poniedziałek, 18 kwietnia 2022 11:30

"Płakał jak dziecko, nie chciał przyjąć pieniędzy". Stary Sącz pomaga uchodźcom z Ukrainy

Autor Joanna Jamróz-Haładyj
"Płakał jak dziecko, nie chciał przyjąć pieniędzy". Stary Sącz pomaga uchodźcom z Ukrainy

W Starym Sączu otwarto Free Shop dla uchodźców z Ukrainy. To efekt współpracy samorządu i Fundacji Rozwoju Sądecczyzny. O potrzebie niesienia pomocy opowiada nam prezes fundacji, pani Anna Majda.

Mieszkańcy Starego Sącza natychmiast odpowiedzieli na potrzeby uchodźców, którzy trafili na Sądecczyznę. Jednym z pomysłów na udzielenie im wsparcia było otwarcie Free Shopu, w którym zapłatą byłby uśmiech. Dzięki połączonym siłom samorządu Starego Sącza i Fundacji Rozwoju Sądecczyzny udało się otworzyć punkt z prawdziwego zdarzenia. O potrzebie niesienia pomocy uchodźcom, o tym, jak pięknie jest żyć, mogąc dać kawałek siebie innym, o wdzięczności ze strony uchodźców oraz o tym, jak dobro rodzi dobro, opowiada nam prezes fundacji, pani Anna Majda.

Jak to się stało, że zaangażowała się pani w pomoc dla uchodźców?

– Po prostu tak wyszło. Zawsze, jak jest potrzeba, angażuję się w różne akcje pomocowe, taka już jestem, taką mnie kocha mąż, moje dzieci i cała reszta świata. Tutaj jest potrzeba, większa skala pomocy, zaangażowanie i tak wyszło.

Co można otrzymać we Free Shopie i jakie są zasady korzystania ze sklepu?

– Free Shop okazał się super inicjatywą. Można tam otrzymać ubrania, które są posortowane według rozmiarów. Dostępne są również zabawki, nosidełka czy wózki. Można tam jeszcze otrzymać środki czystości czy żywność, na razie na mniejszą skalę, ale mam w planach większą inicjatywę. Zasady korzystania są proste, Free shop jest czynny od poniedziałku do piątku w godzinach od 10:00 do godz. 14:00. Pracuje tam Maryja (jedna z Ukrainek), która dba o to, by sklep wyglądał fajne - sortuje i układa przyniesione rzeczy. Ze sklepu mogą korzystać uchodźcy.

Free Shop w Starym Sączu / Fot. archiwum prywatne Anny Majdy
Free Shop w Starym Sączu / Fot. archiwum prywatne Anny Majdy


Wiele osób zaangażowało się w powstanie Free Shopu, zarówno Polacy, jak i Ukraińcy.

– Sama nie zrobiłabym niczego. To wielce budujące, że mam w około siebie tyle wspaniałych ludzi, którzy do akcji włączyli się po jednym haśle. Oczywiście nic by się nie udało bez zaangażowania Burmistrza Starego Sącza i udostępnienia lokalu. Panowie burmistrzowie sami wiele razy przychodzili w czasie pracy do naszego Free shopu. Ogromne zaangażowanie wykazał również sekretarz Gminy Stary Sącz, który koordynował zbiórkę ze Szwecji. Poza tym chłopaki z Stowarzyszenia Sądeckie Rycerstwo Księżnej Kingi wykonali piękne stojaki (robili je po nocy, żeby zdążyć jak najszybciej). Koleżanki z Urzędu Miejskiego pomagały w sortowaniu ubrań. Do pracy przy organizacji sklepu włączyły się również Ukrainki mieszkające na terenie Gminy Stary Sącz.

Jak można państwa wesprzeć?

– Każda pomoc jest bardzo ważna. Zbieramy odzież, jedzenie, środki higieniczne i czystości. Wiele rzeczy potrzebnych jest tu na miejscu, ale nie zapominamy również o potrzebujących przebywających na Ukrainie. Dla nich ta pomoc jest na wagę złota. Odzież, jedzenie i środki medyczne trafiają również do naszych sąsiadów. Organizujemy też podczas różnych wydarzeń w MCK Sokół w Nowym Sączu, jak również CKIS w Starym Sączu zbiórki publiczne. Można wesprzeć naszą pomoc, wpłacając pieniążki na konto PL76  1600 1462 1026 1351 0000 0002. 100% wpłaconych i zebranych pieniążków trafia do Uchodźców. Nie wszystko udaje się nam pozyskać ze zbiórek rzeczowych. Za zebrane pieniążki kupujemy bieliznę, lekarstwa (wykupujemy recepty), jedzenie (w szczególności dla małych dzieci), środki czystości i higieny osobistej, wyprawki szkolne dla dzieci, wizyty u lekarzy i dentysty. Często trzeba dokupywać rzeczy, których nie ma (np. poduszki czy koce).

Wracając do Free Shopu, jakich rzeczy nie należy oddawać?

– Bardzo prosimy, żeby rzeczy były czyste, niepodziurawione i niepoplamione. Nie zbieramy bielizny (dużo jest również odzieży dla maleńkich dzieci).

Free Shop w Starym Sączu / Fot. archiwum prywatne Anny Majdy
Free Shop w Starym Sączu / Fot. archiwum prywatne Anny Majdy

Free Shop nie jest jedyną pani inicjatywą na rzecz Ukrainy.

– Nie jest jedyną. Pomagamy, jak możemy. Jak już wspomniałam, organizujemy zbiórki. Rzeczy, które są potrzebne na Ukrainie. Staramy się organizować pomoc medyczną wszystkim, którzy tego potrzebują.

Co chciałaby pani powiedzieć osobom, które wciąż zastanawiają się, czy dołączyć do organizowanych zbiórek i akcji pomocowych?

– Każda pomoc musi wychodzić z serca. Tego się nie da wymusić. Ja uważam, że każdy dobry uczynek wzbogaca naszą duszę, pozwala nam się czuć lepszym, bardziej spełnionym i to jest ważne. Wiem, z autopsji, że dobro wraca ze zdwojoną siłą.

A tym osobom, które są trochę zmęczone pomaganiem? Podobno idąca do Polski druga fala uchodźców to osoby w dużo gorszej sytuacji.

– Wiem, że czasem jest ciężko, bardzo ciężko, ale jakie pięknie jest żyć, mogąc dać kawałek siebie innym. Przychodzą do nas osoby, które nie mają nic, nawet bielizny na zmianę. Kiedyś przywiozłam trzy kobiety i malutkie dziecko. Swoje całe życie zamknęły w 2 torbach zakupowych, nie maja nic, bo Mariupol zburzony, ich dom też.

Free Shop w Starym Sączu / Fot. archiwum prywatne Anny Majdy
Free Shop w Starym Sączu / Fot. archiwum prywatne Anny Majdy

Ukraińcy są bardzo wdzięczni za otrzymaną pomoc. Sami zresztą chętnie włączają się w różne akcje pomocowe.

– Tak, są bardzo wdzięczni. Za wszystko dziękują. Kiedyś była taka sytuacja, że przyszła dziewczyna po rzeczy. Wzięła zaledwie kilka, a, jak powiedziałam, żeby wzięła sobie więcej, odpowiedziała, że jej wystarczy, reszta dla innych. Gdziekolwiek byłam, to, nie mając nic, chcą się wszystkim podzielić. Każdą pomoc chcą odpracować, chcą pomagać w domu, sprzątać. To ludzie o wielkim honorze, kiedyś pewien starszy mężczyzna, jak otrzymał ode mnie trochę rzeczy i pieniądze na paliwo, bo wracał z rodziną na Ukrainę, to płakał jak dziecko, nie chciał przyjąć.
Ja wiem, że są różne przypadki, że są roszczeniowi ludzie, ale w każdym społeczeństwie się zdążają. Osobiście nie spotkałam się z żadną taką sytuacją. Wyrazem włączania się do pomocy dla uchodźców przez nich samych jest przykład powstania naszego Free shopu.

Wielu obywateli Ukrainy nie chce siedzieć bezczynnie, prawda? Nawet dzieci garną się do normalności.

– Siedzenie i rozmyślanie to chyba najgorszy pomysł. Dzieci nie powinny wiedzieć o tych okropieństwach, które się dzieją na Ukrainie, to zbyt wiele. Dla mnie upadek ludzkości jest wtedy, kiedy cierpią dzieci, są głodne, przestraszone, niepewne jutra. Ukraińcy chcą pracy, nie chcą być na czyim garnuszku, to nie honor i duma. Czasem się zastanawiam, czy oni wiedzą, że u nas pomoc na pstrym koniu jedzie i kiedyś ta pomoc zostanie im wypomniana. To przykre i bolesne, bo słyszę już tyle negatywnych komentarzy, że im lepiej niż nam. Osobiście nie chciałabym stracić domu, wszystkiego, na co pracowałam całe życie, by jechać do obcego kraju, nie znając języka, przyszłości- po to, by pojeździć za darmo tramwajem czy autobusem, wziąć używane ciuchy, czy dostać trochę jedzenia. Wiele osób przyjechało, by przeczekać najgorsze i chce wrócić. Tam jest ich dom i ojczyzna, za którą bardzo tęsknią. Musimy im dać troszkę normalności, godnej pomocy, bo każdy człowiek, niezależnie od pochodzenia i statutu, zasługuje na godność i szacunek.

Pomagacie państwo zarówno tym, którzy chcą dotrzeć do Polski, jak i tym, którzy wracają do domu, bo, wbrew przekonaniu niektórych osób, wielu uchodźców przede wszystkim pragnie wrócić do ojczyzny, prawda?

– Tak, oni bardzo tęsknią. Kiedyś jedna z Ukrainek mówiła mi, że u nich jabłka pachną inaczej i ta tęsknota... Ja też tak mam, jak wracam w moje rodzinne strony. Co prawda mam niedaleko, bo ok. 30 km, ale zawsze, jak jestem, mówię dzieciom: "Czujecie zapach mojej "Królówki"?" - coś w tym jest. Inni wracają, bo trzeba iść do pracy, bo ekonomia nie może paść. Muszą pracować, by odbudowywać kraj.

Free Shop w Starym Sączu / Fot. archiwum prywatne Anny Majdy
Free Shop w Starym Sączu / Fot. archiwum prywatne Anny Majdy


Czy któraś z historii osób, którym pani pomogła, szczególnie zapadła pani w pamięć?

– Jest wiele historii, ciężkich historii. Najgorsze są te, w których cierpią dzieci. Jedną z nich była historia jednej dziewczyny, która wyjechała z Winnicy ze swoją babcią. Mama dała wszystkie pieniądze, żeby dziewczyna wyjechała, była bezpieczna. Na jej wyjazd już nie starczyło. Będąc u nas, dziewczyna piekła ciasta, myła okna. Jak byłam kiedyś u niej, prosiła, żebym wzięła te 200 zł zarobione przez nią i wpłaciła jej mamie, żeby mogła przyjechać. Wpłaciłam, nie musiałam brać od niej pieniędzy. W zeszłą niedzielę jej mama dotarła do niej. Nie macie pojęcia, jaka radość była u tej dziewczyny. Kiedyś zwrócił się do mnie jeden pan, że bardzo chce pomóc i kupić wszystko, co potrzeba jakiejś rodzinie. Oczywiście udało się, mama, babcia i dzieci dostały buty. Najzabawniejsze w tej historii było, że jak przyjechały z zakupów, to tak strasznie płakały... Nie miałam pojęcia, co się stało, dopiero jak się wypłakały, to powiedziały, że to z wdzięczności... Jest jeden chłopczyk, który bardzo chce się uczyć. Zawsze, jak przyjeżdżam do niego, to muszę słowa tłumaczyć mu po polsku i angielsku - chłonie wszystko jak gąbka. Jest wiele historii, ale, mówiąc szczerze, nie mam już dziś siły. Może innym razem. Są ciężkie historie, pełne bólu i cierpienia oraz te, które kończą się dobrze. Te drugie wolę.

Działa Pani na rzecz Ukrainy od samego początku, skąd czerpie pani siły

– Największą moją siłą i motorem do wszystkiego jest moja rodzina. Mój mąż i cudowne córeczki.

Jak długo zamierza pani pomagać?

– Tu nie ma jakiegoś terminu, po prostu: ile będzie trzeba.

Nowy Sącz

Nowy Sącz - najnowsze informacje