piątek, 24 lipca 2020 05:49

„Wreszcie dotarliśmy do miejsca w którym były początki miasta”

Autor Mirosław Haładyj
„Wreszcie dotarliśmy do miejsca w którym były początki miasta”

Przy ulicy Kościuszki 11 w Bochni ma powstać galeria handlowa. Przy okazji rozbiórki budynku teren badany jest przez archeologów. Na początku maja w miejscu pod planowaną inwestycję dokonano podwójnego odkrycia - narzędzi krzemiennych datowanych na okres mezolitu oraz pozostałości fosy i muru w okolicy średniowiecznej wschodniej bramy miasta. Okazuje się, że to nie wszystkie odkrycia.

Krzemienne narzędzia wydobyte podczas wykopalisk maja ok. 10-12 tys. lat i pochodzą z mezolitu, środkowego okresu epoki kamienia. To pierwsze tak stare znalezisko potwierdzające pobyt człowieka na terenie Bocheńszczyzny, co stanowi o ich wartości. Równie cenne są pozostałości po miejskiej fosie, którą datuje się na połowę wieku XIII i wiąże w początkiem powstania miasta.

O wszystkich tych znaleziskach rozmawiamy z panem Markiem Materną, archeologiem i starszym kustoszem w Muzeum im. prof. Stanisława Fischera w Bochni. Podczas wywiadu nasz rozmówca powiedział nam nie tylko o tym, jak nowe odkrycia wpłynął na historię miasta, ale także o nowym znalezisku przy ul. Kazimierza Wielkiego, które pozawala zlokalizować miejsce średniowiecznej osady, która poprzedziła powstanie miasta.

Na początku maja dokonano w Bochni odkrycia fosy i narzędzi krzemiennych datowanych na ok. 10-12 tys. Jak to znalezisko sytuuje się w historii? Ślady te są najstarsze w Małopolsce, czy na Bocheńszczyźnie?
– Na pewno najstarsze na terenie miasta. W okolicach Bochni, przy budowie autostrady natrafiano już na ślady pobytu ludzi z tego okresu, ale w samym mieście, czy też w dolinie Babicy mówiąc precyzyjniej, tak starych śladów pobytu człowieka nie mieliśmy. To odkrycie pokazuje, że rejon Bochni, okolica Raby, dolina Babicy, były terenem polowań łowców reniferów z okresu mezolitu, którzy zapuszczali się tu podążając za stadami zwierząt. Natomiast same zwierzęta często pojawiały się w tych okolicach ze względu na słoną wodę potoku Babica. Zwierzęta roślinożerne instynktownie, w naturalny sposób, próbują w ten sposób uzupełniać mikroelementy. Współcześnie trzymane w zamknięciu mają tzw. lizawki. Te dziko żyjące zarówno teraz, jak i dawniej korzystają ze słonych źródeł. A takie na obszarze wielicko-bocheńskim dość często występują.

Odcinek południowy przy zachodniej granicy fosy. Widoczne przejście w postaci nienaruszonej żółtej gliny umożliwiające przejście przez fosę oraz ślady po wkopanych w tym miejscu słupach drewnianych. Fot.: Ł. Czyrnek

Przechodząc do tematu drugie odkrycia – fosy. Została ona odkopana wraz z murami w okolicy wschodniej bramy. Może pan opisać to znalezisko?
– To, że uda się nam natrafić na fosę, podejrzewaliśmy już przed rozpoczęciem prac, ponieważ obecnie wszystkie prace poprzedzają odwierty geotechniczne. Mieliśmy już sygnał, że w miejscu w którym będzie prowadzona budowa nawarstwienia historyczne gwałtownie opadają, tworząc grubą na 3-4 m warstwę. Podejrzewaliśmy, że to właśnie może być fosa, ale oczywiście samo jej odkrycie należy uznać za szczęśliwy traf. Miasto ma tę specyfikę, że bardzo szybko wszystkie, starsze nawarstwienia wraz z upływem lat ulegają zniszczeniu. Ciągła, nowa zabudowa miasta powoduje, że te najstarsze nawarstwienia po prostu niszczeją. Tu, na niewielkim fragmencie udało się uchwycić fosę, uzyskać pełny jej przekrój. Stąd wiemy, jak w poszczególnych jej okresach ona wyglądała, jaką miała szerokość, jaką głębokość. Odcinek, który badaliśmy, nie można odnieść do całości założenia obronności miasta w postaci muru miejskiego i fosy, z tego względu, że odnaleziona część jest fragmentem przybramnym. Z tej racji na pewno szczególnie starannie starano się go utrzymać w należytym stanie. Z pewnością pozostałe odcinki fos nie były tak intensywnie naprawiane, jak w przypadku odcinka, który badaliśmy. Mamy potwierdzoną czterokrotną próbę naprawy fosy, zapewne w różnych odstępach czasu. To znaczy okres ten swoimi początkami sięga zapewne okresu średniowiecza, a kończy się gdzieś około wieku XVII, może połowy XVII w. W tym okresie fosa była czterokrotnie naprawiana i pogłębiana. Przede wszystkim było to związane z tym, że był to rejon bramy miejskiej, który to odcinek pełnił zarówno funkcje reprezentacyjne, jak i militarne, bo fosa blokowała przecież dostęp do bramy.

Mówiąc o fosie i jej wymiarach, jakie należy przyjąć wartości?
– Nie są one oszałamiające. Fosa w najgłębszym miejscu miała zapewne 3-3,5 m. Jej szerokość wahała się. W nazwijmy to pierwszej fazie, początkowej, była dosyć szeroka, bo miała około 9 m, ale była z kolei płytsza, miała około 2-2,5 m głębokości. W kolejnych fazach już takich szerokości nie miała, natomiast starano się utrudnić jej pokonanie najeźdźcom poprzez pionowanie ścian i uzyskiwanie coraz większych głębokości. Ostatecznie, w ostatniej fazie fosa miała ok. trzech metrów głębokości i 6 m szerokości, ale jej ściany były już niemalże pionowe.

Fosa miejska. Profil ukazujący poszczególne fazy jej funkcjonowania. Fot./oprac.: M. Materna

Gdyby mógł pan porównać te dwa znaleziska, to które z nich można by uznać za ważniejsze, cenniejsze, może bardziej sensacyjne?

– Na pewno nie chciałbym umniejszać żadnemu z tych znalezisk. Dlaczego? Po pierwsze odkrycie fosy, odkrycie fragmentu muru miejskiego, tzw. szyi bramnej, to znalezisko przede wszystkim o dużej randze historycznej. Jest ono ważne dla historii miasta, ważne dla średniowiecznego okresu funkcjonowania w ośmiowiekowych dziejach Bochni. Natomiast odkrycie narzędzi mezolitycznych to przede wszystkim znalezisko archeologiczne w rozumieniu podstawowym. Sięga ono czasów pradziejów, kiedy ani o mieście, ani o państwie Polskim jeszcze nikt wtedy nie myślał. Także mamy tutaj tak naprawdę naraz dwie kategorie znalezisk. Jedno to znalezisko związane z historią miasta, z historią średniowieczną polskiego królestwa, a z drugiej strony najstarszy ślad pobytu człowieka w tym miejscu, w którym potem powstała Bochnia.

Obiekt (jama) 17. Depozyt mezolityczny, poziom 130 cm. Fot.: M. Materna

Panie Marku, wspomniał pan o dziejach miasta czy odkrycia mają wpływ na dotychczasowy opis historii Bochni?
Tak. Bez wątpienia tak. Przypomnę tylko, że historyk bocheński, Stanisław Fischer, założyciel naszego muzeum, zwykł opisywać mury miejskie, jako niezbyt „efektowne”. Tzn. mówił, że zapewne były jakieś odcinki murów miejskich, była jakaś fosa, być może były wały ziemne. O bramach mówił, że mogły być tylko zwykłymi furtami. Natomiast choćby z tego odkrycia wynika, że system obronny miasta przynajmniej w rejonie bramy był bardzo rozbudowany. Była fosa, którą pielęgnowano i utrzymywano w należytym porządku. Pomiędzy fosą a murem miejskim i w jej osi postawiono bramę, była jeszcze szyja bramna, więc traki dodatkowy element, który pozwalał na pełną kontrolę wchodzących do miasta. No i skoro ówczesne miasto i jego mieszkańcy podjęli duży wysiłek finansowy i fizyczny na budowę szyi bramnej, zapewne też sama brama nie była zwykłą furtą, zwykłymi drzwiami w murze, tylko musiała być żelazna i murowana. Zapewne coś na wzór bramy wieżowej. Dla porównania i zobrazowania przywołam tutaj Bramę Floriańską. Być może nie było to założenie aż tak okazałe, ale na pewno nawiązywało architektonicznie do niej.

A więc brama musiała być trwała i solidna, dodatkowo pokazywała też rangę miasta.
Oczywiście. Historycy dosyć enigmatycznie wypowiadali się na temat bram miejskich, bo też nie mieliśmy żadnych informacji, poza źródłami pisanymi, ale one o nich tylko wspominały. Nie mieliśmy żadnych danych, jak mogłyby one wyglądać. Te odkrycia materializują wygląd systemu obronnego od razu wskazując na różne jego elementy i na dosyć dużą złożoność tego zespołu, bo mamy tutaj do czynienia z murem, fosą, szyją i samą bramą. Tak szczęśliwie się złożyło, że w dobrym miejscu wypadło nam prowadzenie tych badań.

Panie Marku odkryto fragment wschodniej cześć murów. Pozostają do odkrycia jeszcze mury zachodnie, północne i południowe. Czy jakieś prace w tym kierunku są planowane?
– Powiem uczciwie, że chciałbym, aby badanie murów miejskich stało się w najbliższym czasie priorytetem działań naukowo-badawczych w mieście, ale obawiam się, że to nie będzie miało miejsca. Nadal będziemy skazani na przypadek i na inwestycje prywatne, które być może wydarzą się szczęśliwie w rejonie kolejnych odcinków miejskich murów, czy też w rejonie pozostałym bram. Mamy mniej więcej zlokalizowane przebiegi granic. Szczególnie brzeg południowy miasta wydaje się być najmniej wątpliwy. Natomiast już w przypadku zachodnich odcinków murów miejskich lokalizacja bramy byłaby dużym sukcesem.

Profil zachodni wykopu budowlanego z widocznymi reliktami muru szyi bramnej. Fot./oprac.: M. Materna

Czyli ewentualne odkrycia pozwoliłyby dokładnie zlokalizować przebieg murów i tym samym teren ówczesnego miasta.
– Tak. Różne badania, które prowadziłem, najczęściej komplikują dotychczasowy obraz historii miasta, niż ją wyjaśniają i potwierdzają. Bardzo często pewne obszary przyjęte tradycyjnie jako obszary miejskie, w świetle badań archeologicznych raczej wyglądają na przedmieścia.

Panie Marku, przejdźmy do tych odkryć, których dokonano w fosie, bo znaleziono tam sporo przedmiotów.
– Tak. Do fosy, oczywiście w okresach pokoju, kiedy mieszkańcom wydawała się ona tylko utrudnieniem w codziennym życiu, wrzucano różne odpady. Widać, że dbałość o nią nie była udziałem wszystkich, większość mieszkańców zapewne uważała ją za przeszkodę w codziennym funkcjonowaniu – w końcu utrudniała wchodzenie i wychodzenie z miasta, bo można było poruszać się jedynie bramami. Nie można było sobie w dowolnym miejscu przez mury miejskie przechodzić. Więc fosa ulegała ciągłemu zasypywaniu. To zasypywanie to dla nas dzisiaj, badających fosę, okazja do tego, by przyjrzeć się kulturze materialnej ówczesnych mieszkańców miasta. Podpatrzeć, jakich używani naczyń, z jakich kafli budowali piece domowe, czy też ocenić, jaka była majętność ludzi, bo wśród różnych znalezisk są również monety, które, zapewne przez przypadek - ale jednak - trafiały wraz z innymi odpadami do fosy. Taka ciekawska – wydaje się, że ostateczne zasypanie fosy nastąpiło po którymś z dużych pożarów miasta. Fosa w ostatnim okresie została wypełniona szczątkami domów z dużą ilością przepalonego drewna i polepy, czyli przepalonej gliny. Odnaleźliśmy też fragmenty cegieł i bardzo duże ilości kafli z pieców, które uległy zniszczeniu w wyniku jakiegoś dużego pożaru. Chęć posprzątania miasta, z jednej strony, i zapewne też poczucie, że fosa więcej się już nie przyda, doprowadziły do tego, że zgliszcza domów zostały do fosy wrzucone i tym samym uległa ona zupełnie zatarciu.

Wracając do szczątków, czy wśród nich znajdują się przedmioty, które są szczególne cenne, które możemy nazwać odkryciem?
– Na chwilę obecną nie mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi, dlatego, że wszystkie one są obecnie w konserwacji. Być może wśród nich są przedmioty, które na takie miano zasługują. Wśród materiału ceramicznego mieliśmy naczynia średniowieczne, renesansowe i barokowe, jednak nie są one wyjątkami. Mieliśmy już kilkukrotnie okazję na tego typu znaleziska natrafiać na terenie miasta. Być może wśród kafli na uwagę zasługiwałyby elementy, które znajdowaliśmy w fosie i były one zdobione przy pomocy plastyki figuralnej z wyobrażeniami aniołków. Właściwie trudno znaleźć analogię do tego typu znalezisk, ale zapewne cześć kafli na pewno zasługuje na uwagę, bo różnią się one od tych znajdowanych choćby na płycie rynku. Być może pochodzą one z bogatszych domów bocheńskich mieszczan.

Obiekt (jama) 17, profil. Fot.: M. Materna

Panie Marku, rewitalizacja rynku w Bochni trwa. Czy pokusiłby się pan o jej ocenę z archeologicznego punktu widzenia?
– Na pewno nie o wszystkich wynikach badań wiem, ale docierają do mnie od prowadzącego te wykopaliska, pana Marcina Paternogi, informacje o coraz ciekawszych znaleziskach. Prace na rynku bocheńskim są obecnie wstrzymane. Zostały tam jeszcze do zrealizowania badania w rejonie fontanny. To dosyć duże badania, które czekają nas na płycie rynku. Obecnie zdaje się, że prace prowadzone są przy rynkowych ulicach, tj. przy ul. Mickiewicza, przy ul. Wolnicy, w ciągu ul. Kazimierza Wielkiego, wzdłuż południowej pierzei. I tam prowadzący badania natrafili na jedne z najstarszych śladów średniowiecznej Bochni, XIII-wieczne warstwy, pełne ceramiki, skór i zabytków metalowych. To odkrycie dosłownie sprzed kilku dni. Wskazują one, że wreszcie udało się zlokalizować miejsce średniowiecznej osady, poprzedzającej powstałe w tym miejscu miasto. Wiem, że dla mieszkańców może to wyglądać jakby wykopaliska trwały za długo, ślamazarnie, ale jestem o tym głęboko przekonany, nie jest to wina samych badań archeologicznych. Raczej ogólnie, kłopotów związanych z rewitalizacją.

Panie Marku, gdyby miał pan wymienić największy minus i największy plus rewitalizacji, to co by to było?
– Na pewno największym minusem jest to, że w trakcie rewitalizacji samego rynku nie odsłoniliśmy w całości ratusza, który właściwie, dwukrotnie przebadano tylko częściowo. W efekcie nadal nie potrafimy odtworzyć jego pełnego zarysu oraz wszystkich faz funkcjonowania. To największy minus jaki mogę wskazać, bo odkryty ratusz nawet nie może być specjalnie uwidoczniony na nowej płycie z tego względu, że poprzez jego ograniczone badania nie wiemy, jaki był jego pełny kształt i jak rozbudowywano go w poszczególnych etapach. A największym plusem jest chyba to, że bocheńskie muzeum i w ogóle mieszkańcy Bochni, będą mieli wreszcie okazję zobaczyć, jak historia miasta faktycznie wyglądała, jak wyglądało codzienne życie miasta, jego kultura materialna. Zobaczyć przedmioty, które ówcześni mieszkańcy posiadali, których użytkowali, którymi się otaczali. Z wykopalisk w tej chwili mamy już olbrzymią ilość zabytków. Wszystkie one za niedługo trafią do muzeum i mam nadzieję, że w przyszłości powstanie z nich stała ekspozycja, pokazująca historię miasta w sposób, który był wcześniej niemożliwy do pokazania ze względu na brak eksponatów.

Wybór kilkunastu zabytków krzemiennych z obiektu (jamy) 17. Fot. Ł. Czyrnek.

Rozmawiał Mirosław Haładyj
Fot.: Ł. Czyrnek i M. Materna

Bochnia

Bochnia - najnowsze informacje