niedziela, 30 stycznia 2022 11:30

Tatry. Lawina zepchnęła licealistów do Czarnego Stawu. To była jedna z największych tatrzańskich tragedii

Autor Katarzyna Jamróz
Tatry. Lawina zepchnęła licealistów do Czarnego Stawu. To była jedna z największych tatrzańskich tragedii

Mimo, że od tej dramatycznej historii minęło 19 lat, poprzez ogrom swojej tragedii wciąż chwyta za serce. 28 stycznia 2003 r. lawina, która zeszła spod szczytu Rysów, zabrała życie ośmiu osobom. Sześcioro z nich zostało wtłoczonych wraz z masami śniegu pod lodową taflę Czarnego Stawu, a ich ciała wydobyto dopiero w czerwcu, gdy puściły lody. Spotkanie z żywiołem przeżyła tylko jedna licealistka.

Trzy majestatyczne wierzchołki, niemal pionowe ściany, najwyższy szczyt polskich Tatr. Rysy są swego rodzaju przepustką do przygody z górami. Potem są Alpy, góry Kaukazu i Himalaje. To szczyt cieszący się ogromną popularnością wśród turystów. Z wierzchołka rozciąga się piękna panorama, z której można podziwiać aż sto różnych szczytów. Ten zapierający dech w piersiach widok, chcieli podziwiać również licealiści z tyskiej szkoły. Niestety, 28 stycznia w drodze na Rysy rozegrał się prawdziwy dramat.

27 stycznia 2003 r., rozpoczęły się ferie zimowe dla województwa śląskiego. Tego dnia do schroniska w Morskim Oku przyjechała młodzież z tyskiego liceum. Ze względu na to, że wycieczka liczyła ponad dwadzieścia osób, opiekun nastolatków Mirosław Szumny, zdecydował się na podzielenie grupy na dwie tury. W schronisku, kończący zmianę ratownik TOPR -Władysław Cywiński, usilnie odradzał nauczycielowi wyprawę na Rysy. Namawiał pedagoga do wynajęcia przewodnika górskiego. Ostrzegał, że młodzież nie jest przygotowana do takiej wspinaczki, a grupy są zbyt liczne. Niestety, nie udało mu się przekonać nauczyciela do zmiany decyzji. Pierwsza tura zdobyła szczyt jeszcze tego samego dnia. Mimo początkowej mgły, udało im się bezpiecznie dotrzeć na Rysy.

- Kiedy wracaliśmy, tuż przed schroniskiem dwie czy trzy pary raków się zepsuły i śmialiśmy się, że następnego dnia nikt nie pójdzie na szczyt, bo nie będzie sprzętu

- opowiadał w 2016 r., portalowi Tychy Nasze Miasto Michał Lubos. Uczestnik grupy, która szczyt zdobyła dzień przed tragedią.

Niespełnione marzenie

Raki udało się naprawić, a druga grupa w kierunku szczytu miała wyruszyć z samego rana. W nocy warunki atmosferyczne uległy znacznemu pogorszeniu. Nastąpiło ocieplenie, pojawiły się opady deszczu, a zagrożenie lawinowe było coraz większe. Nauczyciel postanowił nie zmieniać planów (gdyby pedagog zdecydował się na wynajęcie przewodnika, prawdopodobnie ten odradziłby wyprawę przy takiej pogodzie). Grupa ze schroniska wyruszyła o 6:30. Trzynaście osób zmierzało w kierunku najwyższego szczytu Polski, którego zdobycie było wielkim marzeniem młodzieży. Dochodziła godzina 11:00, gdy grupę uczniów od szczytu dzielił niewielki odcinek drogi. Wtedy wydarzyła się ogromna tragedia. Słychać było huk, a spod wierzchołka ruszyła potężna lawina, która z każdą sekundą nabierała rozpędu. Była jak śnieżne tsunami, które porwało wszystko, co znalazło się na jego drodze. Masa białego puchu pokonała ponad kilometrowy odcinek drogi i uderzyła w zamarzniętą taflę Czarnego Stawu. Uderzenie było tak silne, że lód mimo tego, że miał metr grubości z łatwością roztrzaskał się pod ciężarem śniegu. Szacuje się, że masa spadającego puchu miała około 26 tys. ton, a jej czoło było szerokie na kilka metrów. W momencie, gdy lawina zaatakowała grupę, ta była podzielona: z przodu szły trzy osoby, z tyłu dwie mniejsze grupki. Lawina porwała dziewięć osób, czwórka pozostałych uczestników wycieczki, w tym nauczyciel, przebywała ponad obrywem masy śnieżnej.

Walka z czasem

Godzinę przed wypadkiem, uczniowie, którzy dzień wcześniej zdobyli Rysy, postanowili wyjść naprzeciw schodzącej ze szczytu grupie. Około 11:00 znajdowali się pod Czarnym Stawem, gdzie czekali na znajomych. Uczniowie widzieli zjeżdżające w ich kierunku kilkumetrowe czoło lawiny. Natychmiast kazano im zawrócić do schroniska, a ratowników TOPR wezwał jej opiekun. Rozpoczęła się akcja ratunkowa, którą dowodził sam naczelnik TOPRu Jan Krzysztof. Wstępne informacje były przerażające, ponieważ okazało się, że na drodze lawiny była prawie cała grupa. Ratownicy na początku znaleźli dziewczynę, która nie była całkowicie zasypana śniegiem. Luiza przejechała z lawiną prawie całą drogę. Miała złamaną rękę i ogólne potłuczenia. Po chwili wydobyto kolejną osobę, ratownikom udało się przywrócić jego funkcje życiowe. Chłopak w ciężkim stanie został przetransportowany helikopterem do szpitala. Mirosław Szumny, który wziął udział w akcji odnalazł ciało kolejnego uczestnika wyprawy. Psy lawinowe wskazały miejsce na stawie, ale prowadzenie tam poszukiwań zimą było niemożliwe. Akcję przerwano kolejnego dnia, wtedy też pogodzono się z faktem, że lawina zabiła 7 osób. 10 tygodni później, w szpitalu zmarła jej ósma ofiara, Przemysław Kwiecień. Ciała licealistów przeleżały pod śniegiem długie miesiące. Tatry wraz z odwilżą po kolei zaczęły oddawać ich ciała rodzinom. Ostatnią ofiarę znaleziono 17 czerwca.

Największa tragedia w polskich Tatrach

Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe zorganizowało 14 akcji poszukiwawczych ofiar tego tragicznego wydarzenia, w których wzięło udział 263 ratowników i 36 psów lawinowych, a ich praca trwała łącznie 2203 godzin.
W pierwszą rocznicę makabrycznego zdarzenia, w liceum w Tychach odsłonięto tablicę pamiątkową z nazwiskami ofiar oraz z napisem: “daj nam wiarę w mrok i świt, daj hart tatrzańskich skał”. W lipcu 2003 r., rodzice ofiar stanęli na szczycie Rysów. Chcieli dokończyć niezrealizowane marzenia swoich bliskich. W 2006 r., opiekun grupy, Mirosław Szumny został skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata. Mężczyzna nie miał uprawnień przewodnika wysokogórskiego. W 2010 r. powstał film fabularny "Cisza" w reż. Sławomira Pstronga, który opowiada o tragedii tyskich licealistów.

W lawinie zginęli uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego w Tychach oraz osoby związane z działającym w szkole Klubie Sportowym “Pion”:

  • Przemysław Kwiecień (18 lat) – znaleziony 28 stycznia, zmarł w szpitalu, po 10 tygodniach od wypadku;
  • Łukasz Matyśkiewicz (22 lata) – znaleziony 28 stycznia;
  • Szymon Lenartowicz (17 lat) – znaleziony 13 maja;
  • Artur Rygulski (18 lat) – znaleziony 5 czerwca;
  • Andrzej Matyśkiewicz (16 lat) – znaleziony 7 czerwca;
  • Ewa Pacanowska (17 lat) – znaleziona 7 czerwca;
  • Tomasz Zbiegień (36 lat) – znaleziony 8 czerwca
  • Justyna Narloch (16 lat) – znaleziona 17 czerwca.
Podhale

Podhale - najnowsze informacje