Wojewoda wkracza do wojny o konie. „Zawiadomiłem premiera”

Wojewoda Krzysztof Klęczar w Zakopanem
Wojewoda Krzysztof Klęczar w Zakopanem / MUW

„Koniki jeździły, jeżdżą i pojadą” – zadeklarował w Zakopanem wojewoda małopolski Krzysztof Jan Klęczar. Przedstawiciel rządu zapowiedział też, że poinformuje premiera Donalda Tuska o sytuacji na Podhalu. Wspólnie z posłanką Urszulą Nowogórską, starostą tatrzańskim, dyrektorem TPN i przedstawicielami środowiska góralskiego stanął w obronie transportu konnego. W tle trwa ostry konflikt z DIOZ, który domaga się całkowitego wycofania koni z trasy do Morskiego Oka.

„Nie ma zgody na zastraszanie”

31 sierpnia do sporu o konie z Morskiego Oka wkroczył wojewoda małopolski Krzysztof Jan Klęczar. W Zakopanem wystąpił wspólnie m.in. z posłanką Urszulą Nowogórską, starostą tatrzańskim Andrzejem Skupniem, dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego Szymonem Ziobrowskim oraz przedstawicielami przewoźników i Związku Podhalan.

Klęczar nie pozostawił wątpliwości, że sprzeciwia się działaniom, które jego zdaniem przekraczają granice legalnego protestu.

Nie ma zgody na to, żeby ktoś swoim działaniem blokował normalne funkcjonowanie regionu, zastraszał organy władzy samorządowej, narażał na niebezpieczeństwo ludzi i zwierzęta, a także stwarzał zagrożenie w ruchu. Nie ma zgody państwa na to, żeby ktoś łamał prawo w imię budowania własnych zasięgów i popularności – mówił wojewoda.

Jeszcze mocniej odniósł się do działalności DIOZ na Podhalu.

Nie może być tak, że ktoś przyjeżdża sobie z innej części naszego państwa i będzie nam mówił w Małopolsce, jak mamy żyć i funkcjonować – powiedział.

Zapowiedział przy tym działania na poziomie krajowym. Chodzi m.in. o używanie przez organizacje określenia „inspekcja”.

Słowo „inspekcja” niestety zaczyna być nadużywane. Nie może być tak, że ktoś kupuje sobie coś, co przypomina mundur, pisze sobie „inspekcja” na plecach, a następnie zastrasza ludzi i wdziera się do ich domu – mówił Klęczar.

Wojewoda zapowiedział, że razem z Urszulą Nowogórską będzie zabiegał o uregulowanie tej kwestii na poziomie krajowym.

„Zawiadomiłem premiera”

Klęczar chce również poinformować premiera o konflikcie, który w ostatnich tygodniach rozgorzał na Podhalu.

Czuję się zobligowany do tego, aby w sposób obszerny i precyzyjny poinformować pana premiera o tym, co tutaj się dzieje. Przygotowałem już stosowne pismo – zapowiedział.

Wojewoda chce, aby premier jednoznacznie wskazał, że należy szanować lokalną tradycję i kulturę Podhala.

Cała sytuacja ma również kontekst polityczny. Krzysztof Jan Klęczar jest nie tylko wojewodą małopolskim, ale od 2021 roku prezesem Zarządu Wojewódzkiego PSL w Małopolsce i członkiem władz krajowych partii. Z kolei Urszula Nowogórska jest posłanką PSL z okręgu nowosądeckiego.

Podhale jest dla PSL ważnym terenem politycznym. W obecnej kadencji partia ma w Małopolsce tylko dwóch posłów – Nowogórską i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Przy obecnych słabych notowaniach PSL walka o poparcie na terenach, gdzie silne są lokalna tożsamość, tradycja i przywiązanie do interesów mieszkańców, ma dla ludowców znaczenie.

Trudno więc nie zauważyć, że spór o konie daje PSL możliwość wyraźnego zaznaczenia swojej obecności na Podhalu i pokazania się jako ugrupowanie stojące po stronie lokalnej społeczności. Nie oznacza to oczywiście, że zaangażowanie Klęczara czy Nowogórskiej w sprawę wynika z kalkulacji partyjnej. Polityczny wymiar tej historii jest jednak coraz trudniejszy do pominięcia.

„Koniki jeździły, jeżdżą i pojadą”

Wojewoda mówił nie tylko o prawie, ale przede wszystkim o znaczeniu koni dla Podhala.

To nie jest kwestia tylko koni, ale to jest kwestia ludzi, którzy z tego żyją. Tak sobie chwalimy krajobraz Podhala. Tak chętnie z całego świata, Europy i Polski ludzie tutaj przyjeżdżają i patrzą na ten teren, a jak zabraknie tych koni, to zabraknie tego kulturowego obrazu tej ziemi. Nie możemy na to pozwolić i na to nie pozwolimy – przekonywał.

Jego zdaniem nie ma również podstaw, by twierdzić, że konie pracujące na trasie są w złej kondycji.

Wielokrotnie prosiłem, aby przeciwnicy pracy koni pokazali mi choćby jedno opracowanie, pod którym podpisana jest osoba ze świata nauki, albo ktoś z hodowców, który potwierdzi tezę, że konie w Morskim Oku są w złej kondycji lub są źle traktowane. Nie spotkałem się z takim dokumentem – powiedział Klęczar.

Na koniec postawił sprawę jednoznacznie:

Nie ma takiej możliwości, żeby ktoś przyjeżdżał tu i krzycząc, machając rękami, grożąc, strasząc, oświadczał, że koniki nie pojadą. Ja z tego miejsca ze spokojem, ale pełną konsekwencją oświadczam, że koniki jeździły, jeżdżą i pojadą.

Starosta przeciwko DIOZ, DIOZ przeciwko staroście

Stanowisko wojewody wpisuje się w konflikt, który w ostatnich dniach mocno zaostrzył się pomiędzy DIOZ a władzami powiatu tatrzańskiego.

Po spotkaniu z aktywistami 19 sierpnia starosta Andrzej Skupień złożył w Prokuraturze Rejonowej w Zakopanem zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstw. Wskazał m.in. na możliwość znieważania funkcjonariuszy publicznych, wywierania wpływu na decyzje administracyjne oraz wypowiedzi, które jego zdaniem mogą stanowić mowę nienawiści wobec górali.

DIOZ odpowiada na te zarzuty własną, bardzo ostrą narracją. Aktywiści oskarżają lokalne władze o blokowanie zmian i obronę systemu, który – ich zdaniem – odbywa się kosztem zwierząt. Domagają się całkowitego odejścia od koni.

Spór dotyczy również sposobu przeprowadzenia zmian. TPN i samorząd popierają rozwiązanie stopniowe: rozwój transportu elektrycznego oraz skrócenie od 1 września trasy wozów konnych do Wodogrzmotów Mickiewicza. DIOZ uważa takie rozwiązanie za niewystarczające.

Są zatrzymani w sprawie podpalenia samochodu DIOZ

O poziomie emocji świadczy dodatkowo sprawa podpalenia samochodu do transportu zwierząt. Samochód DIOZ spłonął w nocy z 22 na 23 sierpnia w Groniu, kilka godzin po proteście aktywistów na trasie do Morskiego Oka. Początkowo policja mówiła jedynie o podejrzeniu podpalenia i nie wykluczała innych wersji zdarzenia.

29 sierpnia policja zatrzymała jednak dwóch mężczyzn w wieku 36 i 37 lat. Prokuratura poinformowała następnie, że przedstawiono im zarzut zniszczenia mienia znacznej wartości, a obaj podejrzani przyznali się do zarzucanego czynu i złożyli wyjaśnienia. Biegli ustalili również, że do podpalenia użyto benzyny. Mężczyźni zostali objęci dozorem policji.

DIOZ od początku twierdził, że podpalenie mogło być odwetem za działalność organizacji na Podhalu. Po pożarze aktywiści uruchomili zbiórkę „Odwet górali na DIOZ”, której celem było zebranie miliona złotych.

Podhale - najnowsze informacje

Rozrywka