Sobotni protest przeciw transportowi konnemu do Morskiego Oka zakończył się interwencją policji i zatrzymaniem jednego z liderów DIOZ. Kilkanaście godzin później w Groniu spłonął samochód organizacji. Policja bada podejrzenie podpalenia.
W skrócie:
- 19 sierpnia spotkanie DIOZ, TPN i władz powiatu zakończyło się ostrą wymianą zdań; dzień później starostwo wydało oświadczenie.
- 22 sierpnia przeciwnicy transportu konnego próbowali zablokować przejazd zaprzęgów na Palenicy Białczańskiej, a policja usuwała protestujących z jezdni.
- Podczas protestu zatrzymano Konrada Kuźmińskiego z DIOZ. Organizacja zapowiedziała działania prawne wobec Skarbu Państwa.
- W nocy z 22 na 23 sierpnia w Groniu spłonął samochód należący do DIOZ. Policja bada przyczyny pożaru.
Do sobotniego protestu doszło po kilku dniach narastającego konfliktu. 19 sierpnia w Starostwie Powiatowym w Zakopanem spotkali się przedstawiciele powiatu, Tatrzańskiego Parku Narodowego i DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt), by rozmawiać o przyszłości transportu do Morskiego Oka. Strony pozostały przy swoich stanowiskach: aktywiści domagali się całkowitego odejścia od przewozów konnych, natomiast starostwo opowiadało się za stopniowymi zmianami i pilotażem skracającym od 1 września trasę zaprzęgów do Wodogrzmotów Mickiewicza.
Spotkanie przebiegało w bardzo napiętej atmosferze. Dzień później starostwo wydało oświadczenie, w którym potępiło agresywny język i personalne ataki, jakie pojawiły się po rozmowach. Jednocześnie podtrzymało sprzeciw wobec całkowitej likwidacji transportu konnego.
W sobotę rano na drodze do Morskiego Oka zrobiło się bardzo nerwowo. Przeciwnicy transportu konnego próbowali zablokować przejazd zaprzęgów, na miejscu pojawili się też ich zwolennicy, a między obiema grupami stanęła policja.
Protestujący domagali się całkowitego zakończenia przewozów turystów zaprzęgami. Jeszcze dzień wcześniej DIOZ zapowiadał, że zamierza blokować transport konny, a organizatorzy chcieli, aby na czas demonstracji droga została wyłączona z ruchu. Starosta tatrzański nie zgodził się na jej zamknięcie i w sobotę zaprzęgi kursowały. Według relacji z miejsca w proteście uczestniczyło niespełna 20 osób, natomiast grupa wspierająca fiakrów liczyła około 70 osób. Policjanci rozdzielali oba środowiska i nie dopuścili do bezpośredniego starcia między nimi.
Usiedli przed zaprzęgami. Wkroczyła policja
Największe napięcie pojawiło się, gdy część przeciwników transportu konnego usiadła na jezdni, blokując przejazd zaprzęgów. Policjanci wzywali demonstrantów do zejścia z drogi, a następnie zaczęli ich z niej usuwać. Doszło do szarpaniny między funkcjonariuszami a częścią protestujących.
Jedną z osób zatrzymanych podczas sobotnich wydarzeń był Konrad Kuźmiński z DIOZ. Został przewieziony do komendy w Zakopanem, a po kilku godzinach zwolniony.
Sama organizacja zakwestionowała później zasadność zatrzymania i zapowiedziała podjęcie kroków prawnych. Wieczorem DIOZ poinformował w mediach społecznościowych, że zamierza domagać się od Skarbu Państwa miliona złotych w związku z działaniami policji podczas protestu.
Inaczej sobotnie wydarzenia przedstawiają przewoźnicy. Stowarzyszenie Przewoźników do Morskiego Oka z Gminy Bukowina Tatrzańska jeszcze przed protestem apelowało zarówno do swoich sympatyków, jak i przeciwników transportu konnego, aby unikali prowokacji i bezpośrednich konfrontacji. Po rozpoczęciu demonstracji informowało natomiast, że zaprzęgi nadal kursują.
W kolejnych wpisach stowarzyszenie ostro krytykowało zachowanie DIOZ, zarzucając jego działaczom blokowanie drogi i stwarzanie zagrożenia. Przewoźnicy opublikowali również nagrania, które – według ich relacji – miały pokazywać turystów czekających w sobotę na przejazd zaprzęgami.
DIOZ przedstawiał wydarzenia zupełnie inaczej. Organizacja zarzuciła policji brutalne potraktowanie protestujących oraz naruszenie ich prawa do demonstracji. Jednocześnie podtrzymała żądanie całkowitego zakończenia transportu konnego do Morskiego Oka.
Obie strony po sobotnim proteście używały w mediach społecznościowych bardzo ostrego języka i kierowały wobec siebie wzajemne zarzuty.
Spłonął samochód DIOZ
Noc przyniosła kolejne poważne zdarzenie. O godz. 1.55 strażacy otrzymali zgłoszenie o pożarze samochodu dostawczego stojącego na posesji w Groniu w gminie Bukowina Tatrzańska. Pojazd należał do DIOZ.
Pierwszy zastęp dotarł na miejsce po około 10 minutach. Samochód płonął w rejonie tylnej części pojazdu. Jeszcze przed przyjazdem straży znajdujące się w pobliżu osoby próbowały gasić ogień gaśnicami.
Sprawą zajęła się policja. Na miejscu przeprowadzono oględziny, zabezpieczono materiał, a funkcjonariusze rozpoczęli sprawdzanie monitoringu i rozmowy ze świadkami oraz mieszkańcami.
Według informacji przekazanych w niedzielę rano przez zakopiańską policję obecnie najbardziej prawdopodobną wersją jest podpalenie samochodu. Nie oznacza to jednak, że ustalono już, kto odpowiada za pożar. Policja nadal bada jego przyczynę i szuka ewentualnego sprawcy lub sprawców.
DIOZ podał, że samochód był wart około 500 tys. zł. Organizacja określa go jako pojazd ratunkowy wykorzystywany podczas interwencji dotyczących zwierząt.
DIOZ oskarżył "górali". Policja tego nie potwierdza
Kilka godzin po pożarze DIOZ publicznie stwierdził, że za podpaleniem mają odpowiadać "górale" i powiązał zdarzenie z konfliktem o konie z Morskiego Oka. Organizacja nie przedstawiła jednak dowodów potwierdzających te oskarżenia.
Na obecnym etapie nie ma informacji pozwalających stwierdzić, że za pożarem stali przewoźnicy, uczestnicy sobotniej kontrmanifestacji czy mieszkańcy Podhala. Policja nie wskazała sprawcy ani nie potwierdziła związku pożaru z protestem na Palenicy Białczańskiej. Ustalenie przyczyn pożaru i ewentualnego motywu należy teraz do śledczych.
Spór trwa, choć od września przewozy mają się zmienić
Konflikt wokół transportu konnego do Morskiego Oka trwa od dawna, ale w ostatnich tygodniach wyraźnie się zaostrzył. Organizacje prozwierzęce, w tym DIOZ, domagają się całkowitej likwidacji przewozów konnych. Przewoźnicy bronią ich dalszego funkcjonowania.
Od 1 września ma rozpocząć się pilotaż nowego systemu. Trasa pokonywana przez zaprzęgi ma zostać skrócona z obecnego odcinka Palenica Białczańska–Włosienica do Wodogrzmotów Mickiewicza. Oznacza to zmniejszenie długości trasy konnej o ponad połowę. Na dalszej części przewozów wykorzystywany ma być transport elektryczny.
To rozwiązanie nie kończy jednak sporu. DIOZ zapowiada dalsze działania przeciwko przewozom konnym. Z kolei Stowarzyszenie Przewoźników do Morskiego Oka po sobotnich wydarzeniach apelowało do turystów, by nie rezygnowali z wyjazdów w Tatry i nie zrażali się napiętą atmosferą wokół protestu. Po wydarzeniach z soboty i nocnym pożarze samochodu napięcie wokół sprawy jest jeszcze większe.


















