środa, 25 stycznia 2023 12:57

Oni mają z Rosją naprawdę złe stosunki. „Totalna rusofobia, kultywowanie wrogości”

Autor Marzena Gitler
Oni mają z Rosją naprawdę złe stosunki. „Totalna rusofobia, kultywowanie wrogości”

– Państwa bałtyckie w tym Estonia, dla Rosjan zawsze były kolokwialnie mówiąc takim chłopcem do bicia - krajami, o których można mówić źle, pokazywać je jako zły przykład i stosować tego typu retorsje. To nie jest nic nowego – mówi Bartosz Chmielewski. Z ekspertem z Ośrodka Studiów Wschodnich rozmawiamy o wyrzucenia ambasadora Estonii z Moskwy i znaczeniu tej decyzji dla regionu.

Zgodnie z oświadczeniem rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych ambasador Estonii w Moskwie Margus Laidre ma do 7 lutego opuścić Federację Rosyjską. Zdaniem Moskwy, ta decyzja jest odpowiedzią na "kolejny nieprzyjazny krok ze strony Tallina". Chodzi o decyzję o zmniejszeniu o połowę personelu rosyjskiej ambasady w tym mieście. Media estońskie przypominają z kolei zeszłotygodniową zapowiedź władz Estonii, o przekazaniu Ukrainie dużego pakietu pomocy wojskowej o wartości 113 milionów euro, w tym pojazdów wojskowych, amunicji i haubice.

Rosja wydała oświadczenie o powodach wyrzucenia estońskiego ambasadora. "W ostatnich latach kierownictwo Estonii celowo niszczyło cały wachlarz stosunków z Rosją. Totalna rusofobia, kultywowanie wrogości wobec naszego kraju zostały przez Tallina podniesione do rangi polityki państwa" - napisano w oświadczeniu, które cytuje rosyjska agencja informacyjna Ria Novosti.

O sytuacji w Estonii i stosunkach rosyjsko-estońskich rozmawiamy z Bartoszem Chmielewskim z Ośrodka Studiów Wschodnich, który zajmuje się polityką i społeczeństwem państw bałtyckich – Litwy, Łotwy i Estonii.

Czym Estonia zasłużyła sobie na tak ostro brzmiącą notę. Jest mowa o totalnej rusofobii i kultywowaniu wrogości, które przez Tallinn zostały podniesione (zdaniem Rosji) do rangi polityki państwowej. Czy to są prawdziwe zarzuty?

– Nie. Zarzuty o rusofobię, o faszyzm, o gnębienie mniejszości rosyjskojęzycznej w Estonii pojawiają się ze strony Rosji od lat. Takie narracje o Estonii z ust rosyjskich polityków, komentatorów pojawiały się od lat 90-tych. W retoryce Moskwy wobec Tallinna to nie jest nic nowego. Jeżeli chodzi o to, dlaczego doszło do obniżenia rangi stosunków dyplomatycznych, to jest to odpowiedź Rosji na ruch Tallinna ogłoszony ponad tydzień temu. Estoński MSZ zapowiedział wprowadzenie równowagi w stosunkach estońsko – rosyjskich, a zatem zmniejszenie ilości dyplomatów rosyjskich pracujących w Estonii. W związku z tym Rosja w ramach retorsji postanowiła, że wydali ambasadora estońskiego, co w konsekwencji wiąże się z tym, że ambasador rosyjski w Tallinnie też wróci do Moskwy.

Jak wyglądały stosunki Estonii z Rosją i co zmieniło się po 24 lutego 2022?

– Po 24 lutego ta zmiana była symboliczna. W marcu ubiegłego roku zmniejszono ilość rosyjskich placówek dyplomatycznych w Estonii. Zlikwidowano konsulat w Narwie i przedstawicielstwo konsularne w Tartu. To była reakcja Estonii związana m.in z ujawnieniem rosyjskich zbrodni w Buczy. Stosunki polityczne między Tallinnem a Moskwą były chłodne już od dłuższego czasu. Działo się tak z winy Rosji. Estonia była w miarę otwarta na podtrzymywanie relacji z Rosją. Powodem był szereg spraw politycznych i prawno - międzynarodowych, które wymagały ustalenia między obydwoma państwami. Wśród nich między innymi przedłużająca się latami sprawa traktatu granicznego, który do dzisiaj nie został ratyfikowany. To właściwie Rosja nie była zainteresowana poprawą stosunków z Estonią. Świadczyć może o tym choćby wizyta poprzedniej prezydentki Estonii Kersti Kaljulaid w Moskwie w 2019 roku. Było to pierwsze spotkanie na tym poziomie głów państwa od 2008 roku. Pomimo tego, że  były na nim poruszane sprawy ekonomiczne i dotyczące współpracy transgranicznej - nie budzące kontrowersji politycznych, to spotkanie to nie przyniosło żadnej zmiany w relacjach międzypaństwowych.

Bartosz Chmielewski - fot. arch. wł.

Jak wygląda rosyjski korpus dyplomatyczny w Estonii?

– Przed marcem 2022 roku, oprócz ambasady rosyjskiej w Tallinnie w Estonii funkcjonowało przedstawicielstwo konsularne w Tartu i konsulaty w Narwie. Szczególnie ważną rolę odgrywał konsulat w Narwie – mieście tuż przy granicy z Rosją, gdzie większość mieszkańców to przedstawiciele mniejszości rosyjskojęzycznej, a cześć z nich jest obywatelami rosyjskimi. Obecnie działa tylko placówka w Tallinnie. Liczba rosyjskich dyplomatów, jak już mówiłem, została decyzją Estonii zmniejszona z 21 pracowników o statusie dyplomaty i 23 bez statusu dyplomaty do 8 dyplomatów i 15 pracowników administracyjnych. Przy obecnym stanie relacji miedzy Estonią, a Rosją wprowadzenie równowagi, a także kolejne obniżenie rangi stosunków (wydalenie ambasadora) nie jest żadną poważną zmianą. Najważniejszy aspekt relacji dyplomatycznych z perspektywy Estonii – utrzymanie opieki nad obywatelami estońskimi mieszkającymi w Rosji – pozostaje bez zmian. Dopóki będzie funkcjonować współpraca konsularna trudno mówić o poważnym pogorszeniu relacji. Te i tak od miesięcy są zamrożone.

Kilka godzin po decyzji Kremla, Estonia zadecydowała o wydaleniu ambasadora Rosji Władimira Lipajewa. Minister spraw zagranicznych Estonii Urmas Reinsalu wyjaśnił, że Tallinn podjął tę decyzję zgodnie z zasadą parytetu. Co to znaczy?

– Jak już wspominałem, zasada parytetu polega na tym, że jest taka sama liczba dyplomatów estońskich w Rosji, jak i rosyjskich w Estonii. To oznacza przywrócenie pewnej równości w stosunkach z Rosją z perspektywy Tallinna.

Wspomniał pan, że pana zdaniem całą tę sytuację wywołała zapowiedź przez Estonię wprowadzenia zasady parytetu. Niektórzy komentatorzy jednak zauważają, że taką reakcję Rosji mogła sprowokować zapowiedź udzielenia kolejnej transzy pomocy Estonii dla Ukrainy. Jednak gdy inne państwa wspomagają Ukrainę, nie powołuje to takiej reakcji ze strony Rosji.

– Faktycznie, Estonia ogłosiła ostatnio dość duży pakiet pomocy dla Ukrainy i część komentatorów estońskich zwraca uwagę na to, że to mogła być jedna z przyczyn, natomiast osobiście mi się wydaje, że to jest drugorzędne, wobec kwestii wprowadzenia parytetu.

Państwa bałtyckie, w tym Estonia, pomagają Ukrainie od samego początku. Pakiety pomocy były i są cały czas dość podobne, jeżeli porównujemy je z innymi państwami bałtyckimi. Ten ostatni pakiet zapowiedziany przez Estonię co do wartości w USD nie wiele różni się od np. zapowiedzi litewskich. Często w przeszłości pomoc ta miała za to dużą wagę polityczną. Estonia i dwa pozostałe państwa bałtyckie szczególnie wiosną 2022 roku ogłaszały pomoc wojskową, którą inne państwa starały się przykazywać w ciszy. To bardziej politycznie mogło być irytujące dla Kremla. To Estonia i państwa regionu pierwsze zapowiadały przekazywanie broni defensywnej w tym osławionych „Javelinów” tuż po 24 lutego i wtedy to mogło być powodem dla ostrej reakcji ze strony Rosji. Obecnie państwa zachodnie przekazują o wiele bardziej skomplikowaną technicznie i cenniejszą pomoc militarną niż państwa bałtyckie. Ja bym się skłaniał ku wersji, że jednak to wprowadzenie parytetu jest powodem rosyjskiej reakcji. Rosyjscy dyplomaci czasem prowadzą równolegle nieoficjalnie pracę wywiadowczą. Decyzja o zmniejszeniu liczby rosyjskich pracowników w Tallinnie, ograniczy możliwość działań szpiegowskich ze strony Rosji w Estonii.

I to tak rozjuszyło Moskwę?

– Bardzo możliwe, że tak mogło być, ale też państwa bałtyckie w tym Estonia, dla Rosjan zawsze były kolokwialnie mówiąc takim chłopcem do bicia - krajami, o których można mówić źle, pokazywać je jako zły przykład i stosować tego typu retorsje. To nie jest nic nowego.

Czy usuwanie ambasadorów, obniżanie rangi placówek to normalna praktyka, to skutek wojny? Czy zdarzało się to w relacji Tallinna z Moskwą już wcześniej?

– Obniżenie poziomu stosunków to efekt wojny. Jednak złe stosunki na linii Tallinn - Moskwa już się zdarzały. W 2007 roku zamieszki w Tallinnie częściowo były wywołane przez Kreml. Jak już wspomniałem stosunki dwustronne były chłodne ale obniżanie rangi to dopiero efekt trwającej wojny. Sytuacja na linii Tallin – Moskwa nie jest jednak jakąś nowością. Wiosną ubiegłego roku Litwa wycofała swojego ambasadora z Moskwy i do dziś go nie posiada.

Czy kiedy słyszymy o wyrzuceniu ambasadora Estonii z Moskwy to powinno nas Polaków zaniepokoić? Jaki to jest komunikat dla nas?

– Powinnyśmy to obserwować i interesować się tym, co tam się dzieje, natomiast to nie jest coś szczególnie niepokojącego. To nie jest zerwanie stosunków dyplomatycznych między Estonią a Rosją. One nadal trwają, mają jedynie obniżone rangę. To nie jest coś, co ma wielki wpływ na politykę w regionalną.

fot. Pixabay.com

Europa i świat

Europa i świat - najnowsze informacje