W Beskidzie Niskim trwa 13. Wyścig Górski Magura Małastowska. Sobotnia rywalizacja, zaliczana jako 5. runda Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski, przyniosła zmienną pogodę, kilka przygód na trasie i zwycięstwo Sebastiana Steca. W niedzielę kierowców czeka jeszcze druga odsłona walki o punkty.
W skrócie:
- Sebastian Stec wygrał sobotnią 5. rundę GSMP na Magurze Małastowskiej.
- Drugi był Jakub Kozioł, a trzeci Maciej Kornaś.
- Kierowcom mocno namieszała pogoda: były deszcz, słońce i ponowna ulewa.
- W niedzielę, 14 czerwca, zawodnicy rywalizują w 6. rundzie GSMP.
Motorsport wrócił na Magurę Małastowską
To jeden z tych weekendów, kiedy Beskid Niski brzmi inaczej niż zwykle. Zamiast ciszy, szumu drzew i spokojnego ruchu turystycznego, w rejonie Małastowa słychać silniki, zmianę biegów i krótkie oklaski kibiców, którzy ustawiają się przy trasie. Od 12 do 14 czerwca odbywa się tam 13. Wyścig Górski Magura Małastowska.
Sobotnia rywalizacja to nie była tylko rywalizacja z kolegami na trasie. Dużym wyzwaniem była też pogoda, która zmieniała się jak w kalejdoskopie: najpierw padał deszcz, później zza chmur wyszło słońce, a w drugim podjeździe wyścigowym nad trasą znów przeszła ulewa. W tych warunkach najlepiej poradził sobie Sebastian Stec w Fordzie Fiesta. Kierowca wygrał 5. rundę GSMP z łącznym czasem 3:39,035. Drugie miejsce zajął Jakub Kozioł w Lamborghini Huracán ST Evo 2, a trzecie Maciej Kornaś w Toyocie GR Yaris. Tuż za podium uplasował się Roman Baran w Mitsubishi Lancerze, a piąty był Bartłomiej Madziara w Lamborghini Huracán ST Evo 2.
W niedzielę trwają przejazdy treningowe a od godz. 13 zacznie się prawdziwa rywalizacja.
Szybko, technicznie i pod górę
Zawody mają rangę 5. i 6. rundy Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. Tegoroczna edycja jest szczególna, bo organizatorzy mówią o rekordowej frekwencji. Na liście zgłoszeń znalazło się 79 kierowców. Dla kibiców to świetna wiadomość: większa obsada oznacza więcej przejazdów, więcej różnych samochodów i więcej sportowych historii, które mogą rozstrzygnąć się na kilku kilometrach asfaltu.
Jedna z takich historii napisała się już w sobotę. Stec miał problemy jeszcze podczas treningu — po kontakcie z barierą jego zespół musiał walczyć z czasem, by przygotować samochód do właściwej części dnia. Udało się. Ford Fiesta wrócił na trasę, a Stec odpowiedział najlepiej, jak mógł: zwycięstwem w rundzie.
Trasa wyścigu liczy 3610 metrów i prowadzi z Małastowa przez szczyt Magury Małastowskiej w stronę okolic Gładyszowa. To odcinek, który nie wybacza błędów. Jest szybki, techniczny i wymagający, a dla kierowców oznacza ciągłą koncentrację: wejście w zakręt, wyjście z zakrętu, hamowanie, przyspieszenie i natychmiastową korektę toru jazdy.
W czasie weekendu zawodnicy pokonają w trybie sportowym prawie 30 kilometrów. Dla publiczności to widowisko, w którym liczą się nie tylko najmocniejsze auta i najgłośniejsze przejazdy. Czasem największe wrażenie robi precyzja — moment, w którym samochód przechodzi przez zakręt dokładnie tak, jakby kierowca wcześniej narysował tor jazdy na asfalcie.
Magura Małastowska ma też swoją historię. Wyścig po raz pierwszy odbył się w 2014 roku. Wtedy wystartowało 40 kierowców, a trasa szybko zyskała opinię jednej z ciekawszych w kalendarzu. Dziś impreza jest już stałym punktem sezonu GSMP i jednym z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń motorsportowych w tej części Małopolski.
Uwaga na zamknięte drogi
Sportowe emocje oznaczają również utrudnienia dla kierowców. W dniach 13–14 czerwca zamknięta jest droga wojewódzka nr 977 na odcinku od Małastowa do Gładyszowa, w rejonie skrzyżowania Gładyszów/Krzywa. Zamknięcie obowiązuje od godz. 6:00 do 21:00.
Dodatkowo od 12 czerwca od godz. 19:00 do 14 czerwca do godz. 21:00 zamknięta jest droga powiatowa nr 1492K od skrzyżowania z DW 977 w Małastowie, na odcinku około 3200 metrów w kierunku Pętnej. Kierowcy planujący przejazd przez tę część Beskidu Niskiego powinni wcześniej sprawdzić objazdy i zostawić sobie więcej czasu.
Dla kibiców Magura Małastowska to jednak coś więcej niż sportowy kalendarz. To weekend, w którym niewielkie miejscowości stają się centrum motorsportu, a górska droga zamienia się w arenę walki o sekundy. I choć wygrywa tylko jeden, emocje przy trasie rozkładają się na wszystkich — zawodników, mechaników, organizatorów i widzów, którzy przyjechali zobaczyć, jak szybko można pojechać pod górę. Po sobotnich przejazdach wiadomo już jedno: nie wystarczy mieć szybki samochód. Trzeba jeszcze wygrać z pogodą, trasą i własnymi nerwami.



















