalna z udziałem przedstawicieli miasta i policji. Po jej zakończeniu Stanisław Kracik przekonywał, że nie stwierdzono zaniedbań po stronie miasta.
– Ta tragedia ma swojego sprawcę. Trochę z pola widzenia ucieka nam sprawca, a koncentrujemy się na odcinku drogi – mówił Kracik.
Odnosząc się do wcześniejszego braku zmian na tym odcinku, wskazywał, że w ostatnich pięciu latach nie dochodziło tam do wypadków.
– Trzeba też zaznaczyć, że w ostatnich pięciu latach (do 22 sierpnia 2026 r.) na tym odcinku drogi nie doszło do wypadku – powiedział.
Według Kracika oznakowanie w tym miejscu było prawidłowe, obowiązywała tam strefa ograniczenia prędkości, a wcześniejsze analizy nie wskazywały na konieczność natychmiastowej przebudowy ulicy. Podkreślał również, że główną przyczyną tragedii było zachowanie kierowcy.
Jednocześnie miasto zapowiedziało, że po tragedii pojawią się dodatkowe zabezpieczenia. Kracik mówił m.in. o montażu progu zwalniającego, choć zaznaczał, że żadne rozwiązanie infrastrukturalne nie wyeliminuje całkowicie ryzyka wynikającego z łamania przepisów przez kierowców.

Mieszkańcy pytali o bezpieczeństwo wcześniej
Najwięcej emocji wywołał jednak nie sam fakt zapowiedzi zmian, ale argument, że wcześniej nie było wystarczających powodów, by je wprowadzić.
Problem bezpieczeństwa na Zabłociu nie pojawił się dopiero po sobotniej tragedii. W 2024 roku mieszkańcy oraz radni zwracali uwagę na kierowców rozwijających duże prędkości w tym rejonie. Radny Rafał Zawiślak skierował w tej sprawie interpelację, wskazując na potrzebę zastosowania rozwiązań, które fizycznie zmusiłyby kierowców do zwolnienia.
W odpowiedzi miasto informowało wówczas, że przeprowadzono wizję lokalną oraz pomiary prędkości. Jak wynikało z odpowiedzi podpisanej przez Stanisława Kracika, „większość pojazdów nie przekraczała dozwolonej prędkości” i „nie ma przesłanek dla wprowadzania natychmiastowych zmian w aktualnej organizacji ruchu”.
Kracik był wtedy zastępcą prezydenta Aleksandra Miszalskiego odpowiedzialnym m.in. za infrastrukturę i drogi. Interpelacja dotycząca bezpieczeństwa tego odcinka była rozpatrywana przez podległe mu służby miejskie, gdy był wiceprezydentem.

"Zniszczył całą swoją reputację"
Słowa Kracika opublikowane przez „Akcję dla Krakowa” wywołały burzliwą dyskusję w internecie. Wielu komentujących nie zgadzało się z argumentem, że brak wcześniejszych wypadków oznaczał brak potrzeby zmian.
Internauci zwracali uwagę, że zadaniem władz powinno być zapobieganie tragediom, a nie tylko reagowanie po ich wystąpieniu. Pojawiały się komentarze, że bezpieczeństwa na drogach nie można oceniać wyłącznie na podstawie liczby wcześniejszych zdarzeń.
Część osób wskazywała jednak również, że odpowiedzialność za tragedię ponosi przede wszystkim kierowca, a infrastruktura nie zastąpi przestrzegania przepisów.
Słowa Kracika skomentował też dosadnie Łukasz Wantuch, który startuje w wyborach na prezydenta Krakowa. "Myślę, że w ciągu jednego dnia Stanisław Kracik zniszczył całą swoją reputację, jaką zbudował przez ostatnie trzy miesiące." - podsumował.
Dyskusja pokazała, że tragedia na Solnej stała się nie tylko pytaniem o bezpieczeństwo konkretnej ulicy, ale także o to, kiedy miasto powinno reagować — dopiero po wypadku czy już wtedy, gdy mieszkańcy zgłaszają pierwsze sygnały zagrożenia.


















