20 tys. zł brutto miesięcznie – tyle miała otrzymywać dyrektorka Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju Marta Mordarska. Burmistrz twierdzi, że o ponad 7,5 tys. zł za dużo, i odwołał ją ze stanowiska. Była radna PiS odpiera zarzuty, wskazując na dokument podpisany przez samego burmistrza. To kolejna kontrowersja w jej wieloletniej karierze publicznej.
Wynagrodzenie dyrektorki Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju przewyższało nawet pensję prezydenta Krakowa. Łukasz Gibała, który niedawno objął urząd, zdecydował się na obniżenie swojego wynagrodzenia do 18 587 zł brutto miesięcznie. Tymczasem Marta Mordarska, według informacji przedstawionych przez burmistrza Piotra Rybę, otrzymywała 20 006 zł brutto. Problem w tym, że zdaniem władz uzdrowiska jej miesięczne wynagrodzenie miało wynosić 12 504 zł.
– Stanowczo oświadczam, że nie podwyższałem Jej wynagrodzenia do wysokości 20.006 złotych i nie dałem Jej podwyżki, w kwocie przekraczającej 7.500 złotych – napisał burmistrz Piotr Ryba w opublikowanym oświadczeniu.
Różnica, która dokładnie wynosi 7502 zł miesięcznie, przy dwunastu miesiącach daje ponad 90 tys. zł. Burmistrz zażądał zwrotu pieniędzy, dopuszczając możliwość spłaty w ratach. Strony nie doszły jednak do porozumienia. W poniedziałek, 26 października, Ryba poinformował o odwołaniu Mordarskiej ze stanowiska i zapowiedział skierowanie sprawy do sądu pracy oraz prokuratury.
Mordarska nie zgadza się z zarzutami. Uważa, że otrzymywała wynagrodzenie zgodne z dokumentami, które przygotowali urzędnicy, a podpisał sam burmistrz.
Burmistrz podpisał, dyrektorka pobierała. Kto miał to kontrolować?
Sednem sporu jest porozumienie zmieniające warunki wynagrodzenia z września 2025 roku. W dokumencie określono kwotę 12 504 zł jako „wynagrodzenie zasadnicze”. Nie zapisano natomiast wprost, że przestają przysługiwać wcześniej przyznane dodatki funkcyjny i stażowy. Na tę różnicę zwraca uwagę Mordarska. W oświadczeniu opublikowanym 24 października na stronie Centrum Kultury stanowczo zaprzeczyła, jakoby samodzielnie przyznała sobie dodatkowe świadczenia.
„U podstaw całej sprawy leży spór o treść i skutki dokumentów płacowych przygotowanych przez Urząd Miasta i podpisanych przez Burmistrza, a nie samowolne przyznanie sobie przeze mnie dodatkowych i nienależnych świadczeń” – napisała.
Według byłej dyrektorki dokument przygotowali pracownicy magistratu. Ona sama przyjęła go i przekazała księgowości Centrum Kultury. Powołuje się również na opinię prawną, która – jak twierdzi – potwierdza zasadność jej interpretacji.
Burmistrz Piotr Ryba przedstawia inną wersję. Utrzymuje, że w obecności sekretarza gminy wyraźnie poinformował Mordarską, iż jej wynagrodzenie pozostaje na dotychczasowym poziomie, a zmienić ma się jedynie jego struktura. Zapewnia, że nigdy nie wyraził zgody na podwyżkę do 20 tys. zł.
Szczególnie interesujący jest kolejny dokument, z lipca 2026 roku. Jak wskazuje Mordarska, tym razem jednoznacznie zapisano w nim, że ustalone wynagrodzenie ma charakter wyłączny, bez wcześniejszych dodatków. Była dyrektorka twierdzi, że podpisała go bez zastrzeżeń.
Pozostaje jednak pytanie o odpowiedzialność za nadzór nad publicznymi pieniędzmi. Skoro burmistrz podpisywał dokumenty dotyczące wynagrodzenia dyrektorki, a Centrum Kultury jest samorządową instytucją, dlaczego rozbieżność między oczekiwaną a wypłacaną kwotą miała pozostawać niezauważona przez niemal rok? Kto w tym czasie kontrolował listy płac i czy wcześniej weryfikowano wykonanie zawartego porozumienia?
Na razie nie wiadomo, kto ma rację. "Pełniąc funkcję Dyrektora, zawsze kierowałam się dobrem Centrum Kultury i odpowiedzialnością za powierzoną mi instytucję, pełniłam ją z pełnym poświęceniem, często kosztem wyrzeczeń i własnego zdrowia. Sam Burmistrz i członkowie organów Gminy w korespondencji docenili wykonaną przeze mnie pracę. Nie uchylałam się od wyjaśnień i nadal podtrzymuję gotowość do rzeczowego rozwiązania sporu. Nie mogę jednak zgodzić się, aby niejasności dokumentów przygotowanych przez Urząd i podpisanych przez Burmistrza oraz obrona moich praw pracowniczych służyły podważaniu mojego dobrego imienia i uczciwości, a tym bardziej stanowiły pretekst do odwołania mnie ze stanowiska" - napisała była już dyrektorka CK.
Od sądeckiego magistratu do sejmiku i PFRON
Marta Mordarska od lat związana jest z sądecką prawicą, przede wszystkim ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości. Jej kariera w administracji publicznej rozpoczęła się już w 1994 roku. Przez cztery lata była pełnomocnikiem wojewody nowosądeckiego ds. uzależnień, pracowała również w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Małopolskiego, Regionalnym Ośrodku Polityki Społecznej oraz Małopolskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Później została pełnomocnikiem prezydenta Nowego Sącza ds. społecznych. Funkcję tę pełniła za rządów Ryszarda Nowaka, polityka związanego z PiS, który kierował miastem w latach 2006–2018.
Mordarska miała również dobre relacje z wpływowym sądeckim senatorem PiS Stanisławem Kogutem. W 2014 roku senator publicznie wymieniał ją wśród potencjalnych kandydatów partii na prezydenta Nowego Sącza. Sama zainteresowana zapewniała wówczas, że nie zamierza ubiegać się o ten urząd i chce nadal pracować w sejmiku wojewódzkim, do którego dostała się w listopadzie 2011 roku. W wyborach rok wcześniej kandydowała do sejmiku z listy PiS, ale nie uzyskała mandatu. Szansę otrzymała po Andrzeju Romanku, który został wybrany do Sejmu. Mordarska zajęła jego miejsce i rozpoczęła wieloletnią działalność w samorządzie wojewódzkim.
Mordarska pozostawała wierna politycznej linii Prawa i Sprawiedliwości również w głośnych sporach światopoglądowych. W kwietniu 2019 roku głosowała za przyjęciem przez małopolski sejmik deklaracji sprzeciwiającej się „ideologii LGBT”. Dwa lata później, gdy dokument wywołał konflikt z Komisją Europejską, a Małopolsce groziła utrata miliardów euro unijnych funduszy, sprzeciwiała się jego uchyleniu, a podczas ostatecznego głosowania we wrześniu 2021 roku wstrzymała się od głosu.
Stanisław Kogut, miliony z PFRON i zatrzymanie przez CBA
W lipcu 2016 roku Marta Mordarska objęła stanowisko dyrektorki małopolskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Formalnie wygrała konkurs, jednak według późniejszych ustaleń prokuratury w zdobyciu posady mieli jej pomagać wpływowy senator PiS Stanisław Kogut oraz jego syn Grzegorz. Jak opisano w akcie oskarżenia, Mordarska miała bardzo słabo wypaść podczas rozmowy kwalifikacyjnej, a ówczesny prezes PFRON Robert Kwiatkowski początkowo nie chciał jej zatrudnić. Śledczy twierdzą, że zmienił decyzję pod wpływem nacisków.
Według prokuratury w zamian za pomoc w uzyskaniu stanowiska Mordarska miała obiecać wsparcie finansowe Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym w Stróżach, związanej z rodziną Kogutów. Chodziło o dofinansowanie ze środków PFRON w wysokości około 3 mln zł.
Sprawa doprowadziła w styczniu 2020 roku do zatrzymania Mordarskiej, byłego senatora Stanisława Koguta oraz jego syna Grzegorza przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Prokuratura postawiła byłej dyrektorce zarzuty korupcyjne, których ta od początku nie uznaje, zapewniając o swojej niewinności.
Stanisław Kogut, wieloletni senator PiS z Sądecczyzny, sam był uwikłany w postępowania korupcyjne. Zmarł w 2020 roku. Jego syn Grzegorz przyznał się do postawionych mu zarzutów i dobrowolnie poddał karze, na co sąd przystał w 2022 roku.
Mordarska od początku zaprzeczała swojej winie. W lutym 2020 roku opublikowała oświadczenie, w którym kwestionowała ustalenia prokuratury dotyczące jej roli i zakresu podejmowanych decyzji.
Po zatrzymaniu została zawieszona w prawach członka PiS. Odsunięto ją również czasowo od kierowania PFRON. Nie trwało to jednak długo. Już w kwietniu 2020 roku wróciła do pracy na stanowisku dyrektorki, choć ograniczono jej uprawnienia związane z podejmowaniem decyzji finansowych.
Nadal była również radną sejmiku. Mandat zapewniał jej szczególną ochronę stosunku pracy – rozwiązanie umowy wymagało zgody sejmiku. PFRON przez ponad dwa lata po zatrzymaniu nie wystąpił o taką zgodę.
Sprawa karna trafiła do sądu. Proces przed krakowskim sądem ciągnie się od 2023 roku. Jeszcze w lipcu 2026 roku sprawa pozostawała nierozstrzygnięta. Była dyrektorka nie przyznaje się do winy.
Kolejne zarzuty i odejście z PFRON
Na zarzutach korupcyjnych problemy Marty Mordarskiej się nie skończyły. W 2022 roku pojawiły się oskarżenia dotyczące sposobu traktowania pracowników małopolskiego oddziału PFRON. Po skargach pracowniczych powołano komisję antymobbingową i antydyskryminacyjną. Mordarska stanowczo odrzucała zarzuty, uznając je za próbę zniszczenia jej reputacji.
Komisja nie zakończyła jednak postępowania merytorycznym rozstrzygnięciem. Jak wynika z późniejszej odpowiedzi rzeczniczki PFRON, postępowanie uznano za bezprzedmiotowe po ustaniu stosunku pracy Mordarskiej. Nie sporządzono protokołu końcowego, a zarzuty nie zostały ani potwierdzone, ani oddalone.
31 sierpnia 2023 roku Mordarska zakończyła pracę w PFRON. Stosunek pracy rozwiązano za porozumieniem stron, bez wskazania przyczyny. Nie był to jednak koniec jej kariery w publicznych instytucjach. Mordarska zasiadała w małopolskim sejmiku do końca kwietnia 2024 roku. W wyborach samorządowych PiS nie wystawiło jej już na swoją listę, choć pięć i pół roku wcześniej zdobyła blisko 16 tys. głosów.
Nowe stanowisko w Krynicy. Kontrowersje od pierwszego dnia
W maju 2024 roku burmistrz Krynicy-Zdroju Piotr Ryba rozpoczął nową kadencję od zmiany kierownictwa Centrum Kultury. 7 maja odwołał dotychczasowego dyrektora Tomasza Klimka. Już następnego dnia powierzył kierowanie placówką Marcie Mordarskiej.
Nominacja byłej radnej PiS szybko stała się przedmiotem politycznych kontrowersji. Media zwracały uwagę, że stanowisko otrzymała osoba związana z tym samym środowiskiem politycznym co burmistrz, mimo trwającej sprawy karnej i wcześniejszych problemów w PFRON.
Wątpliwości dotyczyły jednak nie tylko politycznych powiązań. Procedura odwołania poprzedniego dyrektora została zakwestionowana przez wojewodę, a następnie stała się przedmiotem postępowań przed sądem administracyjnym. Burmistrz podejmował kolejne działania zmierzające do zmiany kierownictwa placówki.
Mordarska znów przed sądem?
Dziś burmistrz Piotr Ryba odpowiedzialnością za sporne wynagrodzenie obarcza Martę Mordarską. Warto jednak przypomnieć, że już samo powierzenie jej stanowiska dyrektorki Centrum Kultury budziło kontrowersje. Oboje byli związani ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości, a za Mordarską ciągnęły się zarzuty korupcyjne i oskarżenia o mobbing w PFRON. Burmistrzowi nie przeszkodziło to w jej zatrudnieniu. Teraz przekonuje, że przez niemal rok nie wiedział, ile faktycznie zarabiała, ponieważ dokumenty płacowe nie przechodziły przez jego ręce.
Co zatem sprawiło, że dopiero teraz postanowił rozstać się z dyrektorką? Kto i w jakich okolicznościach ujawnił rozbieżności w jej wynagrodzeniu? Dlaczego wcześniej nie wykryły ich mechanizmy nadzoru nad samorządową instytucją? I czy odpowiedzialność za tę sytuację rzeczywiście spoczywa wyłącznie na Mordarskiej, skoro dokumenty dotyczące jej wynagrodzenia podpisywał sam burmistrz?
Ryba zapowiada skierowanie sprawy do sądu pracy oraz zawiadomienie prokuratury. Mordarska po raz kolejny będzie więc musiała bronić swojego stanowiska wobec poważnych zarzutów. Tym razem jednak odpowiedzi może być zobowiązany udzielić również burmistrz, który najpierw powierzył jej kierowanie Centrum Kultury, a dziś kwestionuje wysokość wypłacanego jej wynagrodzenia. Kto ma rację, rozstrzygną właściwe organy. Pozostaje pytanie, kto odpowiada za to, że spór o publiczne pieniądze ujrzał światło dzienne dopiero po wielu miesiącach.












![Roboty, druk 3D i spotkanie z mistrzynią olimpijską. Tak wyglądały targi w Nowym Sączu [FOTO]](https://cdn.glos24.pl/2026/10/2026-10-16-Gate-to-the-Future---Nowy-S--cz---2026-002-1_w300.webp)




