– Wkrótce odczuje to na własnych kieszeniach – ostrzegał w poniedziałek 12 stycznia przed Urzędem Miasta Krakowa Sławomir Skiba, prezes Fundacji Wolność i Własność, przekonując, że koszty opłat i ograniczeń SCT zostaną przerzucone na mieszkańców Krakowa w cenach usług i towarów. Dwa dni wcześniej, 10 stycznia, w mieście odbyły się dwa protesty przeciw Strefie Czystego Transportu – pod siedzibą Zarządu Dróg Miasta Krakowa oraz w centrum, z przemarszem spod Muzeum Narodowego pod magistrat. Organizatorzy zapowiadają dalsze działania i liczą na uchylenie uchwały przez Wojewódzki Sąd Administracyjny, którego rozstrzygnięcie ma zapaść 14 stycznia.
Samorządowcy: rolnicy „żywią Kraków”, a strefa podniesie koszty dostaw
Briefing 12 stycznia zorganizowali przedstawiciele organizacji pozarządowych wspólnie z samorządowcami z Małopolski. Obok Sławomira Skiby w wydarzeniu uczestniczyli: Wojciech Rzadkowski, starosta powiatu proszowickiego, Grzegorz Cichy, burmistrz Miasta i Gminy Proszowice, oraz Mirosław Cichosz, wójt gminy Mszana Dolna, Ewa Kołacz, radna Gminy Dobczyce i Adam Harneńczyk ze Stowarzyszenia Małopolski Bunt.
Skiba podkreślał, że SCT – obowiązująca od 1 stycznia – ma uderzać zarówno w mieszkańców Krakowa, jak i w osoby dojeżdżające z regionu. Argumentował, że ograniczenia wjazdu i opłaty dla części pojazdów przełożą się na koszty transportu, a te – na ceny w mieście. Zapowiadał także kontynuację działań prawnych: pozew do WSA oraz szerszą kampanię wymierzoną w ustawę o elektromobilności, na podstawie której wprowadzono krakowską strefę. Mówił również o przygotowywaniu pozwów cywilnych w sprawach dotyczących naruszenia dóbr osobistych. Wskazał też na przypadek mieszkańca Krakowa, który – jak relacjonował – nie może zarejestrować się w systemie, mimo że płaci podatki w mieście.
Najmocniej wybrzmiał jednak wątek rolników i dostaw żywności. Starosta Wojciech Rzadkowski zwracał uwagę, że rolnicy z powiatu proszowickiego – jak mówił – dostarczają „30 proc produkcji całej żywności z Małopolski do Krakowa”. Podkreślał, że nowe zasady oznaczają dodatkowe koszty dojazdów m.in. na plac targowy na Rybitwach i przy dostawach do innych części miasta. W jego ocenie SCT w obecnym kształcie jest dla rolnictwa niekorzystna i dyskryminująca, a sprzeciw wobec strefy miały zgłaszać również środowiska rolnicze.
Proszowice i Mszana Dolna: brak kolei i postulat ograniczenia strefy do centrum
Samorządowcy wskazywali też na problem braku transportu szynowego jako realnej alternatywy dla dojazdów do Krakowa. Burmistrz Grzegorz Cichy mówił, że Proszowice i okoliczne miejscowości nie mają połączenia kolejowego z Krakowem, więc mieszkańcy muszą korzystać z transportu drogowego: do pracy, szkół i na uczelnie, a także przy dowozie towarów.
W jego ocenie obszar SCT jest zbyt szeroki – tak rozległy, że w praktyce obejmuje codzienne trasy dojazdowe i biznesowe, co zmusza część osób do ponoszenia opłat albo wymiany pojazdów. Cichy szacował, że około jedna trzecia samochodów używanych przez mieszkańców jego gminy nie spełnia norm, a więc strefa oznacza dla nich dodatkowe obciążenia. Proponował, aby – jeśli SCT ma funkcjonować – ograniczyć ją do ścisłego centrum, w rejonie Alei Trzech Wieszczów i głównych węzłów w obrębie centralnych dzielnic.
Podobne szacunki przedstawił wójt gminy Mszana Dolna Mirosław Cichosz, mówiąc o 30–40 proc. kierowców, którzy – według niego – nie wjadą do strefy bez dodatkowych kosztów. Podkreślał, że Kraków jako miasto wojewódzkie jest miejscem, do którego mieszkańcy regionu przyjeżdżają nie tylko do pracy i szkół, ale też w sprawach gospodarczych, społecznych i kulturalnych. W jego wystąpieniu kilkukrotnie padało słowo "dyskryminacja", a postulatem było zmniejszenie strefy, by – jak mówił – "nie szkodzić mieszkańcom" i chronić ich prawa.
O problemach jakie stwarza SCT dla mieszkańców Dobczyc mówiła też Ewa Kołacz, radna Gminy Dobczyce.
Adam Harneńczyk przede wszystkim zapewniał, że protesty są apolityczne. Zwrócił też uwagę na skutki finansowe dla miasta, które rocznie odwiedza nawet 12 mln. turystów. Jego zdaniem opłaty związane z SCT mogą zniechęcić ludzi do odwiedzania Krakowa.
Weekend protestów: pod ZDMK i przemarsz pod magistrat
Wcześniej, w sobotę 10 stycznia, w Krakowie odbyły się dwa protesty przeciw SCT. Pierwszy zorganizowano w godz. 10-12 przed siedzibą Zarządu Dróg Miasta Krakowa przy ul. Centralnej 53. Według organizatorów wzięło w nim nawet 1000 uczestników, którzy stawili się aby zaprotestować pomimo silnych mrozów. Organizatorzy tej części akcji wskazywali m.in. na – ich zdaniem – ideologiczny charakter strefy, a także na skutki społeczne: wykluczenie komunikacyjne i koszty dla osób mniej zamożnych, seniorów i rodzin.
Drugi protest odbył się w południe pod Muzeum Narodowym. Organizatorzy zapowiadali go jako pokojową manifestację mieszkańców, bez zaplecza partyjnego, przeciw – jak określali – "wadliwej, niesprawiedliwej i dzielącej miasto" uchwale. Po spotkaniu uczestnicy ruszyli w przemarszu pod Urząd Miasta Krakowa.
Według relacji strony "Zrównoważona mobilność" w tej manifestacji uczestniczyło niemal 200 osób. Podkreślano formułę "bez polityki", a także fakt pozostawienia na drzwiach magistratu pisma z wnioskiem dotyczącym SCT oraz zapowiedź zbierania postulatów i uzupełniania materiałów po proteście.
W relacjach z wydarzeń powtarzały się też podziękowania dla policji za zabezpieczenie zgromadzeń i akcent spokojnej atmosfery, mimo niskiej temperatury. "Kraków Patrzy" zwracał uwagę, że druga manifestacja miała bardziej lokalny, "rodzinny" charakter i była dla części osób po prostu łatwiejsza logistycznie niż dojazd w inne miejsce. Autorzy tej relacji oceniali, że dwa protesty jednego dnia nie muszą oznaczać rozproszenia, lecz pokazują różnorodność sprzeciwu i różne sposoby jego wyrażania.
Pojawił się również wątek wiecu poparcia dla SCT, o którym informowała strona "Strefa Czystego Transportu w Krakowie – do poprawki". Według tej relacji wydarzenie – organizowane przez byłego radnego Łukasza Wantucha – nie przyciągnęło licznej grupy zwolenników strefy.
Krytyka SCT: „strefa czystego absurdu” i spór o koszty
W wypowiedziach organizatorów protestów wyraźnie przewija się wątek ekonomiczny. Sławomir Skiba – także podczas wcześniejszych wystąpień – oceniał SCT jako rozwiązanie "ideologiczne" i wskazywał, że niewiele rodzin stać na spełnienie kryteriów, co jego zdaniem prowadzi do podziału na osoby zamożniejsze i mniej zamożne. Z kolei podczas briefingu 12 stycznia przekonywał, że skutki strefy dotkną również Krakowian, gdy wzrosną koszty transportu i dostaw, a przedsiębiorcy przerzucą wydatki na ceny usług i towarów.
- Nie wszystkie rodziny albo wręcz niewiele rodzin stać na to, aby spełniać kryteria jakie postawiła im ta "strefa czystego absurdu", jak mówimy tutaj o SCT. Na to się nie możemy zgodzić. Nie możemy przystać na to, by dzielono społeczeństwo na mniej zamożnych i bardziej zamożnych, na biednych i bogatych - mówił Skiba.
Skargę na uchwałę o SCT 14 stycznia ma rozpatrzeć Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie. – My czekamy na ten wyrok. Myślę, że wyrok będzie pomyślny dla nas i dla tych, którzy kwestionują strefę w takim kształcie – podsumował burmistrz Proszowic. Występujący przed magistratem zapowiedzieli, że niezależnie od wyroku będą kontynuować działania – zarówno w sferze prawnej, jak i poprzez kolejne mobilizacje społeczne.
fot. Marzena Gitler














![[12.01.2026] Prognoza pogody dla Małopolski. Sprawdź swój region](https://cdn.glos24.pl/2026/01/Tatry_w300.webp)




